wtorek, 4 stycznia 2011

alternatywne wersje historii

Witam.
Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i z ciekwości wrzuciłem kilka fotografii jakie pokazałem -między innymi- wczoraj na stronę internetową. W wersji xhtml [htm] i html
Przy okazji znajduję sie na nich kilka opowiadań które otagowałem jako "alternetywne wersje historii". Przyznam że nie przepadam za tagowaniem ale jakoś muszę podczas procesu kreowania stron nazywać je, opisywać, oraz dodawać słowa kluczowe

Obie można sobie zobaczyś i porównać
strona w wesji htm
i
stronka w formacie html
Oczywiście do przeglądania stron i czytania opowiadań Zapraszam


Aha. Przy okazji link do mojego blogu na onecie art.xx.pl

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Podsumowanie roku

Witam ->



W drugiej połowie roku ruszyłem z fotografią i kreowaniem stron i to mi się najbardziej rzuca w oczy. Jeśli chodzi o fotografie to zacząłem ostrzej jechać od maja podczas mojego pobytu nad morzem na południu Anglii -gdzie wybrałem się żeby podkurować troche zdrowie.
W kreowaniu stron chciałem podszkolić się w j.s. ale jak to w życiu bywa idziemy czasami w jednym kierunku po tylko żeby w pewnym momencie skręcić gdzieś indziej. Tak też stało się ze mną. Najbardziej zaciekawił mnie XHTML Od jakiegoś czasu także próbuję uzdatnić flasha i połaczyć go z witryną klasycznego typu -tak by pominąc problemy z indeksowaniem, czasem ładowania sie strony, i jego wagą, oraz w przypadku braku wtyczki przez ogladającego -co ważne- żeby zbytnio nie "ucierpiał" i nie był pozbawiony znacznej części strony witryny.
Pisać mozna by dużo, o rzucaniu nałogu i nawyku nikotynizmu. O kilku filmach jakie zrobiłem tego roku. O "Gandzia ku" i jego opowieściach, o "Dziennikach Emigranta", i innych moich pracach. O muzyce electro jakiej słuchałem i pośrednich typu dubstep, minimal, etc.
Życzenia noworoczne składałem już na moim blogu fotograficznym więc tam zapraszam

Przy okazji LINKOPEDIA bibliopedia może ktoś znajdzie coś ciekawego dla siebie z tego co napisałem tego roku!

czwartek, 30 grudnia 2010

środa, 29 grudnia 2010

Wielki Brat Monopoli -ilustracje



Wielki Brat Monopoli.
Zaczęło się niewinnie. Najpierw były te wybuchy wulkanów na Wenus. I zaraz po nich, zaledwie kilka dni później pojawiły się jakieś dziwne plamy na Jowiszu. Naukowcy oczywiście udawali że niczego takiego nie widzą. Dopiero informacje jakie przedarły sie do publicznej wiadomości dzięki internetowi, sprawiły że ludzie mogli się o wszystkim dowiedzieć. Nic dziwnego że politycy i ci którzy za nimi stoją tak bardzo chcieli zdelegalizować internet, a przynajmniej choć trochę ocenzurować go. Cenzurze nadając nową treść. Oczywiście "słuszną" i "szlachetną". Większość jak zwykle i tak by w ich oszustwa uwierzyła. Jak zwykle, i po raz kolejny. Ponieważ czasami odnosi sie smutne wrażenie że większość niestety nie myśli..



Gdy tylko wrócili do swojego niewiekiego domu, a właściwie mieszkania w małym dwupiętrowym betonowym i prawie kwadratowym szarego koloru bloku, natychmiast, nawet nie zdejmując butów ani kurtki, wziął do ręki książkę i zaczął ją nerwowo czytać. Robił tak zawsze kiedy chciał się uspokoić. A więc podszedł szybko do pólki z książkami. Książek na niej leżało bardzo niewiele, zaledwie tyle ile można było po usłyszeniu dzwonka albo gwałtownego stukania do drzwi zapakować szybko do plecaka, a następnie spróbować jeszcze uciec przez okno. Mieszkali zaledwie na pierwszym piętrze, i nie było by to zbyt trudne.



Leżała tam na półce między innymi "Księga Upadłych Cywilizacji", "Ksiega Ruin", i jeszcze kilka. Jak by po niego przyszli wrzucił by je razem z płytkami do małego czarnego plecaka i wyskoczył przez okno, myślał.
Wybrał tą druga i zaczął czytać po chwili zapomniał o wszystkim, zapomniał nawet o herbacie czekającej na niego w kuchni, którą zrobiła Ea, a która w miedzyczasie stygła i robiła się coraz bardziej zimna, zapomniał nawet o kolacji. Co bardzo denerwowało czekającą na niego w kuchni Eę.


zapytała Ea, wchodząc bezszelestnie do pokoju - a konkretnie chodzi mi kochanie o to czy są własnością siebie samych - skończyła stojąc niepewnie w drzwiach, patrzac na niego - Dlaczego mnie o to pytasz Ea? Odpowiedział odkładając książkę na łóżko grzbietem do góry, tak aby mógł wrócić łatwo do czytania kiedy tylko rozmowa pomiędzy nimi dobiegnie końca - No bo widzisz myślałam że to jest takie oczywiste, nawet dla ludzi mało rozgarniętych, ale dziś rano na targu kiedy robiłam zakupy, wywiązała się rozmowa, i zauważyłam że te moje poglądy, właściwe przecież, nie są wcale takie oczywiste, przynajmniej nie dla wszystkich.




Wstał rano, dokładniej dziesięć po dziewiątej, a że od lat był bezrobotny, jak wiekszość ludzi na planecie, to nie musiał się donikąd śpieszyć. Dzień typowy i prawdopodbnie nie należy oczekiwać niczego nadzwyczajnego. Na żadną z wysłanych info-netem aplikacji znowu nie uzyskał odpowiedzi, wysyłał tego na setki, do każdej z możliwych firm, a do niektórych chyba nawet i po kilka. Następnie zajrzał do alter-netu podziemnej sieci miejskiej nazywanej skrzynnką czarnej rewolucji, którą rozpracować chciały służby od lat, a ona wymykała im się. W alter-necie nic specjalnego nie było, skrzynka pocztowa, portal z ogłoszeniami, podziemna stacja muzyczna i forum. Władze podejrzewały że ludzie z alternetu nadają za pomocą kosmicznej stacji radiowej z jakiejś odległej planety. Wnioskowały to po czasie ile trwało wysłanie sygnału dzwiękowego i jego powrocie na ziemię. Ale czas też się zmieniał. Być może więc piraci nadawali z jakiegoś starego statku wędrującego po bezmiarach kosmosu, jaki zakupili za grosze od armatora z innej galaktyki. Wylogował sie, ponieważ zbyt długie korzystanie z altera było niebezpieczne, bo oni mogli cię namierzyć. Umył się, przebrał, potem zrobił sobie kawę. W miedzyczasie zauważył że nie ma Ey, pewno gdzieś wyszła -pomyślał, chyba robi zakupy na targu.



Potrafił więc grzebać zarówno w urządzeniach mechanicznych jak i elektronicznych. A z części znalezionych na złomowisku za miastem zbudował między innymi maszynę do produkcji prądu. Maszyna dawała prądu na tyle żeby starczyło im na gotowanie, i ogrzewanie domu. Co ciekawe nie hałasowała wcale i chodziła naprawdę bardzo cicho. jednak głównym konstruktorem maszyny deszyfrującej byla Ea, a dzięki jej wiedzy zarówno z psychologi jak i fizyki ten aparat zwany przez nich także maszynką prawdy mógł powstać.On śpieszył sie bardzo bo czas pierwszego ataku partyzantki miejskiej po latach przerwy zbliżał sie nieuchronnie. Wsparcia miała im udzielić grupa cyberataku "Kościuszko", uderzając wcześniej na system komputerowy miasta i paraliżując go całkowicie. Oni mieli uderzyć na budynek w którym mieściło sie centrum zarządzania systemów szpiegujących ludność. Dwa lata zajęło im to, to czyli namierzanie miejsca gdzie obiekt się znajduje. Atak mial być przeprowadzony w sposób tradycyjny z udziałem bomb niszczących i zapających własnej roboty





czytaj dalej tu

ilustracje do opowiadania BluSkaj Finkers i Maszyna Umysłu इलुस्त्रच्जे

Witam. spróbowałem zilustrować kilkoma fotografiami własnego autorstwa moje opowiadanie "BluSkaj Finkers i Maszyna Umysłu"

Chodził nerwowym krokiem po kuchni, i myślał. Pierwszy wyglądał jak żaba która przed chwilą wyskoczyła ze śmietnika. Ani śladu elegancji i dobrego smaku nie było w jego ubraniu, wyglądzie ani i w nim samym. Mało tego, on wyglądał jakby całe życie spędził grzebiąc w osiedlowym śmietniku lub śpiąc w przydrożnym rowie pośród łopianowych liści. Oprócz beznadziejnego wyglądu, Pierwszy słynął także z tego, że przedstawiciele innych krajów klepali go zazwyczaj po plecach. O czym też z zachwytem opowiadał godzinami swoim współpracownikom. Którzy, hm, musieli go niestety słuchać. Do tego udając przy tym wielkie zainteresowanie, a jeśli chodzi o tych którzy chcieli awansować musieli nawet nieszczerze go podziwiać i udawać zachwyt.

Najwięcej pieniędzy mogli wyciągnąć poprzez heglowskie socjalne państwo. Ono się do tego najlepiej nadawało. Było wielką maszyną ssącą, było maszyną wypijającą krew z większości wyzyskiwanego społeczeństwa. Z biednych ciężko pracujących w pocie czoła ludzi. Demoniczną Maszyną Wampiryczną -jakbyśmy mogli ją nazwać. Bo wypijającą krew. Nie dlatego że lubili socjalizm i etatyzm, ale dlatego że się do tego świetnie nadawał. Jakby Heglowska Maszyna Zła była do tego celu stworzona i pomyślana. W głębi duszy tak naprawdę pogardzali bardzo socjalizmem i heglizmem, uznając heglizm za ideologię dla ubogich umysłem i leniwych. Oni chcieli być panami siebie samych! - Żadnych cudzych bogów przede mną. Ja jestem centrum mojego świata i nikt inny - mawiali do siebie. Chwilami zdawało się że życie w tym kraju jest już niemożliwe. Tyle było sztucznych i pustych a pozornie wielkich ideii zajmujących prawie całą przestrzeń. Kiedy na przykład szedłeś ulicą to wydawało ci się nieraz że jest od nich w powietrzu aż duszno. Że powietrze aż gęstnieje i oddychając nim dusisz się i dławisz.

Jak było? Z pewnością zapytacie. Przeciw Łopianowemu Królowi czyli Pierwszemu, i jego beznadziejnym rządom wystąpił pewien z pozoru szalony młody naukowiec. No dość młody. I nie dlatego że uważał się za jakiegoś szlachetnego buntownika walczącego ze złem świata. Napisałem przecież że polityka go specjalnie nie interesowała. O nie! Tak nie było. Było zupełnie inaczej. Zwyczajny nieudacznik nie potrafiący się poruszać po coraz bardziej skomplikowanych zaroślach życia. Mnożących się z każdym dniem utrudnieniach i przepisach ustanawianych przez starzejące się coraz bardziej i przybywające na wadze i siwiejące wraz z upływem lat Wielkie Psy, Tłuste Koty i Grube Ryby. One przecież czuły za plecami zdyszane i przepełnione nienawiścią oddechy wykluczonej konkurencji. Czuły ślepy gniew.

Rewolucja internetowa obalała też przy okazji rządy. Internauci obalili je mając dość skorumpowanych i zdemoralizowanych polityków pasożytujących na ich ciężkiej pracy i odbierających im ich wolność. Naprawdę zmietli je z powierzchni ziemi
- Nie chcemy już państw ani politycznych struktur kontroli - mówili do siebie podczas licznych rozmów jakie przeprowadzali ze sobą w sieci - ponieważ wiemy że po drugiej stronie granicy żyją ludzie podobni do nas - Oczywiście rewolucja miała charakter dosyć pokojowy, i w wielu miejscach planety nadal istnieją jeszcze państwa. Jedne są wielkości zaledwie łupiny od orzechów, inne całkiem duże, i nawet opętane nadal paranoją heglizmu. Internauci tworzą też konstytucję planety. Planetarna Konstytucja jest z założenia bardzo prosta

Hobo obudził się nagle. Spojrzał na stojące na stoliku owoce, ...i wiedział nad czym będzie pracował. Zadzwonił o ósmej rano do Berlina do nieprzytomnego jeszcze Mahhomeda Shwartza i powiedział mu że rezygnuje z roboty jaką ten mu znalazł. Mahhomed trochę po znajomości poprzez agencję w której pracuje znalazł mu pracę przy sortowaniu owoców na farmie. Następnie zadzwonił też do Hansa Abdulla aby tą wiadomość potwierdzić. Hans naturalnie był wściekły. Jeśli chciałeś znależć jakąś robotę sezonową przez agencję to chodzić musiałeś na kolanach czasami całymi miesiącami. I jeszcze robili ci wielką łaskę. Hobo to był przecież nikt, zwyczajny włóczęga. I tak by przecież zresztą tam nie dojechał. Autokary stały zaparkowane w bazach firm przewozowych bo całe Niemcy obchodziły święto powrotu nauk Proproka, a skażenie środowiska było tak duże że samoloty miały zakaz lotów...

czytaj dalej tu

wtorek, 28 grudnia 2010

wojny transhumanistów कोनिएक रोकू

Koniec roku. Koniec sezonu.

Na koniec roku prezentuję fotografię którą zatytułowałem "Koniec sezonu" Nie ukrywam że bardzo ją lubię. Jesli się nie mylę to ktoś wcześniej wykonał podobną, i zdaje się że na podczas festiwalu w Cannes. Moją wynokałem latem albo późną wiosną tego roku na południu anglii.
Przy okazji: zrobiłem kilka stron w formacie xhtml jedna z nich: wejdź i zobacz tu
i nowy -drugi- adres tego bloga nowy, drugi adres tego bloga

Aha i nowy adres starego bloga nowy adres bloga z onetu

Oczywiście jako człowiek praktyczny postanowiłem sprawdzić jak by wyglądały te zdjęcia jako ilustracja do któregoś z moich opowiadań, i postanowiłem wykorzystać do tego celu "Wojny transhukmanistów" chociaż mają swoją iliustrację -do której zalinkuję na końcu wpisu. Dobrze do rzeczy.
Powiem krótko. Zbudowali metro z Krakowa do Katowic, a następnie zrobili drugą nitkę biegnąca z Krakowa aż do centrum Warszawy. Potem nitki podziemnej kolejki miejskiej poszły jeszcze dalej. Podziemna kolej dochodziła aż do Zakopanego na południu, a Trójmiasta i Sopotu na północy. I Szczecina na północnym wschodzie Mogłeś więc podjechać metrem nie wysiadając po drodze ani razu, na przykład na małą wycieczkę w góry lub nad morze, by leżąc wygodnie na plaży powdychać trochę morskiego powietrza, delektując się przychodzącymi od morza zapachami, no i oczywiście jodu. Mogłeś też wyskoczyć potem, kiedy leżnie na piaszczystej plaży znudziło wam się, na zakupy razem z żoną i dziećmi, do wielkich magazynów handlowych urządzonych w ogromnych halach dawnych kopalń. Do tych ogromnych centrów przyjeżdżali na zakupy całymi rodzinami ludzie z Europy a nawet z Azji.Tam kretowisko miast było największe, a przekopane podziemne tunele dochodziły z Katowic aż do Frydka, Opawy i Ostrawy. Złośliwi śmieli się że robotnicy nie wiedzieli kiedy skończyć.

Złośliwi śmieli się że robotnicy nie wiedzieli kiedy skończyć. Naprawdę było jednak inaczej. Podczas wielkiej wojny sprzęt po wszystkich stronach konfliktu został prawie całkiem zniszczony. Zostały jedynie rakiety i samoloty. Walka toczyła się więc w powietrzu. Wcześniej ogromne spustoszenie czyniły spadające na Ziemię kosmiczne śmieci. Przelatujące przez układ słoneczny komety zostawiały sporo tego dziadostwa za sobą, a trochę tych resztek upadało niestety i na ziemię. Do tego doszedł jeszcze przelot tej dziwnej planety. Katastrofa za katastrofą. I ogromne skażenie atomowe po trzeciej światowej wojnie. Całe miasta schodziły wtedy pod ziemię. Tragedia wcale niestety nie obudziła ludzi.

Zamiast zastanawiać się jak zaradzić problemom i pomóc uciekinierom, oni wywoływali konflikt zbrojny za konfliktem. Zupełnie tak jak gdyby instynkt samozagłady gatunku chciał dopełnić reszty i skończyć to czego nie zrobiły katastrofy. Najpierw wybuchały wulkany na północy i południu kontynentu. W Islandi i we Włoszech. Samoloty na długo przestały latać, odpoczywając sobie wygodnie w hangarach. Jednak kiedy pył w końcu opadł, a resztki fruwającej w powietrzu lawy nie niszczyły już silników i ich turbin, maszyny mogły wznieść się znów w powietrze. I zaczęły ostrożnie się wznosić. Najpierw powoli, niby pierwsze ptaki wypuszczone z Arki Noego. Żeby rozeznać teren. Rozpoznać go.

Wtedy też powstał ten dziwny kult wulkanów, wymyślony przez naukowców. O ludzie mówię wam! Czego to można nie wymyśleć! I następnie wmówić to innym. Oni wymyślili że Matka Natura gniewa się na ludzi, a objawia to poprzez wybuchy wulkanów. Zagniewany wulkan wysyła do atmosfery popiół i w ten sposób karze nas za technologiczne ekscesy. Szkoda że ci głupcy przesypiali lekcje historii w szkołach, i nie mają pojęcia jak środowisko niszczyły stare średniowieczne miasta. Jaki smród wydobywał się z nich. W każdym razie powstała ta zwariowana Sekta Wyznawców Wulkanów. W niektórych regionach zachodniej Europy zwanej europostanem lub europostanią, wyznawcy dziwacznego kultu osiągnęli nawet większość. I tam gdzie przeważali, wszelka aktywność technologiczna i przemysłowa aby udobruchać matkę ziemię i wulkany ustała praktycznie do zera. Żyjący tam ludzie cofneli się praktyczne o parę stuleci w rozwoju...
dalej czytaj tu

sobota, 25 grudnia 2010

Zagłada w domu O. -opowiadanie




Prywatność? Tak, ale ściśle kontrolowana, i to nie przez jakichś pożal się Boże cywili ale przez wykwalifikowane kadry -mówił przedstawiciel administracji rządowej. Podniósł się z łóżka i powolnym ruchem ręki przełączył stację - dziś na lotnisku odbędzie się uroczystość przywitania ciała naszego żołnierza które własnie przybyło z misji. W tym ważnym dla nas momencie okażmy proszę szacunek - apelował czytając wiadomości radiowe spiker. Miłość do ciała, szczególnie martwego -to przypadłość w naszym kraju ogólnie znana, myślał, tak jak i zresztą miłość do cmentarzy, chorob, klęsk i cierpienia. Zjawiska nie będę komentował ponieważ jest rzeczą powszechnie wiadomą, natomiast chciałbym napisać parę słów o tak zwanej misji. Otóż jak wiemy słowa często zmieniają znaczenia i w czasach kiedy były wypowiadane oznaczały co innego, niż mordowanie ludności cywilnej przez żołnierzy, i zrzucanie bomb na domy pod gruzami których ginęły kobiety i dzieci. Być może to nic nowego i „misjonarze" podczas ekspansji robili tak i wcześniej -w co bym się wcale nie zdziwił. Niemniej w dzisiejszych czasach jakaś część mieszkańców naszej planety znowu dawała się nabrać na propagandę płynącą z mediów głównego strumienia i wierzyła w jakąś misję po rozpoczęciu której w Afganistanie -co ciekawe i dziwne znacznie wzrosła produkcja narkotyków.
Mówili jeszcze o dopalaczach i o tym że w Bydgoszczy dwaj młodzi ludzie w wieku szkolnym poczuli się źle po zażyciu dopalaczy -bo zabolał ich brzuszek i w związku z tym prezydent miasta postanowił zakazać ich sprzedaży. Ilu młodych ludzi w Bydgoszczy lub sąsiednich miastach takich jak na przykład Grudziądz, Toruń czy nawet bardziej odległy Gdańsk albo Włocławek ma problemy zdrowotne po wypiciu większej ilości alkoholu czy też nawet zjedzeniu zbyt dużej ilości jedzenia -tego prezydent nie powiedział. Więc nie zakazują sprzedaży alkoholu? Może zakażą. Wracając do dopalczy. Jak się okazało problemy po zażyciu dopalaczy mają uczniowie którym nie chce sie po prostu iść do szkoły. Czyli taki nowy sposób na wagary. W południe dowiedzieli się wszyscy że podobne problemy mają także uczniowie we Włocławku. Swoją drogą to szalona walka z dopalaczami sprawia że ich producenci wynajdują nowe różniące się w minimalny sposób od zakazanych już wcześniej, i co oczywiste nie mając czasu na ich dokładne sprawdzenie i przetestowanie wprowadzają je szybko na rynek.
Następnie minister Sikorski stwierdził że jeden z bardziej znanych polityków opozycyjnych a konkretnie J. Kaczyński jest na proszkach ponieważ powiedział w delikatny sposób zresztą jak wyglada sytuacja geopolityczna Polski. Każdy zresztą kto zauważał rosnącą dominację rosyjsko-niemiecką w Polsce podczas wyjątkowo nieudolnych rządów T. i B. K. stawał się niejako z automatu oszołomem lub moherem a ten który bezkrytycznie i bez refleksyjnie przyjmował największe bzdury jakimi karmiły go "usta władzy" czyli prawie wszystkie stacje telewizyjne i radiowe -oraz istniejące jeszcze papierowe gazety- stawał się "wykształconym młodym z dużego miasta". Niemniej coraz więcej młodych i wykształconych naprawdę widziało że ich ukochany kiedyś rząd nie ma najmniejszego zamiaru poszerzać sfer wolności, a wręcz przeciwnie chce je pomniejszać -a zapatrzonych w nich wyborców ma dokładnie "gdzieś". Co jeszcze usłyszał -a właściwie to przeczytał już poźniej w internecie- bo stacje radiowe na takie nie wygodne tematy raczej milczały. Więc przeczytał że policjanci zakatowali na śmierć jakieś chorego człowieka na śląsku. Tłukli biedaka pałkami dotąd aż ten zmarł. Ostatnio coraz wiecej było takich informacji. A to w Jarosławiu pobili ciężko jakąś dziewczynę wracającą do domu, a to w Bydgoszczy podobno zgwałcili i pobili dziewczynę. Wyglądało na to że rząd stracił całkiem władzę nad policją i nie radzi już sobie z niczym. Policjanci na Śląsku zostali zatrzymani za nielegalny handel bronią, a w Płocku oskarżeni o brutalne gwałty na prostytutkach.

I sam nie wiedząc nawet kiedy zaczął przypominać sobie różne historie z lat wczesnej młodości, kiedy jako uczeń szkoły średeniej pojechał na początku lat osiemdziesiątych latem nad morze. Konkretniej do Sopotu, i zatrzymał się na kepmingu na Kamiennym Potoku. Siedząc niedaleko recepcji przysłuchiwał się rozmowie pracującego tam człowieka z młodymi ludźmi. Alkoholik o sinej twarzy i przekrwionych oczach tłumaczył im że policjani oczekują od niego żeby wskazywał im podejrzanych a następnie wczesnym rankiem kiedy ich oprawadzał po polu namiotowym wchodzili do ich namiotów żeby ich kontrolować -budząc o piątej nad ranem. Alkoholik wkazał widać i jego namiot bo pewnego dnia nad ranem obudzili go i nieprzytomnego zaczęłi legitymować i sprawdzać zadając mu przy okazji wiele pytań.
Wydarzenie z przeszłości posłużyło w jego wyobraźni jako impuls i po przypomnieniu sobie pierwszej "przygody" niby połączony ogniwami łańcuch zaczęły z jego niepamięci wychodzić następne i kolejne -i wynurzać się na powierzchnie aby znowu zaistnieć. Najpierw "miła" przygoda z policją w Sopocie -rok albo dwa lata później- kiedy zabrali mu spodnie moro, żeby prawdopodobnie następnie je sprzedać a on musiał paradować po plaży w krótkich spodenkach. I o tym jak został zatrzymany w Dąbrowie Górniczej gdy jechał w odwiedziny do znajomego. W parku położonym nieopodal budynku policji dostał, kilka pałek, co prawda lekkich ale zawsze.

No dobrze rozgadałem się jednak, a chciałbym powrócić do tematu opowiadania, a nie mnożyć w nieskończoność wynurzenia bohatera. No więc zacznę od tego że miałem a nawet do tej pory mam obawy czy powinienem o tym pisać, Sprawa pomimo upływu lat jest jeszcze świerza a rodzina O. żyje w poczuciu tragedii z powodu utraty syna. Jednak przeważył argument znajomości miasteczka i związane z nim wspomnienia z lat młodości i jednej z wielkich miłości jego życia.
Koniec pierwszego fragmentu.
plik w formacie
html




piątek, 24 grudnia 2010

strony w formacie xhtml

Wykorzystując chwilę wolnego czasu próbowałem wykonać kilka stron w formacie xhtml. Niestety z powodu małych problemów nie w "open ofisie" jak to robię zazwyczaj ale przy pomocy "core edytora" w wersji testowej
podstronka Exell
oraz tu

środa, 22 grudnia 2010

Gandziak i Złota Rybka

Gandziak i złota rybka [ i refleksje rodzinne jakie go naszły w związku ze zwiedzaniem cmentarza podczas robienia porządków przed tak zwanym dniem "Wszystkich świętych" Czyli w ostatnich dniach października ]

W pewnym momencie nie wiadomo skąd Gadziak przypomniał sobie historyjkę o rybce, co zepsuło mu nastrój na cały dzień. Historyjka faktycznie nie była zbyt przyjemna, a jej korzenie sięgały daleko do dzieciństwa Gandziaka. Przejdę do rzeczy i zacznę opowiadać żeby zbytnio nie zanudzać czytelnika. Ojciec Gandziaka trzymał sobie kilka hodowlanych rybek w małym akwarium. Akwarium było jak to http://www.blogger.com/img/blank.gifakwarium ani szczególnie wyjątkowe i duże ani marne. Takie zwykłe bardzo przeciętne akwarium. Pewnego wieczoru przyszedł nieżle wstawiony, co mu się przyznać trzeba dosyć często zdarzało i zaczął nerwowo kręcić się w okolicy swojego akwarium -stojącego w małym pokoju który sam zamieszkiwał. Potem poszedł do kuchni po słoik, i szybko tak żeby nikt tego nie zauważył... dalej czytaj tu plik
strona html
w formacie txt
w formacie pdf

niedziela, 19 grudnia 2010

maszyna kwantowa -dziura w czasie fragment szósty


witam!
fragment szósty mojego opowiadania "Dziura w czasie" zatytułowany "Maszyna kwantowa" dostępny jest tu na czarnym tle i na białym tle z czarnymi napisami zapraszam tu
przy okazji przypominam o moim blogu z fotografiami fotografie podróże