DIURA W CZASIE -opowiadanie, fragment siódmy
Jesteś z kraju MacDuffów -powiedziała do niego starsza kobieta, gdy siedział na ławce w centrum Sittingbourne, dokładnie naprzeciw sklepu z tanią elektroniką - Tam rodzice sprzedają swoje dzieci, a dzieci rodziców - rzuciła jeszcze, odchodząc. Zdziwiła go ta otwartość anglików, którzy podobno są bardzo nie kontaktowi i nie lubią wdawać się w pogawędki z obcymi. Tu już od czasu kiedy usiadł na ławce, a było to nie dalej niż minutę temu, zagadnęła go trzecia osoba. Najpierw jakaś młoda dziewczyna, potem chłopak w wieku powiedzmy na oko od czternastu do szesnastu lat, pokazujący mu gaz do zapalniczek i coś mówiący czego on nie zrozumiał, a teraz ta starsza siwa kobieta. Anglicy są trochę inni niż się powszechnie uważa. Po prostu widząc obcych, zachowują się w sposób że tak powiem wyobcowany -jak gdyby chowali się przed nimi do mysiej nory, jednak kiedy są sami wśród swoich zaczynają ze sobą rozmawiać i stają się bardziej ożywieni. lubią też podśmiewać się z imigrantów. Doświadczył tego na przykład w Chichester, jadąc autobusem lini regionalnych z Brighton do Portsmouth. Kiedy są sami -a przynajmniej tak im się wydaje- i nie ma wśród nich obcokrajowców, zaczynają swobodnie rozmawiać ze sobą. On często jest brany za brytyjczyka, który albo pochodzi ze wsi i jest takim mrukiem "Hil Bili", albo nie zna języka potocznego i mówi jedynie swoim lokalnym slangiem. Niechęć do używania skrótów pogłebia jeszcze jego językową odmienność. No bo bądźmy szczerzy -kto mówi w dzisiejszych czasach takim językiem? Robiąc na przykład zakupy w markecie, a sprzedawca zwykle pochądzący z pakistanu, indii, chin albo czech nie rozumię go.Sprzedawca nie rozumie też tego że jeśli można powiedzieć coś szybciej i krócej robi się to wolniej i dłużej i używa niepotrzebnie większej ilości słów, których ilość i wielkość można by przecież zredukować do minimum, a on dzięki temu miałby więcej czasu dla siebie i mógłby dłużej siedzieć na zapleczu rozmawiając o niczym z kolegą z pracy, pijąc wodę,czytając gazetę, rozmawiając przez telefon z całą swoją rodziną, nudząc się, złoszcząc, złorzecząc na niskie zarobki, wysokie ceny i krytykując anglików.
Ot po prostu taki okropnie uparty człowiek, który nie chce zmieniać się wraz z czasem i jego upływem. Pozostając przy swoich dziwacznych upodobaniach, starych modach i odchodzących do przeszłości epokach.Jednym słowem nie szkodliwy dziwak -najczęściej z prowincji- wobec którego należy się dystansować, tolerowany przez otoczenie. "HilBili" jak go nazwały dwie młode szesnastoletnie dziewczyny które usiłowały go poderwać na stacji kolejowej, kiedy czekał na spóźniony pociąg -zdażają się tam takie spóźnione pociągi- do Dover a one jechały w łikendowy, ładny, popołudniowy dzień, do Canterbury. Wtedy była jednak zupełnie inna przyczyna jego zachowania. Czemu ma romansować z dziewczynami które mają dopiero szesnaście albo siedemnaście lat, a może nawet są młodsze. On jest już po czterdzieste,a dokładniej ma czterdzieści pięć lat. Co prawda styl życia jaki prowadzi odmładza go trochę, i jest nadal bardziej "młodzieżowy" w sposobie ubierania się, podejścia do muzyki, i co najważniejsze sposobie widzenia świata ale o czym mógłby z nimi rozmawiać? O filozofii, literaturze religi, polityce? Nie to że nie lubi rozmawiać z młodymi ludźmi, bo bardzo lubi.Lecz nie zna na tyle angielskiego aby móc w tym języku dyskutować o filozofii, zachwycać się muzyką i literaturą -chociaż przeklinać i złorzeczyć politykom mógłby. A dziewczyny były sympatyczne i całkiem miłe. Potem żałował że nie dał się poderwać tym dwóm młodym dziewczynom, dosyć bezmyślnie bo żadnej kontynuacji być nie mogło. No dobrze, jest brany za wieśniaka lub dziwaka -powróćmy jednak do ławki na której siedział. Starsza kobieta była nie wysokiego wzrostu, i miała całkiem siwe włosy spięte z tyłu, a lat ponad osiemdziesiąt. Gdy rzuciła przechodząc obok -jesteś z kraju MacDuffów - co było czymś pomiędzy pytaniem a stwierdzeniem,a on zamiast jej coś odpowiedzieć, zaczął jak to ma, gorączkowo przeszukiwać zwoje swojej pamięci -aby znależć coś na potwierdzenie lub zaprzeczenie jej słów. Najpierw pczywiście przypomniał sobie Cupar do którego kilka lat wcześniej przeniósł się na jakiś czas latem, żeby wczuć się w klimat miejsca w którym według legendy w zajeździe miał Szekspir pisać swoje słynne dzieło. Siadywał więc nie dalej niż pięćdziesiąt metrów od ruin zamku klanu MacDuffów zburzonego -bagatela- w jedenastym wieku. Albo przy ulicy Zamkowej, tuż obok miejsca w którym stał zajazd gdzie Wiliam Szekspir pisał arcydzieło oparte rzekomo na motywach rodziny MacDuffów i ich osnutej mrokiemt tajemnicy tragedi*. Więc tak siedział i gorączkowo rozmyślał o co tej kobiecie chodzi. Mianowicie czy o to że w jednym z poprzednich żywotów był MacDuffem i członkiem tej rodziny, i krzywdził swoich bliskich? Przypominanie sobie poprzednich żywotów zdażało mu się w Zjednoczonym Królestwie często. Za często. Nawet tam gdzie siedział, nie dalej niż sto metrów od tego miejsca, był położony prawie przy samej ulicy mały kościółek, a wokół niego cmentarz -i on się oczywiście bardzo zdenerwował bo na tym małym cmentarzyku rozpoznał aż dwa miejsca gdzie w poprzednich żywotach został pochowany. Oba miały pomniki nagrobne, czyżby był kimś ważnym? Na tyle ważnym że mu postawiono pomnik nagrobny? Jeden z nich przedstawiał postać jakiegoś dostojnika kościelnego z dawnych czasów co go dodatkowo zdenerwowało. Nie dość że odradzał się w tym miejscu co najmniej kilka razy to jeszcze na dodatek był biskupem! Nie pamiętał też szczegółów związanych z tymi poprzedniami życiami w przeciweństwie do tego żywotu z okolicznego Teynham kiedy to pilnował ludzi zbierających owoce na królewski stół a swój grób odnalazł w sąsiedniej wiosce L*.
Czy chpdziło jej o to że jego rodzina zachowuje się tak jak ta ze sztuki Mistrza. Czy że chodzi tu o jego kraj, kraj z którego pochodzi. Przecież powiedziała wyraźnie że z kraju MacDuffów. I kiedy to do niego dotarło, zrobiło mu się wstyd. Jego rodacy ideałami nie są ale żeby od razu rodzice działali przciw własnym dzieciom a dzieci przeciw rodzicom to chyba trochę przesadziła. Znani są z tego że nie lubią ustępować miejsca jak idą ulicą i nie jeden z nich zgiął już tego powodu za granicą. Że jak jadą autem to bezczelnie zrzucają pieszych i rowerzystów, a motorowerzyści i rowerzyści wymuszają po chamsku pierwszeństwo na idących chodnikiem pieszych. Znają są jeszcze z przyklejania się do innych i wieszania na nich tak jakby obcy im człowiek był ich matką albo ojcem. Że lubią naruszać namiętnie cudzą prywatność nie mają za nic granic terytorium domowego.Że pozwalają sobie na nie kończące się uwagi na temat stroju, fryzury, poglądów religijnych i stosunku do alkoholu -gdy na przykład nie chcemy pić, lub kiedy mamy ochotę napić się ale w sposób umiarkowany. Taka sytuacja ma zwykle miejsce kiedy odwiedzają nas kuzyni w niedzielne przedpołudnie. Że wreszcie mogą wydzwaniać o prawie każdej porze do obcego im prawie człowieka. Ze jak wypiją zbyt dużo alkoholu i zaskoczą to wtedy włączają im się tak zwane "łaziory" i wałęsają się bezmyślnie i bez powodu łażąc godzinami po ulicach miasta, zaczępiając też innych ludzi i będąc przez innych zaczepianymi -ale tak źle to chyba nie. Skrajnie źli chyba nie są. Nie są w ogóle skrajni i trudno u nich o jakąkolwiek skrajność. Ani gorący jak rozpalone żelazo, ani zimni jak lód. Ciepli. Nie w sensie w jakim mówimy o człowieku że jest ciepły i wydziela jakiś rodzaj wewnętrznego ciepła pod wpływem którego inni mogą się ogrzać, i dzięki któremu niby lód, staja zamrzożony problem zmartwionego i pogrążąnego w smutku, i on nagle ożywa i wszystko się zmienia. Tacy ani gorący ani zimni. W tym sensie ciepli. Mdli.
---------------------
Zobacz inne fragmenty "Dziury w czasie" żeby przeczytać wejdź tu
* trochę na temat pobytu w Cupar [ z gaelijska a i pewno piktyjska, czyta się "Cubar" ]i okolicach skecz teatralny "Truskawkowe Pola" możesz przeczytać tu
** "Zapiski z Angli" zobacz tu
polityka praw autorskich: dozwolone kopiowanie za podaniem utora i źródła -kopiowanie w celach komercyjnych i masowych za zgodą autora adres poczty internetowej zee.jop@onet.eu
political-fiction, cypher,cypherpunk, post cyber, cyber sci fi sf литературы, искусства истории literatura, výtvarné umění příběhy літаратуры, мастацтва гісторыі technohumanismo књижевност, уметност приче राजनैतिक साइबर साहित्य 网络文学的政治 политической научной фантастики кибер politické počítačové sci-fi политичких сајбер научне фантастике trans sophia techno-humanizm antropokosmizm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 czerwca 2011
czwartek, 3 lutego 2011
Człowiek który spełnił swoje marzenia!
Witam
znalazłem moje stare opowiadanie sprzed kilku lat do przeczytania tu
Człowiek który zrealizował swoje marzenia.
Rózne myśli chodziły mu po głowie -praca którą wykonywał nie przynosiła mu większej satysfakcji, ani społeczenego prestiżu i uznania środowiska w jakim przebywał.
Mało tego pieniądze ze sprzątanie supermarkeŧów nocą były naprawdę niewielkie -może gdzieś indziej tak, ale w jego mieście nie. I nagle przyszło olśnienie.Pomysł jaki pojawił sie podczas czytania gazet z ogłoszeniami, powitał z uznaniem - Znależć pracę, jak to się mówi rozwojową i dającą perspektywy na przyszłość - powiedział głośno do siebie, i zaraz potem dodał - Na przykład fryzjer albo pizzer to jest to. Widział już nawet siebie pracującego jako pizzer w jakiejś dobrej pizzeri w centrum miasta. I o dziwo znbalazł w “Dzienniku polskim” kilka ofert. Prawie natychmiast zadzwonił i umówił się z właścicielem na spotkanie. Następnego dnia
szedł rano szybko jak tylko mógł ulicą w kierunku Bieżanowa Starego, a po drodze jeszcze chyba na Malborskiej jak zwykle zauważył napis na furtce: MARY KAY -przed ładnym dosyć dużym domem z czerwonej cegły stojącym prawie na krzyżówce- mianowicie pomiędzy ulicą Kadena-Bandrowskiego a Pierrackiego, prawie że naprzeciw piekarni. Kim jest owa tajemnicza Mary Kay ? Wróżką jakąś, czy dziennikarką. Kiedy tamtędy przechodził zawsze się zastawiał.
Niedaleko Kabla, a właściwie zaraz przy przystanku tramwajowym przeczytał ogłoszenie: ZGUBIONA ZOSTAŁA CZARNA TECZKA ktokolwiek wie proszony jest o... Czarna teczka nie wzruszyła go jednak. Szedł dalej, minął w międzyczasie ogródki działkowe z wyjętymi lub wypalonymi okiennicami. Ogórdki zostały już pewnie całkiem opuszczone -myślał.I wyludnione. Miejsce dawnych działkowiczów zajęli bezdomni i biedacy, mieszkając tam i śpiąc grupami albo pojedynczo. W tym miejscu droga zaczęła się obniżać. Zeszedł w dół, w stronę Teligi a potem Ćwiklińskiej. Kiedy minął Prokocim Nowy, Bieżanów Nowy i znalazł się na Bieżanowie Starym w okolicy Drożdżowni -ładny kawałek za pętlą tramwajową.
Pomylił się kilka razy, ale w końcu dotarł na ulicę Rakuś, a potem na L. Po drugiej stronie ulicy naprzeciw restauracji zobaczył małe zoo, jakieś konie lub kucyki biegające na małej łące, a i restauracja prezentowała się dość oryginalnie. Pełna tropikalnych ptaków i ogromnych akwariów z egzotycznymi rybami. Znalazł się w innym świecie. Gdy stał oszołomiony i niewiedząc co ma ze sobą zrobić i dokąd iść przywitał go właściciel resturacji -jak podejżewał- ubrany w marynarski podkoszulek dorosły mężczyzna w stroju pirata. Po chwili rozmowy z nim, zrozumiał że na pracę w restauracji Magiellana, nie ma wielkich szans, i że nie zostanie Pizarro z restauracji Magelllana -ponieważ brak mu niezbędnego do pracy doświadczenia. Ale zobaczył człowieka który spełnił swoje marzenia. I to było dla niego bardzo ważne. Zupełnie tak jakby przyszło olśnienie -aha, a więc jednak można tak! Mozna połączyć swoje marzenia z dzieciństwa z dorosłym praktycznym życia. Zachowując siebie z dzieciństwa i nic nie tracąc ze swojego jestestwa być dorosłym człowiekiem zarabiającym na życie.
Gdy wrócił do domu, a wracał bardzo powoli, wygrzebał gdzieś spod łóżka czarną starą teczkę w której były nożyce fryzjerskie od dziadka. Dziadek dał mu je lata temu. Postanowił że zostanie fryzjerem.
Wieczorem niepokój i pobudzenie wróciło spowrotem do niego. Chodził nerwowo po pokoju ponieważ za wszelką cenę chciał ściągnąć sobie OpenArtista żeby porówać go ze swoim ulubionym ArtistXem. Wiedział że nie ma lepszego systemu operacyjnego dla niego jednak to w niczym mu nie pomagało. Wygrzebał najpierw stary, prawie że zepsuty dysk z zainstalowanym na nim Ubuntu studio i podłączył go do rezerwoego prawie że antycznego komputera który trzymał aby uruchomić go w razie awarii tego którego na codzień używał. Pomimo tego że zdawał sobie sprawę z niebiezpieczeństwa podpiął dysk i następnie włączył kmputer. Po chwili ukazała się ciekawa zielonkawa tapeta “Studia” ze słojami a raczej plastrami miodu w środku. Przejrzał dostępne w dystrybucji aplikację i rozczarowany ale jednak i uspokojony wyłączył komputer. Utwierdził się że jego ulubiony -co tam ulubiony, ukochany- ArtistX jest najlepszy w swojej dziedzinie. Jeszcze tylko musi ściągnąć OpenArtista i wypalić na płycie dvd a potem go psrawdzić, to znaczy przetestować i porówać z AtriXem*. Czyli za jakieś przeszło trzy gigabajty bo tyle jeszcze brakowało -przeliczając to na godziny wychodziło mu prawie całą dobę. Mógł teraz wrócić do swojego opowiadania. Opowiadanie zaczynało się ciekawie jednak kończyło się w pewnym momencie -tak jakby było urwanę. Nie miał weny więc postanowił że dopiszę do
następnie Dublicatora “Let them hear” i gdy utwór się skończył wrzucił do odtwarzacza Maurizio Micelego. Uspokojony zaczął pisać dalej.
-------------
*miał jeszcze wypalone na płycie Yopera i Slaxa
koniec pierwszego fragmentu
znalazłem moje stare opowiadanie sprzed kilku lat do przeczytania tu
Człowiek który zrealizował swoje marzenia.
Rózne myśli chodziły mu po głowie -praca którą wykonywał nie przynosiła mu większej satysfakcji, ani społeczenego prestiżu i uznania środowiska w jakim przebywał.
Mało tego pieniądze ze sprzątanie supermarkeŧów nocą były naprawdę niewielkie -może gdzieś indziej tak, ale w jego mieście nie. I nagle przyszło olśnienie.Pomysł jaki pojawił sie podczas czytania gazet z ogłoszeniami, powitał z uznaniem - Znależć pracę, jak to się mówi rozwojową i dającą perspektywy na przyszłość - powiedział głośno do siebie, i zaraz potem dodał - Na przykład fryzjer albo pizzer to jest to. Widział już nawet siebie pracującego jako pizzer w jakiejś dobrej pizzeri w centrum miasta. I o dziwo znbalazł w “Dzienniku polskim” kilka ofert. Prawie natychmiast zadzwonił i umówił się z właścicielem na spotkanie. Następnego dnia
szedł rano szybko jak tylko mógł ulicą w kierunku Bieżanowa Starego, a po drodze jeszcze chyba na Malborskiej jak zwykle zauważył napis na furtce: MARY KAY -przed ładnym dosyć dużym domem z czerwonej cegły stojącym prawie na krzyżówce- mianowicie pomiędzy ulicą Kadena-Bandrowskiego a Pierrackiego, prawie że naprzeciw piekarni. Kim jest owa tajemnicza Mary Kay ? Wróżką jakąś, czy dziennikarką. Kiedy tamtędy przechodził zawsze się zastawiał.
Niedaleko Kabla, a właściwie zaraz przy przystanku tramwajowym przeczytał ogłoszenie: ZGUBIONA ZOSTAŁA CZARNA TECZKA ktokolwiek wie proszony jest o... Czarna teczka nie wzruszyła go jednak. Szedł dalej, minął w międzyczasie ogródki działkowe z wyjętymi lub wypalonymi okiennicami. Ogórdki zostały już pewnie całkiem opuszczone -myślał.I wyludnione. Miejsce dawnych działkowiczów zajęli bezdomni i biedacy, mieszkając tam i śpiąc grupami albo pojedynczo. W tym miejscu droga zaczęła się obniżać. Zeszedł w dół, w stronę Teligi a potem Ćwiklińskiej. Kiedy minął Prokocim Nowy, Bieżanów Nowy i znalazł się na Bieżanowie Starym w okolicy Drożdżowni -ładny kawałek za pętlą tramwajową.
Pomylił się kilka razy, ale w końcu dotarł na ulicę Rakuś, a potem na L. Po drugiej stronie ulicy naprzeciw restauracji zobaczył małe zoo, jakieś konie lub kucyki biegające na małej łące, a i restauracja prezentowała się dość oryginalnie. Pełna tropikalnych ptaków i ogromnych akwariów z egzotycznymi rybami. Znalazł się w innym świecie. Gdy stał oszołomiony i niewiedząc co ma ze sobą zrobić i dokąd iść przywitał go właściciel resturacji -jak podejżewał- ubrany w marynarski podkoszulek dorosły mężczyzna w stroju pirata. Po chwili rozmowy z nim, zrozumiał że na pracę w restauracji Magiellana, nie ma wielkich szans, i że nie zostanie Pizarro z restauracji Magelllana -ponieważ brak mu niezbędnego do pracy doświadczenia. Ale zobaczył człowieka który spełnił swoje marzenia. I to było dla niego bardzo ważne. Zupełnie tak jakby przyszło olśnienie -aha, a więc jednak można tak! Mozna połączyć swoje marzenia z dzieciństwa z dorosłym praktycznym życia. Zachowując siebie z dzieciństwa i nic nie tracąc ze swojego jestestwa być dorosłym człowiekiem zarabiającym na życie.
Gdy wrócił do domu, a wracał bardzo powoli, wygrzebał gdzieś spod łóżka czarną starą teczkę w której były nożyce fryzjerskie od dziadka. Dziadek dał mu je lata temu. Postanowił że zostanie fryzjerem.
Wieczorem niepokój i pobudzenie wróciło spowrotem do niego. Chodził nerwowo po pokoju ponieważ za wszelką cenę chciał ściągnąć sobie OpenArtista żeby porówać go ze swoim ulubionym ArtistXem. Wiedział że nie ma lepszego systemu operacyjnego dla niego jednak to w niczym mu nie pomagało. Wygrzebał najpierw stary, prawie że zepsuty dysk z zainstalowanym na nim Ubuntu studio i podłączył go do rezerwoego prawie że antycznego komputera który trzymał aby uruchomić go w razie awarii tego którego na codzień używał. Pomimo tego że zdawał sobie sprawę z niebiezpieczeństwa podpiął dysk i następnie włączył kmputer. Po chwili ukazała się ciekawa zielonkawa tapeta “Studia” ze słojami a raczej plastrami miodu w środku. Przejrzał dostępne w dystrybucji aplikację i rozczarowany ale jednak i uspokojony wyłączył komputer. Utwierdził się że jego ulubiony -co tam ulubiony, ukochany- ArtistX jest najlepszy w swojej dziedzinie. Jeszcze tylko musi ściągnąć OpenArtista i wypalić na płycie dvd a potem go psrawdzić, to znaczy przetestować i porówać z AtriXem*. Czyli za jakieś przeszło trzy gigabajty bo tyle jeszcze brakowało -przeliczając to na godziny wychodziło mu prawie całą dobę. Mógł teraz wrócić do swojego opowiadania. Opowiadanie zaczynało się ciekawie jednak kończyło się w pewnym momencie -tak jakby było urwanę. Nie miał weny więc postanowił że dopiszę do
następnie Dublicatora “Let them hear” i gdy utwór się skończył wrzucił do odtwarzacza Maurizio Micelego. Uspokojony zaczął pisać dalej.
-------------
*miał jeszcze wypalone na płycie Yopera i Slaxa
koniec pierwszego fragmentu
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
12:16
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
człowiek,
literatra,
marzenia,
marzeń,
opowiadanie,
spełnienie
środa, 5 stycznia 2011
różowe kwarcowe prosiaki czyli kwarcaki -ilustracje do kroniki
style="font-style:italic;"Witam
Jak zwykle kilka fotografi wrzuciłem na stronę -oczywiście zapraszam do oglądania choćby z tego względu że jest na niej wyciąg złożony z fragmentów moich opowiadań pochodzących z "Konik" i "Zbioru opowiadań" łatwo się więć można zorientowac "co i jak" Do rzeczy: kliknij tu Natomiast plik w formacie jar. przeznaczony do czytania na komórce mozna pobrać tu
Teraz "Różowe kwarcowe prosiaki" zwane także "kwarcakami" i kilka ilustracji do nich aby podkolorować i ożywić tekst

Bebe wracał do domu po pracy, jak czynił to zawsze od lat. Nie przystawał praktycznie nigdzie, ani nie zatrzymywał się po drodze. Zadowolony na początku z braku na ulicach służb kręcących się ciągle w tych swoich ponurych i okropnie skrojonych mundurach. Z powodu koloru mundurów nazywanych szarakami.
Po jakimś czasie w rozmowach ze znajomymi pojawiał się niepokój, czy brak "szaraków" nie doprowadzi do wzrostu przestępczości?. Jak się wcześniej cieszyli z wolności bycia nie obserwowanym i nie zatrzymywanym przez służby, które jak wiemy wcześniej albo później, ale zwykle wcześniej zaczynają pracować dla władzy i rządzących, a nie dla tych którzy płacą im za ich pracę za pomocą swoich podatków. Często nie pytani przez nikogo o zgodę. Ale zostawmy to.

W kraju zapanowała odwilż. Tak zwana "Jawność". Ulice miast zalała róznorodnośc kolorów, fasonów, strojów i mód. A kanjpki zapełniały się ludżmi przesiadującymi w nich do póżnych godzin nocnych, i znalezienie jakiegokolwiek wolnego miejsca nie należało do łatwych. Rosła radość i entuzjazm.
A w przejściach podziemnych młodzi ludzie sprzedawali pierwsze opozycyjne gazety. Można było swobodnie myśleć i nawet rozmawiać głośno na każdy prawie temat. Mało tego władze same domagały sie krytyki społeczeństwa, w myśl zasady:
BĘDZIEMY LEPIEJ RZĄDZILI RAZEM Z WAMI!!!
albo:
POMÓŻCIE NAM WAMI RZĄDZIĆ, razem zrobimy to dla was lepiej
Tak naprawdę dążyli nadal do niszczenia ludzkiej woli, stosując swoje psychosztuczki. Najpierw rozmiękczyli system prawny,

Ale nie to było jego problemem, on chciał czymś zabłysnąć i zaimponować innym tak żeby o nim usłyszeli inni. Pewnego dnia pstanowił: więcnapisać ciekawy scenariusz filmowy i dzięki temu stać się sławny w pracy i w okolicy gdzie mieszka.
I zaczął pisać
Na jednej z planet rozwinęła się forma życia oparta na krzemie, ale rozwój organizmów opartych na krzemie potoczył się w innym kierunku niż u nas lub na Ziemi [czyli u białkowców]. Otóż forma ta nazywana przez mieszkańców innych planet trochę pogardliwie "kwarcakami" wspaniale przystosowana pod względem mentalnym , i jakby tu powiedzieć może nawet "była przeznaczona" do myślenia odczuwania i kontemplacji, ale niestety nie była zbyt mobilna. Ponieważ musiałą wydalać pioprzez proces oddychania wprost ogromną liczbę związków chemicznych zarówno jeśli chodzi o ich ilośc jak jeszcze bardziej o wielkość, z którego to powodu przedstawicieli tej rasy nazywano czasami "kwarcowymi świniiami" .
Ewolucja doprowadziła więc do tego że “statycy”, bo tak ich w opowiadaniu będę nazywał,* nie poruszali się prawie wcale, ograniczając swoje ruchy do naprawdę niezbędnego minimum, i czasami wydawało sie że są formą pośrednią między światem zwierząt a roślin. W podręcznikach do biologi pisało się czasami że kwarcaki "rosną" Również w odróżnieniu od białkowców wydalanie związków powstałych z oddychania odbywało się drogą inną, to znaczy głównie polegało na wydalaniu pozostałych niepotrzebnych dla organizmu związków, rozpuszczonych w ogromnej ilości płynów. Nie dość że nie poruszali się prawie wcale, to jeszcze pili na dodatek ogromne ilości płynów

Na bardziej zaawansowanym etapie ewolucji zaczęły pojawiać się ruchome krzemiaki wypluwające niby wulkany ogromne ilości niepotrzebnych związków w stanie płynnym.
Oczywiście "kwarcowi ludzie"nie próżnowali. Sami dodawali sobie potrzebnre im do funkcjonowania różne że tak powiem protezy życia. Dzięki którym różowe kwarcaki poruszały się prawie zupełnie bezwysiłkowo, i podgrzewały szkodliwe związki wewnątrz organizmu, aby nie tracić energii, i wydalać z łatwością niepotrzebne odpady w stanie rozgrzanych płynów,
niby wulkaniczną lawę wulkany.
Zamaskowali też swoją cywilizację aby nikt z zewnątrz nie mógł zauważyć że na planecie istnieją zaawansowane formy życia. Podobnie jak maskowali inni. Niektórzy jak na przykład mieszkańcy Neptuna albo Jowisza byli takimi mistrzami iluzji że zmieniali temperaturę otoczenia, i zawartość związków chemicznych na ich planecie albo w atmosferze, aby wprowadzić w błąd czujniki sond, lub ciekawskch przybyszów. Prawdziwe życie odbywało się oczywiście pod ziemią planety jak prawie wszędzie we wszechświecie, w ogromnych korytarzach autostradach, i ogromnych sztucznie oświetlonych podziemnych miastach.

W ogóle podróżowanie na Planety Krzemowe nie należało do łatwych.Napisałem "planety", bo kwarcaki zasiedliły pare planet, kilka księżyców, i jeszcze ze dwie planoidy. Najpierw, lecąc regularnymi liniami kosmicznymi czekała nas przesiadka, na księżycu Saturna, Tytanie. Tytan od czasów globalnego ocieplenia jakie zdażają się w galaktyce co jakiś czas, przeżył gruntowną przemianę. Większość lodowców na biegunach księżyca stopiła się Te węglowodorowe jeziora podchodziły aż pod główne lodowisko w miasteczku Tytania. Miasteczko to dużo powidziane, ot pare malutkich księstw i ze dwie libertarie na krzyż, zamieszkałe przez wolnych osiedleńców z Ziemi i kilku innych planet. Jedna chyba naukowa.
Wszystko w szklanych domach ze sztuczną klimatyzacją, ogrzewaniem i system chłodzenia, i maszynami do produkcji tlenu i uzdatniaczy powietrza.Cztery knajpki i mały hotel. I całość pogrążona w potężnych metanowych chmurach, wśród niekończących się metanowych deszczy.Czękając na swój kosmolot siedziałeś więc w jednej z knajpek Tytani, zazwyczaj w ekskluzywym "Cassini", i gapiąc się przez ogrmoną szklaną ścianę słuchałeś jedynego radia księzyca, gadającego nieustannie, o stanie zachmurzenia, 'nachmurzenia" , i o deszczach, popijąc przy tym miejscowe drinki. A prognozy zmieniały sie nieustannie. Nie raz kosmolot już prawie ruszał, ale gwałtowny wzrost zachmurzenia i opadów opóżniał lot, a ludzie wraz z turystami krzemiakami wracali liniowymi busikami aleją Turtlego do miasteczka, oczekując radiowych komunikatów w jedynym radiu księżyca, i wydając w knajpce ostatnie tytanowe płacony.Nie raz też poznałeś tam małżeństwo kwarcaków z dzieciakami poruszające się na swoich wózkach nawet w pomieszczeniach. [dopiero w czasie snu kwarcaki "schodziły" z wózków] i dowiedziałeś czegoś o ich życiu.

Obie cywilizację uważał jednak za dziwaczne.
Na przykład takie kwarcaki nie miały zupełnie poczucia rzeczywistości. Siedząc na przykład w kanjpce na księżycu Saturna zabiawiali sie w różne zazwyczaj dziecęce gry pochodzące z innych planet. Albo wspólnie śpiewały ziemskie piosenki, w rodzaju
"mam huste cz ke ka rbo wa ną wszy s tkie cz tery ro gi..."
lub "my je ste śmy kra sno lu dki ho psa sa hop sa sa...."
uważając że świetnie sie bawią. Dobrze też się czuli ze względu na panujące na księżycu zapachy. Zapachy te maskowały natruralne zapachy jakie wydzielały ich organizmy przez oddech, powiedzmy że niezbyt przyjemne dla większości ludzian.
Tajne Bractwo Noża, Sztyletu i Trucizny
Ziemianie dla odmiany, po drugiej wojnie atomowej, pod koniec któej Indie, Iran i Chiny zaczęły walczyć ze sobą, ludzie zmienili się bardzo i zzdziczeli. Na planecie zostało niewiele. Ocalał Kraków, Delhi, kilka małych miasteczek w Tybecie oraz Szanghaj.Ludność germańska rawie całkiem wymarła, a ci którzy pozostali przy życiu , podobnie jak słowacy, czesi, węgrzy i włosi, oraz ludy południowo i wschodnio słowiańskie połączyli się i wymieszali z polakami. W ten sposób powstała Wielka Pogania, ciągnąca się od Renu po Ural. Na południu grecy doszli aż po Afganistan, i ganiczyli tak jak kiedyś z Indiami.Na planecie funkcjonowały cztery obowiązkowe języki, polski, grecki, sanskryt i jeden z dialektów chińskich. Wylały rzek i zmieniły swoje koryta. A morze wchodziło w wielu miejscach w głąb kontynetu i to znacznie. Przemutowali się też ludzie. I po jakimś czasie powstało kilka odrębnych ras, nie mogących się krzyżować ze sobą.
Niemniej większość ziemian pozstałych przy życiu wyemigrowała. Zasiedlając jako koloniści liczne planety w naszej galaktyce.
Razem z nimi emigrowali też bojownicy podziemnego ruchu walki z kolektywizmem. Po drugiej wojnie atomowej wielu ziemian za głównego winnego atomej zagłady uznało kolektywne ideologię dążące do konfliktów zbrojnych.Bojownicy postanowili więc zniszczyć wszystkie kolektywne systemy polityczne panujące w galaktyce.
A w każdym kosmolocie mógł lecieć taki bojownik podziemnego ruchu i śledzący lub ścigający go przedstawiciele służb państw w których rządziły partie kolektywne. Komunizmy lub socjalizmy bankowe, naukowe i religijne, albo rasowe.
Wtedy też dochodziło często do śmiertelnego starcia bojowników z tajniakami, lub jakimś ważnym dygnitarzem kolektywnego rządu. Nieraz już bowiem znajdowano ciało martwego polityka leżącego na podłodze w łazience, albo posadzce ubikacji kosmolotu. Zwykle zasztyletowanego lub otrutego.Bojownicy uchodzili za mistrzów podstępu noża, sztyletu i trucizny, i w ogóle uchodzili za mistrzów skrytobójczych morderstw.A martwe ciało polityka leżało bezwładnie w kałuży krwi Pocięte i podziurawione nożem.

całe opowiadanie znajdziesz tu
Jak zwykle kilka fotografi wrzuciłem na stronę -oczywiście zapraszam do oglądania choćby z tego względu że jest na niej wyciąg złożony z fragmentów moich opowiadań pochodzących z "Konik" i "Zbioru opowiadań" łatwo się więć można zorientowac "co i jak" Do rzeczy: kliknij tu Natomiast plik w formacie jar. przeznaczony do czytania na komórce mozna pobrać tu
Teraz "Różowe kwarcowe prosiaki" zwane także "kwarcakami" i kilka ilustracji do nich aby podkolorować i ożywić tekst

Bebe wracał do domu po pracy, jak czynił to zawsze od lat. Nie przystawał praktycznie nigdzie, ani nie zatrzymywał się po drodze. Zadowolony na początku z braku na ulicach służb kręcących się ciągle w tych swoich ponurych i okropnie skrojonych mundurach. Z powodu koloru mundurów nazywanych szarakami.
Po jakimś czasie w rozmowach ze znajomymi pojawiał się niepokój, czy brak "szaraków" nie doprowadzi do wzrostu przestępczości?. Jak się wcześniej cieszyli z wolności bycia nie obserwowanym i nie zatrzymywanym przez służby, które jak wiemy wcześniej albo później, ale zwykle wcześniej zaczynają pracować dla władzy i rządzących, a nie dla tych którzy płacą im za ich pracę za pomocą swoich podatków. Często nie pytani przez nikogo o zgodę. Ale zostawmy to.

W kraju zapanowała odwilż. Tak zwana "Jawność". Ulice miast zalała róznorodnośc kolorów, fasonów, strojów i mód. A kanjpki zapełniały się ludżmi przesiadującymi w nich do póżnych godzin nocnych, i znalezienie jakiegokolwiek wolnego miejsca nie należało do łatwych. Rosła radość i entuzjazm.
A w przejściach podziemnych młodzi ludzie sprzedawali pierwsze opozycyjne gazety. Można było swobodnie myśleć i nawet rozmawiać głośno na każdy prawie temat. Mało tego władze same domagały sie krytyki społeczeństwa, w myśl zasady:
BĘDZIEMY LEPIEJ RZĄDZILI RAZEM Z WAMI!!!
albo:
POMÓŻCIE NAM WAMI RZĄDZIĆ, razem zrobimy to dla was lepiej
Tak naprawdę dążyli nadal do niszczenia ludzkiej woli, stosując swoje psychosztuczki. Najpierw rozmiękczyli system prawny,

Ale nie to było jego problemem, on chciał czymś zabłysnąć i zaimponować innym tak żeby o nim usłyszeli inni. Pewnego dnia pstanowił: więcnapisać ciekawy scenariusz filmowy i dzięki temu stać się sławny w pracy i w okolicy gdzie mieszka.
I zaczął pisać
Na jednej z planet rozwinęła się forma życia oparta na krzemie, ale rozwój organizmów opartych na krzemie potoczył się w innym kierunku niż u nas lub na Ziemi [czyli u białkowców]. Otóż forma ta nazywana przez mieszkańców innych planet trochę pogardliwie "kwarcakami" wspaniale przystosowana pod względem mentalnym , i jakby tu powiedzieć może nawet "była przeznaczona" do myślenia odczuwania i kontemplacji, ale niestety nie była zbyt mobilna. Ponieważ musiałą wydalać pioprzez proces oddychania wprost ogromną liczbę związków chemicznych zarówno jeśli chodzi o ich ilośc jak jeszcze bardziej o wielkość, z którego to powodu przedstawicieli tej rasy nazywano czasami "kwarcowymi świniiami" .
Ewolucja doprowadziła więc do tego że “statycy”, bo tak ich w opowiadaniu będę nazywał,* nie poruszali się prawie wcale, ograniczając swoje ruchy do naprawdę niezbędnego minimum, i czasami wydawało sie że są formą pośrednią między światem zwierząt a roślin. W podręcznikach do biologi pisało się czasami że kwarcaki "rosną" Również w odróżnieniu od białkowców wydalanie związków powstałych z oddychania odbywało się drogą inną, to znaczy głównie polegało na wydalaniu pozostałych niepotrzebnych dla organizmu związków, rozpuszczonych w ogromnej ilości płynów. Nie dość że nie poruszali się prawie wcale, to jeszcze pili na dodatek ogromne ilości płynów

Na bardziej zaawansowanym etapie ewolucji zaczęły pojawiać się ruchome krzemiaki wypluwające niby wulkany ogromne ilości niepotrzebnych związków w stanie płynnym.
Oczywiście "kwarcowi ludzie"nie próżnowali. Sami dodawali sobie potrzebnre im do funkcjonowania różne że tak powiem protezy życia. Dzięki którym różowe kwarcaki poruszały się prawie zupełnie bezwysiłkowo, i podgrzewały szkodliwe związki wewnątrz organizmu, aby nie tracić energii, i wydalać z łatwością niepotrzebne odpady w stanie rozgrzanych płynów,
niby wulkaniczną lawę wulkany.
Zamaskowali też swoją cywilizację aby nikt z zewnątrz nie mógł zauważyć że na planecie istnieją zaawansowane formy życia. Podobnie jak maskowali inni. Niektórzy jak na przykład mieszkańcy Neptuna albo Jowisza byli takimi mistrzami iluzji że zmieniali temperaturę otoczenia, i zawartość związków chemicznych na ich planecie albo w atmosferze, aby wprowadzić w błąd czujniki sond, lub ciekawskch przybyszów. Prawdziwe życie odbywało się oczywiście pod ziemią planety jak prawie wszędzie we wszechświecie, w ogromnych korytarzach autostradach, i ogromnych sztucznie oświetlonych podziemnych miastach.

W ogóle podróżowanie na Planety Krzemowe nie należało do łatwych.Napisałem "planety", bo kwarcaki zasiedliły pare planet, kilka księżyców, i jeszcze ze dwie planoidy. Najpierw, lecąc regularnymi liniami kosmicznymi czekała nas przesiadka, na księżycu Saturna, Tytanie. Tytan od czasów globalnego ocieplenia jakie zdażają się w galaktyce co jakiś czas, przeżył gruntowną przemianę. Większość lodowców na biegunach księżyca stopiła się Te węglowodorowe jeziora podchodziły aż pod główne lodowisko w miasteczku Tytania. Miasteczko to dużo powidziane, ot pare malutkich księstw i ze dwie libertarie na krzyż, zamieszkałe przez wolnych osiedleńców z Ziemi i kilku innych planet. Jedna chyba naukowa.
Wszystko w szklanych domach ze sztuczną klimatyzacją, ogrzewaniem i system chłodzenia, i maszynami do produkcji tlenu i uzdatniaczy powietrza.Cztery knajpki i mały hotel. I całość pogrążona w potężnych metanowych chmurach, wśród niekończących się metanowych deszczy.Czękając na swój kosmolot siedziałeś więc w jednej z knajpek Tytani, zazwyczaj w ekskluzywym "Cassini", i gapiąc się przez ogrmoną szklaną ścianę słuchałeś jedynego radia księzyca, gadającego nieustannie, o stanie zachmurzenia, 'nachmurzenia" , i o deszczach, popijąc przy tym miejscowe drinki. A prognozy zmieniały sie nieustannie. Nie raz kosmolot już prawie ruszał, ale gwałtowny wzrost zachmurzenia i opadów opóżniał lot, a ludzie wraz z turystami krzemiakami wracali liniowymi busikami aleją Turtlego do miasteczka, oczekując radiowych komunikatów w jedynym radiu księżyca, i wydając w knajpce ostatnie tytanowe płacony.Nie raz też poznałeś tam małżeństwo kwarcaków z dzieciakami poruszające się na swoich wózkach nawet w pomieszczeniach. [dopiero w czasie snu kwarcaki "schodziły" z wózków] i dowiedziałeś czegoś o ich życiu.

Obie cywilizację uważał jednak za dziwaczne.
Na przykład takie kwarcaki nie miały zupełnie poczucia rzeczywistości. Siedząc na przykład w kanjpce na księżycu Saturna zabiawiali sie w różne zazwyczaj dziecęce gry pochodzące z innych planet. Albo wspólnie śpiewały ziemskie piosenki, w rodzaju
"mam huste cz ke ka rbo wa ną wszy s tkie cz tery ro gi..."
lub "my je ste śmy kra sno lu dki ho psa sa hop sa sa...."
uważając że świetnie sie bawią. Dobrze też się czuli ze względu na panujące na księżycu zapachy. Zapachy te maskowały natruralne zapachy jakie wydzielały ich organizmy przez oddech, powiedzmy że niezbyt przyjemne dla większości ludzian.
Tajne Bractwo Noża, Sztyletu i Trucizny
Ziemianie dla odmiany, po drugiej wojnie atomowej, pod koniec któej Indie, Iran i Chiny zaczęły walczyć ze sobą, ludzie zmienili się bardzo i zzdziczeli. Na planecie zostało niewiele. Ocalał Kraków, Delhi, kilka małych miasteczek w Tybecie oraz Szanghaj.Ludność germańska rawie całkiem wymarła, a ci którzy pozostali przy życiu , podobnie jak słowacy, czesi, węgrzy i włosi, oraz ludy południowo i wschodnio słowiańskie połączyli się i wymieszali z polakami. W ten sposób powstała Wielka Pogania, ciągnąca się od Renu po Ural. Na południu grecy doszli aż po Afganistan, i ganiczyli tak jak kiedyś z Indiami.Na planecie funkcjonowały cztery obowiązkowe języki, polski, grecki, sanskryt i jeden z dialektów chińskich. Wylały rzek i zmieniły swoje koryta. A morze wchodziło w wielu miejscach w głąb kontynetu i to znacznie. Przemutowali się też ludzie. I po jakimś czasie powstało kilka odrębnych ras, nie mogących się krzyżować ze sobą.
Niemniej większość ziemian pozstałych przy życiu wyemigrowała. Zasiedlając jako koloniści liczne planety w naszej galaktyce.
Razem z nimi emigrowali też bojownicy podziemnego ruchu walki z kolektywizmem. Po drugiej wojnie atomowej wielu ziemian za głównego winnego atomej zagłady uznało kolektywne ideologię dążące do konfliktów zbrojnych.Bojownicy postanowili więc zniszczyć wszystkie kolektywne systemy polityczne panujące w galaktyce.
A w każdym kosmolocie mógł lecieć taki bojownik podziemnego ruchu i śledzący lub ścigający go przedstawiciele służb państw w których rządziły partie kolektywne. Komunizmy lub socjalizmy bankowe, naukowe i religijne, albo rasowe.
Wtedy też dochodziło często do śmiertelnego starcia bojowników z tajniakami, lub jakimś ważnym dygnitarzem kolektywnego rządu. Nieraz już bowiem znajdowano ciało martwego polityka leżącego na podłodze w łazience, albo posadzce ubikacji kosmolotu. Zwykle zasztyletowanego lub otrutego.Bojownicy uchodzili za mistrzów podstępu noża, sztyletu i trucizny, i w ogóle uchodzili za mistrzów skrytobójczych morderstw.A martwe ciało polityka leżało bezwładnie w kałuży krwi Pocięte i podziurawione nożem.

całe opowiadanie znajdziesz tu
sobota, 25 grudnia 2010
Zagłada w domu O. -opowiadanie

Prywatność? Tak, ale ściśle kontrolowana, i to nie przez jakichś pożal się Boże cywili ale przez wykwalifikowane kadry -mówił przedstawiciel administracji rządowej. Podniósł się z łóżka i powolnym ruchem ręki przełączył stację - dziś na lotnisku odbędzie się uroczystość przywitania ciała naszego żołnierza które własnie przybyło z misji. W tym ważnym dla nas momencie okażmy proszę szacunek - apelował czytając wiadomości radiowe spiker. Miłość do ciała, szczególnie martwego -to przypadłość w naszym kraju ogólnie znana, myślał, tak jak i zresztą miłość do cmentarzy, chorob, klęsk i cierpienia. Zjawiska nie będę komentował ponieważ jest rzeczą powszechnie wiadomą, natomiast chciałbym napisać parę słów o tak zwanej misji. Otóż jak wiemy słowa często zmieniają znaczenia i w czasach kiedy były wypowiadane oznaczały co innego, niż mordowanie ludności cywilnej przez żołnierzy, i zrzucanie bomb na domy pod gruzami których ginęły kobiety i dzieci. Być może to nic nowego i „misjonarze" podczas ekspansji robili tak i wcześniej -w co bym się wcale nie zdziwił. Niemniej w dzisiejszych czasach jakaś część mieszkańców naszej planety znowu dawała się nabrać na propagandę płynącą z mediów głównego strumienia i wierzyła w jakąś misję po rozpoczęciu której w Afganistanie -co ciekawe i dziwne znacznie wzrosła produkcja narkotyków.
Mówili jeszcze o dopalaczach i o tym że w Bydgoszczy dwaj młodzi ludzie w wieku szkolnym poczuli się źle po zażyciu dopalaczy -bo zabolał ich brzuszek i w związku z tym prezydent miasta postanowił zakazać ich sprzedaży. Ilu młodych ludzi w Bydgoszczy lub sąsiednich miastach takich jak na przykład Grudziądz, Toruń czy nawet bardziej odległy Gdańsk albo Włocławek ma problemy zdrowotne po wypiciu większej ilości alkoholu czy też nawet zjedzeniu zbyt dużej ilości jedzenia -tego prezydent nie powiedział. Więc nie zakazują sprzedaży alkoholu? Może zakażą. Wracając do dopalczy. Jak się okazało problemy po zażyciu dopalaczy mają uczniowie którym nie chce sie po prostu iść do szkoły. Czyli taki nowy sposób na wagary. W południe dowiedzieli się wszyscy że podobne problemy mają także uczniowie we Włocławku. Swoją drogą to szalona walka z dopalaczami sprawia że ich producenci wynajdują nowe różniące się w minimalny sposób od zakazanych już wcześniej, i co oczywiste nie mając czasu na ich dokładne sprawdzenie i przetestowanie wprowadzają je szybko na rynek.
Następnie minister Sikorski stwierdził że jeden z bardziej znanych polityków opozycyjnych a konkretnie J. Kaczyński jest na proszkach ponieważ powiedział w delikatny sposób zresztą jak wyglada sytuacja geopolityczna Polski. Każdy zresztą kto zauważał rosnącą dominację rosyjsko-niemiecką w Polsce podczas wyjątkowo nieudolnych rządów T. i B. K. stawał się niejako z automatu oszołomem lub moherem a ten który bezkrytycznie i bez refleksyjnie przyjmował największe bzdury jakimi karmiły go "usta władzy" czyli prawie wszystkie stacje telewizyjne i radiowe -oraz istniejące jeszcze papierowe gazety- stawał się "wykształconym młodym z dużego miasta". Niemniej coraz więcej młodych i wykształconych naprawdę widziało że ich ukochany kiedyś rząd nie ma najmniejszego zamiaru poszerzać sfer wolności, a wręcz przeciwnie chce je pomniejszać -a zapatrzonych w nich wyborców ma dokładnie "gdzieś". Co jeszcze usłyszał -a właściwie to przeczytał już poźniej w internecie- bo stacje radiowe na takie nie wygodne tematy raczej milczały. Więc przeczytał że policjanci zakatowali na śmierć jakieś chorego człowieka na śląsku. Tłukli biedaka pałkami dotąd aż ten zmarł. Ostatnio coraz wiecej było takich informacji. A to w Jarosławiu pobili ciężko jakąś dziewczynę wracającą do domu, a to w Bydgoszczy podobno zgwałcili i pobili dziewczynę. Wyglądało na to że rząd stracił całkiem władzę nad policją i nie radzi już sobie z niczym. Policjanci na Śląsku zostali zatrzymani za nielegalny handel bronią, a w Płocku oskarżeni o brutalne gwałty na prostytutkach.
I sam nie wiedząc nawet kiedy zaczął przypominać sobie różne historie z lat wczesnej młodości, kiedy jako uczeń szkoły średeniej pojechał na początku lat osiemdziesiątych latem nad morze. Konkretniej do Sopotu, i zatrzymał się na kepmingu na Kamiennym Potoku. Siedząc niedaleko recepcji przysłuchiwał się rozmowie pracującego tam człowieka z młodymi ludźmi. Alkoholik o sinej twarzy i przekrwionych oczach tłumaczył im że policjani oczekują od niego żeby wskazywał im podejrzanych a następnie wczesnym rankiem kiedy ich oprawadzał po polu namiotowym wchodzili do ich namiotów żeby ich kontrolować -budząc o piątej nad ranem. Alkoholik wkazał widać i jego namiot bo pewnego dnia nad ranem obudzili go i nieprzytomnego zaczęłi legitymować i sprawdzać zadając mu przy okazji wiele pytań.
Wydarzenie z przeszłości posłużyło w jego wyobraźni jako impuls i po przypomnieniu sobie pierwszej "przygody" niby połączony ogniwami łańcuch zaczęły z jego niepamięci wychodzić następne i kolejne -i wynurzać się na powierzchnie aby znowu zaistnieć. Najpierw "miła" przygoda z policją w Sopocie -rok albo dwa lata później- kiedy zabrali mu spodnie moro, żeby prawdopodobnie następnie je sprzedać a on musiał paradować po plaży w krótkich spodenkach. I o tym jak został zatrzymany w Dąbrowie Górniczej gdy jechał w odwiedziny do znajomego. W parku położonym nieopodal budynku policji dostał, kilka pałek, co prawda lekkich ale zawsze.
No dobrze rozgadałem się jednak, a chciałbym powrócić do tematu opowiadania, a nie mnożyć w nieskończoność wynurzenia bohatera. No więc zacznę od tego że miałem a nawet do tej pory mam obawy czy powinienem o tym pisać, Sprawa pomimo upływu lat jest jeszcze świerza a rodzina O. żyje w poczuciu tragedii z powodu utraty syna. Jednak przeważył argument znajomości miasteczka i związane z nim wspomnienia z lat młodości i jednej z wielkich miłości jego życia.
Koniec pierwszego fragmentu.
plik w formacie
html

Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
05:15
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
dom,
opowiadanie,
w domu,
zagłada
środa, 22 grudnia 2010
Gandziak i Złota Rybka
Gandziak i złota rybka [ i refleksje rodzinne jakie go naszły w związku ze zwiedzaniem cmentarza podczas robienia porządków przed tak zwanym dniem "Wszystkich świętych" Czyli w ostatnich dniach października ]
W pewnym momencie nie wiadomo skąd Gadziak przypomniał sobie historyjkę o rybce, co zepsuło mu nastrój na cały dzień. Historyjka faktycznie nie była zbyt przyjemna, a jej korzenie sięgały daleko do dzieciństwa Gandziaka. Przejdę do rzeczy i zacznę opowiadać żeby zbytnio nie zanudzać czytelnika. Ojciec Gandziaka trzymał sobie kilka hodowlanych rybek w małym akwarium. Akwarium było jak to http://www.blogger.com/img/blank.gifakwarium ani szczególnie wyjątkowe i duże ani marne. Takie zwykłe bardzo przeciętne akwarium. Pewnego wieczoru przyszedł nieżle wstawiony, co mu się przyznać trzeba dosyć często zdarzało i zaczął nerwowo kręcić się w okolicy swojego akwarium -stojącego w małym pokoju który sam zamieszkiwał. Potem poszedł do kuchni po słoik, i szybko tak żeby nikt tego nie zauważył... dalej czytaj tu plik
strona html
w formacie txt
w formacie pdf
W pewnym momencie nie wiadomo skąd Gadziak przypomniał sobie historyjkę o rybce, co zepsuło mu nastrój na cały dzień. Historyjka faktycznie nie była zbyt przyjemna, a jej korzenie sięgały daleko do dzieciństwa Gandziaka. Przejdę do rzeczy i zacznę opowiadać żeby zbytnio nie zanudzać czytelnika. Ojciec Gandziaka trzymał sobie kilka hodowlanych rybek w małym akwarium. Akwarium było jak to http://www.blogger.com/img/blank.gifakwarium ani szczególnie wyjątkowe i duże ani marne. Takie zwykłe bardzo przeciętne akwarium. Pewnego wieczoru przyszedł nieżle wstawiony, co mu się przyznać trzeba dosyć często zdarzało i zaczął nerwowo kręcić się w okolicy swojego akwarium -stojącego w małym pokoju który sam zamieszkiwał. Potem poszedł do kuchni po słoik, i szybko tak żeby nikt tego nie zauważył... dalej czytaj tu plik
strona html
w formacie txt
w formacie pdf
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
07:37
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
gandziak,
html,
opowiadanie,
opowieści,
pdf,
przed świąteczne,
Rybka,
txt,
Złota
niedziela, 19 grudnia 2010
maszyna kwantowa -dziura w czasie fragment szósty

witam!
fragment szósty mojego opowiadania "Dziura w czasie" zatytułowany "Maszyna kwantowa" dostępny jest tu na czarnym tle i na białym tle z czarnymi napisami zapraszam tu
przy okazji przypominam o moim blogu z fotografiami fotografie podróże
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
14:24
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
czas,
dziura,
kwantowa,
maszyna,
opowiadanie
wtorek, 30 listopada 2010
Bóg i diabeł

Czwarty fragment DZIURY W CZASIE
"Bóg i Diabeł to jedno. Bóg jest dniem, a diabeł jest nocą. Bóg jest jasnością, a diabeł ciemnością. Zrozumieli to już dawno nasi dalecy kuzyni i krewni kiedy tworzyli Hinduizm. Tam Sziwa posiada oba te aspekty. Mianowicie aktywność tworzącą i niszczącą, dającą życie i zabierającą je. Wiedzieli też o tym Inowie inni nasi dalecy krewniacy a może nawet i przodkowie. Białe i czarne według nich stanowi przecież jedność, nazywaną przez nich Tao, czyli po prostu po naszemu całością. Nasi przodkowie wiedzieli o tym kiedyś także, tak podejrzewam. Ale zapomnieli.Troche jak..."
http://eart.cba.pl/diabel-i-bog.html
lub od razu tu:
http://eart.cba.pl/dziura_w_czasie4.html
środa, 17 listopada 2010
dziura w czasie częśc trzecia

Napisałem że wędrowiec jechał ale ażeby prezycyjniej oddać obraz sytuacji powinienem napisać że szedł obok furki ciągniętej przed dwa konie. Nagle zwolnił bo oto zobaczył w oddali poruszające się przed nim dwa małe ciemne punkty. Pewno jakieś zwierzęta albo karły idące na jarmark do Bodzantyna żeby występami zarobić parę denarków. Jakiego było jego zdziwienie kiedy się okazało że to nie są karły ani para wołu która urwała się gospodarzowi idacemu na targ z zaprzęgu i idzie samopas czekając aż gospodarz znajdzie je i uwiąrze do woza z powrotem. Przed nim szło dwóch małych chłopców. Kiedy usłyszeli jego kroki i tętent kopyt końskich zwolnili. - Swastyk z tobą panie -powiedział jeden z nich - Sława i chwała! Swastyk z wami bracziszkowie mili - odpowiedział na pozdrowienie dzieci, nie mogąc uwierzyć własnym oczom - A wy tu skąd? Dodał, z jednej strony zadowolony że widzi małego mądrale i jego młodszego braciszka, z druiej przestraszył się trochę bo skąd tu się wzieli i na dodatek sami bez opieki straszych. Mówił wędrowiec patrząc na dwóch umorusanych braci i zastanawiając się - My z Wilczano na targ do Bodzantyna idziemy. Ceny obaczyć kcemy, porównać i czy co sie przedać opłaci abo i kupić. No no no -pomyślał, a głośno dodał - Wskoczcie na furkę braciszkowie mali do Bodzantyna daleko jeszcze, a konie silne i różnicy nie zauważą nawet. Starszy z braci rezolutny mądrala uśmiechnął się - Kiedy my lubim chodzić, dla zdrowia robimy to - powiedział przysuając się bliżej do wędrowca. Co prawda widać było że są już nieźle zmęczeni i powoli mają swojej dziwnej wycieczki dość, szczególnie zaś młodszy Wilczano który wyglądał na wyczerpanego wędrówką a nawet tochę czymś przestraszonego. Jednak pozwolił im na to aby szli obok niego drogą. Najpierw po prawej zaraz skraju szła para koni ciągnących za sobą wóz, następnie w środku wędrowiec a po lewej para braciszków Starszy Miłość i trzymający go za rękę czteroletni Wilczano Przy lewej nodze Wilczano szedł pies Nie śpieszyli się bo i nie było po co - A co tam u Wróża słychać i u jego żony, mówcie mi bom ciekawy - zapytał w pewnym momencie chłopców wędrowiec - Dobrze wszystko - odpowiedział zgodny chór dwóch głosów. Dalej szli w milczeniu a nad nimi świeciło słońce które szło już w południe. Jedynie po jakimś czasie Wilczano który co chwila zwalniał albo sie potykał i nie dążał za resztą... czytaj dalej tu
wersja w formacie pdf: zobacz tu
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
07:27
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
e-book,
e-booki,
ebook,
ebooki,
fantazy,
literatura,
opowiadanie,
za free
niedziela, 14 listopada 2010
Dziura w czasie cd.

Jechał powoli bezludną prawie wiejską drogą poprzetykaną gdzie niegdzie topolami.Rozglądając sie uważnie wokół dopóki nie zobaczył stojącej na obrzeżach miasta chaty wróża. Poznał ją od razu ponieważ stojący przed drzwiami mężczyzna melodyjnym głosem wołał -gata gata komu gata, komu gate koomu- a przez jego umysł przeleciały nagle niewiadomo skąd słowa mantry - gate gate param gate parasam gate bodi soha - Kiedy tylko zobaczył chałupę wróża natychmiast zwolnił, oczywiście tak żeby tego nie zauważył wróż i nie pomyślał że mu bardzo na wizycie u niego zależy. On chciał przecież kupić swoją modlitwę jak najtaniej, żeby nie powiedzieć po naprawdę okazyjnej cenie. Wróż stojący obok swojej chaty rzucił w jego stronę kiedy tylko się zbliżył do domostwa tak że on mógł go zobaczyć - Swastyk z tobą miły bracie. Chwała i sława ci - słysząc słowa wróża skrzywił się, nie lubił kiedy mówiąc o Swarożycu używano tego zdrobnienia. Bo Swastik to przecież jaćwińska albo pruska nazwa naszego wielkiego bóstwa pomyślał. Następnie opanował grymas na twarzy tak aby nie dostrzegł go wróż - Zauważyłem na twojej piersi schowaną swarzycę - powiedział do niego wróż jakby się usprawiedliwiając - My wyznawcy Wielkiego Swarożyca powinniśmy sie szanować - dodał czytaj dalej tu
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
09:07
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
czas,
dziura,
fantazie,
fantazy,
opowiadanie,
počítačové,
Politická,
sci fi,
sf,
кибер,
Политические,
Фантастика,
Фэнтази
czwartek, 4 listopada 2010
dziura w czasie
fragment opowiadania
Najpierw zapanowała w państwach europejskich dyktatura, następnie przyszła po niej kolej na monarchię. Wiele spustoszenia uczyniła postawa amerykanów i europejczyków w walce z ekstremizmem. Po prostu zlekceważyli ich a nie ma nic głupszego niż lekceważenie przeciwnika. Powiedzcie mi proszę co może być gorszego od lekceważenia przeciwnika? Mówię wam przegrywacie już na starcie. Skończyła się też epoka wielkiej złotej wolności. Czasy przeszłe bowiem bez względu na opinię jaką im wydamy były co tu dużo gadać czasami złotej wolności w porównaniu z tym co się działo potem. Rabunek ciężko pracujących ludzi po inwazji wzrósł jeszcze bardziej, a zarówno chrześcijanie jak i ateiści stanowiący wtedy większość w europie poddani zostali nieludzkiemu wprost terrorowi. Naprawdę to terror się dopiero zaczął. W krajach które nie dały się podbić fanatykom nie było dużo lepiej. Strach grup rządzących o utratę władzy, sypiąca się w cholerę skrajnie nie wydolna socjalistyczna gospodarka, groźba załamania systemów emerytalnych -które siłą kiedyś przejęły władze wszystkich europejskich państw- a do tego nieskończenie duża liczba kretów ryjących od środka i niezwykle destruktywna w swoim działaniu piąta kolumna wroga. Zapanowały więc czasy krwawego terroru a człowiek który wymyślił powiedzenie - po pacyfistach przychodzą ludożercy - gdyby oczywiście żył mógłby powiedzieć - widzicie, a nie mówiłem wam? Marna to jednak byłaby dla niego satysfakcja, wszechobecna bieda, ba skrajna nędza będąca udziałem większości, następnie choroby, głód -a jakby tego było mało to i skażenie radioaktywne po kobalcie c300, brudnych bombach, zanieczyszczenie spowodowane bronią chemiczną użytą w czasie konfliktów no i masa nieznanych wcześniej bakterii wypuszczonych na wolność podczas trzeciej wojny nazwanej później światową. Jeżeli by więc w tamtych czasach żył to by nad smutnym losem naszej cywilizacji raczej zapłakał i nie ucieszył się z tego że miał rację. Ekstremiści poruszali się wprost z niezwykłą szybkością w głąb europejskiego terytorium. Po trzykroć niechaj będzie przeklęty Bismarck mówię, i ci wszyscy którzy przyczynili się do upadku naszej cywilizacji. Mówię wam niech będą przeklęci! Przeklęci bądźcie wy wszyscy którzy znacie prawdę a żyjecie w kłamstwie, i utrzymujecie w nim innych! Nie mam bowiem współczucia dla czynienia zła. To przez nich musieliśmy opuścić naszą planetę aby ocalić życie. I udać się w nieznane. Czy tam w ogóle jeszcze żyją ludzie? Lata temu wędrowcy z innego statku odebrali jakieś sygnały radiowe z Polski, a parę miesięcy później z Indii -a więc może ktoś to koszmarne piekło jednak przeżył.
czytaj dalej tu
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
08:15
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cyberius,
czas,
czasoprzestrzeń,
fantazy,
literatura,
opowiadanie
niedziela, 31 października 2010
Trzecia wojna robotów
witam!
zapraszam do przeczytania mojego opowiadania "Trzecia wojna robotów" Opowiadanie jest dość długie więc na razie nie wklejam go do bloga jedynie wrzucam na stronę trzecia wojna robotów
Zapraszam też do zaglądania na jeszcze czynny mój stary blog na "onecie" art-jop.blog
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
09:29
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cyber,
cyborgi,
opowiadanie,
political,
robotów,
roboty,
trzecia,
wielka ksiega robotów,
wojna
środa, 18 sierpnia 2010
Umysł Boga częśc trzecia przyjemność umysłowa
kolejny fragmencik opowiadania
Musicie wiedzieć że wpadła mi przez przypadek "Księga Prawdy" taka naprawdę bardzo mała książeczka, jednego ze średniowiecznych mistyków. Oczywiście postanowiłem ją obśmiać. Okazja nadarzyła się świetna, ponieważ właśnie profesor powrócił z jednej z tych swoich długich podróży. Trochę bawił wnuki, ale oczywiście jak zwykle miał czas i dla innych. Dzieciaki bawiły się najlepiej same, a czasami przysłuchując rozmowie w kuchni, mazały kredkami, mazakami, a nawet pędzlami zanurzonymi w farbach wodnych po meblach i ścianach pomieszczenia. Profesor jakby tego nie widział. Na moją uwagę stwierdzi - że przecież się to wszystko potem umyje - Dobrze, siedziałem wygodnie na krześle w jego w kuchni która pełniła czasami funkcję salonu filozoficznego i mówiłem
- Nassim Haramein widziałem go parę dni temu w internecie. Ten gość twierdzi że każdy atom jest swojego rodzaju czarną dziurą, zawiera także potencjalność a , jeśli niczego nie pomyiłem, nieskończony potencjał. Gość dość ciekawie mówił w każdym razie na tym swoim referacie, ale co innego zwróciło moją uwagę. Po nagrodzie jaką otrzymał rozległy się głosy że tworzy jakiś nowy paradygmat. Jeszcze poprzedni kanon nie odszedł, a oni chcą wprowadzić nowy. Czyli jedno skostnienie starsze i dość mocno zwietrzałe zamienią w drugie, z wyglądu bardziej świeże i strawne. A robią tak od tysięcy lat.
Jak nauka robi się skostniała zamienia się w szczelny mur przesądów, to w pewnym momencie musi pęknąć pod naporem nowych fali uderzających w ten kamienno ceglany falochron. Rozlecieć się na kawałki. Zwykle później. jak najpózniej. I tak wkoło, bo jest przypływ czyli epoka buntu, następuje rozbicie muru i okres świeżych poszukiwań. Potemi przyjęcie kolejnego paradygmatu który zamienia się w dogmatyczny kanon. Konon robi sie powoli nieświeży, stęchnie, aż zaczyna cuchnąć i potem znowu następuje bunt - I tak rozmawialismy sobie z profesorem. Właściwie to ja mówiłem, a profesor głównie uśmiechał sie i spoglądał na dzieci rzeczy sobie przypadkiem niczego złego nie zrobiły. W pewnym momencie odstawił szklankę z sokiem na stół i tajemniczo powiedział - bo widzisz
tan ukryty Umysł jest matrycą wszelkiej materii jak mawiał Max Planck
a próżnia to naprawdę doskonały przewodnik, próznia niewidzialna tkanina- tu jakby trochę zawiesił głos i ciągnął dalej - Jak twierdzili hindusi to taka przezroczysta nić, tak zwana tantra - choć kosmiczna nić to jedno z wielu znaczeń pojęcia tantra. Bo jeszcze a może przede wszystkim pojęcie to oznacza ciągłośc procesów świadomości., czyli ich kontynuację. Inne następne znaczenie tego pojęcia to subtelny materiał, jakby przezorczysta tkanina będąca dla nas nie wtajemniczonych kosmiczną pełną ciemności i niczego pustką. Taką właśnie czarną dziurą -
Skrzywiłem się. Profesor chyba zauważył i uśmiechnął sie po czym zaczął powoli acz nieuchronnie zmierzać w stronę przyjemności i zmysłów ich znaczeniu w procesie pojmowania świata.
- Taki nudny ciemny świat, pozbawiony smaków jest przecież niewiele warty. Trzeba go więc trochę podkolorować.Pamiętasz chyba co Tomasz pisał o przyjemności i świecie zmysłów? I kiedy to mówił wyciągnął jakąś starą księgę , otworzył po czym zaczął czytać
- Przyjemność umysłowa
Oprócz przyjemności zmysłowej, jest także przyjemność umysłowa, która w odróżnieniu od tej pierwszej sprzyja pracy rozumu:
Jest pewien rodzaj przyjemności, rodzący się z samego działania rozumu, kiedy ktoś znajduje rozkosz w kontemplacji lub rozumowaniu. Takiego rodzaju przyjemność nie stanowi przeszkody dla używania rozumu, przeciwnie wspomaga je, ponieważ to, w czym znajdujemy przyjemność, czynimy z większą uwagą; uwaga zaś wspomaga pracę.*
I I dalej Tomasz kontynuuje:
Przyjemności płynące z aktów rozumu nie przeszkadzają rozumowi ani nie psują roztropności*
Rozmowa więc zupełnie nieoczekiwanie dla nas zmieniła kierunek . Jednak obaj bez zastzrżeń zgodziliśmy się że świat bez zmysłów i przyjemności jest niewiele warty.
-------------------------------
Est ergo quaedam delectatio quae habetur de ipso actu rationis, sicut cum aliquis delectatur in contemplando vel ratiocinando. Et talis delectatio non impedit usum rationis, sed ipsum adiuvat, quia illud attentius operamur in quo delectamur; attentio autem adiuvat operationem.
STH I-IIae q33 a3 c
Delectationes quae sunt de actu rationis, non impediunt rationem, neque corrumpunt prudentiam. -
STh I-IIae, q 34 a.1 ag1"
polskie tłumaczenie tekstu pochodzi ze strony http://www.kbroszko.dominikanie.pl/tom_volup.html
dodaj do
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
02:09
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Bóg,
Cyberius,
darmowa,
filozoficzny,
literatura,
opowiadanie,
percepcja,
przyjemność,
salon,
świadomość,
umysł,
zmysły
Zasada zmysłowej przyjemności

kolejne opowiadanie jakie pisałem wiosną tego roku obok pięciu zamieszczonych w blogu poprzednio i "Umysłu Boga" części pierwszej i drugiej. Tak naprawdę jest to fragment trzeciej części "Umysłu Boga" -która miała nie ujrzeć światła dziennego.
W pewnym momencie zaczął rozważać myśli Tomasza na temat głupoty. Mianowice Czy głupota jest grzechem? a jeśli jest, to dlaczego. Widzi ż nawet Tomasz który jak zwykle CHODZĄC nerwowo po MAŁYM POMIESZCZENIU KAMIENNEJ I NIE OGRZANEJ CELI MNISIEJ i przy tym gwałtownie gestykulując jakby się z kimś spierał, zaczyna po swojemu mówić - wydaje się żegłupota jednak nie jest grzechem – mówi zamyślony półgłosem patrząc w kamienną ścianę, a ja podejrzewam że jednocześnie złośliwie się uśmiecha pod nosem, bo szykuje nam jakąś małą niespodziankę. Żeby nie powiedzieć psikusa - A więc nie jest - wykrzykuje - bo coś nam przyrodzonego, czyli naturalnego nie może być grzechem., i bo... także coś co nie jest sprzeczne z przykazaniami nie może być grzechem - Złapawszy wiatr w żagle idzie dalej - bo grzech - i tu gwałtowniej przyśpiesza - według tego , hm. jak mu tam, Augustyna - powiada do siebie - musi być dobrolowlny. Do bro wo l ny - Jednak podczas kolacji wraca do porzuconych na chwilę myśli, jedząc jakąs nie wyszukaną średniowieczna polewkę - grzech ... jakby sprawę grzechu rozwiązać?
Będąc z powrotem w swojej celi dodaje, cytując z pamięci „Przypowieści” -"powodzenie głupców zgubi ich". Otóż ludzi gubi tylko grzech, a więc głupota jest grzechem. - Więc jednak jest! Nadmierne zanurzenie się w świecie zmysłowym, a nawet bezwstydne nurzanie się w nim prowadzi do niewłaściwego osądu i w konsekwencji błędnych wyborów - I tu jeśli pozwolicie to zboczę na chwilę z tematu. Nadmiar podobnie jak u Arystotelesa nie jest zawsze rzeczą dobrą, a przynajmniej nie musi taką być. Nadmiar niewłaściwie spożytkoway może nawet zgubić. Popatrzcie tylko co on takiego piszę. Zawsze podziwiałem Tomasza za jego podejście do świata zmysłów. Zmysły bowiem według niego są niezbędne do życia człowieka, nadmiar jednak zanurzenia się w nich i co gorsza podążania za nimi, a nie używania ich jedynie jako doskonałych narzędzi potrzebnych w procesie komunikacji ze światem, szkodzi. Tu za przykład podaje człowieka z zepsutym podejrzewam że poprzez nadmiar lub niewłaściwe korzystanie zmysłem smaku.
Człowiek z naszego przykładu nie lubi rzeczy słodkich, a w przykładzie smak słodki jest czymś dobrym. Nadmierne pożądanie za nim i lub zgoła jakieś uszkodzenie przez niewłaściwe i zbyt intensywne korzystanie. Tego rodzaju głupota jest grzechem.Ciekawe co o tym sądzi Jan Tauler, pozwolicie że zacytuję z pamięci - żołądek ich skłonności, ich życia wewnętrznego pełen jest brudu, bo stracili smak do rzeczy Bożych, które to wydaja im się gorzkie i niesmaczne. Mają pociąg do ziemi i brudnych rzeczy. Ich pokarmem są rozkosze i zewnętrzna próżność -
Co do głupoty , to prowadzi mianowicie oderwania swego zmysłu od rzeczy duchowych ido zanurzeni go w ziemskich. To samo zachodzi w innych grzechach. Bo przecież rozpustnik chce tylko przyjemności, a więc grzechu, chociażby nie chciał grzechu jako takiego, bo wolałby zażyć przyjemności bez popełnienia grzechu.
Lecz c ociekawego piszę na co należy zwrócić uwagę. Mądrośc u niego to droga prowadząca do Boga. Ta zwyczajna mądrość związana z przetrwaniem mniej bo "mądrość tego świata jest głupotą u Boga". Otóż, jak pisze Grzegorz, "mądrość tego świata polega na zakrywaniu zamiarów wykrętami", co jest nieszczerością. Tak więc głupota jest raczej córką nieszczerości (krętactwa) niż rozpusty.
Warto zauważyć co sądzi o wpływie szkodliwych emocji na umysł ludzki, i działania jakie pod ich wpływem podejmuję. Gniew na tyle według niego zaburza percepcję że czasami prowadzi nawet do obłędu. Czyli że przyczyną głupoty jest gniew. Dlaczego chce się nadmiernie zanurzać w świecie zmysłów ponieważ chce odczuwać rozkosz. Czy rozkosz jest zła. Nie, jeśli nie prowadzi do grzechu to nie jest zła. Także "rozpusta" nie prowadząca do grzechu nie jest zła. Jest "jedynie", dodaje od siebie, marnotrawstwem czasu i energii, jednak złem jako takim nie jest.
Niektórych ludzi szczególnie gniew doprowadza do wściekłości i obłędu, które są cechami głupoty. A więc głupota rodzi się raczej z gniewu niż z rozpusty.
Jak tego dowiedziono poprzednio, swą ostrością gniew wprowadza w organizm ludzki wielkie zmiany. Dlatego gniew jest wielką przyczyną głupoty spowodowanej uwadliwieniem ciała. Natomiast głupota spowodowana przeszkodami duchowymi, pochodzącymi z zanurzenia się umysłu w rzeczach ziemskich, jak dopiero co powiedziano pochodzi przede wszystkim z rozpusty.pewnym momencie pomyśłał że błogosławiony ojciec Suzo może mu pomóc. I zaczął szukać jego "Umysłu człowieka szalonego". Zawsze stał na półce obok Tallera. Za Tallerem jednak nie przepadał. nadmierne rozgadanie sprawiało że jakby nie miał wiedzy o tym o czym mówi. Tak przyajmniej podejrzewał. Raz, jeśli można powiedzieć to co sie chce w jednym zdaniu, to po co robić to na całej kartce. Dwa marnuje się ludzki czas i swój własny też. Marnować, trzy, można jedynie wtedy gdy nie zna się natury rzeczy -choć czas podobno, przynajmniej od pewnego momentu nie istnieje. Jednak tego czasu bedącego poza czasem i nie istniejącego nie powinno się marnować tym bardziej, ponieważ jest on wśród ludzi zjawiskiem dosyć rzadkim i nie spotykanym. Nie rozumiał też skąd taki młyn zapanował wokół Mistrza Echarda i reńskiej szkoły. Bał sie o tym mówić głośno aby nie narazić się i nie zostać posądzonym o nieuctwo. Jednak te wycieczki Echarta traktujace tak dowolnie materiał z jakiego wychodzi. Można ale to literatura a nie mistyka lub filozofia.Literatem może był i niezlym. Jednak miał ciekawe momenty. trzeba przyznać o na przyklad ten - Niech dusza wzniesie się sama z siebie - to znaczy zupełnie bez wysiłkowo i spontanicznie. Lub słynne "oderwanie się" i stan "oderwania" czyli jak byśmy powiedzieli nie lgnięcia do świata, do obrazów szczególnie, ale także do dźwięków, idei i nawet do emocji, uczuć i myśli. *Wiadomo że dobre myśli i pozytywne działania są lepsze od negatywnych dobrze jest więc zapełnić się nimi jeśli powstają w nas negatywne emocje obrazy czy myśli. Zbliżają też w jakimś stopniu do Boga. Jednak najbardziej doskonały i czysty jest naturalny stan bez lgnięcia do czegokolwiek. Czyli tak zwanego "oderwania"
--------------------
Mała errata, zajrzałem na chwilkę do "Kazań" Jana Taulera, oraz do "Traktatów" i "Kazań" Eckharta, nie są wcale takie złe. Zwracam honor. Porównując poziom praktycznie nie róznią się od poziomu filozofii buddyjskiej.
*nie lgnięcie do obrazów dźwięków, myśli poprzez unikanie ich -chodzi o nie dawanie pretekstu do poruszenia umysłu i tworzenienia przez to stanu emocjonalnego zamętu. I nie poruszanie się pod wpływem dźwięków, obrazów, zapachów, myśli, emocji -co jest wyższą sztuką jazdy.
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
02:00
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cyberius,
grzech,
literatura,
opowiadanie,
political,
przyjemnośc,
rozważania,
umysłowa,
zmysłowa
wtorek, 17 sierpnia 2010
Ku chwale kapitalizmu socjalnego towarzyszu przedsiębiorco
opowiadanie

śpiewała gwiazda planetarnego podziemia...
Ku chwale kapitalizmu socjalnego towarzyszu przedsiębiorco - wykrzyknęli niedbale wszyscy razem, stojąc w postawie zasadniczej na baczność, a następnie po kilku sekundach dodali - I niechaj produkt krajowy brutto rośnie nam jak na drożdżach że ho! Tą ostanią formułkę wymyślili sami ponieważ w ramach "Akcji Kreatywność" każda grupa robocza musiała powymyślać dla siebie jakieś własne oryginalnie brzmiące zawołania. Tyle pieniądzy poszło wtedy na tą akcję i jeszcze więcej na reklamowanie jej w radiu, pomyślał Hooded stojąc znudzony na placu i czekający kiedy cyrk się skończy. W końcu szef jakby usłyszał jego myśli, i na zakończenie apelu zgodnie z formułą zaintonował - aby wła dza ro sła w si łę, a lu d pra co wni czy żył do sta tnio że ho i obie klasy szły w zgodzie ku przyszłości i postępowi, hej. Jak nakazuje nam novae religiae biologicus - Potem jeszcze dokonał przeglądu stroju i wyglądu ludzi, spacerując powoli można by rzec że nawet niedbale pomiędzy rzędami stojących na baczność i nie naturalnie wyprężonych pracowników. Jednocześnie ich bacznie obserwując, z trochę grożnym wyrazem twarzy co bardzo bawiło Hooda i starał się jak mógł żeby się nie roześmiać. Kiedy już tylko apel dobiegł końca oni mogli powoli udawać się do swoich miejsc pracy. Szli tak powoli jak tylko mogli, próbując urwać jak najwięcej minut lub chociażby sekund. Z ich codziennej , monotonnej i niezwykle nudnej pracy.
- Urodzimy państwu jeszcze więcej zdrowych dzieci. Jeszcze wiecej państwowych dzieci - krzyczały w tym samym czasie ożywione kobiety. Jakby naprawdę w to wierzyły, a może po prostu dlatego tak to robiły że kobiety krzycząc, podobno wyrzucają z siebie zablokowane emocje. Których co normalne nie mogą przetrzymywać w sobie zbyt długo, myślał idac Hooded - I oddamy je jeszcze szybciej do państwowych domów, aby same wrócić do pracy i pracować ku chwale i pożytkowi rządzących.... bo po to jesteśmy stworzone i stąd naszą dumę czerpiemy. HA! Tak po to aby płacić podatki, lub żeby wysłać je na wojnę z Obcymi toczoną gdzieś na księżycach Saturna, pomyślała Ilija. Przecież większość jej koleżanek z pracy i przyjaciółek chyba święcie w to wierzy i w ten cały głupi mit nowego stworzenia, w którym nastąpiła jedynie tak zwana dekonstrukcja pojęć. Wszystkie stare mity zostały zakazane. Mit buddyjskiego stworzenia, chrześcijańska Geneza, no po prostu chyba wszystkie. I jeszcze te ich śmieszne żółte buty, aby było je lepiej widać i żeby zwracały na siebie uwagę strażników porządku publicznego i moralności. W pewnej chwili zastanawiała się jak mogła by opisać te wszystkie oszustwa i tanie sztuczki jakim cwaniacy od zawsze zwodzą milczącą, tchurzliwą większość i następnie przekazać je potomnym. Ale jaki jest tego sens, przecież po zdemaskowaniu jednych sztuczek pojawiają się nowe. Zazwyczaj zmieniane są tylko słowa, terminy i pojęcia, i lud pracowniczy kupuje to.
Niemniej wtedy nie było zbyt śmiesznie ponieważ podczas rządów stronnictwa cyrkowego, zwanego, ale chyba tak tylko dla żartu, stonnictwem wolnorynkowym, represje skarbowe wzmogły się jeszcze bardziej i osiągnęły apogeum. Represje przymusowego ubezpieczyciela także. I tysiące ludzi których nie bylo stać na opłacenie danin skarbowych i ubezpieczeniowych siedziało w ciężkich więzieniach albo pracowalo w przymusowych obozach pracy. Coraz bardziej ścigali i dręczyli ludzi. Osaczonych zamykali na lata, bez żadnego procesu, ani nawet bez postawienia im zarzutów. Mogłeś siedziec latami z najgorszymi żulami, lub co gorsza z niebezpiecznymi typkami. Mogłeś jako świadek nieszczęśliwie popełnić samobójstwo w więzieniu oczekując na proces. Choć bardzo tego nie chciałeś. W niektórych sprawach rekordzistach bywało że i dziesięciu świadków popeniało samobójstwo. w tym większość "robiło to" w więzieniu. W specjalnie strzeżonych pojedynczych celach, z monitoringiem itd.
oni depczą po naszych twarzach,
hej posłuchaj
oni depczą po naszych twarzach
hej posłuchaj mnie,
my nie robimy nic,
a oni depcza po naszych twarzach
a my
Heja ho heja ho hej ho
a my nic
a my nic
my nie robimy nic
a oni depczą po naszych twarzach
heja ho
hej ho
heja ho
śpiewała gwiazda planetarnego podziemia wyrażając w piosence doskonale stan tamtych czasów. W znanym przeboju Cheesa Ereta.
Czasami gdy wieczorem wracali razem z pracy do domu, bo pracowali obok siebie -zaledwie jakieś sto metrów- on Hooded i ona Ilija, opowiadali sobie zabawne historyjki. Na przykład o tym że jedna z grup zdobywających Himalaje weszła na Anapurnę a potem bała się z niej zejść. Lub że jeden z kierowców formuły 1 naprawdę świetnie jeżdził i nawet nie raz zajął podczas wyscigów pierwsze miejsce, ale zdarzało mu sie podczas trwającego akurat wyścigu zapomnieć jak zatrzymać bolida i jezdził na torze dopóki nie skończyło mu się paliwo. Lub bezsensowne wierszyki w stylu - spod śmieci klosza wyszedł własnie kloszard -
Pewnego dnia jednak, wtedy gdy już wszyscy stracili nadzieję na zmiany, nawet Ilija i Hooded, podłożył ktoś w nocy bombę pod siedzibę parlamentu i wszystko się skończyło. Ale najpierw zaczęło. Bo po tej pierwszej bombie ludzie w miastach całego swiata zaczęli wychodzić na ulicę, demonstrować i podpalać budynki zwiazane z aparatami represji. Otworzyli też więzienia i obozy dla niekorektywnych politycznie. Upadli w jednej chwili, jak burzone na ulicach miast pomniki przedstawiające ich. Nastąpiła tak zwana "jawność"
Acha. Nie napisałem jeszcze o tym że Ilija i Hooded oglądając jakiś reportaż w telewizji o Satelitach już w czasach jawności postanowili się tam przenieść, a przynajmniej zobaczyć jak naprawdę wygląda satelitarne życie. Po upadku reżimu nie było aż tak żle, ale ciągnęło ich na "Satelity" Wszystkich dziwaków, podróżników, i indywidualistów z Ziemi i z zamieszkałych planet z sąsiednich układów gwiezdnych ciągnęło na Satelity Teraz kiedy już wyemigrowali na nie i zamieszkali naprawdę całkiem niedaleko, bo wynajęli mieszkanie tuż obok domu Hobo, zaprzyjaznili sie ze sobą. Hobo bardzo złościło gdy ci próbowali głaskać jego dwa piękne snieżnobiałe psy, i co gorsza karmić jego kota, a Ilija próbowała nawet zrywać kwiatki rosnące w jego ogródku niedaleko furtki, krzycząc przy tym - o jakie piękne, u nas takie nie rosły - ale poza tym trzeba przyznać byli w porządku.
- Wyskakujące okienka. co to takiego było opowiedzcie mi proszę - powiedział do nich Hobo. Piszę do nich ponieważ traktował ich jak jedną osobę, ponieważ oni sami chcieli być tak traktowani przez innych.
- Jak to było? Mówili Hobo do Iliji i Hoodeda kiedy rozmawiali wieczorem siedząc sobie wygodnie przy stoliku i pijąc kawę na jego werandzie, a on ich uważnie słuchał i przyglądał się im badawczo, jakby chciał dostrzec podobieństwa i różnice między obydwoma gatunkami ludzkimi - Otóż musisz wiedzieć że było zwyczajnie i banalnie.W jednym krajów władze wpałdy na pomysł jak można niszczyć jeszcze obywateli, bo swoją nieskończoną wprost głupoę uznali że muszą ć ukarani. ma przecież nic za darmo. a jeśli ktoś wierzy że jest coś za darmo to jest bardzo naiwny i dużo nauki jest jeszcze przed nim. Wymyślili więc że ądanie pedofili sposób przypadkowy i nie zamierzony, powinno być karane. I następnie do int przeglądarek wrzucali strony z pedofilią dziecięca ,dokładniej śledzonym nich internautom
na których się właśnie z jakich powodów uwzięli -
W tamtym kraju, o którym wspominali przed chwilą bohaterowie naszej opowieści -położonym gdzieś może na ś planecie, dokładniej na Altei- rządzący wpadli na wyjątkowo chytry pomysł zniszczyć wszelką wolną przedsiębiorczość za pomocą policji skarbowej i policji związanej z przymusem tak zwanych ubezpieczeń społecznych. Z jednej strony racja. Obawiali się przecież konkurencji. Społeczeństwo otwarte i wolne, oparte na wolnych umowach i wolnej wymianie mogło stanowić dla nich zagrożenie. Oni przecież doszli do władzy dzięki machlojkom i manipulacjom. Kombinowali krótko mówiąc i to sporo. Więc może w otwartej uczciwej walce nie b
yliby tacy dobrzy. Z drugiej strony oni pracowali na nich i klasa rządząca i tak zwani "pilnowacze stada" żyli z nich. Więc musiała to być operacja iście chirurgiczna. Niszczyć bardziej wolne i twórcze jednostki pozostawiając bezrefleksyjną resztę. Niby wycinając skalpelem to co zdrowo w chorym i zepsutym organizmie. Taki rodzaj społeczeństwa w którym jedn traktują drugich jako rodzaj pokarmu, a społeczeństwo jako hodowlę. Hooded opowiadał też Hobo o ideologi dziecizmu z którą Hobo zetknął sie po raz pierwszy i obudziło to jego zainteresowanie.
- Opowiedzcie mi choć trochę o dzieciźmie i na czym on polegał - powiedział do nich Hobo, nalewając do kubków kawy.
-Słuchaj Hobo, to było w czasach kiedy na planecie powstała tak zwana ideologia dziecizmu. Na czym polegał dziecizm. Już ci wyjaśniam - mówił do niego Hooded, patrząc jednocześnie na Iliję - Otóż rządzący chcieli do pracy na nich zaangażować także i dzieci. Po prostu chcieli żeby dzieci pracowały dla nich. Musieli to jednak owinąć w odpowiedni i strawny do przyjęcia papier. Więc podobnie jak było z feminizmem, nie powiedzieli słuchajcie - obliczyliśmy sobie kiedyś, że jeżeli będą pracowały w rodzinie dwie dorsłe osoby, zamiast dotychczas męża to nam się to bardziej opłaci. Bo poprzez podatki zabierzemy wam jeszcze więcej pieniędzy. No dobra więc powiedzieli, kobieta jest wolna i ma prawo także pracować. Zastosowali taki sam myk w przypadku dzieci. Nic a nic nie zmienili. Zrobili to zupełnie bez wysiłku. Mówili -dzieci jesteście wolne i macie prawo do pracy. Dzieci oczywiście dostawały tak naprawdę bardzo drobne i śmieszne pieniądze, a ludzie mieli jeszcze mniej niż wtedy kiedy pracowała jedna osoba w rodzinie, a nawet kiedy pracowały dwie, czyli matka i ojciec. Rządzący natomiast śmieli się z głupców do rozpuku. Przecież bądżmy uczciwi, zasłużyli na to, ale czy mogło być inaczej. O tym że demokracja pośrednia jest zwodnicza i ma charakter neptuniczny doskonale przecież wiemy. I większość ludzi niestety nie podejmuje racjonalnych wyborów. Wiec tak już chyba musi być. To co głupsze i gorsze będzie wypływało na wierzch, a co mądrzejsze chowało się na samym dnie. Ukrywało przed sprofanowaniem i strywializowaniem. Zniekształceniem i odkształceniem. Dzieci miały swoich ministrów takich przemądrzałych królów "Maciusiów Pierwszych" którymi kierowali dorośli. Dorośli manipulowali nimi, najzwyczajniej w świecie sterowali, a oni tego nie widzieli. Z poważnym wyrazem twarzy wygłaszały przemówienia w imieniu frontu wyzwolenia dzieci od niewoli dorosłych. Jeśli rodzice nie chciały dać dziecku "prawa" do pracy, to zaraz odbierali takiemu dziecko i umieszczali je w państwowym domu dziecka. Rodzice natomiast zostali napiętnowani. Ich nazwiska czytali w dziennikach telewizyjnych, a ich twarze można było znależć na fotografiach zawieszanych na słupach. Człowieku czy chciałbyś być czytany w dzienniku telewizyjnym. Albo żeby fotografie przedstawiająca twoją twarz mogli zobaczyć sąsiedzi idący właśnie na zakupy gdzieś na słupie. Straszne co? Nawet nie straszne, wprost przerażające!

śpiewała gwiazda planetarnego podziemia...
Ku chwale kapitalizmu socjalnego towarzyszu przedsiębiorco - wykrzyknęli niedbale wszyscy razem, stojąc w postawie zasadniczej na baczność, a następnie po kilku sekundach dodali - I niechaj produkt krajowy brutto rośnie nam jak na drożdżach że ho! Tą ostanią formułkę wymyślili sami ponieważ w ramach "Akcji Kreatywność" każda grupa robocza musiała powymyślać dla siebie jakieś własne oryginalnie brzmiące zawołania. Tyle pieniądzy poszło wtedy na tą akcję i jeszcze więcej na reklamowanie jej w radiu, pomyślał Hooded stojąc znudzony na placu i czekający kiedy cyrk się skończy. W końcu szef jakby usłyszał jego myśli, i na zakończenie apelu zgodnie z formułą zaintonował - aby wła dza ro sła w si łę, a lu d pra co wni czy żył do sta tnio że ho i obie klasy szły w zgodzie ku przyszłości i postępowi, hej. Jak nakazuje nam novae religiae biologicus - Potem jeszcze dokonał przeglądu stroju i wyglądu ludzi, spacerując powoli można by rzec że nawet niedbale pomiędzy rzędami stojących na baczność i nie naturalnie wyprężonych pracowników. Jednocześnie ich bacznie obserwując, z trochę grożnym wyrazem twarzy co bardzo bawiło Hooda i starał się jak mógł żeby się nie roześmiać. Kiedy już tylko apel dobiegł końca oni mogli powoli udawać się do swoich miejsc pracy. Szli tak powoli jak tylko mogli, próbując urwać jak najwięcej minut lub chociażby sekund. Z ich codziennej , monotonnej i niezwykle nudnej pracy.
- Urodzimy państwu jeszcze więcej zdrowych dzieci. Jeszcze wiecej państwowych dzieci - krzyczały w tym samym czasie ożywione kobiety. Jakby naprawdę w to wierzyły, a może po prostu dlatego tak to robiły że kobiety krzycząc, podobno wyrzucają z siebie zablokowane emocje. Których co normalne nie mogą przetrzymywać w sobie zbyt długo, myślał idac Hooded - I oddamy je jeszcze szybciej do państwowych domów, aby same wrócić do pracy i pracować ku chwale i pożytkowi rządzących.... bo po to jesteśmy stworzone i stąd naszą dumę czerpiemy. HA! Tak po to aby płacić podatki, lub żeby wysłać je na wojnę z Obcymi toczoną gdzieś na księżycach Saturna, pomyślała Ilija. Przecież większość jej koleżanek z pracy i przyjaciółek chyba święcie w to wierzy i w ten cały głupi mit nowego stworzenia, w którym nastąpiła jedynie tak zwana dekonstrukcja pojęć. Wszystkie stare mity zostały zakazane. Mit buddyjskiego stworzenia, chrześcijańska Geneza, no po prostu chyba wszystkie. I jeszcze te ich śmieszne żółte buty, aby było je lepiej widać i żeby zwracały na siebie uwagę strażników porządku publicznego i moralności. W pewnej chwili zastanawiała się jak mogła by opisać te wszystkie oszustwa i tanie sztuczki jakim cwaniacy od zawsze zwodzą milczącą, tchurzliwą większość i następnie przekazać je potomnym. Ale jaki jest tego sens, przecież po zdemaskowaniu jednych sztuczek pojawiają się nowe. Zazwyczaj zmieniane są tylko słowa, terminy i pojęcia, i lud pracowniczy kupuje to.
Niemniej wtedy nie było zbyt śmiesznie ponieważ podczas rządów stronnictwa cyrkowego, zwanego, ale chyba tak tylko dla żartu, stonnictwem wolnorynkowym, represje skarbowe wzmogły się jeszcze bardziej i osiągnęły apogeum. Represje przymusowego ubezpieczyciela także. I tysiące ludzi których nie bylo stać na opłacenie danin skarbowych i ubezpieczeniowych siedziało w ciężkich więzieniach albo pracowalo w przymusowych obozach pracy. Coraz bardziej ścigali i dręczyli ludzi. Osaczonych zamykali na lata, bez żadnego procesu, ani nawet bez postawienia im zarzutów. Mogłeś siedziec latami z najgorszymi żulami, lub co gorsza z niebezpiecznymi typkami. Mogłeś jako świadek nieszczęśliwie popełnić samobójstwo w więzieniu oczekując na proces. Choć bardzo tego nie chciałeś. W niektórych sprawach rekordzistach bywało że i dziesięciu świadków popeniało samobójstwo. w tym większość "robiło to" w więzieniu. W specjalnie strzeżonych pojedynczych celach, z monitoringiem itd.
oni depczą po naszych twarzach,
hej posłuchaj
oni depczą po naszych twarzach
hej posłuchaj mnie,
my nie robimy nic,
a oni depcza po naszych twarzach
a my
Heja ho heja ho hej ho
a my nic
a my nic
my nie robimy nic
a oni depczą po naszych twarzach
heja ho
hej ho
heja ho
śpiewała gwiazda planetarnego podziemia wyrażając w piosence doskonale stan tamtych czasów. W znanym przeboju Cheesa Ereta.
Czasami gdy wieczorem wracali razem z pracy do domu, bo pracowali obok siebie -zaledwie jakieś sto metrów- on Hooded i ona Ilija, opowiadali sobie zabawne historyjki. Na przykład o tym że jedna z grup zdobywających Himalaje weszła na Anapurnę a potem bała się z niej zejść. Lub że jeden z kierowców formuły 1 naprawdę świetnie jeżdził i nawet nie raz zajął podczas wyscigów pierwsze miejsce, ale zdarzało mu sie podczas trwającego akurat wyścigu zapomnieć jak zatrzymać bolida i jezdził na torze dopóki nie skończyło mu się paliwo. Lub bezsensowne wierszyki w stylu - spod śmieci klosza wyszedł własnie kloszard -
Pewnego dnia jednak, wtedy gdy już wszyscy stracili nadzieję na zmiany, nawet Ilija i Hooded, podłożył ktoś w nocy bombę pod siedzibę parlamentu i wszystko się skończyło. Ale najpierw zaczęło. Bo po tej pierwszej bombie ludzie w miastach całego swiata zaczęli wychodzić na ulicę, demonstrować i podpalać budynki zwiazane z aparatami represji. Otworzyli też więzienia i obozy dla niekorektywnych politycznie. Upadli w jednej chwili, jak burzone na ulicach miast pomniki przedstawiające ich. Nastąpiła tak zwana "jawność"
Acha. Nie napisałem jeszcze o tym że Ilija i Hooded oglądając jakiś reportaż w telewizji o Satelitach już w czasach jawności postanowili się tam przenieść, a przynajmniej zobaczyć jak naprawdę wygląda satelitarne życie. Po upadku reżimu nie było aż tak żle, ale ciągnęło ich na "Satelity" Wszystkich dziwaków, podróżników, i indywidualistów z Ziemi i z zamieszkałych planet z sąsiednich układów gwiezdnych ciągnęło na Satelity Teraz kiedy już wyemigrowali na nie i zamieszkali naprawdę całkiem niedaleko, bo wynajęli mieszkanie tuż obok domu Hobo, zaprzyjaznili sie ze sobą. Hobo bardzo złościło gdy ci próbowali głaskać jego dwa piękne snieżnobiałe psy, i co gorsza karmić jego kota, a Ilija próbowała nawet zrywać kwiatki rosnące w jego ogródku niedaleko furtki, krzycząc przy tym - o jakie piękne, u nas takie nie rosły - ale poza tym trzeba przyznać byli w porządku.
- Wyskakujące okienka. co to takiego było opowiedzcie mi proszę - powiedział do nich Hobo. Piszę do nich ponieważ traktował ich jak jedną osobę, ponieważ oni sami chcieli być tak traktowani przez innych.
- Jak to było? Mówili Hobo do Iliji i Hoodeda kiedy rozmawiali wieczorem siedząc sobie wygodnie przy stoliku i pijąc kawę na jego werandzie, a on ich uważnie słuchał i przyglądał się im badawczo, jakby chciał dostrzec podobieństwa i różnice między obydwoma gatunkami ludzkimi - Otóż musisz wiedzieć że było zwyczajnie i banalnie.W jednym krajów władze wpałdy na pomysł jak można niszczyć jeszcze obywateli, bo swoją nieskończoną wprost głupoę uznali że muszą ć ukarani. ma przecież nic za darmo. a jeśli ktoś wierzy że jest coś za darmo to jest bardzo naiwny i dużo nauki jest jeszcze przed nim. Wymyślili więc że ądanie pedofili sposób przypadkowy i nie zamierzony, powinno być karane. I następnie do int przeglądarek wrzucali strony z pedofilią dziecięca ,dokładniej śledzonym nich internautom
na których się właśnie z jakich powodów uwzięli -
W tamtym kraju, o którym wspominali przed chwilą bohaterowie naszej opowieści -położonym gdzieś może na ś planecie, dokładniej na Altei- rządzący wpadli na wyjątkowo chytry pomysł zniszczyć wszelką wolną przedsiębiorczość za pomocą policji skarbowej i policji związanej z przymusem tak zwanych ubezpieczeń społecznych. Z jednej strony racja. Obawiali się przecież konkurencji. Społeczeństwo otwarte i wolne, oparte na wolnych umowach i wolnej wymianie mogło stanowić dla nich zagrożenie. Oni przecież doszli do władzy dzięki machlojkom i manipulacjom. Kombinowali krótko mówiąc i to sporo. Więc może w otwartej uczciwej walce nie b
yliby tacy dobrzy. Z drugiej strony oni pracowali na nich i klasa rządząca i tak zwani "pilnowacze stada" żyli z nich. Więc musiała to być operacja iście chirurgiczna. Niszczyć bardziej wolne i twórcze jednostki pozostawiając bezrefleksyjną resztę. Niby wycinając skalpelem to co zdrowo w chorym i zepsutym organizmie. Taki rodzaj społeczeństwa w którym jedn traktują drugich jako rodzaj pokarmu, a społeczeństwo jako hodowlę. Hooded opowiadał też Hobo o ideologi dziecizmu z którą Hobo zetknął sie po raz pierwszy i obudziło to jego zainteresowanie.
- Opowiedzcie mi choć trochę o dzieciźmie i na czym on polegał - powiedział do nich Hobo, nalewając do kubków kawy.
-Słuchaj Hobo, to było w czasach kiedy na planecie powstała tak zwana ideologia dziecizmu. Na czym polegał dziecizm. Już ci wyjaśniam - mówił do niego Hooded, patrząc jednocześnie na Iliję - Otóż rządzący chcieli do pracy na nich zaangażować także i dzieci. Po prostu chcieli żeby dzieci pracowały dla nich. Musieli to jednak owinąć w odpowiedni i strawny do przyjęcia papier. Więc podobnie jak było z feminizmem, nie powiedzieli słuchajcie - obliczyliśmy sobie kiedyś, że jeżeli będą pracowały w rodzinie dwie dorsłe osoby, zamiast dotychczas męża to nam się to bardziej opłaci. Bo poprzez podatki zabierzemy wam jeszcze więcej pieniędzy. No dobra więc powiedzieli, kobieta jest wolna i ma prawo także pracować. Zastosowali taki sam myk w przypadku dzieci. Nic a nic nie zmienili. Zrobili to zupełnie bez wysiłku. Mówili -dzieci jesteście wolne i macie prawo do pracy. Dzieci oczywiście dostawały tak naprawdę bardzo drobne i śmieszne pieniądze, a ludzie mieli jeszcze mniej niż wtedy kiedy pracowała jedna osoba w rodzinie, a nawet kiedy pracowały dwie, czyli matka i ojciec. Rządzący natomiast śmieli się z głupców do rozpuku. Przecież bądżmy uczciwi, zasłużyli na to, ale czy mogło być inaczej. O tym że demokracja pośrednia jest zwodnicza i ma charakter neptuniczny doskonale przecież wiemy. I większość ludzi niestety nie podejmuje racjonalnych wyborów. Wiec tak już chyba musi być. To co głupsze i gorsze będzie wypływało na wierzch, a co mądrzejsze chowało się na samym dnie. Ukrywało przed sprofanowaniem i strywializowaniem. Zniekształceniem i odkształceniem. Dzieci miały swoich ministrów takich przemądrzałych królów "Maciusiów Pierwszych" którymi kierowali dorośli. Dorośli manipulowali nimi, najzwyczajniej w świecie sterowali, a oni tego nie widzieli. Z poważnym wyrazem twarzy wygłaszały przemówienia w imieniu frontu wyzwolenia dzieci od niewoli dorosłych. Jeśli rodzice nie chciały dać dziecku "prawa" do pracy, to zaraz odbierali takiemu dziecko i umieszczali je w państwowym domu dziecka. Rodzice natomiast zostali napiętnowani. Ich nazwiska czytali w dziennikach telewizyjnych, a ich twarze można było znależć na fotografiach zawieszanych na słupach. Człowieku czy chciałbyś być czytany w dzienniku telewizyjnym. Albo żeby fotografie przedstawiająca twoją twarz mogli zobaczyć sąsiedzi idący właśnie na zakupy gdzieś na słupie. Straszne co? Nawet nie straszne, wprost przerażające!
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
11:11
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
chwale,
Cyber,
Cyberius,
fiction,
kapitalizmu,
ku,
liteatura,
opowiadanie,
political,
polska,
przedsiębiorco,
sf,
socjalnego,
towarzyszu
na pomoc Cyfronii
opowiadanie

To było w ponurych czasach kiedy na planecie wprowadzono tak zwaną własność intelektualną. Wkrótce opatentowano alfabet oraz cyfry. Za każde użytkowanie alfabetu kazano sobie płacić i to słono. Czytających i piszących ubywało więc z każdym dniem. Najpierw upadły dzienniki. Wszystkie tytuły prasowe poleciały na łeb na szyję. Poleciały na złamanie karku. Poleciały też wszystkie banki. Potem upadły, tak gorliwie zachwalające prawa patentowe i tak zwaną własność intelektualną stacje telewizyjne i rozgłośnie radiowe. Jednak nie dało to nic do myślenia grupie biznesowej stojącej za projektem. Oni szli za ciosem, i chcieli iść jeszcze dalej. Ogłosili patent na słowa wymiawane przez ludzi. Od tego dnia publiczne rozmowy stały się niestety niemożliwe. Ci bardziej rozgarnięci porozumiewali się pomiędzy sobą za pomocą znaków.
Na innej z planet zgłosili patent na geny i taki patent, co szokujące otrzymali. Stali się więc dysponentami całego materiału genetycznego na planecie i nie tylko że mogli dowolnie modyfikować go, to jeszcze wydawali koncesje na prawo do uprawy roślin. Oczywiście oni decydowali jaki typ nasion otrzymasz. I czego się bardzo obawiali mieszkańcy planety, naturalne stało się nielegalne. Jako rzekomo szkodliwe dla zdrowia, bo nieprzebadane i będące nosicielami bakterii.

Hobo postanowił tam polecieć, na wezwanie przerażonych mieszkańców -jego znajomych z którymi korespondował na jednym z galaktycznych for poświęconych nauce i wynalazkom. Pewnego dnia kontakt z planetą urwał się całkiem . Razem z nim na uratowanie ginącej planety polecieć chciał też Hooded i jak się o tym od niego dowiedziała także i Ilija. - Beze mnie nie polecisz - powiedziała urażona, kiedy rozmawiali o tym pewnego dnia, w swojej nowej, niedawno wyremontowanej kuchni - nie ma mowy, wybij to sobie Hooded z głowy - Nie było rady i Hooded musiał się zgodzić. Chociaż obawiał się o nią, bo misja wydawała mu się niebezpieczna. Zabrali także ze sobą swoją trzyletnią córeczkę i starszego o cztery lata syna. Oboje urodzili się już na satelitach. Byli dziećmi satelit. Hobo zabrał swoje dwa śnieżnonobiałe błekitnookie psy i kota. Dołaczyło też do nich jeszcze kilka osób, a dokładniej jakieś parę setek. W tym między innymi dwie byłe mieszkanki komunistycznego matriarchatu nawrócone na wolnościowy transhumanizm. Jedna z pięknymi pomarańczowymi oczami, złotymi włosami i hipnotyzującym niebieskim odcieniem skóry która tak bardzo podobała się Hobo, a do czego on nie chciał sie przyznać [chyba się nawet w niej chłopak zabujał]. I nawet paru byłych patrialchanych komunistów. Zapomniałem napisać lecz w końcowej fazie rozwoju patriarchalnego komunistyczne władze tak bardzo brzydziły się kobietami, i wszystkim co kojarzy sie z żeńskością że wymawianie słów posiadających żeńskie końcówki stało sie tam zakazane. Patrzenie na księżyc stało sie także zakazane, a w związku z tym wychodzenie z domu nocą, dokładniej opuszczanie miejsca zakwaterowania. I nie zasłanianie okien, co było karane mandatami. Dlaczego? Ponieważ w jakiejś książce przeczytali że na Ziemi księżyc kojarzy się z elementem żeńskim. Najbardziej zaś wstydzili sie wypowiadać słowo "laptop" i z tego też względu laptopy nie były u nich używane, a w faktoryjnych sklepach nie można było niestety kupić laptopów. Tu muszę wyjaśnić. Jak to w komunizmie bywa w pewnym momencie "rozwoju dziejowego" zaczynają się pojawiać przeróżne furtki umilające i ułatwiające życie dostojnikom i funkcjonariuszom systemu, więc niektórzy z dygnitarzy posiadali laptopy i używali je ale zwykle w domach. Natomiast uwielbiali mnichów z wyspy Athos. Do tego stopnia że swoją stolicę na kilka lat przed inwazją matriarchanek nazwali Athos na cześc greckich ascetów. Nie pomogło im to bo zostali haniebnie pokonani. Jako największą karę matriarchanki wyznaczyły im stałą obecność wyobrażeń kobiecych na placach miast i ulicach, następnie przyjęcie przez nich żeńskich imion, i przymus używania podczas rozmów słów wyłącznie z żeńskimi końcówkami. Oprócz tego musieli jeszcze pracować w kopalniach srebra, a srebro przecież jest związane z żeńską energią, tak jak złoto z męską. Pracowali w tych podziemnych kolpniach srebra dopóki nie wyrzekli się swoich komunisycznych poglądów. Matriarchanki były niestety bardzo wojownicze i kiedy po Wielkiej Debacie -do udziału w której zmuszono także Hobo- przeszły na wolnościowy transhumanizm, stały sie jednym z ochotniczych trzonów satelitarnej armii, nie tylko te które po przegranej wojnie przebywały w niewoli lecz także i pozostałe na planecie. Przy okazji: sprawa z "genami komunizmu" okazała sie jednak bujana Dobrze więc wzięli ze sobą spory zapas żywności satelitaranej [opartej na kuchni molekularnej] i cały arsenał pożadnej broni. Od starych dobrych sztyletów, szabel i mieczy, po broń laserową i paralizatory magnetyczne.
Społeczeństwo sklonowane.
Dziwna to była planeta. Po odkryciu kodu genetycznego rozwój ludzi w państwach komunistycznych i generalnie totalitarnych z jednej strony, a z drugiej kapitalistycznych, w miarę wolnorynkowych, jednak dążących do dyktaury zaczął przebiegać dość odmiennie. Jeszcze inaczej w krajach trzeciego, czwartego i piątego świata. Jednak tym co się działo w slamsach rozpadających się miast "cyfronii" nikt się specjalnie nie interesował. W państwach bogatych cieszących sie wolnym rynkiem i reklamą kobiety zamawiały sobie w firmach medycznych dziecko. To znaczy wybierały kolor oczu, włosów, i figurę. Pełno więc było na ulicach miast matek spacerujących ze swoimi małymi lalkami Barbi i chlopcami Kenami. Mogłeś zobaczyć całe ulice zapełnione Kenami i lalkami Barbi. Sztuczne i śmieszne powiecie. Zgoda, jednak taki rodzaj działania zakładał wolną wolę i wolny wybór matek a czasami i ojców. Choć katalogi jakich pełno było we wszystkich sklepach i mieszkaniach, no i reklamy powiedzmy sobie szczerze miały spory wpływ na rodziców ale zawsze wolna wola -chociaż może subiektywna- rodziców decydowała o zakupie dziecka. Owszem zdarzały sie idotyzmy. Szedłeś ulicą i widziałeś same znajome twarze. Najbardziej przystojnych facetów i najładniejsze kobiety. Mdliło cię nie raz wtedy i to mocno. Tak mocno że niektórzy marzyli o surowych twarzach robociarzy z komunistycznych despotii. Jednak tam żyć nie chcieli. W komunistycznych despotiach to państwo i jego funkcjonariusze decydowali o "społecznych potrzebach", ile dzieci potrzebuje do produkcji partia, i kto je może posiadać. Znaczy jakie dziecko mają wychować i z jakim przeznaczeniem społecznym. najwięcej jednak potrzebowali robotów i strażników. Zawody i funkcje społeczne w komunistycznych despotiach były bowiem zawyczaj dziedziczone. No to jak na przykład oglądałeś w telewizji film którego akcja toczyła się w despocji to prawie wszyscy byli tacy sami. Zmęczeni, lekko ociężali umysłowo, powolni w ruchach, i o kanciastych, lub okrągłych sylwetkach. Czasami despotia której groził całkowity krach gospodarczy transformowała się, czyli przebierała, i wtedy przynajmniej dla złapania oddechu pozwalali ludziom na trochę więcej. Dopóki nie przejęli trochę nowych technoogi i nie zmodernizowali gospodarki. Ludzie tam mieli wtedy odrobinę więcej do powiedzenia w sposobie wybierania przyszłości dzieci. I nawet nie musieli posiadać kartek na dzieci wydawanych przez urzędników państwowych. Oczywiście jeśli tych dzieci nie bylo więcej niż dwójka.
Tak było do czasu kiedy nie zwyciężyła tak zwana własność intelektualna i właściciele patentu nie zyskali monopolu w prawach do kreowania ludzi i dawania koncesji/pozwlenia na rodzenie/produkowanie dzieci. Nie ważne w sposób naturany co się jeszcze czasami zdażało lub w sposób nowoczesny.

To było w ponurych czasach kiedy na planecie wprowadzono tak zwaną własność intelektualną. Wkrótce opatentowano alfabet oraz cyfry. Za każde użytkowanie alfabetu kazano sobie płacić i to słono. Czytających i piszących ubywało więc z każdym dniem. Najpierw upadły dzienniki. Wszystkie tytuły prasowe poleciały na łeb na szyję. Poleciały na złamanie karku. Poleciały też wszystkie banki. Potem upadły, tak gorliwie zachwalające prawa patentowe i tak zwaną własność intelektualną stacje telewizyjne i rozgłośnie radiowe. Jednak nie dało to nic do myślenia grupie biznesowej stojącej za projektem. Oni szli za ciosem, i chcieli iść jeszcze dalej. Ogłosili patent na słowa wymiawane przez ludzi. Od tego dnia publiczne rozmowy stały się niestety niemożliwe. Ci bardziej rozgarnięci porozumiewali się pomiędzy sobą za pomocą znaków.
Na innej z planet zgłosili patent na geny i taki patent, co szokujące otrzymali. Stali się więc dysponentami całego materiału genetycznego na planecie i nie tylko że mogli dowolnie modyfikować go, to jeszcze wydawali koncesje na prawo do uprawy roślin. Oczywiście oni decydowali jaki typ nasion otrzymasz. I czego się bardzo obawiali mieszkańcy planety, naturalne stało się nielegalne. Jako rzekomo szkodliwe dla zdrowia, bo nieprzebadane i będące nosicielami bakterii.

Hobo postanowił tam polecieć, na wezwanie przerażonych mieszkańców -jego znajomych z którymi korespondował na jednym z galaktycznych for poświęconych nauce i wynalazkom. Pewnego dnia kontakt z planetą urwał się całkiem . Razem z nim na uratowanie ginącej planety polecieć chciał też Hooded i jak się o tym od niego dowiedziała także i Ilija. - Beze mnie nie polecisz - powiedziała urażona, kiedy rozmawiali o tym pewnego dnia, w swojej nowej, niedawno wyremontowanej kuchni - nie ma mowy, wybij to sobie Hooded z głowy - Nie było rady i Hooded musiał się zgodzić. Chociaż obawiał się o nią, bo misja wydawała mu się niebezpieczna. Zabrali także ze sobą swoją trzyletnią córeczkę i starszego o cztery lata syna. Oboje urodzili się już na satelitach. Byli dziećmi satelit. Hobo zabrał swoje dwa śnieżnonobiałe błekitnookie psy i kota. Dołaczyło też do nich jeszcze kilka osób, a dokładniej jakieś parę setek. W tym między innymi dwie byłe mieszkanki komunistycznego matriarchatu nawrócone na wolnościowy transhumanizm. Jedna z pięknymi pomarańczowymi oczami, złotymi włosami i hipnotyzującym niebieskim odcieniem skóry która tak bardzo podobała się Hobo, a do czego on nie chciał sie przyznać [chyba się nawet w niej chłopak zabujał]. I nawet paru byłych patrialchanych komunistów. Zapomniałem napisać lecz w końcowej fazie rozwoju patriarchalnego komunistyczne władze tak bardzo brzydziły się kobietami, i wszystkim co kojarzy sie z żeńskością że wymawianie słów posiadających żeńskie końcówki stało sie tam zakazane. Patrzenie na księżyc stało sie także zakazane, a w związku z tym wychodzenie z domu nocą, dokładniej opuszczanie miejsca zakwaterowania. I nie zasłanianie okien, co było karane mandatami. Dlaczego? Ponieważ w jakiejś książce przeczytali że na Ziemi księżyc kojarzy się z elementem żeńskim. Najbardziej zaś wstydzili sie wypowiadać słowo "laptop" i z tego też względu laptopy nie były u nich używane, a w faktoryjnych sklepach nie można było niestety kupić laptopów. Tu muszę wyjaśnić. Jak to w komunizmie bywa w pewnym momencie "rozwoju dziejowego" zaczynają się pojawiać przeróżne furtki umilające i ułatwiające życie dostojnikom i funkcjonariuszom systemu, więc niektórzy z dygnitarzy posiadali laptopy i używali je ale zwykle w domach. Natomiast uwielbiali mnichów z wyspy Athos. Do tego stopnia że swoją stolicę na kilka lat przed inwazją matriarchanek nazwali Athos na cześc greckich ascetów. Nie pomogło im to bo zostali haniebnie pokonani. Jako największą karę matriarchanki wyznaczyły im stałą obecność wyobrażeń kobiecych na placach miast i ulicach, następnie przyjęcie przez nich żeńskich imion, i przymus używania podczas rozmów słów wyłącznie z żeńskimi końcówkami. Oprócz tego musieli jeszcze pracować w kopalniach srebra, a srebro przecież jest związane z żeńską energią, tak jak złoto z męską. Pracowali w tych podziemnych kolpniach srebra dopóki nie wyrzekli się swoich komunisycznych poglądów. Matriarchanki były niestety bardzo wojownicze i kiedy po Wielkiej Debacie -do udziału w której zmuszono także Hobo- przeszły na wolnościowy transhumanizm, stały sie jednym z ochotniczych trzonów satelitarnej armii, nie tylko te które po przegranej wojnie przebywały w niewoli lecz także i pozostałe na planecie. Przy okazji: sprawa z "genami komunizmu" okazała sie jednak bujana Dobrze więc wzięli ze sobą spory zapas żywności satelitaranej [opartej na kuchni molekularnej] i cały arsenał pożadnej broni. Od starych dobrych sztyletów, szabel i mieczy, po broń laserową i paralizatory magnetyczne.
Społeczeństwo sklonowane.
Dziwna to była planeta. Po odkryciu kodu genetycznego rozwój ludzi w państwach komunistycznych i generalnie totalitarnych z jednej strony, a z drugiej kapitalistycznych, w miarę wolnorynkowych, jednak dążących do dyktaury zaczął przebiegać dość odmiennie. Jeszcze inaczej w krajach trzeciego, czwartego i piątego świata. Jednak tym co się działo w slamsach rozpadających się miast "cyfronii" nikt się specjalnie nie interesował. W państwach bogatych cieszących sie wolnym rynkiem i reklamą kobiety zamawiały sobie w firmach medycznych dziecko. To znaczy wybierały kolor oczu, włosów, i figurę. Pełno więc było na ulicach miast matek spacerujących ze swoimi małymi lalkami Barbi i chlopcami Kenami. Mogłeś zobaczyć całe ulice zapełnione Kenami i lalkami Barbi. Sztuczne i śmieszne powiecie. Zgoda, jednak taki rodzaj działania zakładał wolną wolę i wolny wybór matek a czasami i ojców. Choć katalogi jakich pełno było we wszystkich sklepach i mieszkaniach, no i reklamy powiedzmy sobie szczerze miały spory wpływ na rodziców ale zawsze wolna wola -chociaż może subiektywna- rodziców decydowała o zakupie dziecka. Owszem zdarzały sie idotyzmy. Szedłeś ulicą i widziałeś same znajome twarze. Najbardziej przystojnych facetów i najładniejsze kobiety. Mdliło cię nie raz wtedy i to mocno. Tak mocno że niektórzy marzyli o surowych twarzach robociarzy z komunistycznych despotii. Jednak tam żyć nie chcieli. W komunistycznych despotiach to państwo i jego funkcjonariusze decydowali o "społecznych potrzebach", ile dzieci potrzebuje do produkcji partia, i kto je może posiadać. Znaczy jakie dziecko mają wychować i z jakim przeznaczeniem społecznym. najwięcej jednak potrzebowali robotów i strażników. Zawody i funkcje społeczne w komunistycznych despotiach były bowiem zawyczaj dziedziczone. No to jak na przykład oglądałeś w telewizji film którego akcja toczyła się w despocji to prawie wszyscy byli tacy sami. Zmęczeni, lekko ociężali umysłowo, powolni w ruchach, i o kanciastych, lub okrągłych sylwetkach. Czasami despotia której groził całkowity krach gospodarczy transformowała się, czyli przebierała, i wtedy przynajmniej dla złapania oddechu pozwalali ludziom na trochę więcej. Dopóki nie przejęli trochę nowych technoogi i nie zmodernizowali gospodarki. Ludzie tam mieli wtedy odrobinę więcej do powiedzenia w sposobie wybierania przyszłości dzieci. I nawet nie musieli posiadać kartek na dzieci wydawanych przez urzędników państwowych. Oczywiście jeśli tych dzieci nie bylo więcej niż dwójka.
Tak było do czasu kiedy nie zwyciężyła tak zwana własność intelektualna i właściciele patentu nie zyskali monopolu w prawach do kreowania ludzi i dawania koncesji/pozwlenia na rodzenie/produkowanie dzieci. Nie ważne w sposób naturany co się jeszcze czasami zdażało lub w sposób nowoczesny.
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
11:09
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cyber,
Cyberius,
cyfronia,
fiction,
literatura,
na,
opowiadanie,
political,
pomoc,
science,
własność intelektualna
opowieści Lesa Gridi

Hobo czyta znalezione w bibliotece zapiski, w których jakiś nieznany mu wcześniej człowiek o imieniu Less Gridi opowiada o dawnych czasach i o swoim życiu na Ziemi.
I stało się to czego bałem się najbardziej, i czego panicznie wprost obawiałem się w moich najczarniejszych snach. Kiedyś uśmiechałem się gdy słyszałem rozmowy sąsiadów w windzie, o problemach i z ich starymi czipami. Narzekania emerytów siedzących na ławkach niedaleko drzwi wejściowych przed rozpadającymi się blokami. Lub oczekujących godzinami w poczekalniach przed gabinetami lekarskimi. Musicie wiedzieć że czipy psuły się nagle, w najbardziej nieoczekiwanych dla ciebie miejscach i sytuacjach, kiedy ty bardzo, ale to bardzo tego nie chciałeś. To zimą gdy siarczysty mróz przenikał twoje zmarżnięte ciało aż do szpiku kości, a to w strugach deszczu kiedy ktoś moknąc próbował dostać sie do kamienicy i otworzyć stare ciężkie drzwi. Albo podczas sobotnich zakupów z rodziną kiedy na przykład na ciebie patrzyła żona porównując ciebie jak zwykle z innymi mężczyznami chodzącymi w magazynie wydającym żywność. I dzieci porównujące ciebie z innymi ojcami, z mniejszymi zazwyczaj brzuchami, na dodatek bardziej pewnymi siebie, wysportowanymi i z o wiele większym obwodem klatki piersiowej i muskół bezczelnie prężących sie pod ich krótkimi eleganckimi koszulkami. Ja wiedziałem już chyba od dziecka że wszystkie narzędzia należy szanować i dbać o nie. Wykonywałem więc prawie codziennie wszystkie sprawdzone i nie sprawdzone sposoby konserwacji mojego ukochanego IDika jak go ludzie u nas w Polsce pieszczotliwie nazywali.
Więc najpierw trzymałem długo rekę w miejscu w którym wszczepili mi mojego ukochanego "ajdika" nad rozgrzanym żelazkiem. Lub zaraz po przyjściu z pracy, jeszcze nawet zanim zjadłem obiad, wykonywałem stanie na głowie albo świecę. Co miało poprawić mi krążenie w rękach i następnie w dłoniach, i dzięki temu sprawić że czip będzie służył mi dłużej. Chodziłem też czasami, zazwyczaj w piątki wieczorem, do babek zamawiających i szeptunek jakich w Warszawie w tamtych czasach nie brakowało. Prawie w każdej kamienicy mieszkała jakaś zamawiaczka. One też wiedziały jak właściwie traktować czipa. Czip niestety kosztował, i za wymianę podczas uszkodzenia trzeba było zapłacić. Zgłosiłem się niefortunnie jako jeden z pierwszych. Jeszcze na ochotnika, ponieważ pierwsi którzy przyszli mieli dostać jakieś nagrody, i otrzymałem czipa testowego [ jak zwykle, skończyło sie na kwiatach, uścisnięciu dłoni, czekoladzie i dwóch piwach] Czip testowy, czyli tak zwany prototyp, różnił sie tym od innych czym rózniła się stara dziesięcioletnia Nokia od nowego telkomu. To jeszcze nic, gdy czip odmówił posłuszeństwa i "procesorek" przestawał w nim działać. Gorzej jeśli lit wylał się do organizmu, i rozlał po całym ciele. U nas nie było jeszcze tak żle, [ ponieważ już w marcu kończyły się zazwyczaj środki przynawane na przydział gazu usypiającego] ale to tylko ze wzgledu na biedę. W innych krajach ludzi którym zepsuły się procesory zwyczajnie usypiano. Jeszcze gdzie indziej dla majsterkowiczów, żeby im się nie chciało przypadkiem kombinować, podczas wyciągania spod skóry, zawartość czipa rozlewała się wtedy i trujak prowadził nawet do śmierci. Jednym słowem straszliwy pech! Miałeś kurcze tyle a tyle tysięcy oddechów, i dni roboczych nie wykorzystanych i to nie przechodziło na nikogo z rodziny. Podobno przywłaszczali je sobie pracownicy urzędu.
W niektórych krajach tam gdzie do głosu doszli wrogowie nowego porządku, no nie wszędzie i nie wszyscy, jednak w niektórych krajach dawało sie zaobserwować dziwne szaleństwo. Wszystko co kojarzyło im się z nowym porzadkiem i z masonami, a im kojarzyło się z nimi prawie wszystko, było z dziką wprost agresją niszczone. Niszczyli więc pracowicie zbyt trójkątne góry, podobne do wizerunku na dawnym amerykańskim banknocie. Ścigali też Od-szczepieńców i Wszepieńców, jakby to była ich wina że są tacy. Gorzej, bo ścigano także ludzi wyglądających według opini publiczej podejrzanie. Jeżeli miałeś zbyt długie albo zbyt krótkie włosy, ubierałeś sie nietypowo, mówiłeś zbyt cicho i zachowywałeś nieśmiało. Lub dla odmiany mówiłeś za głośno, ale raczej zbyt cicho. To wtedy mogłeś zostać uznany za Wszczepieńca. Wszczepiaków widziało niewielu, i swoją wiedzę o nich czerpali ludzie zwykle z opowiadań innych. Wiadomo było jedynie że niektórym ludziom władze wszczepiali nowe wirtualne osobowości. Taki gość wchodził w ciało innego człowieka którego osobowość i świadomość po prostu uśmiercano. Był to zazwyczaj agent służb specjalnych któregoś tam, zdaje się że trzeciego albo czwartego stopnia. Szkoda że nie zapytali o to stoików czyli pijaków wystających godzinami na ulicach. Szkoda też że nikt nie wpadł na pomysł żeby zapytać dlaczego ci ludzie tak wytrwale stoją na swoich wartach wpatrując sie w innych, bezmyślnie z pozoru lecz uporczywie gapiąc się w domy, lub obserwując uważnie to co się właśnie wydarza. Robili to bez powodu? Ej, czyżby? Czy mieli w tym jakiś interes? Dobrze więc prawie nic nie wiedzieli o Wszczepiakach a ścigali ich do upadłego i palili na stosach wśród starych biblotecznych książek. Histeria z paleniem Bogu ducha winnych Wszczepiaków przypominała poprzednią a zwiazaną z tak zwanym tropieniem netowych pedofilii. Było to chyba największe oszustwo w historii planety, w jej całych dziejach, a może i nawet galaktyki. Najgrubsze i najbardziej bezczelne, ponieważ "owce" jak je rządzący nazywali, "urodzone przecież do golenia i strzyżenia" były już tak rozmiękczone przez trwającą stulecia obróbkę, a poziom oszóstwa stanowił także przy okazji rodzaj testu, takiej powiedzmy sondy na ile można nimi manipulować. Oj można było nimi manipulować, i to jak! Telewizyjne okienka i radiowe odbiorniki mówiły ludziom co mają robić i jak myśleć. I wmówili głupcom że oni nie robią żadnej cenzury, ale ścigają jedynie netowych pedofili, a ci uwierzyli w to do tego stopnia że każdy posiadający internet lub nawet tylko komputer mógł stać się ofiarą sąsiedzkich samosądów i linczów. Przestraszeni ludzie wynosili więc po kryjomu komputery na śmietnik. Zazwyczaj robili to po ciemku w nocy, tak żeby ich nikt nie widzał.
Niektórzy powariowali do tego stopnia że chcieli zniszczyć słońce i księżyc ponieważ uznali że są to stare masońskie znaki. Nie przyszło im do głowy że słońce i księżyc były wcześniej a znaki powstały dopiero póżniej. Lecz jednak nikt nie odważył się zaprostestować głośno. Prypominali w tym technokratystów [technokreatystów] którzy także chcieli zniszczyć słońce i księżyc i zastąpić je sztucznymi. Ale oni uważali że wszystko co naturalne jest do niczego i że należy w związku z tym zastapić je nowym wytworem myśli ludzkiej. Sztuczne satelity są jak najbardziej w porządku, oświetlają przecież Ziemię z drugiej [aktualnie] ciemnej strony. Choć ludzką myśl przyznać trzeba, też uważali za dosyć wsteczną. No jako coś pośredniego między światem techniki a starym światem natury. Myśl z jednej strony kreowała technikę lecz z drugiej tkwiła jeszcze w starym. Była etapem pośrednim dopóki komputery i maszyny myślowe nie przejęły funkcji ludzkiego mózgu, a technony czyli takie maszynki myśli nie myślały jeszcze za ludzi. Ich cywilizacja z wielkim hukiem upadła podbita przez sąsiadów, lecz współcześni wrogowie słońca nie wiedzieli o tym. Skąd niby mieli wiedzieć jeśli nie czytali książek? I skąd mieli te książki do czytania brać jeśli je wcześniej spalili. I jak je mieli w końcu czytać, przecież nie umieli czytać bo sztuka czytania została prawie zapomniana i zakazana. Żeby umieć czytać trzeba było mieć pozwolenie i mogli to robić jedynie ludzie z wyższych kast. Ludzie z wyższych kast niestety, woleli spędzać czas w inny przyjemniejszy dla nich sposób.
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
11:08
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cyberius,
gridi,
lessa,
literatura,
opowiadanie,
opowieści
Wojny Satelit przeciw matriarchalnym komunistkom, czyli komutriksom

Wojny Satelit przeciw matriarchalnym komunistkom, czyli komutriksom
opowiadanie
W komunistycznym matriarchacie który miał być receptą na wszystkie bolączki świata nic nie było jasne ani pewne. I z tego też zdawało by się banalnego powodu, komunistyczny matriarchat nazwany został "enigmą". Enigmą pisaną z małej albo też z dużej litery. Prawie cała planeta uległa tej histerii. Bo przecież miało być tak dobrze. Pierwszy raz świat miał powstać zupełnie całkiem z ludzkiej głowy. Miał zostać wymyślony. Stworzony na obraz i podobieństwo ludzkiej myśli*. Tak jakby ludzie chcieli żeby był, a nie taki jaki jest. I tak jak sobie zamarzyli żeby było. Guru matriarchatu został oczywiście mianowana Engelsa. Od początku nie podobało się to mieszkańcom rozrastających się ciągle satelit. Do satelit przyłączyła się już wtedy Ziemia i kilka zamieszkałych planet z sąsiednich układów gwiezdnych. Prawa kosmosu są takie jakie są, i próby ignorowania ich zwykle nie przynoszą ludziom dobrych skutków. Satelity poszły w swoim rozwoju technologicznym znacznie do przodu. Wystarczy powiedzieć że Perpetum Mobile Drugiego Rzędu było tam powszechne już od co najmniej kilku dziesięcioleci. Ilość, i łatwość produkowanej taniej energii sprawiała że prawie wszyscy ludzie, którzy oczywiście chcieli, mogli się zająć pracami nad wynalazkami co się bardzo na satelitach opłacało. Bo można było na tym całkiem nieźle zarobić. Zarobić w elektronicznej walucie na którą były przeliczane wszystkie systemy monetarne będące tam w obiegu. I co ważne wymienić jak się chciało na złoto, platynę, srebro albo kamienie szlachetne. Lub nawet molid tak poszukiwany w całej galaktyce. Bez zbędnego napięcia rozmyślać sobie i kontemplować nad prawami przyrody, studiować albo zajmując się wymianą towarów pomiędzy planetami i układami gwiezdnymi, czyli galaktycznym kupiectwem. Czyli każdy tam robił co chciał.
W Enigmie na początku komunizm miał być wolnościowy. Oparty na grupach dobrowolnych konkurujących ze sobą komun. Natomiast niechętni mogli żyć nadal swoim życiem, niejako z boku i poza. Ale to tylko na początku tak było. Bo niedługo po, najpierw siłą presji i perswazji, następnie restrykcji, i ograniczeń a potem i represji, prawie wszyscy dołączyli się do Enigmy. Prawo komutriksu robiło się coraz bardziej surowe i dogmatyczne. Szczególnie zajadle ścigany był tak zwany rewizjonizm naukowy, a tych którzy mieli odwagę podważać lub kwestionować naukę czekał nie wesoły los, bo zabierano ich do tak zwanych obozów poprawy. Właśnie zakonspirowana grupa młodych naukowców podważająca naświętszy dogmat nauki planetarnej czy Drugą Zasadę Dynamiki pod pozorem krzewienia ideii komunizmu matriarchalnego zgłosiła się na ochotnika w podróż na Satelity. Na początku młodzi zbuntowani spiskowcy chcieli obalić dogmatyzm panujący w filozofii i nauce planety, lecz uznali że to nie ma sensu i zrezygnowani postanowili uciec. Oczywiście gdy tylko wysiedli na Wenus od razu zamiast nauczać poprosili o azyl, i azyl taki natychmiast otrzymali. Satelitarianie po raz kolejny odesłali z powrotem na planetę starszawy dosyć i pordzewiały kosmolot. Nie było to wcale śmieszne, a ludzie ci nie należeli do tchórzy. Kilku śmiałków zostalo już przecież na planecie spalonych za to że śmieli publicznie zanegować II święte przykazanie termodynamizmu [czyli po naszemu II zasadę termodynamiki] Mogliby jeszcze co prawda odwołać swoje blużnierstwa, lecz gdyby nie kwestionowali także przymusu badań medycznych pracowników komun. Na tajnym zebraniu Wielcy Kapłani Ludu wspólnie z Demokratycznym Kolektywem Nadzoru Roboczego, ubrani i ubrane jak zwykle w kolorowe sukienki i z pomalowanymi ustami, uchwalali wyroki. Niby wyroki wydawała wyrocznia, ale nikt w to naprawdę nie wierzył. Płonął więc stos a kapłana z surowym wyrazem twarzy odczytywał wyrok
- W imię Wielkiej boga, która stworzyła świat cały! Największy i bez miary.
W imię tej o bracia, która stworzyła naukę i medycynę oraz humanizm ekonomiczny i ekonomię humanistyczną na dziejowej drodze rozwoju ludzkości do komunizmu i matriarchatu! I nakazała stosować ich owoce, brać też czynny udział w przymusowych badaniach medycznych i szczepieniach. Abyś ty bezduszny potworze nie blużnił więcej przeciw niej, i nie grzeszył ochydnie już więcej przeciw niej - tu zawiesił na chwilę głos, po czym dodał - skazujemy ciebie na karę stosu. Bo tak powiedziała boga, poprzez usta wyroczni -
w tym momencie odzywały się dżwięki werbli, a zgromadzeni licznie ludzie obrzucali złoczyńców kamieniami i złorzeczyli im. I wyglądało to mniej więcej tak - czy wiesz głupcze co by się stało gdyby druga zasada dynamiki przestała działać! Ty skończony idioto - mówił jakiś skrajnie pobudzony i agresywnie wyglądający jegomość w stronę skazańca, stukając się jednocześnie pięścią w czoło. Lub - Nie po to nam boga przekazała naukę abyśmy ją szargali ty durniu, a może jesteś także przeciw przymusowi szczepień a nawet za dobrowolną wymianą usług pomiędzy ludżmi jak jakieś ostatnie wyrzutki. No powiedz! Przyznaj się ty durniu - krzyczał w jego stronę starzec bezczelnie wpatrując się w twarz oczekującego każni biedaka. Skazany potwornie zmęczony procesem, niewyspany i spragniony, marzył tylko o jednym żeby jak najwcześniej umrzeć i odrodzić się w jakimś bardziej sensownym miejscu. Ponieważ tak się składało że większość kwestionariuszy planety wierzyła także w wędrówkę dusz. Co do kolorowych sukienek, zwyczaj ten został przejęty z Polandii gdzie ludzie z grupy kierującej krajem na swych tajnych spotkaniach spotykali się ubrani w kolorowe sukienki i z umalowanymi ustami. Dlaczego? Nie wiadomo. Archeologia kosmiczna milczy na ten temat. Przewertowałem wiele ksiąg w ogromnej bibliotece w Dewannie i nie znalazłem niestety nic. Nic co mogło by chociaż przybliżyć motywy takiego postępowania. Nie napisałem jeszcze że w matrialchalnej ekonomi obowiązywał tak zwany element dobra. Chciałbym jednak zaznaczyć że dobro pojmowane było w tamtych czasach dość specyficzne, to znaczy że kojarzyło się raczej z tchurzostwem, lenistwem, bezmyślnością i opieszałością a nie właściwym czyli "dobrym" działaniem.
System i kultura planetarna były w swoim okresie póznojesiennym, jeśli tak można powiedzieć. I przypominała przejrzałą gruszę, jeszcze co prawda nie zgniłą ale już przejrzałą. Wszystko rozpadało sie powoli i stopniowo, lecz ludzie jakoś żyli i radzili sobie tak jak tylko potrafili. Pech jednak chciał że pewnego dnia wylądował na planecie statek kosmiczny, a podczas lądowania pilot zostal ranny. Niestety pilot zostali uwięziony, on i cała jego rodzina. Żona i trójka dzieci. Mało tego, dzieci i żona stały sie zakładnikami a pilot musiał wykonywać polecenia pod grożbą utraty życia jego rodziny. Miał ich wozić na planety z misją. Jak to oni mówili - z dobrą nowiną - Mieli latać na planety i propagować idee komunizu matriatchalnego. Na jednej z planet natrafili na komunistyczny patriarchat. Komunistyczny patriarchat to wcale nie była taka śmieszna sprawa jak mogli niektórzy przypuszczać. Kosztem wielu ograniczeń w dziedzinie konsumpcji, rozwinęli bardzo przemysł militarno zbrojeniowy. Pracowali nad bronią klimatyczną, magnetyczną i laserową.
Kiedy nastąpił wzrost zainteresowania przemysłem zbrojeniowym wojskowi podstępnie przejęli władzę nad komuną. Zewnętrznie, bo wewnętrznie rządziły tajne służby. Jednak największym problemem kompatru był niestety brak kobiet. Politykę urodzeniową prowadzili w taki sposób że rodzili się prawie sami chłopcy Jak mogli o czymś tak ważnym jak kobiety zapomnieć? Ano mogli. Ktoś w ministerstwie zapomniał. W kommatrii zapomnieli także, bo tam rodziły się prawie same dziewczynki. Chlopców i mężczyzn używano do najcięższych i najbardziej podłych prac. Na początku po wymianie i zbadaniu próbek genetycznych nawet chcieli się wymieniać brakującymi dziećmi. Lecz jedni uważali że dziewczynki są cenniejsze od chłopców, a drudzy że chłopcy. Potem nastąpił między tymi dziwnymi społeczeństwami konflikt. Wyobrażcie sobie społeczność złożoną prawie wyłącznie z kobiet, albo prawie wyłącznie z mężczyzn. Patriarchowie postanowili za uczynione im zniewagi zniszczyć matriarchów, a dokładnie matriarchanki. I przepełnieni gniewem niby dawni grożni bogowie, polecieli w tym celu na planetę kobiet.
Pewnego pięknego dnia przyleciały też na Satelity matriarchanki. Chciało by się powiedzieć: niestety. Przyleciały w tym swoim jedynym statku kosmicznym. Niestety, ale nie dla satelitarian. Oni byli przygotowani i czekali na takich nieproszonych gości. Matriarchanki wypakowały gdzieś w Wenusjańskim lesie pięćdziesięciu żołnierzy czyli wszystkich z pierwszego transportu, i potem poleciały po następnych. Latały tak chyba ze cztery razy. Oczywiście dowódcą całej grupy i jej zastepcą były kobiety. Kobiety były dowódcami drużyn, tak zwanych dziesiątek i plutonów. Jak to w komunizmie bywa wszyscy są równi lecz niektórzy sa równiejsi. Więc w tym wypadku kobiety były równiejsze. Bitwa w wenusjańskim lesie trwała bardzo krótko, i potraktowana została przez satelitarian jako rodzaj manewrów wojskowych. Oczywiście w wyniku tej potyczki nie zginął nikt, choć kilku matriarchan zostało rannych. Resztę wzieli do niewoli. Głodni, zmarznięci i zmęczeni żołnierze poddali sie bardzo szybko. Natomiast grupa broniących się dowódczyń polewana z helikopterów wodą, traktowana polem wysokiej częstotliwości szybko padła i otoczona przez grożnie wyglądające roboty została wzięta do niewoli. Ci z matriarchan którzy chcieli poprosili o azyl i wkrótce zostali uwolnieni. Reszta to jest około dwunaście osób przebywała nadal w niewoli.
Wyjasnienie.
Próby ganienia zwolenników komun i wszelkich form kolektywizmu są może nazbyt przedwczesne. Ponieważ dążenie do kolektywizmu jak wyjaśniono, ma prawdopodnie podłoże genetyczne. Zarówno mieszkańcy kommatru i patrkomu posiadali tak jak zwierzęta a w przeciwieństwie do ludzi, jedynie dusze zbiorowe, nie posiadając dusz indywidualnych. Wynikiem takiego stanu rzeczy jest pochodzenie co prawda w stopniu śladowym od jaszczurów. Po prostu tysiące lat temu mieli jakiegoś jaszczurzego przodka. Jest to na tyle znikome że mogą łączyć się bez problemów z innymi przedstawicielami ras humanoidalnych, w tym także ludzi, jednak pamięć kolektywna umiejscowiona w tyłomózgowiu sprawia że są posiadaczami duszy kolektywnej, a dusza indywidualna nie mogła sie niestety w nich zagnieżdzić. Czasami ułamkowe różnice decydują o tym czy dana osoba posiada duszę zbiorową czy indywidualną. Zdaża sie nawet że w jednej rodzinie żyją przedstawiciele dusz zwierzęcych w ludzkich ciałach, i ludzi z indywidualnymi duszami. Na Ziemi żyją także hybrydy ludzi i zwierząt, głównie związków ludzi z jaszczurami, dowodem na to jest występowanie duszy zbiorowej i jej manifestacja w postaci komunizmu, socjalizmu, i innych idei kolektywnych. Nie znaczy to wcale że istoty ludzkie o duszach zwierzęcych mają być wyjęte spod prawa. Lub że można zadawać im bez powodu ból i cierpienie. Z naszego punktu widzenia są pół ludżmi pół zwierzętami, chociaż często osiągaja podobnie jak ludzie wyjątkową sprawność intelektualną lub fizyczną, jednak wszelkie próby odbierania im praw należnych ludziom należy jak wspomniałem przed chwilą zdecydowanie potępić. Ziemianie w zamierzchłych czasach mieszali się często z innymi rasami przybyłymi na Ziemię z odległych planet. Nawiasem mówiąc, pojawia się też pytanie, czy społeczność patrkomu i kommatru posiadała jedną duszę zbiorową, rozbitą w wyniku swoistej [kulturowej] dysocjacji na aspekt męski i żeński, czy raczej były to dwie różne dusze kolektywne.
Autor:
Cyberius-Zee Jop
o
11:04
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cyberius,
fiction,
libertarianizm,
literatura,
opowiadanie,
political,
science,
transhumanizm
Subskrybuj:
Posty (Atom)