poniedziałek, 30 maja 2011

Maszyna Kwantowa -opowiadania

Uporządkowałem trochę linki na mojej nowej stronie. Którą dla bezpieczeństwa umieściłem na serwerze poza granicami polski i uni europejskiej Strona jest poświęcona przede wszystkim opowiadaniu "Dziura w czasie" ale oczywiście nie tylko.Fragmnety opowiadania "Dziura w czasie" są już po kolei -to znaczy w kolejności w kolejności od jeden do sześciu, a nie od końca jak było dtychczas. Link do strony Maszyna Kwantowa -tu
Na starym blogu na onecie pisuje sobie także jakieś komentarze głównie dotyczące spraw aktualnych
zobacz mój drugi blog na onecie

czwartek, 26 maja 2011

Nowe foto

Witam!
Zrobiłem kilka foto, bo i światło ku temu sprzyja. I od razu niestety pomyślałem aby użyć je jako ilustracji do moich opowiadań.Oczywiście nie wszystkie -bo lubię fotografować sporo. Może na przykład do jedego z opowiadań z Kronik Galaktycznych?
Raz myślał ze świat jest podobny do wielkiego balona Fraktalnego a z jego na pozór gładkiej albo mocno pomarszczonej powierzchni niby fraktale “wyrastały” inne małe baloniki jak pęcherzyki powietrza, takie same będące mini kopiami tego dużego, albo też zawierające w sobie wszechpotencjalność wszystkich możliwości dziania się. To były właśnie te “światy alternatywne”, w których toczyły się inne życia, to jest inne możliwości. Tam tez mieliśmy inne żony i mieszkaliśmy w innych domach, a jeśli tu byliśmy grubi tam dla przykładu cierpieliśmy na chroniczną niedowagę. Tam po prostu żyliśmy inaczej, a wszystkie te potencjalne możliwości istnienia dziejące się w jakiś sposób naprawdę były tajemnie ze sobą połączone jakby niewidzialnymi nićmi, jakimiś kosmicznymi wiązaniami.
Sporządził kiedyś razem z synami i córką, takie, jak to on nazwał balony fraktalne powiewające na kosmicznym wietrzew kiedy powiesili je na sznurze do suszenia bielizny przed domem. Oczywiście kosmiczny wiatr był jedynie poetycką metaforą. Jeszcze innym modelem wartym wymienienia, a zrobił ich razem z dziećmi w swojej filozoficznej pustelni wiele, był model “Wielolustra”. Wielolustrze to po prostu sporo luster nakierowanych na siebie i odbijających obrazy, czytaj dalej tu

Albo na przykład do "Umysłu Boga"
- bo grzech - i tu gwałtowniej przyśpiesza - według tego , hm. jak mu tam, Augustyna - powiada do siebie - musi być dobrolowlny. Do bro wo l ny - Jednak podczas kolacji wraca do porzuconych na chwilę myśli, jedząc jakąs nie wyszukaną średniowieczna polewkę - grzech ... jakby sprawę grzechu rozwiązać?
Będąc z powrotem w swojej celi dodaje, cytując z pamięci „Przypowieści” -"powodzenie głupców zgubi ich". Otóż ludzi gubi tylko grzech, a więc głupota jest grzechem. - Więc jednak jest! Nadmierne zanurzenie się w świecie zmysłowym, a nawet bezwstydne nurzanie się w nim prowadzi do niewłaściwego osądu i w konsekwencji błędnych wyborów - dalej czytaj tu

Lub może na przykład do "Trzeciej wojny robotów"?
Czas poprzez który poruszają się galaktyki niby małe wiatraczki w rękach dzieci, kiedy te spacerują sobie z rodzicami albo samotnie w wesołym miasteczku, podczas wycieczki w niedzielne południe I ten czas według niego przyciągał nas i następnie pociągał za sobą niby szalone rozpędzone koło samsary nazwane przez Malczewskiego „Kołem życia i śmierci” -a razem z nami wszystkie obiekty widzialnego wszechświata. Jakby ogromny ale niewidzialny magnes lub potężnej wielkości czarna dziura. Jedyną ucieczką przed nim a raczej wymknięcie się jej stanowiła dla niego medytacja. On niekiedy nawet podczas wieczornej medytacji widywał czasony, i ich smugi będące czymś pośrednim między papierosowym dymem a smugami białka. Widział też jak podstępnie rozkładają materię na czynniki pierwsze a wraz z nią życie materialnych istot dalej czytaj tu

wtorek, 8 marca 2011

czwartek, 10 lutego 2011

Moje zabawy z czcionkami

Wotam.
Pozwoliłem sobie na kilka eksperymentów z czcionkami, zafascynowany możliwościami jakie dają na stronie www zobacz tu

Uwaga w poście wkleił mi się jedynie surowy tekst, nie pokajuący praktycznie żadnych różnic pomiędzy czcionkami i możliwości jakie one dają. Jednak dla zainteresowanych zostawiam go -ponieważ są w nim krótkie fragmenty moich opowidań, praktycznie ngdzie nie publikowane.


Poniżej surowe fragmenty tekstu



Generyk 217 postanowił odwiedzić jedno z jego miast.

Lecz nie o tym chciałem teraz napisać, ale o tym co stało się po pierwszym maja, bo od pierwszego maja i tego co stało się Rzymie podczas beatyfikacji papieża nic już nie było takie jak kiedyś. Wszytko było inne. Powiecie - po co tak zaciekle walczyli o pierwszego maja? Poganie, komuniści, niemieccy naziści chcący także przejąc ten dzień no i kościół katolicki który chciał zamienić Karola Marksa i Włodzimierza Lenina na Józefa Robotnika? Oczywiście z perspektywy czasu wszystko może się wydać śmieszne lub przynajmniej mało istotne. To tak jakby ktoś z ironią w głosie chciał zakrzyknąć „ach! Gdzie są te niegdysiejsze śniegi. A śniegi z poprzednich zim roztopiły się i wpłynęły do rzek, a potem zapewne razem i z innymi wodami do oceanów. Jedenasty września w porównaniu z tym ponurym i przerażającym dniem był niczym niewinny dziecięcy teatrzyk w przedszkolu podczas jakiegoś regionalnego święta. I ludzie czuli że to się może wydarzyć lecz jednak nic nie zrobili aby temu zapobiec. Ludzie szyfrowali już wtedy wtedy w internecie większość swoich stron. No na razie to jedynie szyfrowali tytuły a dokładniej nazwy podstron. Nazwa stronki wyglądała mniej więcej tak: wodawoda/17bc36.pl potem zaczęli coraz więcej tekstu umieszczać pomiędzy „gwiazdkami“ i w obrazkach. Nie było to wcale rzeczą trudną dla służb niemniej jednak przeglądanie wszystkich stron utrudniło by znacznie ich pracę -jeśli w ogóle nie uniemożliwiło. Oprócz tego pojawiły się kody w których cyfry odpowiadały miały swoje odpowiedniki i tak na przykład numer 55 oznaczał wolny rynek, inną numerację posiadała erotyka, jeszcze inną tematy związane z wolnością słowa.

Pisałem te tabliczki.

To jedzenie jest ohydne mówię wam.Gdybyście na przykład żyli w przeszłych żywotach w miejscu w którym ja właśnie teraz mam okazję żyć a na dodatek posiadali pamięć z poprzednich żywotów na pewno przyznali byście mi rację. Zrozumieli że ogromne rozłożyste sady pełne owocowych drzew sprawiają że ludzie są niestety zdrowi oraz co gorsza myślą i chcą sami za siebie podejmować decyzję. Więc wygnali nas z tego raju gdzie jedliśmy poznania dzięki którym łatwiej nam było odróżnić dobro od zła. Co ich „bogom“ niestety nie podobało się. Zamiast owoców i warzyw podstawą naszego wyżywienia uczynić chcieli zboże i jego przetwory oraz produkty z mleka. Jedno gorsze od drugiego. Na dodatek sprawiające że człowiek staje, ciężki, powolny a jego umysł niestety pracuje na zwolnionych obrotach. Oni chcieli nami rządzić i zamienić nas w maszyny do pracy z których owoców czerpali zyski w postaci różnych danin i podatków. Alkohol wypijany w dużych ilościach dopełniał reszty.

W pustyni i w puszczy

I pojawił się człowiek który. Nie, nie tak. Żył człowiek dla którego świat w jakim wzrastał powoli stawał się pustynią. Wszelkie pozory życia jakie miały miejsce wydawały mu sie nie autentyczne. Relacje między ludżmi pozorne. Prawda w kontaktach z nowo poznanymi ryzykowna, a to ze względu na bezpeczeństwo. Zamknął się więc w swojej betonowej pustyni małego mieszkania na którymś piętrze ogromnego wieżowca. Uciekł na betonową pustynię. Położonej na wielkiej puszczy. Wychodząc ze swojej kryjówki, jedynie wtedy To co piszę wynika z myślenia a nie z...

Albo rozmyślał czy dwie prawdy mogą dawać kłamstwo. Bo na przykład

Czasami do swych rozmyślań często bezmyślnego hałasu, i nawet nie zostawia po sobie śladów kiedy znika z naszej pamięci. Przychodzi prawie że niezauważone i odchodzi niezauważalnie i bezszelestnie.

Ponieważ nikt już prawie nie chciał chodzić do kościołów, wpadli na pomysł żeby w kosciołach tam gdzie są ołtarze stawić telewizory.Brałeś sobie zupę komputerową z ryżem i ziemniakami i spacerowałeś przed ołtarzem. Lecz nie o tym chciałem pisać. Chociaż nie, częściowo o tym. Czyli o jedzeniu.

czwartek, 3 lutego 2011

Człowiek który spełnił swoje marzenia!

Witam
znalazłem moje stare opowiadanie sprzed kilku lat do przeczytania tu

Człowiek który zrealizował swoje marzenia.



Rózne myśli chodziły mu po głowie -praca którą wykonywał nie przynosiła mu większej satysfakcji, ani społeczenego prestiżu i uznania środowiska w jakim przebywał.

Mało tego pieniądze ze sprzątanie supermarkeŧów nocą były naprawdę niewielkie -może gdzieś indziej tak, ale w jego mieście nie. I nagle przyszło olśnienie.Pomysł jaki pojawił sie podczas czytania gazet z ogłoszeniami, powitał z uznaniem - Znależć pracę, jak to się mówi rozwojową i dającą perspektywy na przyszłość - powiedział głośno do siebie, i zaraz potem dodał - Na przykład fryzjer albo pizzer to jest to. Widział już nawet siebie pracującego jako pizzer w jakiejś dobrej pizzeri w centrum miasta. I o dziwo znbalazł w “Dzienniku polskim” kilka ofert. Prawie natychmiast zadzwonił i umówił się z właścicielem na spotkanie. Następnego dnia

szedł rano szybko jak tylko mógł ulicą w kierunku Bieżanowa Starego, a po drodze jeszcze chyba na Malborskiej jak zwykle zauważył napis na furtce: MARY KAY -przed ładnym dosyć dużym domem z czerwonej cegły stojącym prawie na krzyżówce- mianowicie pomiędzy ulicą Kadena-Bandrowskiego a Pierrackiego, prawie że naprzeciw piekarni. Kim jest owa tajemnicza Mary Kay ? Wróżką jakąś, czy dziennikarką. Kiedy tamtędy przechodził zawsze się zastawiał.

Niedaleko Kabla, a właściwie zaraz przy przystanku tramwajowym przeczytał ogłoszenie: ZGUBIONA ZOSTAŁA CZARNA TECZKA ktokolwiek wie proszony jest o... Czarna teczka nie wzruszyła go jednak. Szedł dalej, minął w międzyczasie ogródki działkowe z wyjętymi lub wypalonymi okiennicami. Ogórdki zostały już pewnie całkiem opuszczone -myślał.I wyludnione. Miejsce dawnych działkowiczów zajęli bezdomni i biedacy, mieszkając tam i śpiąc grupami albo pojedynczo. W tym miejscu droga zaczęła się obniżać. Zeszedł w dół, w stronę Teligi a potem Ćwiklińskiej. Kiedy minął Prokocim Nowy, Bieżanów Nowy i znalazł się na Bieżanowie Starym w okolicy Drożdżowni -ładny kawałek za pętlą tramwajową.

Pomylił się kilka razy, ale w końcu dotarł na ulicę Rakuś, a potem na L. Po drugiej stronie ulicy naprzeciw restauracji zobaczył małe zoo, jakieś konie lub kucyki biegające na małej łące, a i restauracja prezentowała się dość oryginalnie. Pełna tropikalnych ptaków i ogromnych akwariów z egzotycznymi rybami. Znalazł się w innym świecie. Gdy stał oszołomiony i niewiedząc co ma ze sobą zrobić i dokąd iść przywitał go właściciel resturacji -jak podejżewał- ubrany w marynarski podkoszulek dorosły mężczyzna w stroju pirata. Po chwili rozmowy z nim, zrozumiał że na pracę w restauracji Magiellana, nie ma wielkich szans, i że nie zostanie Pizarro z restauracji Magelllana -ponieważ brak mu niezbędnego do pracy doświadczenia. Ale zobaczył człowieka który spełnił swoje marzenia. I to było dla niego bardzo ważne. Zupełnie tak jakby przyszło olśnienie -aha, a więc jednak można tak! Mozna połączyć swoje marzenia z dzieciństwa z dorosłym praktycznym życia. Zachowując siebie z dzieciństwa i nic nie tracąc ze swojego jestestwa być dorosłym człowiekiem zarabiającym na życie.

Gdy wrócił do domu, a wracał bardzo powoli, wygrzebał gdzieś spod łóżka czarną starą teczkę w której były nożyce fryzjerskie od dziadka. Dziadek dał mu je lata temu. Postanowił że zostanie fryzjerem.

Wieczorem niepokój i pobudzenie wróciło spowrotem do niego. Chodził nerwowo po pokoju ponieważ za wszelką cenę chciał ściągnąć sobie OpenArtista żeby porówać go ze swoim ulubionym ArtistXem. Wiedział że nie ma lepszego systemu operacyjnego dla niego jednak to w niczym mu nie pomagało. Wygrzebał najpierw stary, prawie że zepsuty dysk z zainstalowanym na nim Ubuntu studio i podłączył go do rezerwoego prawie że antycznego komputera który trzymał aby uruchomić go w razie awarii tego którego na codzień używał. Pomimo tego że zdawał sobie sprawę z niebiezpieczeństwa podpiął dysk i następnie włączył kmputer. Po chwili ukazała się ciekawa zielonkawa tapeta “Studia” ze słojami a raczej plastrami miodu w środku. Przejrzał dostępne w dystrybucji aplikację i rozczarowany ale jednak i uspokojony wyłączył komputer. Utwierdził się że jego ulubiony -co tam ulubiony, ukochany- ArtistX jest najlepszy w swojej dziedzinie. Jeszcze tylko musi ściągnąć OpenArtista i wypalić na płycie dvd a potem go psrawdzić, to znaczy przetestować i porówać z AtriXem*. Czyli za jakieś przeszło trzy gigabajty bo tyle jeszcze brakowało -przeliczając to na godziny wychodziło mu prawie całą dobę. Mógł teraz wrócić do swojego opowiadania. Opowiadanie zaczynało się ciekawie jednak kończyło się w pewnym momencie -tak jakby było urwanę. Nie miał weny więc postanowił że dopiszę do

następnie Dublicatora “Let them hear” i gdy utwór się skończył wrzucił do odtwarzacza Maurizio Micelego. Uspokojony zaczął pisać dalej.

-------------

*miał jeszcze wypalone na płycie Yopera i Slaxa
koniec pierwszego fragmentu

niedziela, 9 stycznia 2011

książki na komórkę ebooki na komorke m-booki

Witam
Najpierw "Rozowe kwarcowe prosiaki" na stronie htm wejdz i zobacz tu

Teraz przechodze do tematu: zapraszam na stronę z której można pobrać pliki w formacie jar. oraz txt. do czytania na telefon komórkowy zobacz tu, lub wejdź aby pobrać Być może w przyszłości książek do czytania na komórkę będzie więcej zarówno moich jak i może kilku innych autorów.

Zobacz też rozowe1 i 2

czwartek, 6 stycznia 2011

strony dla telefonów komórkowych i książki na komórki

lub raczej na telefony komórkowe -czyli mobile websites
strasznie trudno to jakoś mi przełożyc na język polski
ale do rzeczy: fragment moich Opowieści Gandziaka możesz znależć na jednej z takich stron, a konkretniej cyberius.wirenode.mobi Na razie "Opowieści" służą jako rodzaj "zaślepki" bo potem strona główna zostanie zmodyfikowana a Gandziak pójdzie gdzieś indziej to znaczy bardziej z boku. Link do strony tu.Oczywiście zapraszam do oglądania i czytania

środa, 5 stycznia 2011

różowe kwarcowe prosiaki czyli kwarcaki -ilustracje do kroniki

style="font-style:italic;"Witam
Jak zwykle kilka fotografi wrzuciłem na stronę -oczywiście zapraszam do oglądania choćby z tego względu że jest na niej wyciąg złożony z fragmentów moich opowiadań pochodzących z "Konik" i "Zbioru opowiadań" łatwo się więć można zorientowac "co i jak" Do rzeczy: kliknij tu Natomiast plik w formacie jar. przeznaczony do czytania na komórce mozna pobrać tu
Teraz "Różowe kwarcowe prosiaki" zwane także "kwarcakami" i kilka ilustracji do nich aby podkolorować i ożywić tekst







Bebe wracał do domu po pracy, jak czynił to zawsze od lat. Nie przystawał praktycznie nigdzie, ani nie zatrzymywał się po drodze. Zadowolony na początku z braku na ulicach służb kręcących się ciągle w tych swoich ponurych i okropnie skrojonych mundurach. Z powodu koloru mundurów nazywanych szarakami.
Po jakimś czasie w rozmowach ze znajomymi pojawiał się niepokój, czy brak "szaraków" nie doprowadzi do wzrostu przestępczości?. Jak się wcześniej cieszyli z wolności bycia nie obserwowanym i nie zatrzymywanym przez służby, które jak wiemy wcześniej albo później, ale zwykle wcześniej zaczynają pracować dla władzy i rządzących, a nie dla tych którzy płacą im za ich pracę za pomocą swoich podatków. Często nie pytani przez nikogo o zgodę. Ale zostawmy to.



W kraju zapanowała odwilż. Tak zwana "Jawność". Ulice miast zalała róznorodnośc kolorów, fasonów, strojów i mód. A kanjpki zapełniały się ludżmi przesiadującymi w nich do póżnych godzin nocnych, i znalezienie jakiegokolwiek wolnego miejsca nie należało do łatwych. Rosła radość i entuzjazm.
A w przejściach podziemnych młodzi ludzie sprzedawali pierwsze opozycyjne gazety. Można było swobodnie myśleć i nawet rozmawiać głośno na każdy prawie temat. Mało tego władze same domagały sie krytyki społeczeństwa, w myśl zasady:

BĘDZIEMY LEPIEJ RZĄDZILI RAZEM Z WAMI!!!

albo:

POMÓŻCIE NAM WAMI RZĄDZIĆ, razem zrobimy to dla was lepiej

Tak naprawdę dążyli nadal do niszczenia ludzkiej woli, stosując swoje psychosztuczki. Najpierw rozmiękczyli system prawny,


Ale nie to było jego problemem, on chciał czymś zabłysnąć i zaimponować innym tak żeby o nim usłyszeli inni. Pewnego dnia pstanowił: więcnapisać ciekawy scenariusz filmowy i dzięki temu stać się sławny w pracy i w okolicy gdzie mieszka.

I zaczął pisać

Na jednej z planet rozwinęła się forma życia oparta na krzemie, ale rozwój organizmów opartych na krzemie potoczył się w innym kierunku niż u nas lub na Ziemi [czyli u białkowców]. Otóż forma ta nazywana przez mieszkańców innych planet trochę pogardliwie "kwarcakami" wspaniale przystosowana pod względem mentalnym , i jakby tu powiedzieć może nawet "była przeznaczona" do myślenia odczuwania i kontemplacji, ale niestety nie była zbyt mobilna. Ponieważ musiałą wydalać pioprzez proces oddychania wprost ogromną liczbę związków chemicznych zarówno jeśli chodzi o ich ilośc jak jeszcze bardziej o wielkość, z którego to powodu przedstawicieli tej rasy nazywano czasami "kwarcowymi świniiami" .
Ewolucja doprowadziła więc do tego że “statycy”, bo tak ich w opowiadaniu będę nazywał,* nie poruszali się prawie wcale, ograniczając swoje ruchy do naprawdę niezbędnego minimum, i czasami wydawało sie że są formą pośrednią między światem zwierząt a roślin. W podręcznikach do biologi pisało się czasami że kwarcaki "rosną" Również w odróżnieniu od białkowców wydalanie związków powstałych z oddychania odbywało się drogą inną, to znaczy głównie polegało na wydalaniu pozostałych niepotrzebnych dla organizmu związków, rozpuszczonych w ogromnej ilości płynów. Nie dość że nie poruszali się prawie wcale, to jeszcze pili na dodatek ogromne ilości płynów




Na bardziej zaawansowanym etapie ewolucji zaczęły pojawiać się ruchome krzemiaki wypluwające niby wulkany ogromne ilości niepotrzebnych związków w stanie płynnym.

Oczywiście "kwarcowi ludzie"nie próżnowali. Sami dodawali sobie potrzebnre im do funkcjonowania różne że tak powiem protezy życia. Dzięki którym różowe kwarcaki poruszały się prawie zupełnie bezwysiłkowo, i podgrzewały szkodliwe związki wewnątrz organizmu, aby nie tracić energii, i wydalać z łatwością niepotrzebne odpady w stanie rozgrzanych płynów,
niby wulkaniczną lawę wulkany.
Zamaskowali też swoją cywilizację aby nikt z zewnątrz nie mógł zauważyć że na planecie istnieją zaawansowane formy życia. Podobnie jak maskowali inni. Niektórzy jak na przykład mieszkańcy Neptuna albo Jowisza byli takimi mistrzami iluzji że zmieniali temperaturę otoczenia, i zawartość związków chemicznych na ich planecie albo w atmosferze, aby wprowadzić w błąd czujniki sond, lub ciekawskch przybyszów. Prawdziwe życie odbywało się oczywiście pod ziemią planety jak prawie wszędzie we wszechświecie, w ogromnych korytarzach autostradach, i ogromnych sztucznie oświetlonych podziemnych miastach.





W ogóle podróżowanie na Planety Krzemowe nie należało do łatwych.Napisałem "planety", bo kwarcaki zasiedliły pare planet, kilka księżyców, i jeszcze ze dwie planoidy. Najpierw, lecąc regularnymi liniami kosmicznymi czekała nas przesiadka, na księżycu Saturna, Tytanie. Tytan od czasów globalnego ocieplenia jakie zdażają się w galaktyce co jakiś czas, przeżył gruntowną przemianę. Większość lodowców na biegunach księżyca stopiła się Te węglowodorowe jeziora podchodziły aż pod główne lodowisko w miasteczku Tytania. Miasteczko to dużo powidziane, ot pare malutkich księstw i ze dwie libertarie na krzyż, zamieszkałe przez wolnych osiedleńców z Ziemi i kilku innych planet. Jedna chyba naukowa.
Wszystko w szklanych domach ze sztuczną klimatyzacją, ogrzewaniem i system chłodzenia, i maszynami do produkcji tlenu i uzdatniaczy powietrza.Cztery knajpki i mały hotel. I całość pogrążona w potężnych metanowych chmurach, wśród niekończących się metanowych deszczy.Czękając na swój kosmolot siedziałeś więc w jednej z knajpek Tytani, zazwyczaj w ekskluzywym "Cassini", i gapiąc się przez ogrmoną szklaną ścianę słuchałeś jedynego radia księzyca, gadającego nieustannie, o stanie zachmurzenia, 'nachmurzenia" , i o deszczach, popijąc przy tym miejscowe drinki. A prognozy zmieniały sie nieustannie. Nie raz kosmolot już prawie ruszał, ale gwałtowny wzrost zachmurzenia i opadów opóżniał lot, a ludzie wraz z turystami krzemiakami wracali liniowymi busikami aleją Turtlego do miasteczka, oczekując radiowych komunikatów w jedynym radiu księżyca, i wydając w knajpce ostatnie tytanowe płacony.Nie raz też poznałeś tam małżeństwo kwarcaków z dzieciakami poruszające się na swoich wózkach nawet w pomieszczeniach. [dopiero w czasie snu kwarcaki "schodziły" z wózków] i dowiedziałeś czegoś o ich życiu.







Obie cywilizację uważał jednak za dziwaczne.
Na przykład takie kwarcaki nie miały zupełnie poczucia rzeczywistości. Siedząc na przykład w kanjpce na księżycu Saturna zabiawiali sie w różne zazwyczaj dziecęce gry pochodzące z innych planet. Albo wspólnie śpiewały ziemskie piosenki, w rodzaju
"mam huste cz ke ka rbo wa ną wszy s tkie cz tery ro gi..."
lub "my je ste śmy kra sno lu dki ho psa sa hop sa sa...."
uważając że świetnie sie bawią. Dobrze też się czuli ze względu na panujące na księżycu zapachy. Zapachy te maskowały natruralne zapachy jakie wydzielały ich organizmy przez oddech, powiedzmy że niezbyt przyjemne dla większości ludzian.


Tajne Bractwo Noża, Sztyletu i Trucizny

Ziemianie dla odmiany, po drugiej wojnie atomowej, pod koniec któej Indie, Iran i Chiny zaczęły walczyć ze sobą, ludzie zmienili się bardzo i zzdziczeli. Na planecie zostało niewiele. Ocalał Kraków, Delhi, kilka małych miasteczek w Tybecie oraz Szanghaj.Ludność germańska rawie całkiem wymarła, a ci którzy pozostali przy życiu , podobnie jak słowacy, czesi, węgrzy i włosi, oraz ludy południowo i wschodnio słowiańskie połączyli się i wymieszali z polakami. W ten sposób powstała Wielka Pogania, ciągnąca się od Renu po Ural. Na południu grecy doszli aż po Afganistan, i ganiczyli tak jak kiedyś z Indiami.Na planecie funkcjonowały cztery obowiązkowe języki, polski, grecki, sanskryt i jeden z dialektów chińskich. Wylały rzek i zmieniły swoje koryta. A morze wchodziło w wielu miejscach w głąb kontynetu i to znacznie. Przemutowali się też ludzie. I po jakimś czasie powstało kilka odrębnych ras, nie mogących się krzyżować ze sobą.
Niemniej większość ziemian pozstałych przy życiu wyemigrowała. Zasiedlając jako koloniści liczne planety w naszej galaktyce.
Razem z nimi emigrowali też bojownicy podziemnego ruchu walki z kolektywizmem. Po drugiej wojnie atomowej wielu ziemian za głównego winnego atomej zagłady uznało kolektywne ideologię dążące do konfliktów zbrojnych.Bojownicy postanowili więc zniszczyć wszystkie kolektywne systemy polityczne panujące w galaktyce.
A w każdym kosmolocie mógł lecieć taki bojownik podziemnego ruchu i śledzący lub ścigający go przedstawiciele służb państw w których rządziły partie kolektywne. Komunizmy lub socjalizmy bankowe, naukowe i religijne, albo rasowe.
Wtedy też dochodziło często do śmiertelnego starcia bojowników z tajniakami, lub jakimś ważnym dygnitarzem kolektywnego rządu. Nieraz już bowiem znajdowano ciało martwego polityka leżącego na podłodze w łazience, albo posadzce ubikacji kosmolotu. Zwykle zasztyletowanego lub otrutego.Bojownicy uchodzili za mistrzów podstępu noża, sztyletu i trucizny, i w ogóle uchodzili za mistrzów skrytobójczych morderstw.A martwe ciało polityka leżało bezwładnie w kałuży krwi Pocięte i podziurawione nożem.




całe opowiadanie znajdziesz tu