Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czasoprzestrzeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czasoprzestrzeń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 listopada 2010

dziura w czasie




fragment opowiadania

Najpierw zapanowała w państwach europejskich dyktatura, następnie przyszła po niej kolej na monarchię. Wiele spustoszenia uczyniła postawa amerykanów i europejczyków w walce z ekstremizmem. Po prostu zlekceważyli ich a nie ma nic głupszego niż lekceważenie przeciwnika. Powiedzcie mi proszę co może być gorszego od lekceważenia przeciwnika? Mówię wam przegrywacie już na starcie. Skończyła się też epoka wielkiej złotej wolności. Czasy przeszłe bowiem bez względu na opinię jaką im wydamy były co tu dużo gadać czasami złotej wolności w porównaniu z tym co się działo potem. Rabunek ciężko pracujących ludzi po inwazji wzrósł jeszcze bardziej, a zarówno chrześcijanie jak i ateiści stanowiący wtedy większość w europie poddani zostali nieludzkiemu wprost terrorowi. Naprawdę to terror się dopiero zaczął. W krajach które nie dały się podbić fanatykom nie było dużo lepiej. Strach grup rządzących o utratę władzy, sypiąca się w cholerę skrajnie nie wydolna socjalistyczna gospodarka, groźba załamania systemów emerytalnych -które siłą kiedyś przejęły władze wszystkich europejskich państw- a do tego nieskończenie duża liczba kretów ryjących od środka i niezwykle destruktywna w swoim działaniu piąta kolumna wroga. Zapanowały więc czasy krwawego terroru a człowiek który wymyślił powiedzenie - po pacyfistach przychodzą ludożercy - gdyby oczywiście żył mógłby powiedzieć - widzicie, a nie mówiłem wam? Marna to jednak byłaby dla niego satysfakcja, wszechobecna bieda, ba skrajna nędza będąca udziałem większości, następnie choroby, głód -a jakby tego było mało to i skażenie radioaktywne po kobalcie c300, brudnych bombach, zanieczyszczenie spowodowane bronią chemiczną użytą w czasie konfliktów no i masa nieznanych wcześniej bakterii wypuszczonych na wolność podczas trzeciej wojny nazwanej później światową. Jeżeli by więc w tamtych czasach żył to by nad smutnym losem naszej cywilizacji raczej zapłakał i nie ucieszył się z tego że miał rację. Ekstremiści poruszali się wprost z niezwykłą szybkością w głąb europejskiego terytorium. Po trzykroć niechaj będzie przeklęty Bismarck mówię, i ci wszyscy którzy przyczynili się do upadku naszej cywilizacji. Mówię wam niech będą przeklęci! Przeklęci bądźcie wy wszyscy którzy znacie prawdę a żyjecie w kłamstwie, i utrzymujecie w nim innych! Nie mam bowiem współczucia dla czynienia zła. To przez nich musieliśmy opuścić naszą planetę aby ocalić życie. I udać się w nieznane. Czy tam w ogóle jeszcze żyją ludzie? Lata temu wędrowcy z innego statku odebrali jakieś sygnały radiowe z Polski, a parę miesięcy później z Indii -a więc może ktoś to koszmarne piekło jednak przeżył.
czytaj dalej tu

wtorek, 3 sierpnia 2010

Cyberlandia





-zwana tez “cyberprzestrzenią”

albo nawet czasolandem



Wnuczek Józefa zapamiętale serfował w przestrzeni internetu słuchając przy tym swojego ulubionego kawałka piosenki "Personal Jezus", w genialnym wykonaniu Johniego Casha.
Internet stał się na tyle popularny i wciągający ze zaczęły powstawać cybernetyczne rodziny, miasta, i partie polityczne, jak na przykład popularna w Holandii Partia Lewicowych Lesbijek, i Biseksualna Chadecja, powstawały też cybernetyczne religie i cybernetyczne małżeństwa, a ludzie przestali praktycznie wychodzić z domu.
Tajne służby na początku patrzyły podejrzliwie i nieufnie, ale wkrótce zdały sobie sprawę że inter jest zaledwie namiastką i erzacem życia, więc skrycie wspierały ten nowy ruch, chociaż publicznie krytykowały, ale w sposób umiarkowany [stworzyli wirtualne państwo i wewnętrzne światy umysłu i niech tam sobie żyją, -mawiali do siebie pracownicy informacji]
Dla potencjalnie niebezpiecznych nazywanych przez służby 'Dużymi Mózgami, albo "Dużymi Głowami" miały przygotowane rozwiązania, istniały więc strony, portale i fora a nawet blogi widziane tylko z miejsc w których "duża głowa" bywała, a duże głowy mają to do siebie że nie lubią zbyt dużo bywać i ruszać się ponad miarę, więc specjalnych problemów nie było.



Duże głowy spędzały czas a nawet poświęcały swoje życie na wymyślaniu i propagowaniu nowych poglądów politycznych, filozoficznych, i ekonomicznych których poza pracownikami służb i kilkoma znajomymi jeśli tacy się trafili, nikt nie czytał.
Ale zdarzało się że pracownicy bezpiecznej informacji uznali ze jakaś idea może się przydać, i podrzucali odpowiednio dopracowane skrypty swoim ludziom, aby ci je puszczali w obieg. Oni też uznawani byli za prawdziwych twórców poglądów, a cały net był pod kontrolą, jak to się mówiło na politycznych salonach “porządek panuje w necie', a było to po stłumionym buncie “netarian:' jakiś czas temu.
Trzeba przyznać też że wolność w necie była i tak większa od wolności jaką mogła zaoferować netarianom rodzina lub środowisko, a służby nie ingerowały jeśli poglądy użytkowników nie były niebezpieczne dla państwa. Netarinie tymczasem osiągneli taki poziom życia w świadomości umysłu ze niektórzy podobno, jak w książce Snerga-Wiśniewskiego zaczęli przenikać przez monitory a potem pasmostrady i przenosić się w ten sposób w inne miejsca odwiedzając na przykład przyjaciół lub netową dziewczynę. inni znowu mieli doświadczenia Żywego Czującego Wszechświata, a że idea umysłu-netu-netostrady świetnie pasowała do buddyjskich teorii dotyczących świadomości i realności świata, neterianie chętnie się nimi inspirowali jak też i praktykowali medytacje buddyzmu zen, -wyjątkowo korzystną dla higieny psychicznej, pod warunkiem że zastosuje się ją z umiarem -jak mawiali
Krążyły też pogłoski ze netarianie uczestniczą w jakichś inicjacjach z Bractwem Tajemnej Ewangelii św. Marka, i zaczytywali się do upadłego Ewangelia św. Marii Magdaleny- co już akurat było prawdą

Kiedy to się stało pierwszy raz nikt ni pamięta, w każdym razie zaczęli tworzyć alternatywny wirtualny świat, nazywany też wirtual-landią, ze swoimi wirtualnymi, tam istniejącymi naprawdę pieniędzmi i systemem walutowym, konstytucją i prawodawstwem, a było ich coraz więcej i coraz rzadziej powracali do realu
Aż niektórzy przestali wracać i dla otoczenia w tak zwanym realnym świecie znikali. Niektórych nawet poszukiwała policja.



A służby choć dość szybko złamały kody dostępu do "aun" [autonomicznego netu] to jednak do świata wirtualu nie mogli się przedostać, tak naprawdę jeśli któryś z nich wierzył w tamten drugi świat, nie przyznawał się do tego publicznie.
W wirtualnej przestrzeni zaczęły rodzic się pierwsze dzieci, a mieszkańcy cyberpaństwa nawiązywać zaczęli pierwsze kontakty z sąsiadami.
okazało się bowiem ze w tej samej sferze o krok prawie od nich jest wymiar przestrzeni umysłów świata bogów, interesujących się abstrakcyjnymi teoriami filozoficznymi i nauką, a nieco dalej świat doskonałych smaków i zapachów, także ze sfery bogów, zaraz za nimi boskie światy poetów i muzyków.
Od mieszkańców tych subtelnych światów , a właściwie wymiarów przestrzeni umysłów, dowiedzieli się że istnieje świat nazywany duchowym niebem, który jest jednocześnie stacją węzłową łączącą się z innymi światami zaczęli więc bywać u sąsiadów....
Pewnego dnia znikł i wnuczek Józefa, -na początku wszyscy myśleli że wyjechał do kuzynów do Wojeracy, a gdy rodzice zadzwonili do kuzynów wieczorem okazało się że go tam nie ma. Pomyśleli więc że może jest u kolegi w Rózancie, ale tam też go nie było. Uznali że pewno uciekł z domu i włóczy się po świecie, jak tysiące młodych ludzi w jego wieku.

A potem o nim zapomnieli...

środa, 28 lipca 2010

Komputerowa dusza

Komputerowa dusza

albo świadomośc zamieszkująca czasoprzestrzeń
-według Clarka

[czyli duch w maszynie, ale nie De la Metra]



Arysto chodził po pokoju i rozmyślał, rozmowa ze Żbikiem nie dawała mu spokoju.
Sam pomysł na jaki wpadł wydawał mu się ciekawy, ale czegoś jeszcze w nim brakowało. -Może napiszę opowiadanie fantastyczne, bo na teorię naukową to za mało- myślał. Niby już się zrobił wieczór, i minęło kilka godzin od ich rozmowy i Żbik dawno temu wyszedł z jego domu, a klimat i atmosfera pozostały, w postaci śladów jakie po sobie zostawił. -Już wiem- rozmyślał -napiszę tak: W czarnych dziurach niby w głębokich studniach jakby ukrytych przed światem, na samym dnie wszechświata, mieszczą się światy alternatywne i są niedostępne dla nas. Przynajmniej dopóki żyjemy. Ale, ... pewnego razu wybrała się ekspedycja złożona z kilku statków kosmicznych aby zbadać wnętrze jednej z nich. Oczywiście większość już znikła na samym początku wyprawy, krążąc dookoła czarnej dziury, a inne zostały wciągnięte w jej bezmiar, i zamieniły się w długaśną gumę do żucia, rozciągniętą do granic możliwości.
Ale jednemu z nich, ... udało się jakimś cudem dolecieć na samo dno czarnej dziury i nawet wylądować. Dzięki temu, mogli dowiedzieć się, co się dzieje wewnątrz nich. Otóż nie działo sie tam nic szczególnego. Czarne dziury były jedynie kosmicznymi studniami w których mieściły się inne światy i wymiary świadomości. Jedne z nich zawierały w sobie kosmiczne piekła, tam właśnie gdzie wylądowali. Od istot żyjących w czarnej dziurze będącej w istocie piekłem, dowiedzieli się że są inne miejsca i wymiary świadomości we wszechświecie. A jeden z przebywających na dnie studni człowiek gdzie pokutował za swoje winy, opowiedział im historię o pewnej niezwykłej i tajemniczej planecie. Inne studnie pełniły funkcję tak zwanych “studni pamięci” , gdzie była zmagazynowana pamięć komórkowa i atomowa określonych wycinków wszechświata. Jeszcze inne były studniami czasu, a dokładniej korytarzami czasu, albo wylęgarniami, nowych form życia.
Oto ona, to znaczy historia o tajemniczej i niezwykłej planecie opowidziana przez człowieka o imieniu Czarli, a podaje ją w wielkim skrócie.

Krótka opowieść Czarliego
Odłożyłem swoje księgi i pisma na półkę, a przynajmniej te które ocalały, bo przez parę tysięcy lat, musicie mnie zrozumieć , czy chcecie tego czy nie, trochę można zapomnieć. Z największym żalem odłożyłem PROBLEMATA PCHYSICA Arystotelesa, moją ulubioną pracę, głaszcząc delikatnie jej brzegi oprawione w dobry gatunek skóry.
Więc było tak:
Pewna forma życia, na jednej z planet rozwinęła się tak bardzo, że nie potrzebowała już materialnych form do istnienia. Rozwinęła się zarówno w sensie technologii jak i rozwoju duchowego. Krokiem milowym było dla nich odkrycie maszyny czasu. Dzięki maszynie czasu cofnęli się w przeszłość i wysłali ekspedycję na Ziemię w poszukiwaniu archaicznych form życia. Tam a dla nas tu, odkryli w jednej z bibliotek prace Artura Clarka dotyczące świadomości zamieszkującej czasoprzestrzeń. I wtedy jeden z uczestników wyprawy o imieniu Mieszko, krzyknął głośno:
-eureka!, dowódco Bojsławie! musze wam powiedzieć, że właśnie odkryłem lekarstwo na chorobę gnębiącą naszą cywilizację, i chyba nawet przetrwamy-
- Dałby Bóg Całego Kosmosu, -odpowiedział mu kapitan Bojsław.

O co chodziło? I jaki problem nie pozwalał istnieć i rozwijać się cywilizacji na tamtej planecie? Z pozoru śmieszny i głupi, a naprawdę niezwykle poważny. Otóż pewien gatunek pleśni rozprzestrzenił się tak bardzo, że zagrażał w swojej ekspansji wszystkim formom żywym na planecie, opartym na białku..
Rada planetarian jaka zebrała się w stolicy największego państwa planety, postanowiła że ich cywilizacja przeniesie się na inny wyższy poziom bytu. Na początku używając do tego maszyn, a potem kiedy osiągnie bardziej wysublimowaną formę istnienia zacznie działać i żyć jako czysty byt nie potrzebujący do swojego istnienia materii. Powszechne głosowanie wszystkich wolnych mieszkańców planety poprzez planetnet zaakceptowało ten pomysł. A zarówno libertarie planety, jej zależności, i podległości, jak i państwa, oraz wolne księstwa, których było jeszcze kilka, poparły pomysł.

Ach, śmieszne to były czasy , oni nie wiedzieli, że przedstawiciele wszystkich religii na Ziemi, i to od tysięcy lat, a może i na innych planetach robili to od dawna. Robili to chrześcijanie chcący uwolnić się od materii i przejść na wyższą formę istnienia. Robili to buddyści w jaskiniach Tybetu, i wyznawcy odwiecznej religii Bon, zwanej starym buddyzmem wywodzącej się z miasta Buddy Krakocziego czyli z Krakowa. Robili to także i europejscy prasłowiańscy poganie.


Śmieszne, ludy nazywane prymitywnymi, wierzyły w istnienie, a może nawet widziały nie posiadające formy bóstwa. Widziały albo przynajmniej "czuły" Pana Świetego Prawa Świętowita, potężnego Swarożyca i Trygława, albo Dewalele, Dewanne, i Żywię .
Bardziej “rozwinięte” wierzyły w istnienie tak zwanych „bytów” Wisznu i Sziwy, a współczesna nauka po tylu latach, w tym i poświęconych na wyśmiewanie się z dawnych zabobonów, przyjmuje możliwość ich istnienia, nazywając ich "świadomościami" żyjącymi w czasoprzestrzeni. .
Zaczęli wprowadzać ducha do maszyny. Duch w maszynie to zjawisko niebezpieczne, bo może
uczynić spore spustoszenia w świadomości ludzkiej. To znaczy rozwijając poziom życia technicznego, cywilizacja może zapomnieć całkiem o duchowości, o sztuce, filozofii, i religii. Na szczęście dość szybko spotkali się z takimi cywilizacjami i zobaczyli że nie tędy droga. Owszem najpierw pragnęli wprowadzić ducha do maszyny,

”tchnąć ducha w maszynę”

jak to nazywal.. To znaczy wprowadzić świadomość do maszyn informatycznych i komputerów. Potem były próby przeniesienia w jakiś sposób świadomości ciężko chorego człowieka do komputerowej maszyny. Oczywiście nie od razu, bo najpierw taki człowiek który zgodził się na eksperyment był całkiem poobkładany elektronicznym żelastwem i podłączonym do czego tylko się dało. W pewnej chwili okazało się że żelastwa i plastików jest już więcej niż biologii, i materii organicznej ludzkiego białka. Przybywało plastików i żelaza, a dzięki najgroźniejszym przestępcom jakim za udział w eksperymentach darowano karę śmierci, [a musicie wiedzieć że jedynym miejscem w galaktyce gdzie kara śmierci została zniesiona jest Ziemia, z czego śmieją się i z jej prawa galaktyczni sąsiedzi]

Spotykali też i innych, którzy na przykład eksperymentowali ze związkami krzemu i węgla, albo z wirusami komputerowymi. budując na ich bazie sztuczną inteligencje wirusy miały się stać podstawą KOMPUTEROWEJ DUSZY
Pojawiały się i przeszkody, natrafili bowiem na niezwykle agresywną grupę planet tropiących inne formy życia wyznawców zasady darwinizmu społecznego jak to oni sami siebie nazywali. Zajadle ci galaktyczni rasiści* uznający jedynie białkową formę życia zwalczali krzemowęglanowców, i krzemowców, oraz maszynoidy, czyli świadomości mieszkające w maszynach
zarówno z rodziny transcendentnych jak i ruchomych.

Potem dzięki swoim skanerom wpadli na ślad czasoprzestrzennych bytów. Skanery które ich tropiciele posiadali w oku wykrywały także i te formy bytu. Do tego stopnia byli uciążliwi że świadome istności musiały niejako umierać i odradzać się w innych formach zwykle materialnych ciałach jako wojownicy i tą drogą okrężną walczyć z galaktycznymi rasistami. Wojna trwała trzysta gwiezdnych lat.
Następnie prowadzili wojny z tak zwanymi bytami zamieszkującymi czasoprzestrzeń ale do przetrwania i przeżycia potrzebującymi energii psychicznej innych istot. Wiadomo nie od dziś że ułomni i z psychiczną skazą, czerpią siłę i moc z zastraszania słabszych lub bardziej wrażliwych od siebie istot.
Kontrolowanie innych i zniewalania ich dusz daje im moc, czyli są demonami. Ale w przypadku tych istot było inaczej, one żeby przetrwać musiały, po prostu naprawdę musiały żeby istnieć pobierać energię psychiczna innych. Do tego celu stworzyli w naszej drodze mlecznej kilkaset farm hodowlanych”. Czyli skolonizowali psychicznie ich mieszkańców tak że oni nawet o tym nie wiedzieli. Jednak okazało się że aby żyć potrzebują coraz więcej energii, i zabrali się za próby skolonizowania i podporządkowania sobie, inne wyższe formy życia, w tym i te z czasoprzestrzeni.

--------------------------------------
*nazywani też naukowymi rasistami, albo darwinistami społecznymi. Znani byli między innymi z tego ze wprowadzili wyższość zasady użyteczności i publicznego dobra a także "demokracji" nad jednostką, rodzina i mniejszą społecznością ludzką. Dzięki temu mogli prawnie usankcjonować eugenikę i eutanazję, zabijając już ludzkie płody w łonie matki. Wprowadzili też nową naukowa religią będąca w istocie zbiorem pseudonaukowych bredni skostniałych i śmiesznych poglądów, podważanie tych dogmatów było zakazane, i dzięki temu miedzy innymi przegrali
ponieważ zahamowali postęp techniczny i rozwój nowych technologii w dziedzinie zbrojeń. Bo wykazanie błędów w ich sposobie myślenia okazało się niestety niezwykle trudne