Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 grudnia 2010

niedziela, 31 października 2010

Trzecia wojna robotów




witam!
zapraszam do przeczytania mojego opowiadania "Trzecia wojna robotów" Opowiadanie jest dość długie więc na razie nie wklejam go do bloga jedynie wrzucam na stronę trzecia wojna robotów
Zapraszam też do zaglądania na jeszcze czynny mój stary blog na "onecie" art-jop.blog

wtorek, 3 sierpnia 2010

Wojna o ziemię





...Józef usiadł zadowolony, jadł obiad i wspominał dawne czasy,

-chciałem napisać stare dobre czasy, bo czasy po latach bez względu na to jakie były naprawdę zawsze stają się dobrymi, ponieważ były czasami naszej młodości. W czasach naszej młodości spotykaliśmy piękne dziewczyny słuchali "naszej" muzyki i wszystko było nowe i pierwsze.
Przypominam sobie opowieść jakiegoś partyzanta którego spotkałem na przystanku w okolicach Jeleniej Góry, -mówił mi: ty wiesz jakie wszystko było w tym obozie koncentracyjnym wspaniałe, tam poznałem swoją żonę, uciekałem stamtąd dwa razy, nigdy tamtych czasów nie za pomnę, a po wojnie kiedy wszystko trzeba było budować na nowo,- to dopiero były czasy!
Ale wróćmy do Józefa, Józef zadowolony siedział przy stole i jadł obiad, a jeden z wnuków czytał baśnie, drugi przeglądał łużycki portal internetowy...


Józef przypominał sobie lata pięćdziesiąte i ich walkę o ziemię z komunistyczna policją.
Łużyczanie musicie wiedzieć, to naród spokojny ale niezwykle przywiązany do własności, swoich domów w których żyją i mieszkają często od wielu pokoleń, i swojej ziemi
Powstanie ogarnęło wtedy 'całe Błota" i okoliczne wioski, a wkrótce cały region przerażony wizją kolektywizacji, a on Józef był jednym z przywódców tego powstania. Wtedy jeszcze młody dwudziestoletni wysoki szczupły i energiczny, jeździł po łużyckich wioskach i namawiał do obywatelskiego sprzeciwu na naprędce zwoływanych wiecach pośród wsi, stawał na drewnianej skrzynce i namawiał ludzi do obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Był to rok pięćdziesiąty trzeci.

Teraz gdy unia się rozpadła na dwa państwa, a pośrednią lub nawet bezpośrednią przyczyną rozpadu było przejście$ na nową naukową religie w której biologia była decydująca w sprawach najważniejszych, i jeden z młodych dociekliwych badaczy naukowych, nazywanych przez ludzi kapłanami w białych kitlach, dogrzebał się wśród starych zapisków, w szafie w rogu pokoju z papierowymi jeszcze księgami, notatek. A grzebał w nich z niechęcią, pożółkłe papiery miały zbutwiały zapach, ale cos jednak przykuło jego uwagę, i zaczął czytać. Z nich dowiedział się o istnieniu dwóch specyficznych grup ludności europejskich pod względem obecności tak zwanego genu ojca. ..
Przerażony zamarł bo naruszył pierwsze prawo poprawności politycznej, a że był lojalnym i szczerze oddanym obywatelem zaczął myśleć co zrobić z tym znalezionym przed chwilą fantem. Nie mogą przecież żyć obok siebie poprawni europejczycy których przodkowie wznosili wielkie budowle i tworzyli naukę w czasach rzymskich obok potomków nomadów, których należało z unii jak najszybciej usunąć



Naprędce zebrane konsylium "religijno-medyczne", bo od jakiegoś czasu biolodzy pełnili funkcje kapłanów i przywódców politycznych jednocześnie a nowa religia uznawała Darwina jako swojego proroka, a więc konsylium postanowiło podzielić Europę na dwa państwa, jedno to państwo tak zwanych "Poprawnych" mieszczące się na zachodzie gromadziło tych wśród których dominował gen R1B a w czasach wielkich najazdów ich przodkowie nie brali w nich udziału, a drugie zgromadziło tych ze znacznym udziałem genu ojca R1A czyli Słowian i Skandynawów, oprócz tego z prawowitej unii odłączyła się Irlandia Wielka Brytania i Islandia, tak więc potomkowie zdobywców i namadów zwani też Budowniczymi Wielkich Cywilizacji znaleźli się poza prawdziwą unią, albo zostali z niej wyrzuceni. Rzeką graniczną była Odra

Łużyce więc zostały wydzielone w autonomiczny okręg pośredni i nie należeli ani do uni państw zachodnich ani do federacji północno-wschodniej....
Co do religii, kościół chrześcijański nie istniał od czasu gdy papież wraz z najważniejszymi kardynałami i biskupami złożyli w Brukseli hodł [brukselski] i poddali zarówno Watykan, jak i sam kościół władzy zwierzchniej prezydenta unii, za nim poszły inne religie chrześcijańskie, i zrobiły to samo.
W nielicznych kościołach gdy ktoś czasem, zajrzał przypadkiem do nich nad ołtarzem mógł zobaczyć portret niezwykle podobnego do małpy Karola Darwina,
Ale nieliczni chrześcijanie spotykali się po domach, gdzie śpiewali religijne pieśni i wznosili modły.
Oprócz tego zaczęły odżywać dawne rdzenne religie i kulty, wnuki i dzieci Józefa [dla przykład] jeździły na Białą górę, lub na górę Czarny Boh, gdzie mieściły się świątynie starych łużyckich
bóstw. Jeździły także do wielkiego sanktuarium na Sobótkę i Radunie, lub nawet na Łysą górę, do świątyń które zwykle po niezbyt długich procesach odzyskiwali w trybunale w Strasburgu dawni, prawowici właściciele tych miejsc.



Na zachodzie natomiast powstał dziwny mix chrześcijaństwa, islamu i starej germańskiej religi, oczywiście nieformalny.
Wracając do terenów przejściowych, innym takim terytorium przejściowym była Wenlandia [Drzewiania], a na południu Macedonia. te wolne miasta-państwa miały dość wolnościowy system gospodarczy i wkrótce wyrosły na gospodarczych tygrysów ze stopą wzrostu pkb 25 procent rocznie, dla przykładu dodam że podatek w macedoni wynosił osiem procent w skali roku od dochodu, innych podatków tam nie było, nie było tez watu.
W macedoni i Wolnej Wenlandi zakazana też była publiczna służba zdrowia, ja k i istnienie państwowych szkół, państwo bowiem miało ustawowy zakaz wtrącania się do szkolnictwa, lecznictwa, i gospodarki, zakazane było tez istnienie państwowych i publicznych mediów, oraz państwowego pieniądza.



Mało tego w macedoni posiadanie i przeworzenie czipów było nielegalne jak i spożywanie, sprzedaz żywności transgenicznej i uprawa zmutowanych roślin oraz hodowla zmutowanych zwierząt, -co stało sie nawet powodem konfliktu z unią zachodnią, a po stronie macedońskiej w konflikcie stanęła Wolna Wenlandia, statki wojennej floty unijnej, i jej samoloty znalzy sie blisko granic macedoni, a macednoia posiadała w tym czasie ddwa porty i zakupiła od sąsiadów kawałek ziemi nad morzem, zakupiła też wspólnie z wenlandią obszar królewca, chcąc tam zrobic strefę bezcłową i faktorię handlową z rosją, a znaczne udziały w inwestycji miała tez wolnmorynkowa Bułgaria.
Do interwencji jednak nie doszło macedonia wynajęła bowiem sto tysięcy zawodowych żołnierzy chińskich czekających na gości z bbornią gotową do strzału. Wojska unijne dyplomatycznie wycofały sie oświadczając w prasie że to były nie zapowiadziene wcześniej manewry wojskowe.



Większośc państw świata weszła w fazę państw korporacyjnych, to znaczy takich w których związki biznesu i polityki były bardo silne, a w wielu władze nad państwami w wyniku cichych i bezkrawych "kapitałowych zamachów stanu" przejeły banki i największe korporacje. Loże korporantów podczas spotkań wybierały swoich kandydatów na posłów, polityków, i prezydentów, podczas ich rozmów wybierano także premiera, to znaczy nie wybierano, ale wskazywano, wyboru dopełniali politycy i posłowie z parti possiadającej parlamentarna większośc, czyli ludzie z parlarni, którymi koropracyjni pogardzali troche, ale naprawde żywili do nich coiś na kształt sympati i współczucia, bowiem do parlarni szli najwięksi niudacznicy spośród ich kuzynów i krewnych, a także przyjaciół, którzy nie potrafili sie znależć w biznesie.

Oczywiście polityk spoza nie promowany nie miał praktycznie szans wejśc na górę drabiny władzy, chyba że dostał "namaszczenie' od prezesów najważniejszych banków i korporacji.



Prezesami i szefami zarządów s'kolei rządzili tak zwani "ukryci', i nikt naprawdę nie wiedział kim oni są , i czyj kapitał reprezentują. Podobno niektórzy właściciele największych banków wiedli skromny żywot w małych blokach, w małych domkach mieszkalnych, a niektórzy żyli wśród bezdomnych artystów i tam czuli sie najlepiej.
A kto rządził ukrytymi?, -tego nie wie już nikt.
Kiedyś jeszcze zanim kościół nie złożył hołdu, do trzeciej władzy pretendowali biskupi, gorliwie wspierając rządy i kapitał, a czasami korporacyjne państwa wykorzystywały kościelny establiszment do swoich celów za drobne zresztą pieniądze.
Ciekawe że w zamierzchłych czasach gdy bogaci byli jeszcze biedakami, posiadali poglądy wolnorynkowe, z chwilą jednak kiedy osiągnęli już wielki kapitał, zaczęli dążyć do jego zabezpieczenia poprzez symbiozę kapitału i państwa.



A nic się do tego tak nie nadaje jak lewicowy model gospodarki [albo raczej antygospodarki] Właściciele największych koncernów i prezesi ogromnych korporacji głosili więc przeciw biednym poglądy skrajnie lewicowe. Żądając jak najwyższych podatków i obciążeń fiskalnych państwa, aby niby za te pieniądze państwo mogło się troszczyć o biednych.
Oczywiście porzuć ten pomysł jeśli przez przypadek uwierzyłeś w niego. Pieniądze biednych były potrzebne bogatym aby pomnażać swoje bogactwo, i dotować nierentowne przedsiębiorstwa prywatne.
Wymuszali tez na swoich 'małych chłopcach" jak także nazywali polityków aby ci tworzyli różne przymusowe fundusze ubezpieczeniowe, i inne - którym to funduszom biedni musieli oddawać nieraz ostatnie zarobione przez siebie pieniądze
Pomysłowość w rabowaniu biednych przez bogatych była zresztą nieograniczona, a stary dobry Monteskiusz pisał już o chytrych sztuczkach Nerona mających oszukać rzymian.



Ale nie martwcie się, jeśli istnienie doboru naturalnego w biologii jest zwyczajną mrzonką, o tyle taki w ekonomi istnieje naprawdę, a skostniałe biurokratyczne gospodarki, pozbawione dynamizmu i wolności upadają jak dinozaury, a ich miejsce zajmują państwa które wybrały wolny rynek i wolny rozwój w przeciwieństwie do chorego europejskiego fiskalizmu i systemu kontroli. Wkrótce Indie i Chiny wyprzedziły pod względem gospodarczym militarnym i kulturalnym chorą socjalną Europę. A Tadżykistan groził obu państwom unii wojną, zwaną "wojną o gaz"
Jeśli chodzi o sąsiednią Polskę, to istniały w niej dwie największe partie polityczne, ekolologiczna Libertariańska Pogańska Partia Narodowa, i bardziej umiarkowana Libertariańska Pogańska partia Wolnościowa. Do tego jeszcze kilka grupek, między innymi Anarchkapitaliści Chrześcijańscy i Polskie Formum Ateistów Anarchokapitalistów. oprócz tego mały ale niezwykle prężny ruch "Chrzescijanie dla wolności' powstały na bazie poglądów księdza Sirico, Chafuena i Tomasza z Akwinu.



Tak, latem pięćdziesiątego trzeciego pogoda była taka jak teraz, wspomina Józef, a do wsi przyszli agitatorzy w ochronie policji, dzięki nim udało im się przeżyć, a nawet uciec przed nami, bo gniew wśród ludzi był straszny...
Ale ich było więcej przychodzili potem w swoich skórzanych długich płaszczach, i ponurych spojrzeniach, mówili zwykle, "jesteśmy ludźmi od Urlicha, i zadawali dużo pytań, a niektórych nawet zabierali ze sobą...
Ale przetrwaliśmy jakoś szczęśliwie, zachowali swój dom i swoją ziemię

-wnuczek Józefa serfował dalej po autonomicznym internecie łużyckiej cyberwioski...

środa, 28 lipca 2010

Balony fraktalne

Nie rozumiał tej całej zabawy pana Boga, który niby dla żartu ukrywał się przed nami i grał w chowanego, -jak to określił kiedyś Einstein. W środę elektron jest polem, w piątek cząstką, w sobotę zaś falą, a w niedziele zupełnie sobie znika, tak jakby miał wychodne, niby przedwojenna służąca [ co powiedział jakiś słynny fizyk ]. -Czy dlatego że mamy się pozbyć nadmiernie sztywnego postrzegania świata?- zastanwiał się. Siedział nieraz całymi wieczorami w swojej piwnicy, w tych starych i porwanych ubraniach, i rozmyślał nad naturą świata i ukrywającego się za swoim dziełem, niby za niby artysta za namalowanym przez siebie oibrazem Boga. Raz myślał ze świat jest podobny do wielkiego balona Fraktalnego a z jego na pozór gładkiej albo mocno pomarszczonej powierzchni niby fraktale “wyrastały” inne małe baloniki jak pęcherzyki powietrza, takie same będące mini kopiami tego dużego, albo też zawierające w sobie wszechpotencjalność wszystkich możliwości dziania się. To były właśnie te “światy alternatywne”, w których toczyły się inne życia, to jest inne możliwości. Tam tez mieliśmy inne żony i mieszkaliśmy w innych domach, a jeśli tu byliśmy grubi tam dla przykładu cierpieliśmy na chroniczną niedowagę. Tam po prostu żyliśmy inaczej, a wszystkie te potencjalne możliwości istnienia dziejące się w jakiś sposób naprawdę były tajemnie ze sobą połączone jakby niewidzialnymi nićmi, jakimiś kosmicznymi wiązaniami.

Sporządził kiedyś razem z synami i córką, takie, jak to on nazwał balony fraktalne powiewające na kosmicznym wietrzew kiedy powiesili je na sznurze do suszenia bielizny przed domem. Oczywiście kosmiczny wiatr był jedynie poetycką metaforą. Jeszcze innym modelem wartym wymienienia, a zrobił ich razem z dziećmi w swojej filozoficznej pustelni wiele, był model “Wielolustra”. Wielolustrze to po prostu sporo luster nakierowanych na siebie i odbijających obrazy, ale ten model zarzucił już dawno, na rzecz balonów jako bardziej bliższych mu w próbie wyjaśniania zagadki wszechświata.
-Dobrze że zapaliłem do swoich pomysłów żonę i dzieci- mawiał do siebie czasami przyrządzając rano śniadanie. Oni oczywiście w tajemnicy przed sąsiadami i znajomymi schodzili razem ze mną do piwnicy coraz częściej, a wieczorne słuchanie koncertów muzyki klasycznej w miejskim parku lub filharmonii odeszło już dawno w przeszłość . Słuchali nadal muzyki klasycznej lub elektroniki ale aby kontemplować i dzięki dźwiękom muzyki przenosić się w inne bardziej subtelne dla duszy ludzkiej światy, myślał. I przypominał sobie wtedy rozmowy, jakie toczyli ze sobą do póżna w nocy.Jak ich starszy syn mówił:
-Czy może dlatego, że przeciwnie, nie ma w tym żadnej tajemnicy. Po prostu cząstki jak i cały świat posiadały jedyną trwałą i być może stałą cechę. Tą cechą była zmienność i rytmika zmian. Dziś pojawiam się jako to, a JUTRO JAKO TAMTO. Tak jak ludzie, dziś są uśmiechnięci, a jutro zmartwieni. Dziś głodni, a jutro przejedzeni, raz jest nam zimno a innym razem znowu zbyt gorąco-.

A młodszy odpowiadał mu:
-Trwałość to rzecz sztuczna i wymyślona. Ponieważ czegoś takiego nie ma. Owszem jest, ale na wykresach i planach. Takie pokazywanie świata może być nawet potrzebne, i nikt nie zamierza tego kwestionować. Ale to są jedynie makiety, tak jakby atrapy rzeczywistości, utworzone dla demonstracji. Nic prawdziwego. Rzeczy i zjawiska prawdziwe są zmienne. Maja charakter zmienny. Są w ruchu. Jak dajmy na to koło. Jaka jest istota koła kiedy przejawia siebie. Ono przecież jest w ruchu, chociaż czasami pozostaje bezczynne, i w ten sposób także nie zaprzecza swojej naturze. Świat jest rozpędzonym kołem. Toczy się. Jest stały i nieruchomy, a przynajmniej takie jest jego centrum, i jednocześnie porusza się, tocząc się. Przynajmniej na swoich obrzerzach-.I gdy tak mówili i mówili, spierając się ze sobą i dyskutując, on pewnego dnia.....Ale zobaczmy co napisał o tym w notatkach jakie sporządzał czasami wieczorem. Notatki sporządzał zwykle pisząc w trzeciej osobie liczby pojedyńczej.Czyli pisał o sobie "ON".Czy był powodowany skromnością, czy brakowało mu pewności aby unieść swoje poglądy do końca, tego nie wiem, i co nie interesuje mnie to. Nie tu, i nie teraz. Fragment notatki.

..... ujrzał w przyśpieszonym rytmie pulsowanie świata, formy przeobrażały się nieustannie będąc jednocześnie nadal Jednym bytem i zachowując swoją tożsamość i swoje kontinuum istnienia. Byt ;lub istnienie oglądane niby w kalejdoskopie raz był skupiskiem materii, potem znowu pusta w środku formą, by na jakiś czas zniknąć [ zaniknąć? ] i potem pojawić się jako pulsująca świetlistość, albo energia w działaniu.

Usłyszał też głos, nie mając jednak pewności czy pochodził on z zewnątrz czy z wewnątrz. Bo to co jest wewnątrz a to co na zewnątrz już dawno nie było dla niego takie oczywiste.
"'DLACZEGO WĄTPISZ, i prosisz o odpowiedź którą możesz znaleźć sam.
CZY WIĘC JEST TO TWOJE ODKRYCIE CZY NIE?" Jeśli tak to dpowiedz dlaczego nie chciałeś być dzieckiem.
Zastanawiał się nawet przez moment czy nie zwariował. O tym czy nie zwariował myśleli już od dawna jego znajomi z pracy sąsiedzi, oraz dalsza rodzina. Jedynie żona i dzieci wierzyli cały czas w niego. Ale co mógłby z takim odkryciem zrobić. Przecież go nie sprzeda. Ale...


Wielolustrza i smuga cienia

Rozmawiali w prawie pustym już o tej porze pabie, siedząc niedaleko okna, przy jedynym zajętym stoliku. On usiłował ich porzekonać do swoich racji , ale Zygmunt "Społeczeństwo", i Czesław "Państwo" mieli własne, skamieniałe dosyć wizję świata, będąc zatwardziałymi socjalistami. -Socjalizm ? Jakaż to skrajna niewiara w człowieka- mówił do nich ze szklanką mocnego piwa w ręku którym, przepijał whisky z nalewką czereśniową przyrządzany przez barmana w proporcji zwykle jeden do dwóch, a oni uśmiechali się głupawo, jakby chcieli powiedzieć -my tam swoje wiemy, i nie przekonasz nas. Po chwili milczenia spowodowanego zwątpieniem swoich rozmówców, gdy się tylko zebrał do kupy i wziął w garść, uspokojony Angelus z delikatnym, niemniej widocznym uśmiechem na ustach, tłumaczył im i wyjaśniał jak doszło do tego z czym mamy do czynienia dziś. I tak, [mówił] -w szesnastym wieku miał miejsce uzurpatorski przewrót i zwyciężył świat miary, wagi i czasu. Trzysta lat życia ludzi w nowym racjonalnym pudełkowym świecie niewolących ludzi koszarów umysłu, przyznać trzeba, zrobiło swoje. A do głosu doszło kilka grup, doładnie trzy większe, wyznawców KRWAWEJ BOGINI zaczęły w tym spisku przeciwko światu dominować. Wyznawcy krwawej bogini, będący kontynuatorami marginalnych w sumie tradycji celtyckich, germańskich i katragińskich, dogadali się ze sobą, i przejeli prawie wszystkie najbardziej liczące się karty w grze o władzę nad światem. Na razie nie wchodzili sobie w drogę, ale gdzieś na początku 20 wieku nastąpił między nimi konflikt Jedna z grup, w zasadzie najmniejsza, a może właśnie dlatego, zaczęła używać do walki okult metod, i tak zwanej "mandali Salomona". Na pomoc wzywali wszystkie demony i złe siły, jakie przywołać tylko mogli,.a demony opieszale i powoli zaczxęły wychodzić z podziemi, niby dym z kraterów albo myszy ze swoich nor- w tym momencie przerwał mu Zygmunt, wykorzystując fakt że Angelus przypala kolejnego papierosa. - no dobrze, ale, pomiędzy nimi były jakieś różnice, nie upraszczaj stary Bo o ile własnych dzieci nie składali w ofiarze wyznacy bogini Tanit związani z tradycją semicką, to "irlandczycy" aż do końca XX wieku poświęcal swoje pierworodne dziecko w zamian za bogactwo i powodzenie, jednej ze swoich bogiń.-
-Tak zgoda-dodał Staś -wszystko się cywilizowało, i nikt prawie nie składał w ofierze własnych dzieci, zwykle do tego celu
KLUB ABRAHAMA wykorzystywał wojny, a jak nie było wojen, aborcję,. Zabijali wtedy w ofierze bogini na skale masową nie narodzone jeszcze dzieci, bo jak wierzyli bogini domaga sie krwi, za władzę i materialne dobra. A kapłani bogini z poprzednich wcieleń odradzali sie jako politycy, lekarze aborterzy, lub dowódcy wojskowi-
Idąc lekko chwiejnym krokiem z pabu do domu, bo nalewka czereśniowa z whisky zrobiła swoje, a i używany do przepitki ciemny giness też, uśmiechał się przypominając sobie słowa kolegów. On mógł to przecież sprawdzić.


Zaczął przechodzić z jutra we wczoraj i dowolnie modelować historię swojego życia. Najpierw ćwiczył a było to dawno temu, utrzymywanie stanu śniącej świadomości, [czyli śnienia] , rodzaj starodawnej pogańskiej medytacji w której modeluje się i przekształca sny, a życie na jawie zaczyna postrzegać jako rodzaj snu. Potem jego praktyka świadomego śnienia była na tyle poważna i skuteczna że faktycznie życie stało się rodzajem snu, a on mógł je w dowolny sposób przemieniać jak autor piszący scenariusz sztuki dziejącej się na żywo, -czyli rodzaj improwizacji, nie teatralnej ale może raczej filmowej. Gdybyście go zapytali czy jego życie nie przypomina życia człowieka z serialu odpowiedziałby że tak , z tą jednak różnicą że jest on jednocześnie aktorem, reżyserem i scenarzystą zarazem. Jednak praktyka przechodzenia w inne wymiary , -czyli “wszerz wszechświata”, oraz “wzdłuż” wymagała czasu i sporego poświęcenia. Próbował zlokalizować kanały za pomocą których można podróżować po wszechświecie w sposób niekonwencjonalny. I wykorzystał, co tu będziemy gadać wszystkie znane sobie teorię fantastyczne, mistyczne i ezoteryczne, oraz naukowe żeby zbadać ich prawdziwość.Ćwiczył oczywiście na sobie.
Potem wpadł na inny pomysł. Zbudował jak to on nazwał “wielolustrze”. Wielolustrzem była po prostu powierzchnia stołu z wieloma lustrami nakierowanymi na siebie pod różnymi kątami.

Rano był zwyczajnym człowiekiem. Brał czarną skórzaną teczkę wypchaną papierami i szedł grzecznie do pracy, pozdrawiając po drodze napotkanych sąsiadów i znajomych. Wtedy gdy nauczył zmieniać i dowolnie kształtować kształty postaci, rozumiejąc że świat jest plastyczny, do pracy i na użytek jak to nazwiemy ludzi z zewnątrz używał formy poważnego mężczyzny w średnim wieku z wyrażistym podbródkiem i widocznym z daleka brzuchem, natomiast jeśli tylko wracał do domu natychmiast zmieniał formę gubił brzuch i podbródek.. Jednak praca nad zmienianiem formy odbywała się wcześniej niż wielolustrza.Gdy tylko zaczynał przenikać do innych światów za pomocą lustra, zrozumiał że świat po drugiej stronie wygląda trochę inaczej. Ludzi którzy posiedli tajemnicę przechodzenia do innych światów przez lustro było wielu. I nie wszyscy co gorsza mieli dobre intencję. Mało tego, jedno z większych sekretnych stwarzyszeń chciało przemocą narzucić innym swoją wolę i władzę.
TO BYŁA TA PRZYSŁOWIOWA SMUGA CIENIA jakie dawało światło
Smugą cienia była tak zwana “Armia Złych”. Armia Złych przejęła w prawie całej galaktyce władzę na planetach, oraz w przestrzeni galaktycznej, i kontrolowała szlaki komunikacyjne pomniędzy planetami. Jak do tego doszło? Przez długie lata, a może nawet i wieki przenikała cierpliwie we wszystkie ważne struktury państw planetarnych. Przenikała do świata nauki, polityki i religii. Ze względu na swoją gałęziastą strukturę była niezwykle trudna do rozpracowania przez służby specjalne, -ponieważ jedna gałąź drzewa nie znała innych, także nawet jeśli została zdemaskowana jakaś gałąź, lub zaledwie pojedyńcze liście, to pozostałe były bezpieczne. Mało tego ludzie biorący udział w konspiracji nie wiedzieli że należą do armii, a grupy w których uczestniczyli miały inne jakbyśmy powiedzieli nazwy “robocze” Osiągnęła też znaczne wpływy we wszystkich sferach życia.

Dlaczego tak się stało? W galaktyce poza peryferiami , czyli ziemią i kilkoma galaktykami zwyciężyła religia i filozofia Wielkiej Światłości, spychając wszystko co związane z cieniem do podziemia. Zarówno chcieli walczyć, i walczyli z cieniem i ciemnością, Usiłując wszystkie miejsca na planetach rozświetlić światłem, aby mrok nie miał do nich dostępu, jak i walczyli też niestety ze wszystkim co odmienne i nieprawomyślne. Ludzie cienia zepchnięci na margines i żyjący w nędzy zaczęli się jednoczyć w myśl ideii

wszyscy ludzie cienia, jednoczcie się !!! Powstańcie z kolan

i to oni stworzyli zaczątek Armii Zła, ale potem oczywiście władzę przejęli bogatsi i silniejsi jak to zwykle bywa kiedy na horyzoncie pojawiają się pieniądze i władza, ludż choćby jakieś ich oznaki, a nawet tylko ich przedsmak.
Wkrótce stali się cieniem i drugą stroną tajemną stroną światła. Oficjalnie nadal w galaktyce rządziła religia
Światła, a tak naprawdę była jedynie atrapą mającą zapewnić zasłonę ludziom z armii. To ludzie z armii decydowali o wszystkim. Ale była też spora grupa ludzi zepchniętych na margines którzy nie chcieli poddać się tak naprawdę zjednoczonej władzy światła i mroku. Oprócz nich opór stawiało parę planet położonych na obrzeżach galaktyki, na które zbuntowani wojownicy chronili się czasami. Często bez wiedzy ich niczego nie świadomych mieszkańców.
Wiedział że musi wybrać. Szczególnie wtedy gdy Źli przeniknęli przez wielolustrza i zagrozili że jeśli nie będzie pracował dla nich porwą jego żonę i dzieci.Tak zwyczajnie pojawili się pewnego dnia w domu, gdy wrócił z pracy i wszyscy szykowali się właśnie do obiadu. Dzieci myły ręce, i w pokoju jadalnym rozkładały talerze, na przykrytym białym ręcznie robionym koronkowym obrusem, starym okrągłym machoniowym stole ze stylowym czerwonym wazonikiem ze szkła w środku, zawsze pełnym kwiatów które przynosiół żonie [ nieco sfatygowany już stół był prezentem od dziadków i myśleli nawet aby go odnowić lub oddać do koserwacji] a w mieszkaniu czuć było zapach pieczonych kasztanów mieszający się z wpadającym przez otworzone okno mieszkania bardziej intensywnym zapachem żeberek, kalafiorów i zupy koperkowej. Nie ma co ukrywać, przestraszył się i to bardzo. Bardziej o nich niż o siebie, to znaczy o żone i dzieci. Jeśli o siebie, to przez nich, bo był im przecież potrzebny Na razie schronili się u jego matki a potem jak nauczył swoją rodzinę przenikać przez wielolustra udali się na jedną ze zbuntowanych i stawiających opór planet na obrzeżach galaktyki. Spodobało im się tam nawet bo klimat i krajobrazy były podobne do ziemskich, choć bardziej wilgotny i umiarkowany. To znaczy lata były odrobinę chłodniejsze i nie tak upalne, a zimy cieplejsze. Śmieszył ich tylko kolor niebieskiej trawy, i lekko różowy odcień skóry jej mieszkańców, także rozmawiając z nimi, szczególnie na początku musiał bardzo uważać żeby ich nie urazić i przypadkowo nie zranić jakimś niezręcznym niepotrzebnym i niemającym uzasadnienia uśmiechem lub mimiką twarzy zdradzającą nadmierną wesołość, -co mogliby odebrać jako lekceważenie, a tego przecież bardzo nie chciał. A także, co prawda świecące delikatnym, niezwykle subtelnym przypominającym poświatę blaskiem, fioletowe słońca planety. No i kolory oczu ludzi, co najbardziej dziwiło dzieci. Prawdziwy kalejdoskop!

Mieszkańcy planety zdając sobie sprawę że jest ich za mało, próbowali osiągnąć sukces dzięki rozwojowi techniki i nowych technologii, wpadli także na genialny w swojewj prostocie pomysł, aby we wszystkich dostępnych dla siebie miejscach w galaktyce, pobierać próbki z materiałem genetycznym największych bohaterów i wojowników. Trochę ich to dziwiło kiedy w lokalnej telwizji planetarnej oglądali wywiad z Bolesławem Chrobrym albo Czyngis Chanem*, a przy stoliku siedział Wladi Jagielllo, na dodatek z Alem Macedońskim, nazywany przez kolegów Mackiem.
Oni właśnie poprowadzili flotylle głównej grupy uderzeniowej przeciw Złym.
_______________
*oczywiście były to kopie a nie pierwowzory

Wojna polsko-białoruska

W wyniku konfliktu który objął swoimi działaniami zbrojnymi znaczną część Azji,
i zaangażował wiele krajów z tego regionu, także i na na wschodniej granicy unii zrobiło się niespokojnie. Głodni, pozbawieni pracy ludzie ciągle demonstrowali, i trzeba było ich czymś zająć. Ponieważ
pozbawiony perspektyw ludzki tłum stawał się niebezpieczny, a podczas jednej z demonstracji górników pod sejmem ludzie nawet obalili rząd doprowadzając do zamachu stanu.
Nie mogący sobie poradzić z sytuacją premier i jego ministrowie schronili się do warszawskiego metra razem z niewielką grupą wiernych wojsk i policji, gdzie zabarykadowali się. Większość wojska przeszła na stronę buntowników.
Metro trzeba przyznać, zostało całkiem nieżle wyposażone, bo budowano je tak naprawdę jako miejsce schronienia dla władz i ważniejszej części mieszkańców Warszawy, czyli takich jacy mogli się przydać po drugiej powodzi rządzącym krajem elitom.
W podziemnych nie znanych przeciętnemu mieszkańcowi miasta korytarzach i labiryntach, zgromadzono ogromne zapasy żywności i wody a także zbudowane zostały małe elektrownie -o czym opowiadał mi jeden z budowniczych metra.

Niektóre z korytarzy prowadziły do siedziby giełdy, dawnego KC partii, i Pałacu Kultury. Nitki innych wychodziły znowu gdzieś daleko za miasto, a jeszcze inne sięgały nawet do Wisły. Według legend i opowieści stały tam wodne amfibie umożliwiające w krytycznej sytuacji ewakuację. Własne radio, internet, system łączności ze światem i telefonia satelitarna sprawiały że można tam było czuć się prawie komfortowo. A ogrzewanie części pomieszczeń dla wipów i klimatyzacja dodawały jeszcze wygody.
Gdzieś w połowie drogi między jedną ze stacji metra a dworcem centralnym i pałacem kultury, mieściła się [oczywiście w podziemiach] siedziba Tajnego Rządu o istnieniu którego prawie nikt nie wiedział. Większość ludzi z rządu stanowili przedstawiciele największych banków w Polsce i delegaci dużych korporacji handlowych,bankowych i medialnych na nasz kraj. Czyli tak zwani "Władcy pieniędzy", sami siebie nazywający bogami. No może jeszcze paru przemysłowców , ale ta klasa wyrażnie poupadała.
Tam właśnie po instrukcje i wytyczne do podziemnej krainy Minosa przybywali łącznicy.Następnie otrzymane instrukcję przekazywali ustnie kolejnym przedstawicielom sieci, a ci dopiero rządzącym na niby politykom. Żaden premier nie mówiąc już o ministrach, nie znał nazwisk ludzi z Tajnego Rządu. Wiedzieli tyle że w jego skład wchodzą głównie bankowcy, a kilku przedstawicieli mieli też mieć wojskowi, tajne służby i policja.
Ludzie z Tajnego rządu nie posiadali peselu, nipów, regonów i żadnych dokumentów tożsamości, nie płacili także podatków. Mieli za to specjalne identyfikatory. Kiedyś o udział w prawdziwym rządzie podejrzewany był Ouer Jack, ponieważ nie posiadał numeru regonu.

Ale wróćmy do tematu.Siedzieli od miesiąca w schronie i czekali. Ludzie tymczasem wyciągali -tych którzy nie uciekli wcześniej za granicę, lub nie zostali przyjęci do schronu- przedstawicieli władz i posłów z domów, i dokonywali na nich często okrutnych samosądów, a gdzieś pomiędzy Gliwicami a Opolem, niedaleko autostrady, urządzili obóz internowania dla przedstawicieli dawnego systemu, [jacy nie zdążyli zbiec do schronu, lub nie zostali wcześniej poddani samosądom i linczom]
Dony Bumpkin z ekipą nie dopuścili też do metra mniej ważnych przedstawicieli obecnych, a wtedy już dawnych władz.
-Nie ma zmiłuj się- powiedział urażony Dony
-nas też nie chcą wpuszczać do tajnego schronu Władców Pieniędzy, nawet nie wiemy gdzie mają windy którymi wydostają się na zewnątrz do miasta-
A większość ocalonych skwapliwie przytaknęła.
Tajny rząd był w bez wątpienia lepszej sytuacji. Nikt ich prawie nie znał, a oni mogli się wydostawać systemami tajnych wind i korytarzy i wychodzić do miasta, nie będąc praktycznie przez nikogo nie niepokojeni.
Po miesiącu Dony i Klee wezwali, no poprosili Europejskie Siły Szybkiego Reagowania o bratnią pomoc. Przedstawiciele Brukseli zgodzili się, choć niechętnie. Ale powiedzcie mi, jakie mieli wyjście, obawiali się przecież i to nie całkiem bezpodstawnie, że buntownicy dogadają się z Rosją i wysmykną im się całkiem z zachodniej strefy wpływów. Nie minęło kilka dni i nadleciały samoloty. Desant odbił po dwóch dniach walki lotnisko, radiostację, parlament, i siedzibę rządu, a następnie wyprowadził z metra schronionych tam przedstawicieli dawnych władz. Mocno wystraszonych, zagubionych i zmarzniętych.
Wieczorem Dony mógł wygłosić radiowo-telewizyjne przemówienie do narodu, które zaczął od słów:

"Porządek panuje w Warszawie!

Drodzy rodacy! chciałbym wam zakomunikować wspaniałą nowinę, że... dzięki naszym przyjaciołom z bratniej socjalnej unii porządek panuje w Warszawie, i... jakie to wspaniałe, jakie piękne i radosne, niemieckie i belgijskie czołgi ochraniają dziś nasze ulice, a nad naszymi głowami latają francuskie i amerykańskie samoloty pilnując naszego nieba. Specjalnie zaś chciałbym podziękować pani rezydent Niemiec! Podziękujmy im wszyscy, i zróbmy to razem- tu zaczął skandować, choć prawie nikt tego nie podchwycił
- Niech ży je bra tnia po moc na ro dów eu ro pej skich, i nasi inter nacjo nali styczni so jusznicy!!!"
Na placu defilad z siłą spędzonego podczas łapanki tłumu rozległo się kilka rachitycznych i nieszczerych głosów
-nie ch ży je, nie ch ży je, niech żyje-
a agenci ubrani po cywilnemu machali unijnymi flagami.
[tu mała uwaga: w Niemczech na prezydenta wybierano tradycyjnie kobietę, która zawierała małżeństwo z premierem Francji aby scementować związki miedzy oboma frankijsko-karolińskimi krajami]

Demonstranci zaś w miesiącu nazywanym Miesiącem Wolności, spalili wszystkie banki i zdemolowali urzędy miast. Szczególną uwagę kierując na dokumenty bankowe, podatkowe,itd. W spokoju zostawili jedynie księgi wieczyste. Biedacy i bezdomni zasiedlali pustostany i ogromne budynki administracji rządowej i miejskiej. Nawet sejm w co niezwykle trudno uwierzyć, do czegoś w końcu się przydał. Młode samotnie wychowujące dzieci matki koczujące wcześniej pod dworcem przeniosły się do sejmu i po małych retuszach budynek został podzielony na mieszkaniowe segmenty. Podobnie uczyniono z hotelem sejmowych, wygoniono kilku pijanych pasożytów jacy zawieruszyli się tam i odpoczywali po wielodniowej poselskiej libacj, i którzy nie wiedzieli nic o przewrocie, i hotel został zamieniony na mieszkania dla najbardziej potrzebujących. Zasiedlono także kilka największych muzeów
Robotnicy bez specjalnych ceregieli przejmowali zakłady pracy i kopalnie. Sami nimi kierując. Podobnie stało się z sejmem, nie tylko budynek przestał pełnić swoją dawną funkcję, ale skończono też ze zmurszałym systemem tak zwanej "demokracji pośredniej", o wszystkim co ważne głosowano za pomocą internetu i telkomów. Kto chciał, bo głosowania nie były obowiązkowe.
Robotnicy przejęli fabryki, a ludzie przejęli państwo którego stali się właścicielami pierwszy raz w historii, co najmniej od tysiąca lat.
Karnawał się jednak skończył. Nadeszła pora postu.

Kiedy Rosjanie poprosili Białoruś o pomoc w uszczelnianiu ich południowych i wschodnich granic, a ci wysłali tam swoje oddziały, żeby wesprzec sojusznika, wojska polskie uderzyły na Grodno i Brześć zajmując oba miasta prawie bez walki. W trzy dni zajęły terytoria aż za Mińsk. Błąd popełniła Litwa, najpierw przynajmniej oficjalnie planując uderzyć na Białoruś od północy żeby wyrwać dla siebie małe co nieco, nagle zmieniła front i postanowiła wesprzeć armię Białoruską paroma dywizjami. Popełniła niestety błąd, wojna miała się ku końcowi i zamiast należeć do obozu zwycięzców jak Polska, i jej sojusznicy czyli Łotwa i Estonia,zeszła do obozu przegranych.
Ten fakt jak i demonstracje z 11 marca, oraz niechętne wobec polskiej mniejszości poczynania rządu litewskiego sprawiły że została ukarana. Na Wileńszczyżnie został wyodrębniony Polski Okręg Autonomiczny. Nie przeszkodziło to Litwinom zajmować wspólnie obszar Królewca przez wojska polskie i litewskie.Polskie flagi zawisły nad Swisłoczą, Szeszupą i Królewcem.
Razem także wysłali wojska stabilizacyjne do ogarniętej chaosem Ukrainy. [Większość południa kraju jak i wschód przyłączyły się do Rosji, na pozostałych ternach panował wprost nieopisany bałagan i zamęt, tam też wojska polskie i litewskie pilnowały porządku na ulicach, i pomagały rozdzielać żywność oraz leki potrzebującym ludziom]

ALTER EGO

Żeby nie było za dobrze to nad imperium, obok chwały, światła i blasku pojawił się cień
Władze przestraszone buntami robotników postanowiły już nigdy do takiej sytuacji nie dopuścić. Zajęły się więc na poważnie hodowlą swoich poddanych.Każde dziecko musiało być umieszczone pod przymusem i grożbą kary w państwowym żłobku zanim jeszcze nauczyło się mówić. I tam poddawane obróbce, zanim rodzice zdążyli nauczyć je czegokolwiek. Następnie obowiązkowe przedszkole, i szkoła. Urządzenia generujące odpowiednią częstotliwość fal sprawiającą że organizm ludzki jest niesłychanie podatny na sugestie i hipnozę wypełniały żłobki, przedszkola i dziedzińce szkół.
Takie same fale płynęły z odbiorników radiowych i telwizyjnych.
Pluwaczki stały na ulicach bucząc niby muchy albo owady, a satelity i małe bezzałogowe samoloty krążące nad krajem, emitowały te fale płynące z nieba na ziemię. Przestrzeń była od tego wszystkiego pełna. Powietrze też.
Władze jednak panicznie obawiały się że stłumione i zablokowane przez psychomanipulację ludzkie ja mogą się pewnego dnia obudzić i domagać ujścia na zewnątrz, przy okazji kierując swój gniew przeciw oprawcom i manipulantom.

Mieszkańcy kraju pozbawieni mocy twórczych, imitowali wszystko i to byle jak. Ich kultura była martwa.
A ludzie zapytacie, a co się stało z ludżmi? Ludzie żyli sobie jakoś powoli leniwie i pomału.
O życiu czerpali wiedzę z książek i z telwizyjnych filmów. Czytali i oglądali, a następnie naśladowali to co zobaczyli albo przeczytali.Podglądali, podpatrywali, a potem odtwarzali. Zupełnie jak małpy.
Czasami któryś z nich budził się. Dekodował, z nieznanych nikomu przyczyn. W pewnym momencie coś go po prostu zaczynało uwierać, i czuł się jakiś nieswój. Zwalczał wtedy to obce ciało, tego wewnętrznego wroga w sobie.
Nie wiedział biedak bo i skąd, że ten obcy który usiłuje wyjrzeć na chwilę żeby zaczerpnąć choć odrobinę świeżego powietrza, to on, a ten zewnętrzny awatar jest kimś obcym i sztucznym, narzuconym przez wychowanie i kulturę. Kultura przecież to znaczy uprawa. Uprawiani ludzie.

Im silniej tego prawdziwego, ukrytego siebie blokował, tym mocniej potem wybuchał. Wybuchał jak bomba rozrywając siebie i niszcząc wszystko dookoła. Czyniąc ogromne spustoszenie w całej okolicy, i po sobie zostawiając sporych rozmiarów wyrwę. Oczywiście w przenośni.
Taka wykrzywiona, wykoślawiona osoba nie nadawała się już potem do normalnego życia. Pozostawała w pośrednim stanie istnienia, to znaczy nie przechodząc na drugą stronę życia po której żyli normalni "narodzeni drugi raz", jak siebie nazywali, ani nie pozostając po stronie konwencji. Czyli takie mieszkanie na rozdrożu, niby na lotnisku lub na dworcu kolejowym, albo na skrzyżowaniu dróg. Czy można mieszkać na dworcu, lotnisku, albo skrzyżowaniu? Stałość utrzymując w zmianie, a zmianę w stałości. To tak jakby ktoś był ogromnie, przerażliwie wręcz zmęczony, chciał spać na ruchliwym przejściu ulicznym, albo na chodniku po którym ciągle chodzą ludzie.
Oczywiście to wszystko o czym piszę to przenośnie. Znakomita większość z nich nie zdawała sobie sprawy ze stanu w jakim się znajduję. I nie próbowała tego nawet jakoś nazywać. A nawet niekiedy nie czuli że coś jest z nimi albo z ich bliskimi jest nie tak. Będąc ciągle na zewnątrz, zajęci losami bohaterów seriali, sezonowych gwiazd tańczących na lodzie, i marnymi historyjkami z życia polityków. Kogo by obchodził los jego córki lub syna, albo nawet własny, jak on się właśnie teraz interesował historią romansu Izabel z Brwinowa z Kaziem M. W tańcu na lodzie ktoś się właśnie wywrócił, komuś innemu podwinęła sukienka do góry, a nie jakieś głupie problemy zwyczajnych ludzi. Niektórzy nawet zapominali że mają dzieci, mężów i żony. Córki, synów, albo rodziców.

Jak wspomniałem front posuwał się naprzód, a im bardziej posuwał się do przodu tym więcej dowódców miało wątpliwości
Wiadomo bowiem że podbijanie ziem krajów słabiej rozwiniętych gospodarczo i o mniejszym potencjale rozwojowo-ekonomicznym jest nie opłacalne.
-bo kto tu kogo podbija- zastanawiali się w wolnych chwilach generałowie na linii frontu -
- Mu podbijamy ich, czy oni nas- mówili do siebie podczas wieczornych spotkań.
-przecież trzeba będzie wziąść z i tak już niezbyt dużej kupki garść pieniędzy i przenieść ją w inne miejsce.
Rozbudować infrastrukturę, drogi, telefonię, wodociągi i sieć administracji. Ta wojna jest nieopłacalna-.Zaczynali też powoli rozumieć jaki wpływ ma naprowadzenie wojen i działań wojennych ma ekonomia.
- Im mniej jest wolności w danym kraju, a o wolnych umowach między ludżmi możesz nawet zapomnieć, i wtedy mniej jest wolnego rynku a więcej pieniędzy zabieranych jest przez państwo. Im więcej jest tych pieniędzy jest zabieranych tym bardziej można nimi dysponować. Gdyby redystrybucja była bliska zera, to wtedy wojen nie dało by się prowadzić bo skąd rządzący brali by pieniądze na rozbudowę infrastruktury-nauczał generał Czeremcha swoich żołnierzy na codziennych porannych apelach,które zamieniały się w pogadanki filozoficzne.
Generał Czeremcha, ten zaprzysięgły socjalista kiedyś, spostrzegł że redystrybucja umożliwia wojowanie [przynajmniej z biedniejszymi] z powodu którego to -kasa kraju pustoszeje, lud ubożeje, a bogaci się niewielu. Dążył więc do przewrotu, zawiązując wraz z kilkoma innymi dowódcami wojskowymi spisek. Chcieli obalić nie tyle sam rząd co stary porządek społeczny, i aby zapobiec wojnom wprowadzić społeczeństwo wolnych umów i wolnej wymiany pomiędzy ludżmi. Im więcej na froncie ginęło ludzi, i im więcej kalek oraz sierot produkowała wojna, tym chętniej do tajemnego Sprzysiężenia Wolnych i Równych przyłączali się kolejni spiskowcy.

Widzieli też jak tak zwana "opieka socjalna" krzywdzi ludzi, wychowując całe masy nieudaczników,zwiększając patologie, lenistwo, i alkoholizm.
W czasie pokoju władza uwielbia społeczeństwo nieudaczników i ciamajd, bezradnych i skazanych na nią gości o lewych rękach związanych ze sobą sznurkiem. W czasie wojny jednak, gdy należy działać i podejmować decyzje z takich pozbawionych woli ludzi pożytek jest niewielki- mawiał do swoich kolegów z wojska generał Czeremcha. Wojskowi wqur..li się na polityków i blużnili na nich jak tylko mogli, -co oni nam tu przysłali-mówili wściekli
Generał myślał też że jak dojdzie do władzy to będzie opłacał socjalne ruchy w sąsiednich państwach, aby je za pomocą socjalizmu unieszkodliwić i zniszczyć.
Tak też postanowił uczynić. Najpierw jednak mieli przeprowadzić zamach stanu. Już wkrótce wyznaczyli jego termin.

[koniec części pierwszej]