Pokazywanie postów oznaczonych etykietą libertarianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą libertarianizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 sierpnia 2010

wojny transhumanistów




-opowiadanie

Pewnego dnia Wielkie Psy i Tłuste Koty po raz kolejny dogadały się ze sobą. Zawsze tak robią kiedy czują że potrzebują wspólnie działać. Pływające jak zwykle pod wodą, i nie lubiące niepotrzebnego rozgłosu Grube Ryby, nie miały nie miały nic przeciw temu. Mało tego, uważały że mogą na tym zarobić jeszcze trochę więcej. Powiem krótko. Zbudowali metro z Krakowa do Katowic, a następnie zrobili drugą nitkę biegnąca z Krakowa aż do centrum Warszawy. Potem nitki podziemnej kolejki miejskiej poszły jeszcze dalej. Podziemna kolej dochodziła aż do Zakopanego na południu, a Trójmiasta i Sopotu na północy. I Szczecina na północnym wschodzie Mogłeś więc podjechać metrem nie wysiadając po drodze ani razu, na przykład na małą wycieczkę w góry lub nad morze, by leżąc wygodnie na plaży powdychać trochę morskiego powietrza, delektując się przychodzącymi od morza zapachami, no i oczywiście jodu. Mogłeś też wyskoczyć potem, kiedy leżnie na piaszczystej plaży znudziło wam się, na zakupy razem z żoną i dziećmi, do wielkich magazynów handlowych urządzonych w ogromnych halach dawnych kopalń. Do tych ogromnych centrów przyjeżdżali na zakupy całymi rodzinami ludzie z Europy a nawet z Azji.Tam kretowisko miast było największe, a przekopane podziemne tunele dochodziły z Katowic aż do Frydka, Opawy i Ostrawy. Złośliwi śmieli się że robotnicy nie wiedzieli kiedy skończyć. Naprawdę było jednak inaczej. Podczas wielkiej wojny sprzęt po wszystkich stronach konfliktu został prawie całkiem zniszczony. Zostały jedynie rakiety i samoloty. Walka toczyła się więc w powietrzu. Wcześniej ogromne spustoszenie czyniły spadające na Ziemię kosmiczne śmieci. Przelatujące przez układ słoneczny komety zostawiały sporo tego dziadostwa za sobą, a trochę tych resztek upadało niestety i na ziemię. Do tego doszedł jeszcze przelot tej dziwnej planety. Katastrofa za katastrofą. I ogromne skażenie atomowe po trzeciej światowej wojnie. Całe miasta schodziły wtedy pod ziemię. Tragedia wcale niestety nie obudziła ludzi. Zamiast zastanawiać się jak zaradzić problemom i pomóc uciekinierom, oni wywoływali konflikt zbrojny za konfliktem. Zupełnie tak jak gdyby instynkt samozagłady gatunku chciał dopełnić reszty i skończyć to czego nie zrobiły katastrofy. Najpierw wybuchały wulkany na północy i południu kontynentu. W Islandi i we Włoszech. Samoloty na długo przestały latać, odpoczywając sobie wygodnie w hangarach. Jednak kiedy pył w końcu opadł, a resztki fruwającej w powietrzu lawy nie niszczyły już silników i ich turbin, maszyny mogły wznieść się znów w powietrze. I zaczęły ostrożnie się wznosić. Najpierw powoli, niby pierwsze ptaki wypuszczone z Arki Noego. Żeby rozeznać teren. Rozpoznać go.

Wtedy też powstał ten dziwny kult wulkanów, wymyślony przez naukowców. O ludzie mówię wam! Czego to można nie wymyśleć! I następnie wmówić to innym. Oni wymyślili że Matka Natura gniewa się na ludzi, a objawia to poprzez wybuchy wulkanów. Zagniewany wulkan wysyła do atmosfery popiół i w ten sposób karze nas za technologiczne ekscesy. Szkoda że ci głupcy przesypiali lekcje historii w szkołach, i nie mają pojęcia jak środowisko niszczyły stare średniowieczne miasta. Jaki smród wydobywał się z nich. W każdym razie powstała ta zwariowana Sekta Wyznawców Wulkanów. W niektórych regionach zachodniej Europy zwanej europostanem lub europostanią, wyznawcy dziwacznego kultu osiągnęli nawet większość. I tam gdzie przeważali, wszelka aktywność technologiczna i przemysłowa aby udobruchać matkę ziemię i wulkany ustała praktycznie do zera. Żyjący tam ludzie cofneli się praktyczne o parę stuleci w rozwoju. Ale wracając do wojny. Kiedy więc prawie cały sprzęt został zniszczony a pozostały jedynie samoloty wojna toczyła sie głównie w powietrzu. I tak to nie miało większego znaczenia bo życie od czasów tych kosmicznych deszczy przeniosło sie głównie do podziemi. Ludzie budowali nowe bloki wchodząc coraz głębiej w ziemię. Wcześniej wykorzystywali podziemne garaże i adaptując je jako mieszkania. Na górze stały takie rozwalające się wraki a
a pod ziemią toczyło się życie. Ludzie tak polubili życie pod ziemią "w studniach" jakby byli do tego stworzeni, a na powierzchnię wychodzili z niechęcią. Jedynie wtedy kiedy naprawdę musieli. Wydrążyli podziemne tunele, zbudowali podziemne sklepy i fabryki, oświetlone sztucznym światłem. No i podziemne kolejki. W jednym ze śląskich miast wybudowano wieżowiec sięgający sto pięter w głąb ziemi. Czasy kiedy ludzie chwalili sie wysokością wieżowców minęły, teraz chwalili się na ile budowle sięgały w głąb ziemii. Nazwali go Król Piastowicz Pierwszy. Na cześć jednej ze śląskich drużyn piłkarskich. Pod ziemią było także cieplej niż na powierzchni. Gdy tam panowały zimne temperatury pod ziemią było cieplej, i dla odmiany chłodniej niż w upalne letnie dni. Klimat na Ziemi, od czasów przelotów tych dziwacznych komet bardzo się zmienił [ na innych planetach też, a nawet jeszcze bardziej]. Do tego stopnia że po katastrofie klimat na Wenus gdzie przeniosło się na początku niewielu smiałków uchodził za bardziej umiarkowany od ziemskiego. Ludzie latali tam chętnie na wczasy aby delektować sie Wenusjańskim czystym powietrzem i pięknymi Wenusjańskimi krajobrazami. Lecz niektórzy uparci osiedleńcy, mieszkali tam na stałe tworząc małe społeczności.

Oprócz Ziemi, i Księżyca -na którym wybudowano z jakiegoś przezroczystego tworzywa ogromnych rozmiarów kopułę i pod nią mieszkali ludzie oddychając pompowanym do niej sztucznym lecz strawnym dla ludzi powietrzem- no i oczywiście Wenus, przez ziemian zamieszkane były także małe krążące wokół słońca satelity. Czyli stare statki kosmiczne, porzucone, a dokładnie podrzucone przez "obcych" Nie potrzebowali już ich obcy bo były dosyć stare, i nie wiedzieli co z nimi zrobić, więc porzucili je w Układzie Słonecznym traktując go jako śmietnisko galaktyki. Jednak przydały się, bo w niektórych statkach mieszkało nawet po kilka setek ludzi. Żyli normalnie a kiedy dochody pozwalały wybierali się mniejszymi kosmolotami na wycieczkę na Wenus, Ziemię albo Księżyc czy inne stalelity. Największy porzucony przez obcych obiekt miał prawie wielkość Księżyca. Obcy wydrążyli go w środku eksploatując kopaliny, a potem może chcieli uczynić z niego jakąś swoją bazę przeładunkową. Po drodze doszli jednak do wniosku że się im to nie opłaca i zostawili pustą planetkę pomiędzy Ziemią a Wenus. Mieszkało tam prawie sto tysięcy ludzi! Na samym początku istnienia koloni, bo potem ich liczba wzrosła do miliona. Pozostawiony przez obcych sprzęt wykorzystywali ludzie do pracy, a że technologia obcych była bardziej zaawansowana od ziemskiej to i towary produkowane przez nich były dosyć nowoczesne i drogie, a oni żyli sobie całkiem nieżle. Kwitła także turystyka. Skorupę pierwsi osiedleńcy nazwali Pradła Nowe. Dlaczego? Chyba dlatego że pierwszy człowiek który stanął na jej powierzchni nazywał się Dobrogniew Pradło i pochodził z Kutna albo Koluszek. Na skorupie dominował język polski, oprócz tego był w użytku chiński i włoski, chociaż sporo mieszkańców pochodziło także z Indii i ameryki południowej. Największe miasto Pradła, Dewanna, liczyło sobie pięćset pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców.
Kto pierwszy uciekał do podziemi, lub na Wenus, Księżyc, albo Pradło i do porzuconych starych statków kosmicznych. Emigrowali ci którym na Ziemi nie było najłatwiej. Ludzie z krajów w których było duże bezrobocie lub przeludnienie. Bezrobotni i ci którzy uważani byli za margines kulturowy pierwsi zakładali kolonie i ustallali na nich nowe prawa. Więc sytuacja odwróciła się. Na satelitach jak je czasami ziemianie nazywali zwyciężył wolnościowy transhumanizm. I Satelity stały się pewnego dnia całkiem niezależne od Ziemi. Potwierdziła to Pierwsza Wojna Planetarna podczas której w stronę satelit wystrzelono z Ziemi kilka rakiet, i nastepnie w odwecie z Księżyca wystrzelono rakiety w stronę Ziemi. Oczywiście żadna z rakiet nie osiągnęła celu, lecz w kosekwencji niezależność Satelit uznana została przez Ziemian. Inaczej było już podczas II Wojny kiedy to po obu stronach stanęły znaczniejsze siły. Mieszkańcy satelit byli jak wspomniałem wyznawcami wolnościowego transhumanizmu, a że podejrzewali ziemskie imperia o agresję i chęć ekspansji dzięki różnego rodzaju sztuczkom, rozmnożyli się bardzo. Wystarczy wspomnieć że przeciętna mieszkanka satelit podczas porodu rodziła zwykle czwórkę dzieci. Pięcio i sześcioraczki nie były wcale czymś nadzwyczajnym! W tej sytacji jednym z najważniejszych zajęć mieszkańców satelit było wychowanie dzieci. I tak większość roboty wykonywały za nich automaty. Ziemianie kiedy przybywali pierwszy raz do Satelit na początku dziwili się widząc rodziny złożone z szesnastu, dwudziestu lub nawet większej ilości osób.
Ta przewaga nad ziemianami objawiała się nie tylko w przyroście naturalnym ale i w innych dziedzinach życia. Jako że byli wyznawcami wolnościowego transhumanizmu używali przeróżnych metod mogących poprawić ich inteligencję, siłę fizyczną, samopoczucie i zdrowie. Na początku zdziwienie ziemian budziła już ich molekularna kuchnia. Kuchnia satelit zrywala bowiem całkiem z ziemskimi przyzwyczajeniami. Jeśli szukałeś w niej ziemniaków albo chleba to mogłeś się poczuć zawiedziony. Kuchnia satelitarian opierała się głównie na sokach owocowych i warzywnych, minerałach, i przeróżnych związkach metali. Podobnie było z nawykami. Mieszkańcy satelit nie leżeli godzinami przed tvi, wpatrując się bezmyślnie w ekran. Oczywiście oglądali wiadomości w telplanie, ale więcej czasu spędzali w internecie. Nie było tam ogromnych portali prasowych ale raczej fora, i w związku z tym ich internet przypominał bardziej dawny ziemski telefon z pierwszej połowy dwudziestego wieku. W ogóle ich życie było całkiem inaczej ułożone od ziemskiego. Dominował osąd użyteczności. Jeśli błękitne szyby dobrze działały na psychikę gospodarzy to instalowali je sobie w domach. Podobnie oświetlenie. Generalnie wszystkie osiągnięcia nauki i techniki zarówno Satelitarnej jak i ziemskiej brane były pod uwagę.

Wojna transhumanistów

Czasami nic bardziej się nawzajem nie nienawidzi niż dwie podobne do siebie rzeczy lub idee. Kiedyś wzorcowym tego przykładem była na Ziemi wojna dwu heglowskich tyranii, które w pewnym momencie rzuciły się sobie do gardeł. Tu najwiekszą niechęć do siebie żywiły Socjalistyczna Republika Ludowej Transhumani i wolnościowi transhumaniści z satelit. Dla tych ostatnich socjalizm transhumanów był zaprzeczeniem ideii prawdziwego wolnościowego transhumanizmu, a dla pierwszych ten drugi wielkim zagrożeniem ponieważ ideii transhumanizmu używali jedynie do tego by bardziej jeszcze kontrolować swoich poddanych. Podzielili ludzi na grupy przydzielając im stosownie do zaszeregowania litery i cyfry. Stosownie do ich przydatności w procesie produkcyjnym. Inni nazywali to rasizmem pracowniczym. Oczywiście to wszystko było dla dobra ludu pracowniczego. To jak i ich chora idea.
Zapanował więc rasizm pracowniczy. Niezdolnych do wydajnej pracy likwidowano potajemnie pod pozorem wysyłania do domów opieki. Na głównych placach rozpadających się miast stały dumnie pomniki Lenina, Marxa, Engelsa i Darwina z maksymami w rodzaju

niech umacnia się socjalizm transhumanistyczny, w trosce o dobro mrówczego pracowniczego ludu i idei wielkiego kosmicznego mrowiska.

Zwykle podczas wolnego dnia, a zdarzały się nawet i takie, pracownicy spędzani byli pod pomniki gdzie musieli się modlić, oraz składać kwiaty i dziękczynne akty "prorokom". Modlitwom przewodzili przodownicy pracy a nad wszystkim czuwał najwyższy "Top Banana" stojąc z notesem w dłoni nieco z boku pomników i przypatrując się uważnie zgromadzonym. Oczywiście nazywanie przez nich swojego szefa "Top Banana" było co najmniej nie na miejscu. Na koniec uroczystości TB wykrzykiwał - złóżcie dzieciaki mrówczaki dziękczynne ofiary twórcom wielkiej idei - i pracownicy posłusznie podchodząc po kolei pod pomniki idoli składali pokłon przed "ojcami założycielami" soclandii. Socjalistycznej transhumani nienawidzili jeszcze bardziej jej sąsiedzi z wolnorynkowych komun. Tak zwani wolnorynkowi komuniści. Z nimi także soctransi toczyli wojny. Wojny z Satelitami toczyły się na ich terytorium, bo niby jak mieli by się dostać na satelity kiedy nie mieli nawet kosmicznych rakiet? Ba! Oni nie mieli nawet pożądnych samolotów. Zaledwie jeden stary rozklekotany i ledwo dyszący śmigłowiec, którym podróżowali dostojnicy po osadach coraz mniejszego państewka składając wizyty gospodarskie w pracolandiach. Pracolandię czyli zakłady pracy z przybudówkami zwanymi także mrowiskami, w których mieszkali zatrudnieni w nich ludzie. Zresztą dzieki temu że większość kraju już została odbita z rąk soc transów podróżować nie musieli za wiele.
To jednak jeszcze nie wszystko, bo na większości terytorium środkowego zachodu graniczącego prawie z socami trwały konflikty religijno etniczne pomiędzy arabskojęzyczną ludnością chrześcijańską i niemieckojęzyczną ludnością wyznania islamskiego. Jedni i drudzy usiłowali narzucić innym swój język, religię i obyczaje.

Kiedy Hobo przyleciał satelit, po wielu latach na ziemię nie spodobało mu się to*.Wiele rzeczy mu się na naszej planetce podobało. Sczególnie zaś polubił podziemne metro i miasta w starych nieczynnych kopalniach węgla. Zwiedzał je co najmniej przez kilka dni. Na początku Brzeszcze, Lubiąż i Chrzanów, potem Jaworzno, Rybnik i następnie Racibórz. Na koniec przyszła kolej na ogromny wieżowiec w Gliwicach. Jeżdził także kolejką do Zakopanego i Sopotu. W kolejce, będącej przecież tak naprawde metrem, przerobili kilka wagonów na sypialne. I jadąc z Zakopanego do Sopotu mogłeś całą drogę wygodnie przespać. W Zakopanym wywiercili otwór w samym środku góry, zdaje się że Gubałówki albo Giewontu, i windą w kilka sekund wjeżdażałeś na jego szczyt. Hobo wjechał windą na szczyt góry i podziwiał piękne widoki. Potem kolejką linową zjechał na dół. Nikt go tu nie poznał lub nie pamiętał. Może nawet o nim prawie nikt nie wiedział. Na Ziemi nie stał się sławny, a wiele już lat temu wyjechał na Satelity i tam się osiedlił. W Sopocie dla odmiany kolejak zajeżdżał prawie nad samo morze. Wysiadałeś i do mola albo na plażę miałeś zaledwie sto metrów. Jego misja na Ziemi dobiegała końca. Soc transi mieli pod sobą zaledwie kilka małych gmin i ich dni były policzone. Wyzwalane przez partyzantów tereny przyłączały się do Satelit. Walka trwała krótko i toczyła się oprócz partyzantki wspieranej biotronami walczącymi po stronie satelit i wolności a blaszakami, de fakto krzyżówkami ludzi i zwierząt z robotami. Transsoce tak przerobili pod koniec wojny wielu swoich poddanych pod kątem ich przydatności dla rządzących kast że bardziej stawali się robotami i maszynami niż istotami ludzkimi. Były więc maszynoidy ludzkie produkowane i modyfikowane do walki albo do pracy czy też do pilnowania "owczarni". Owczarze czyli strażnicy nie byli pasterzami, ale pilnowali jedynie dla nich trzodę pracowniczą nazywaną przez nich w ich żargonie "pracakami". Niestety, a może na szczęscie niewiele im to pomogło. Armia soctransów nie miała żadnych motywacji do walki, choć na początku była czterokrotnie liczniejsza, bardzo szybko poddawała sie i przechodziła na stronę przeciwnika.
Do Satelit przyłączały sie także kolejne miasta. Pierwsza była Łódż, następnie Skarżysko, Delhi i Szanghaj. Hobo widząc że nie ma nic do zrobienia na Ziemi, a jego misja została wypełniona odleciał pierwszym kosmolotem na Satelity. Wracał do siebie, do domu.
---------------------
*nikt prawie nie wiedział że Dobrognie Pradło to jego pseudonim, i że to on właśnie przybył na skorupę pierwszy

Wojny Satelit przeciw matriarchalnym komunistkom, czyli komutriksom



Wojny Satelit przeciw matriarchalnym komunistkom, czyli komutriksom

opowiadanie

W komunistycznym matriarchacie który miał być receptą na wszystkie bolączki świata nic nie było jasne ani pewne. I z tego też zdawało by się banalnego powodu, komunistyczny matriarchat nazwany został "enigmą". Enigmą pisaną z małej albo też z dużej litery. Prawie cała planeta uległa tej histerii. Bo przecież miało być tak dobrze. Pierwszy raz świat miał powstać zupełnie całkiem z ludzkiej głowy. Miał zostać wymyślony. Stworzony na obraz i podobieństwo ludzkiej myśli*. Tak jakby ludzie chcieli żeby był, a nie taki jaki jest. I tak jak sobie zamarzyli żeby było. Guru matriarchatu został oczywiście mianowana Engelsa. Od początku nie podobało się to mieszkańcom rozrastających się ciągle satelit. Do satelit przyłączyła się już wtedy Ziemia i kilka zamieszkałych planet z sąsiednich układów gwiezdnych. Prawa kosmosu są takie jakie są, i próby ignorowania ich zwykle nie przynoszą ludziom dobrych skutków. Satelity poszły w swoim rozwoju technologicznym znacznie do przodu. Wystarczy powiedzieć że Perpetum Mobile Drugiego Rzędu było tam powszechne już od co najmniej kilku dziesięcioleci. Ilość, i łatwość produkowanej taniej energii sprawiała że prawie wszyscy ludzie, którzy oczywiście chcieli, mogli się zająć pracami nad wynalazkami co się bardzo na satelitach opłacało. Bo można było na tym całkiem nieźle zarobić. Zarobić w elektronicznej walucie na którą były przeliczane wszystkie systemy monetarne będące tam w obiegu. I co ważne wymienić jak się chciało na złoto, platynę, srebro albo kamienie szlachetne. Lub nawet molid tak poszukiwany w całej galaktyce. Bez zbędnego napięcia rozmyślać sobie i kontemplować nad prawami przyrody, studiować albo zajmując się wymianą towarów pomiędzy planetami i układami gwiezdnymi, czyli galaktycznym kupiectwem. Czyli każdy tam robił co chciał.

W Enigmie na początku komunizm miał być wolnościowy. Oparty na grupach dobrowolnych konkurujących ze sobą komun. Natomiast niechętni mogli żyć nadal swoim życiem, niejako z boku i poza. Ale to tylko na początku tak było. Bo niedługo po, najpierw siłą presji i perswazji, następnie restrykcji, i ograniczeń a potem i represji, prawie wszyscy dołączyli się do Enigmy. Prawo komutriksu robiło się coraz bardziej surowe i dogmatyczne. Szczególnie zajadle ścigany był tak zwany rewizjonizm naukowy, a tych którzy mieli odwagę podważać lub kwestionować naukę czekał nie wesoły los, bo zabierano ich do tak zwanych obozów poprawy. Właśnie zakonspirowana grupa młodych naukowców podważająca naświętszy dogmat nauki planetarnej czy Drugą Zasadę Dynamiki pod pozorem krzewienia ideii komunizmu matriarchalnego zgłosiła się na ochotnika w podróż na Satelity. Na początku młodzi zbuntowani spiskowcy chcieli obalić dogmatyzm panujący w filozofii i nauce planety, lecz uznali że to nie ma sensu i zrezygnowani postanowili uciec. Oczywiście gdy tylko wysiedli na Wenus od razu zamiast nauczać poprosili o azyl, i azyl taki natychmiast otrzymali. Satelitarianie po raz kolejny odesłali z powrotem na planetę starszawy dosyć i pordzewiały kosmolot. Nie było to wcale śmieszne, a ludzie ci nie należeli do tchórzy. Kilku śmiałków zostalo już przecież na planecie spalonych za to że śmieli publicznie zanegować II święte przykazanie termodynamizmu [czyli po naszemu II zasadę termodynamiki] Mogliby jeszcze co prawda odwołać swoje blużnierstwa, lecz gdyby nie kwestionowali także przymusu badań medycznych pracowników komun. Na tajnym zebraniu Wielcy Kapłani Ludu wspólnie z Demokratycznym Kolektywem Nadzoru Roboczego, ubrani i ubrane jak zwykle w kolorowe sukienki i z pomalowanymi ustami, uchwalali wyroki. Niby wyroki wydawała wyrocznia, ale nikt w to naprawdę nie wierzył. Płonął więc stos a kapłana z surowym wyrazem twarzy odczytywał wyrok

- W imię Wielkiej boga, która stworzyła świat cały! Największy i bez miary.
W imię tej o bracia, która stworzyła naukę i medycynę oraz humanizm ekonomiczny i ekonomię humanistyczną na dziejowej drodze rozwoju ludzkości do komunizmu i matriarchatu! I nakazała stosować ich owoce, brać też czynny udział w przymusowych badaniach medycznych i szczepieniach. Abyś ty bezduszny potworze nie blużnił więcej przeciw niej, i nie grzeszył ochydnie już więcej przeciw niej - tu zawiesił na chwilę głos, po czym dodał - skazujemy ciebie na karę stosu. Bo tak powiedziała boga, poprzez usta wyroczni -
w tym momencie odzywały się dżwięki werbli, a zgromadzeni licznie ludzie obrzucali złoczyńców kamieniami i złorzeczyli im. I wyglądało to mniej więcej tak - czy wiesz głupcze co by się stało gdyby druga zasada dynamiki przestała działać! Ty skończony idioto - mówił jakiś skrajnie pobudzony i agresywnie wyglądający jegomość w stronę skazańca, stukając się jednocześnie pięścią w czoło. Lub - Nie po to nam boga przekazała naukę abyśmy ją szargali ty durniu, a może jesteś także przeciw przymusowi szczepień a nawet za dobrowolną wymianą usług pomiędzy ludżmi jak jakieś ostatnie wyrzutki. No powiedz! Przyznaj się ty durniu - krzyczał w jego stronę starzec bezczelnie wpatrując się w twarz oczekującego każni biedaka. Skazany potwornie zmęczony procesem, niewyspany i spragniony, marzył tylko o jednym żeby jak najwcześniej umrzeć i odrodzić się w jakimś bardziej sensownym miejscu. Ponieważ tak się składało że większość kwestionariuszy planety wierzyła także w wędrówkę dusz. Co do kolorowych sukienek, zwyczaj ten został przejęty z Polandii gdzie ludzie z grupy kierującej krajem na swych tajnych spotkaniach spotykali się ubrani w kolorowe sukienki i z umalowanymi ustami. Dlaczego? Nie wiadomo. Archeologia kosmiczna milczy na ten temat. Przewertowałem wiele ksiąg w ogromnej bibliotece w Dewannie i nie znalazłem niestety nic. Nic co mogło by chociaż przybliżyć motywy takiego postępowania. Nie napisałem jeszcze że w matrialchalnej ekonomi obowiązywał tak zwany element dobra. Chciałbym jednak zaznaczyć że dobro pojmowane było w tamtych czasach dość specyficzne, to znaczy że kojarzyło się raczej z tchurzostwem, lenistwem, bezmyślnością i opieszałością a nie właściwym czyli "dobrym" działaniem.

System i kultura planetarna były w swoim okresie póznojesiennym, jeśli tak można powiedzieć. I przypominała przejrzałą gruszę, jeszcze co prawda nie zgniłą ale już przejrzałą. Wszystko rozpadało sie powoli i stopniowo, lecz ludzie jakoś żyli i radzili sobie tak jak tylko potrafili. Pech jednak chciał że pewnego dnia wylądował na planecie statek kosmiczny, a podczas lądowania pilot zostal ranny. Niestety pilot zostali uwięziony, on i cała jego rodzina. Żona i trójka dzieci. Mało tego, dzieci i żona stały sie zakładnikami a pilot musiał wykonywać polecenia pod grożbą utraty życia jego rodziny. Miał ich wozić na planety z misją. Jak to oni mówili - z dobrą nowiną - Mieli latać na planety i propagować idee komunizu matriatchalnego. Na jednej z planet natrafili na komunistyczny patriarchat. Komunistyczny patriarchat to wcale nie była taka śmieszna sprawa jak mogli niektórzy przypuszczać. Kosztem wielu ograniczeń w dziedzinie konsumpcji, rozwinęli bardzo przemysł militarno zbrojeniowy. Pracowali nad bronią klimatyczną, magnetyczną i laserową.
Kiedy nastąpił wzrost zainteresowania przemysłem zbrojeniowym wojskowi podstępnie przejęli władzę nad komuną. Zewnętrznie, bo wewnętrznie rządziły tajne służby. Jednak największym problemem kompatru był niestety brak kobiet. Politykę urodzeniową prowadzili w taki sposób że rodzili się prawie sami chłopcy Jak mogli o czymś tak ważnym jak kobiety zapomnieć? Ano mogli. Ktoś w ministerstwie zapomniał. W kommatrii zapomnieli także, bo tam rodziły się prawie same dziewczynki. Chlopców i mężczyzn używano do najcięższych i najbardziej podłych prac. Na początku po wymianie i zbadaniu próbek genetycznych nawet chcieli się wymieniać brakującymi dziećmi. Lecz jedni uważali że dziewczynki są cenniejsze od chłopców, a drudzy że chłopcy. Potem nastąpił między tymi dziwnymi społeczeństwami konflikt. Wyobrażcie sobie społeczność złożoną prawie wyłącznie z kobiet, albo prawie wyłącznie z mężczyzn. Patriarchowie postanowili za uczynione im zniewagi zniszczyć matriarchów, a dokładnie matriarchanki. I przepełnieni gniewem niby dawni grożni bogowie, polecieli w tym celu na planetę kobiet.

Pewnego pięknego dnia przyleciały też na Satelity matriarchanki. Chciało by się powiedzieć: niestety. Przyleciały w tym swoim jedynym statku kosmicznym. Niestety, ale nie dla satelitarian. Oni byli przygotowani i czekali na takich nieproszonych gości. Matriarchanki wypakowały gdzieś w Wenusjańskim lesie pięćdziesięciu żołnierzy czyli wszystkich z pierwszego transportu, i potem poleciały po następnych. Latały tak chyba ze cztery razy. Oczywiście dowódcą całej grupy i jej zastepcą były kobiety. Kobiety były dowódcami drużyn, tak zwanych dziesiątek i plutonów. Jak to w komunizmie bywa wszyscy są równi lecz niektórzy sa równiejsi. Więc w tym wypadku kobiety były równiejsze. Bitwa w wenusjańskim lesie trwała bardzo krótko, i potraktowana została przez satelitarian jako rodzaj manewrów wojskowych. Oczywiście w wyniku tej potyczki nie zginął nikt, choć kilku matriarchan zostało rannych. Resztę wzieli do niewoli. Głodni, zmarznięci i zmęczeni żołnierze poddali sie bardzo szybko. Natomiast grupa broniących się dowódczyń polewana z helikopterów wodą, traktowana polem wysokiej częstotliwości szybko padła i otoczona przez grożnie wyglądające roboty została wzięta do niewoli. Ci z matriarchan którzy chcieli poprosili o azyl i wkrótce zostali uwolnieni. Reszta to jest około dwunaście osób przebywała nadal w niewoli.

Wyjasnienie.

Próby ganienia zwolenników komun i wszelkich form kolektywizmu są może nazbyt przedwczesne. Ponieważ dążenie do kolektywizmu jak wyjaśniono, ma prawdopodnie podłoże genetyczne. Zarówno mieszkańcy kommatru i patrkomu posiadali tak jak zwierzęta a w przeciwieństwie do ludzi, jedynie dusze zbiorowe, nie posiadając dusz indywidualnych. Wynikiem takiego stanu rzeczy jest pochodzenie co prawda w stopniu śladowym od jaszczurów. Po prostu tysiące lat temu mieli jakiegoś jaszczurzego przodka. Jest to na tyle znikome że mogą łączyć się bez problemów z innymi przedstawicielami ras humanoidalnych, w tym także ludzi, jednak pamięć kolektywna umiejscowiona w tyłomózgowiu sprawia że są posiadaczami duszy kolektywnej, a dusza indywidualna nie mogła sie niestety w nich zagnieżdzić. Czasami ułamkowe różnice decydują o tym czy dana osoba posiada duszę zbiorową czy indywidualną. Zdaża sie nawet że w jednej rodzinie żyją przedstawiciele dusz zwierzęcych w ludzkich ciałach, i ludzi z indywidualnymi duszami. Na Ziemi żyją także hybrydy ludzi i zwierząt, głównie związków ludzi z jaszczurami, dowodem na to jest występowanie duszy zbiorowej i jej manifestacja w postaci komunizmu, socjalizmu, i innych idei kolektywnych. Nie znaczy to wcale że istoty ludzkie o duszach zwierzęcych mają być wyjęte spod prawa. Lub że można zadawać im bez powodu ból i cierpienie. Z naszego punktu widzenia są pół ludżmi pół zwierzętami, chociaż często osiągaja podobnie jak ludzie wyjątkową sprawność intelektualną lub fizyczną, jednak wszelkie próby odbierania im praw należnych ludziom należy jak wspomniałem przed chwilą zdecydowanie potępić. Ziemianie w zamierzchłych czasach mieszali się często z innymi rasami przybyłymi na Ziemię z odległych planet. Nawiasem mówiąc, pojawia się też pytanie, czy społeczność patrkomu i kommatru posiadała jedną duszę zbiorową, rozbitą w wyniku swoistej [kulturowej] dysocjacji na aspekt męski i żeński, czy raczej były to dwie różne dusze kolektywne.

środa, 28 lipca 2010

Jak zaprowadzono porządek...krótka powiastka filozoficzna

Właśnie przeczytałem opowiadanie Cohello i muszę przyznać że czyta się całkiem sympatycznie.
Jeśli jednak chodzi o wymowę opowiadania, czyli hm. morał, - to się z nim całkowicie nie zgadzam.

-Czyli o nie roztropnych rządach Ahaba w mieście i słabym jego przywódcy.

Łatwo można sobie wyobrazić co się stało w mieście później. Oczywiście nie od razu, najpierw przez kilka lat sprawy toczyły się dalej swoim biegiem, a ludzie byli uczciwi i przestrzegali praw. Tego moralnego prawa najpierw, ale i tego karnego oczywiście też.
Potem zaczęło się wszystko zmieniać i psuć, i nic już nie było takie jak wcześniej. Najpierw powoli jak wspomniałem a następnie nagle niby lawina toczących się kamieni z samego szczytu wielkiej góry.
Ahab nie rozumiał dlaczego w pewnym momencie zaczęło się wszystko psuć i nawet pewnego dnia wieczorem, wezwał swoją pierwszą żonę do siebie aby ta wytłumaczyła mu przyczynę upadku miasta. Pierwszą żonę bo wszystkie pozostałe gdy zaczął praktykować Religię na poważnie kazał oddalić z pałacu , wskutek podszeptów mądrego mnicha. Dokąd poszły? Tego nie wiedział i nawet nie interesował się, a robił to nie ze złości, ale z pobudek czystych i szlachetnych, aby szatan nie miał do niego dostępu i nie kusił go już więcej pięknymi kształtami jego byłych żon, niezwykłymi zapachami ich pachnideł i różanych perfum, i nie mniej zmysłowym głosem. Jakim by mu mogły wieczorami, uroczo szeptać do ucha czułe słowa.

Wiadomo kobieta jest marnością tego świata i lubi mężczyznę kusić, i uwodzić jak narkotyk. I cóż mężczyzna wtedy może uczynić? Nic, bo praktycznie jest bezbronny, żeby nie powiedzieć nagi, a kobieta gra na nim jak wirtuoz na instrumencie, poruszając wszystkie jego myśli i emocje. Inna sprawa to fakt, że urósł mu już sporych rozmiarów brzuch i zrobił się bardzo leniwy. Nadużywania piwa i dobrego jedzenia religia przecież nie zabraniała, a mnich nawet po cichu zalecał.
Co się stało z dziećmi z licznych małżeństw, z kobietami które dzięki nawróceniu się na na prawdziwą religię oddalił?
Starsze chyba, jak mówili ludzie, poszły do przytułku założonego zresztą przez Ahaba. Oczywiście nie był taki głupi aby założyć przytułek na własny koszt, kazał to zrobić za pieniądze mieszkających w mieście ludzi, czyli podniósł tak zwane podatki.
A młodsze dzieci... włóczyły się gdzieś po mieście. Zresztą kto ich tam wie co robiły ze swoimi matkami. Część kobiet natomiast, znalazła schronienie w miejscowym domu uciech nazywanym zamtuzem, albo Domem Zabaw. A oficjalnie Domem Pielgrzyma, do którego przybywali aby odpocząć i przespać się po męczącym pełnym wrażeń dniu, liczni turyści i pielgrzymi odwiedzający miasto jak i wzgórze, - które stało się miejscem kultu. Z wielką niezwykle piękną Katedrą wyrosłą w międzyczasie.

Niektórzy złośliwi mówili że przybysze przybywają głównie po to aby się wieczorem w mieście dobrze zabawić , a pielgrzymka to jedynie pretekst .Szmuglowali też podobno przez granicę dragi i leki ziołowe, a z powrotem wywozili miejscowy tani alkohol.
Pielgrzymów i przybyszów było zresztą coraz mniej, rosnące podatki bowiem sprawiały, że ceny ciągle rosły, sklepy zamykano, a właściciele warsztatów i manufaktur zaczęli się powoli wynosić do innych miast, gdzie podatków było mniej, a przepisy prostsze i prawo zwyczajne. Biedniejsi zamykali jedynie swoje małe zakłady pracy i przechodzili na wikt miejski, czyli żyli z marnych zasiłków zwanych tu "zupą miejską" .
Odpowiedzią na wzrost biedy było podwyższenie i tak już wysokich podatków, aby zwiększyć pomoc dla najbiedniejszych którzy właśnie utracili pracę z powodu zbyt wysokich podatków. Potrzebne też były podatki, - wcale nie takie małe były te datki - na dokończenie budowy katedry, licznych złoceń, marmurów sprowadzanych z całego świata, i rzeźb okalających świątynie. Przybywała też rzesza modlących się za dusze i powodzenie mieszkańców miasta, kapłanów oraz mnichów. Im także trzeba przecież zgromadzić żywność na zimę i zabezpieczyć mieszkania oraz odzież.
Rosnące ciągle siły straży miejskiej z powodu likwidacji kodeksu karnego zwanego w złodziejskim slangu "szubienicą" i ogromnego wzrostu przestępczości, wymagały sporych ciągle rosnących dotacji.
Wiadomo nowe konie, miecze i łuki, oraz co gorsza wynagrodzenia. Kiedyś dowódca był jeden, a teraz sześciu, a każdy miał potrzeby. Nie inaczej sprawa się miała z ulicznymi pracownicami społecznymi, których zadaniem było zbieranie z ulicy bezdomnych i opuszczonych dzieci, i umieszczeniem ich w ośrodkach pomocy miejskiej.

I w związku z tym
Pierwsza Żona Ahaba niestety nie wiedziała dlaczego, a może wiedziała ale nie chciała nic powiedzieć. Prawdę mówiąc wstydziła się że ma takiego męża niedołęgę, który doprowadził piękne niegdyś miasto do ruiny. A sam musi chodzić po mieście z ochroną.

cd tu http://i1713.blogspot.com/2010/08/bezprawie-bo-bezrzad-i-bezwadza-to-nie.html

Podróże po nibylandii


POCIĄG
-krótka relacja z podróży na trasie Betonowe Ogrody- Betonowa nowa wieś

Kraj był taki sobie, zupełnie w sam raz, średni i położony w środku kontynentu, zajmującego kiedyś ważną rolę w życiu planety, a teraz wyrażnie podupadłego -nie mogącego udzwignąć fiskalizmu i biurokracji rządzących. A po kolejnych kontynentalnych wojnach do głosu dochodziły nowe pokolenia eksperymentatorów i pogrążały go coraz bardziej .
Kraj dla rządzących nim “elit”, był mały, gdy mówili o nim na zewnątrz, tak jakby się chcieli przypodobać innym rządzącym z ważniejszych krajów, a nie napisze podlizać,
- a wedłóg mieszkańców żyjących czasami dawnej świetności ,ogromny, i wielką z misją do spełnienia. “Misjonarze” wedłóg tych teorii zamiast normalnie żyć swoim życiem i życiem swoich najbliższych mieli nie wiedzieć czemu różne zadania do spełnienia wobec mieszkańców sąsiednich krajów, którzy żebty było śmiesznej wcale tegfo nie chcieli.
W kraju tym panowały barbarzyńskie obyczaje nie spotykane gdzie indziej, -otóż ważni ludzie z klas wyższych, posłowie mieli specalnie dla nich zarezerwowane przedziały kolejowe [ podróżowali oczywiście za darmo], choć woleli latać samolotem, jechały więc te puste przedziały kolejowe zarezerwowane dla ważniejszych, a na korytarzach stali stłoczenie ludzie.

Granice były sparaliżowane przez strajki celników, jedynych którzy przynosili jeszcze dochód rządzącym i pobierali dla nich daniny. Wszystkie bowiem dziedziny gospodarki nie działały ,zniszczone porzez nadmierny fiskalizm i pazernośc rządzących chcących wycisnąć najbardziej tylko jak sie da biedny i doprowadzony do rozpaczy lud.
Jak wspomniałem prawie nikt nie pracował, młodsi wyjeżdzali do pracy za granice bo tak wszystko było ustawione [celowo?] że nic sie nie opłacało, starsi natomiast żyli ze skromnych rent i emerytur, i różnego rodzaju zasiłków. Przymusowe fundusze emerytalner zbankrutowały juz kilka razy, rozkradzione przez rządzących . A jednym z głównych zadań państwa oprócz narzędzia do szybkiego boagacenia sie i władzy posiadających , było pożyczanie pieniędzy za granicą na wypłatę emerytur.
Pewna angielka podróżujaća po Nibylandi pociągiem obserwowała ze zdziwieniem obyczaje żyjącego tam ludu. Na początku już wchodząc do pociagu, popełniła mały nietakt, myśląc że obyczaj zamykania specjalnych przedziałów dla posłów [nie podróżujących poociągiem] pochodzi z czasów okupacji nibylandyczków przez sąsiadów.

Ale nie pomyliła się bardzo, bo w ten między innymi innymi sposób wyróżniali przedstawicieli władzy wybranych spośród najlepszych, -przywilejów zresztą jak się pózniej dowiedziała od podróżujących pociągiem nibylandczyków było bardzo wiele i dotyczyły nie tylko elit rządzących ale i innych mniej ważnych grup ludności, którzy zdołali je sobie wywalczyć.
W ogóle obserwowała że ci w “niby” którzy byli w stanie i mieli dośc siły wynuszali na społeczeństwie swoje przywileje, nie mające nic wspólnego z pracą, w myślach nazwała więc tą społecznośc, społecznością wyzysku i rabunku.Dochód w niej myslała, pochodził z rabunku, podobnie jak i przywileje, i nie mogła zrozumieć jakim sposobem i dlaczego na tych których praca przynosi dochód nakładane są ciężkie daniny, tak że wkrótce ich praca przestawała być opłacalna, tak jakby nibylandia została nakierowana na samozagłade i destrukcje przez jakieś obce ciała i szkodliwe wirusy świadomości.
Ci natomiast których praca nie przynosiła dochodu a nawet straty żyli całkiem nieżle. [nawiasem mówiąc takie szkodliwe działania nazywali nie wiadomo czemu szlachetnymi,] i wszystko już się jej kręciło w głowie. No bo dobrze analizowała, rządzących krajem nibylandi “elit” nie obchodzą ci którzy na nich pracują, i uważała to za naturalne pojmując charakter nibylandczyków, ale przecież gdy doprowadzą do upadku kraj zaszkodzą także i sobie?

Czyżby mieli już upatrzone lepsze a przynajniej nie gorsze miejsca do pasenia i strzyrzenia nowych owiec? Może były nie tylko na oku jakieś nowe stadka owieczek dla pasterzy? Co ją jeszcze dziwiło? W radiu nibylandi, misyjnego jak sie tylko dało dziewięćdziesiąt pięc procent muzyki pochodziła z zagranicy a w telewizji dzieiwęćdziesiąt procent filmów. I nic tam prawie nie było swojego,
Czy wy nie macie własnej kultury pytała zdziwiana. Wyrzekliśmy się jej już dawno, odpowiadali, tak żeśmy się jej wstydzili, bo musi pani wiedzieć mówił jeden z bardziej rozgarniętych tuziemców, że my się bardzo wstydzimy wzystkiego co nasze, naszej muzyki, naszych obyczajów, a dzieci wstydza się rodziców i rodzice dzieci, -ot taka moda dodał zamyślony.
Nakazaliśmy więc naśladować naszym artystom twórców zagranicznych, a tych nie pokornych którzy próbują gaworzyć po swojemu ignorujemy. Tylko naśladownictwo, to się u nas liczy dodał z dumą, kopiowanie najlepszych, dla przykładu anglikom usiłujemy sprzedawać angiellskie piosenki, i chyba efeky był kiepski bo angielka nie znała zadnej nibylandzkiej piosenki, anglikowanie nie przynosiło im więc większych dochodów.

Było też pare innych obyczaów jakich angielka nie mogła zrozumieć, na przykład nibowie z dumą wyrzekli siię swojej niepodległości na rzecz struktur uni kontynentalnej. Co nie przeszkadzało im wcale czcić święta odzyskania niepodległości sprzed lat, a wielu z nich jednocześnie świętowało święto utraty niepodległości na rzecz owej uni i odzyskania niepodległości jakie miało miejsce wiele lat temu w nibylandzie.
Jedno i drugie zresztą raczej czynili na pokaz, i nie wiadomo co naprawdę czuli. Faktem jest że wielu rolników z nibylandi popierało tak zwaną integrację bo dopłaty z unii za prace której nie wykonywali stały się jednym z głównych żródeł dochodu, i nie należy sie dziwić że poparli w referendum utrate niepodległości, a w jeszcze niepodległym państwie nie dostawali żadnych dopłat za prace której nie wykonywali z pieniędzy zabranym podatnikom z pracy jaką ci ostani wykownywali, [bo jak wspomniałem wcześniej, był tu taki dziwny obyczaj że tym których praca przynosiła jakiś dochód odbierano tak długo [i tak dużo] pieniądze, dopóki ich praca nie stała się nieopłacalna, a zabrane pieniądze dawali tym których praca nie przynosiła dochodu, nadmieniam że chodzi o te pieniądze których władza nie wydała na siebie, na liczne bale , stroje, i uroczystosci, nowe auta, delegacje, obligacje, apartamenty, kochanki, ingresy biskupów ....itd
Moralność zanotowała w swoim kajeciku angielka, przemiła blondynka w żóltych flanelowych butach, -także jakby była na pokaz. Religijność nibów uchodziła za największą na kontynencie, przynajmniej na zewnątrz, bo gdy nikt nie widział taki nib zachowywał sie zupełnie inaczej i wyznawał całkiwem inny system wartości. Myślała, ciekawe w takim jednym nibie siedzi paru innych nibów, jeden na pokaz drógi dla rodziny, trzeci dla kolegów z pracy i szefa, czwarty dla przyjaciół.

Tak często nibowie udawali, a robili to od dziecka, że chyba nie wiedzieli kim są i może stąd ta potrzeba naśladownictwa, ale i naśladownictwo ograniczało się do fasady... i tu gubiła tropy, zrozumienie niba jeat niemożliwe, bo nibowie sami nie wiedzą kim są i nie rozumieją siebie samych, i stąd ten nieszczęśliwy świat jaki sobie stworzyli, winnych szukając zresztą zawsze na zewnątrz.
Bo nie tylko wszystko co dobre było u nibów na zewnątrz, negowali także istnienie przyczyn zła w sobie. Wszystko więc było poza nimi, dobro i zło, i działo się też poza nimi, moje życie to nie ja, -jakby chcieli powiedzieć..... W takich przypadkach bezradna angielka nie mogąca w żaden sposób sklasyfikować rzeczywistiości zasypiała....
po chwili jednak budziła się i podziwiała krajobrazy, betonowe budowle rozrastające się w nieskończość, jakby miały w budowany w siebie mechanizm replikacji, a zaczadziała ludzkośc ulegała mu bez sprzeciwu, pokrywając planetę koszmarnymi betonowymi blokami w kształcie prostąkątów*, stworzonymi bez żadnego smaku i gustu, podobnie jak i sztuczne plastikowe ubrania planetarian.
Beton nie był jedynowładcą planety, obok kultu betonu angielka widziała a nazwijmy ją Jeny, nie mniej ważny kult stali, zdetronizowanej przez plastik.
O ile królem planety był beton, to za jej królowę uznać należy plastik, ochydne brudne i częściowo rozerwane plastikowe torebki fruwały roznoszone z ogromnych śmietnisk świata po miastach i wsiach, leżały na ulicach jakby odpoczywały przed nastepnym lotem, malowniczo i skromnie wisiały na drzewach jakie sie jeszcze przydarzały, albo wolne i beztroskie fruwały na wietrze, a chodzący ulicami ludzie , bo choć chodzenie po ulicach uchodziło za podejrzane, to jednak zdarzali sie jeszcze biedacy którzy nie mieli samochodów albo prawa jazdy, nie mieli zadnego zdania na ten temat, gdyby ktos zapytał planetarian co o tym sądzą z pewnościa nie dowiedział by sie niczego konkretnego, bo tak na wszelki wypadek lubili nie mieć zdania, -tak jest bespieczniej uważali, i pomoże nam przetrwać.

Ich mózgi były bowiem totalnie wyprane przez szkolną edukację, religie i programy telewizyjne, a nade wszystko przez reklamy nieustannie emitowane w radiu i telewizji .
Oburzające że siedzący naprzeciw Jenny, Zbyzos i Yopper usiłowali poderwać ją, jak tylko mogli, bezczelnie uśmiechając sie do niej, przybierąc miły tąmbr głosu, spiewając piosenki i nucąc w stylu: "socjalizacija, socjalizacija..." -choć naśmiewanie sie z socjalizmu uchodziło w nibylandzie za rzecz grzeszną, a połączone konsylium złożone z Największych i Najstarszych Autorytetów Moralnych, oraz biskupów Wielkich religii, orzekło ze naśmiewanie się z socjalizmu jest grzechem, i wykroczeniem przeciw pierwszemu prawu poprawności politycznej, co groziło najpierw pouczeniem przez strażnika moralności powszechnej, a następnie karą pieniężną

W ogóle romansowanie z kobietami było zakazane, a jak w "Prawach powszechnych" możemy przeczytać, "... związki heteroseksulane uchodziły za wsteczne, a nawet wywrotowe, mężczyżni powinni wiązać się jedynie z mężczyznami...."
Wielcy Rządzący wśród których kiedyś homoseksuliści osiągnęli wiekszośc, narzucili przymus zwązków tego typu.
I teraz choć nikt nie pamiętał dlaczego przepisy obowiązywały dalej.
Podręczniki do biologi zostały przeredagowane, a dzieci uczono że ludzi lepi się z gliny, a przynosi je do domu wróbelek [boicany wyginęły]. Starszym wmawiano że ludzie rodzą się w wielkich hodowlach nazywanych Hodowlami Bytu, na skutek woli Wielkiego Kosmokratosa, -jedynego bóstwa planety. Naprawde w tych ogromnych fermach ludzkie istoty rodziły się w wyniku zapłodnienia in-witro, komórki pobierano od kobiet o dużym stopni ograniczenia umysłowego, a plemniki od takichż mężczyzn, aby rzecz się nie wydała, -bo dawcy nie mieli siadomości co się dzieje i o co chodzi.
potem po okresie oczekiwania zwanego nadzieją, czekający otrzymywał swój przydział, choć niestety zdarzały sie odstępstwa od kolejki, dzięki talonom, [ -talony na dzieci otrzymywali przedstawiciele władz ]

Partia Czystych próbowała kiedyś doprowadzić do całkowitej izolacji mężczyzn i kobiet, postulując uznanie ich za dwie odrębne rasy, ale na skutek błędu jaki popełniła, ponieważ prowadziła kampanie za pomocą ulotek, a jak wiadomo prawie nikt na planecie nie czytał, i samo czytanie uchodziło za staroświeckie i wsteczne, nie uzyskali większego poparcia.
W nibylandi gdzie i tak już wielu uważa kobiety i mężczyzn za dwa odrębne gatunki których celem jest walka ze sobą uzyskali nawet spore poparcie, ale w skali planety okazało się to za mało.
Zdarzały sie niestety i stosunki seksualne wbrew naturze, a im podobno było wyżej tym takich niemoralnych i grzesznych stosunków było więcej. Jak podejrzewano ludzie władzy mieli w swoich domach kobiety, choć ci twierdzili że to są tylko bioroboty o kobiecych kształtach. Miejmy nadzieje że Wielki Kosmokratos wybaczy im to ochydztwo jakiego się zapewne z owymi kobietami udającymi roboty dopuszczają.

Ale jak wspomniałem Zbyzos I Yopper nic sobie z tego nie robili, i bezczelnie podrywali i uwodzili Jenny, przez korytarz pociągu przechodziły starsze kobiety z przedmieśc z koszami pełnymi jabłek i gruszek, zjedzcie sobie mówiły pare jabłek, i kupcie tez troche gruszek, tyle jest tam cięższych metali niezbędnych do życia, -bo na skutek zanieczyszczenia środowiska ludzkie organizmy przemutowały się i metale cięzkie stały się dla nich niezbędne, zmieniła się też moda, kobiety w reklamach miały fioletowe zmysłowe twarze i zniewalające sine usta, a kolory twarzy często przechodziły z fioletowego w niebieski a z niebieskiego w zielony albo czerwony, z tym ze fioletowy odcień skóry uchodził za najpiękniejszy, a ludzkośc podzieliła się na nowe rasy, zielonych, różowych i pomarańczowych, -właśnie przedstawiciele rasy zielonej uważani za najlepszej miewali takie odcienie i karnację skóry, jak filoletowy i niebieski
Same reklamy z kobietami lawirowały nieraz na granicy cenzury, bo niby dlaczego jak ludzkość jest jak powszechnie wiadomo homoseksualna w reklamach mają grać kobiety? wywoływało to posmak niezdrowej erotyki, na przykład w reklamie "Zakazany Owoc" -kultowej dla plantarnych buntowników

Staruszki o rześkich ołowianych twarzach mijali wiecznie pijani mężczyżni, picie alkoholu na planecie, trzy razy dziennie zostało nakazane ustawowo, alkohol pito zwylke z darmowych ulicznych automatów, jakiś podły gatunek wina z domieszkaą środków odurzających, a każdy nie stosujący się do poleceń władz mieszkaniec planety przyłapany na trzeżwości podczas badania alkomatem na test trzeżwosci ponosił zwykle surowe konsekwencje.
Oczywiście zdarzały się jakieś wyrzutki, buntujące się przeciw przepisom władz, nawet w nibylandi, a może nawet tam szczególnie, choć nibylandczycy uwielbiają mocniejsze trunki w dużych ilościach to gdy tylko został ogłoszony nakaz natychmiast na przekór władzą wielu z nich przestało pić i dostało się w zgubne zwiąki z podziemnym, anypaństwowym ruchem abstynentów, choć przecież powszechnie wiadomo że Kosmokratos potępia abstynencje, a zgubny los absynentów jest przecież z góry przesądzony, i czekają ich piekła podobne do tych w jakich po śmierci znajdą sie ci którzy w sposób ochydny obcuja z kobietami.
Ale taki jest los grzeszników, i nie ma co im współczuć...
Wiadomo też że nie picie alkoholu jest szkodliwe dla zdrowia, alkohol rozpuszcza krew która w przeciwnym wypadku mogła by nadmiernie zgęstnieć....

Nie wiadomo kiedy przejechali Betonowy Ogrójec, dawna nazwa Betonowy Grójec, obecną stolice kraju, od czasu gdy dawna stolica położona niedaleko Ogrójca zawaliła się. A było to tak, firmy mające wyremontować blokowiska stolicy wzięły pieniądze, i ślad po nich zaginął, a że byli to znajomi prezydenta i naczelnego prokuratora kraju, prezydent poprosił o wyrozumiałośc, "przecież wszyscy jesteśmy ludzmi", -powiedział, "i każdy z nas bładzi", a betonowiska zawaliły się pod ciężarem starosci i upadały jak domki z kart, jeden po drugim.
Wkrótce też i pociąg zatrzymał się na końcowej stacji w Betonowej Nowej Wsi. Przejscie przez bramki kontrolne nie sprawiło Zbyzozowi i Yopperowi trudności, uruchomili pare wybranych na chybił tyrafił czipów jakich mieli sporo w kieszeniach, i zażyli pastylki redukujące poziom energi w organizmie.Dyskretnie jak to tylko potrafią robić angielki, zrobiła to także Jenny, ale Zbyzos i Yopper nawet tego nie zauważyli, zajęci byli bowiem stwarzaniem wirtualnych osobowości, tak na wszelki wypadek.

Kontrola na bramce należała do formalności, bowiem w całym centrum kraju panowała jednomyślnośc i powszechna obojętność, a czasy gdy politycy przed wyborami tworzyli kilka konkurujących niby ugrupowań politycznych walczących ze sobą [rzekomo] na programy, bo w istocie grali do jednej bramki, minęły do przeszłości.
Przechodzili koło budek z tanią żywnością, adorując każdy na swój rachunek Jenny, a na ulicach dało się słyszeć głos szczekaczek.Szczekaczki nadawały relacje z demonstracji z najbardziej zacofanych krajów, które jeszcze niestety nie poddały się nowemu, i stanowiły przedmiot wstydu planetarian. Na jednym z wieców solidnie zresztą wspieranych przez postępowców, aborcjonisci rządali pełnego prawa do eutanazji, "eutanzja dla wszystkich krzyczeli, ...wolnośc w usypianiu siebie", - treśc wystąpień nie dotyczyła jednak nibylandu, bo co by powiedzieć złego o nibylandach, to jednak dawny kosciół podczas kontynentalnej integracji uzgodnił ze w zamian za poparcie na rzecz integracji w nibylandzie nie będzie aborcji, i prawo to choć nie pisane dotrwało siłą rozpędu do czasów współczesnych, zastój bowiem tak charaktyrystyczny dla nibylandów i ich chorobliwa niechęc do jakichkolwiek zmian okazywał się czasami czymś dobrym.

Mijali budkę z tanią transgeniczną żywnością, bo inna była zakazana, a Zbyzos próbował obejmować delkatnie angielkę.
Naturalna żywnośc jak wspomniałem była zakazana, podobnie jak i naturalne ubrania,musieli więc dla niepoznaki narzucić na siebie jakieś syntetyki.
Do hotelu mieli naprawdę niedaleko, stąd jakieś trzysta metrów, choć jako jedyni nie wzięli taksówki, a muszę dodać że trasę trzymustu metrów pokonywali najlepsi sportowcy nibylandu, taksówkarze patrzyli więc z przerażeniem co sie będzie działo, ale nic się nie działo, szli, i tylko Zbyzos zasłonił fragmentem rękawa albo kurtki nos, angielka miała w nosie specjalne filtry.
Wiłkszośc nibów uważała jednak pełne spalin powietrze, a w Betonowej wsi wyjątkowo skażone i zatrute, za zdrowe, a metale ciężkie i spaliny znajdujące się nim za niezbędne do życia, najbardziej zaś ze wszystkiego za wyjątkowo zdrowotne uważali związki ołowiu.
Wdychali więc głeboko ustami to zatrute powietrze, i co pare metrów jeden z nibów padał na platformę chodnikową, zabierany stamtąd przez karetkę pogotowia na sygnale.

Mijali też po drodze ludzi bez właściwości, wielu bowiem nibów ćwiczyło sie w wyzbywaniu wszelkich właściwości dążąc do stania się człowiekiem nikt. Człowiek nikt odchodził od siebie wyrzekając sie swoich właściwości i cech, następnie wyrzekał się cech i własciwości związanych z regionem w jakim żył po to aby na końcu odciąc wwszelkie związki łączące go z karajem.
Stawał sie wtedy człowiekiem nikt, lub nikim, a jak to nazywał człowiekiem kontynentalnym. Nic to że przedstwiciele innych krain kontynentu tłumaczyli nibom że jak żyją to nigdy nie widzieli kontynentalczyków, i każdy z nich jest sobą, oraz przedstwicielem swojego regionu, narodu rodziny i rasy, a dopiero jako całośc tworzą kontynent, i czystej śwadomości kontynentalnej jako takiej nie ma.
W każdym razie nibowie wyzbyci z siebie i ze swojego nibowstwa uważali sie za elitę nibów.

No ale doszli w końcu do hotelu, a raczej dowlekli się, a właścielka dzieki drobnemu prezentowi nie robiła im problemów, tak naprawdę to dzięki temu że za drobne pieniądze nie robiła problemów wiązała jeszcze koniec z końcem. Szczegółowej kontroli na bramce nie było, no bo i po co. Co pięc metrów na ulicy kamery, bramki, kontrolery pola, i inne zabezppieczenia w trosce o bezpieczeństwo ludności.
ludnośc sama kiedyś o takie kontrole bezpieczeństwa poprosiła czując sie zagrożona, władze najpierw tak zliberalizowali dla przępców prawo że przestępczość na dodatek nie ścigana gwałtownie wzrosła, a potem na żądania obywateli wprowadziła kontrole.
Stary to trik jak świat, ale znowu zadziałał.
Wchodząc już prawie do pokoju spotkali na korytarzu Ciało Niczyje. Ciało Niczyje, udawał drobnego biznesmana, a był w istocie jednym z ważniejszych polityków w kraju należącym do Zamkniętego Kręgu, -tajnego bractwa najwazniejszych polityków i ekonomistów .
Zbyzos nigdy nie mógł rozwikłać tej zakładki, dlaczego ludzie władzy tak lubiąc rzeczy zakazane, wprowadzają restrykcję i ograniczenia, czy dlatego że chcą rządzić i manipulować innymi, czy może dlatego że zgadzają się na tendencje panujące wśród większości, albo moze brakuje im sił aby tensencje większości zwalczać. Zręcznie manipulują wykorzystując strach przeciętnych ludzi? nie wiedział, a z rozmyslan wyrwał go głos , mówił Ciało Niczyje, Hey chłopaki jak miło was znów spotkać idziecie ze mną na wycieczke do Starej betonowej Wsi?
Stara Betonowa Wieś miał osiemdziesiąt lat, i uchodziła za najstarsze miejsce w centrum kraju, nibowie bowiem w centralnej częsci kraju postanowili wyburzyć wszystkie stare domy i zabytki, ponieważ uważali że mogą uchodzic za zacofanych, i bardzo wstydzili sie ich. Teraz na wycieczki jeżzdili do rozpadających sie betonowisk Starej Betonowej Wsi.
Wymówili sie grzecznie, i podziekowali,
-no to do wieczorka, -powiedział Ciało Niczyje, "ciao" odpowiedzieli mu.

ludzie władzy jak wspomniałem, lubili wszystko co zakazane i spotykali sie często w takich właśnie hotelikach, robiąc to czego nie wolno robić .Przebywali w kobiecym towarzystwie, jedli naturalne jedzenie z przemytu, pili naturalną prawdziwą kawę, wymieniali złote prezenty i palili naturalne paierosy, chodzili tez w naturalnych ubraniach i robili ćwiczenia za pomocą których wdychali głeboko powietrze, a pozbywanie sie dwuttlenku węgla uchodziło wedłóg miejscowych teori medycznych za niezwykle szkodliwe .
robili wszystko co zakazane, a najbardziej zuchwali chodzili do łóżka z kobiatami i w towarzystwie modlili sie, a nawet chwalili że próbowali medytować.
[w podziemnych miastach połozynych w górach przetrwały grupki chcrześcijan, i nieco większe buddystów, -modlitwa jak i medytacja były rzeczami niebezpiecznymi, zmieniony poziom pola mogły wykryć wkrywacze pola świadomości [jak i poziom energi], -modlący sie lub medytujący musiał też ćwiczyć budowanie osobowości wirtualnej, a niektórzy z chrześcijan i buddystów mieli podobno zamieszkać w lesie jak dawni partyzanci i walczyc z karabinem w ręce przeciw prawowitej władzy j]
Zażywali tez tabletki bólu, emocji, cierpienia, wypluwając podczas spotkań tabletki szczęścia....

o 21 umówili się ze Złomkiem i Jeny w jedynej w Betonowej Wsi kawiarni oferującej muzykę trudjną ciężką i nie zawsze przyjemną, a kawiarnia nie cieszyła sie dobrą oipnią wśród tak zwanych ludzi z dobrego towarzystwa.
Jeszcze zanim weszli do kawiarni zatoczył sie na nich jakiś nib i krzyczał "mówię ci cudzoziemcze tylko wszechkontrola i wszystkich ubrac w mundury urzędników", w tle słyszeli głupie reklamy w rodzaju działaj globalnie myśl lokalnie,twoje ja jest naszym ja, twoje nasze nasze niczyje, albo; twoje nasze wspolne niczyje
w kawiarni siedział już Ciało Niczyje, paru artystów wyrzutków społeczeństwa, nieznany im bliżej polityk udający turystę i był podejrzanie trzeżwy, jak prawie wszyscy w kawiarni, a spod plastikowego płaszcza wyglądała mu prawdziwa wełniana kurtka...
usiedli przy stoliku w rogu sali koło Złomka który czekał już na nichl. Yopper zabawiał się rozmową z kolegą a Zbyzos rozglądał i szukał Jenny. Wreszcie weszła i podeszła do nich ubrana cała na żółto, w żółtych flanelowych butach wyglądała niezwykle uroczo, przywitała sie najpierw ze Zbyzosem który cały czas na niaa patrzył jak zahipnotyzowany, zaczeli rozmawiać, a po chwili zarzyli tabletki sextazy -droga do siebie przez zmysły była bardzo poularna w tamtych czasach, w środwiskach podziemnego świata,...


__________
* "brzydoty naszej powszechnej, oto czego pragniemy,
i marności wielkiej, bo lubimy brzydotę nade wszystko
i nijakośc ukochaliśmy też"
-napisał jeden z bardziej znanych poetów nibylandi w swoim słynnym manifescie poetyckim o jakże znaczącej nazwie: "Tylko brzydota"
cal;osc tu

Bunt robotów

...było to w czasach kiedy odróżnienie człowieka, mutanta i hybrydy, -czyli rasy tak zwanych "ludzian" od biorobota albo metaloida było praktycznie niemożliwe, a dokonać mógł tego jedynie felczer będący kimś pomiędzy lekarzem a policjantem.
Bo choć od czasów globalnego ocieplenia a następnie globalnego ochłodzenia które przyszło zaraz po nim, cywilizacja mieszkańców planety mocno podupadła, i nawet czipy przestały być w użyciu, bo niestety te tanie czipy rdzewiały dość szybko , i po jakimś czasie odmawiały posłuszeństwa, a jedynie najgrożniejsi dla władz nosili działające platynowe czipy, -to jednak dzięki "podmieńcom" sytuacja była jeśli można tak powiedzieć cały czas pod kontrolą.
Podmieńcy jeśli nie wiecie, to były istoty człekopodbne wyhodowane specjalnie w labolatoriach, z podkradzionego wcześniej materiału genetycznego osobnikom nieprawomyślnym na obraz ich i podobieństwo..
Wystarczyło czasem niezauważalnie zdjąć jakiegoś włoska z kurtki podejrzanego albo podnieść niedopałek tak nierozsądnie rzucony przez buntownika na chodnik, lub bezkrytycznie pozostawiony w popielniczce w kawiarni, i materiał do hodowli podmieńca był gotowy.
Przynajmniej matrix. Podmieńca poddawano także skomplikowanym zabiegom napromieniowania, i jego inteligencja dzięki temu była znacznie wyższa od oryginału...
Ale po kolei, do czego potrzebny był felczer, felczer jak wspomnieliśmy przed chwilą, czipy nie działały więc w celu identyfikacji pobierał właśnie materiał genetyczny w postaci próbki, włoska albo naskórka a czasem śliny, i ręcznym rzutnikiem sprawdzał tożasmość, chciałem napisać ofiary, -oczywiście podejrzanego

Język mieszkańców tej planety, muszę dodać, przypominał łużycki, choć czasami podobny był do gwary morawskiej. Posiadał także dość archaiczne w niektórych częściach wszechświata formy gramatyczne, jak aoryst i tak zwany tryb nieświadka, co w pewnym stopniu zbliżało go do macedońskiego a nawet bułgarskiego
Tak że gdy po wielkiej bibliotece galaktycznej pozostało jedynie kilka łużyckich książek i baśni nikogo to nie dziwiło.
Po kolei, ogromna biblioteka ze zbiorami z całej galaktyki, zwana w skrócie BIBLIUM, będąca przedmiotem dumy mieszkańców, -podczas globalnego ocieplenia jakie przeszło , zubożyła swoje zbiory. Przyczyną była wilgoć niszcząca niezwykle książki, a następnie pozostałą resztę zrobiło globalne ochłodzenie, po prostu zziębnięci mieszkańcy sąsiednich ulic palili ksiązki na wielkich ogniskach aby się przy tym płomieniu wiedzy chociaż trochę ogrzać, pozostawiono jedynie pojedyncze egzemplarze w językach zrozumiałych dla mieszkańców planety, jakiś cudem ocalały; podręcznik do gwary morawskiej, "Kazania świętokrzyskie", i oczywiście kilka baśni łużyckich, pięknie oprawionych w dobrą skórę i ze wytłoczonymi złoconymi literami,.
Trzy z nich uznane zostały nawet za przedmiot kultu religijnego, i włączone do katalogu pism objawionych, "Żywa woda" i "Kosmadej" [tytułu trzeciej nie pamiętam], a kapłani często rozpoczynali modlitwę w świątyniach, cytując najpierw wersety jednej z nich

Domowina
Skąd się wzięli na planecie Wielcy medytujący? Także z ziemi, w czasach kiedy poszukiwania religijne były modne a samodzielne praktykowanie religii nie zakazane, bo potem oczywiście ze względu na bezpieczeństwo poddanych, i w trosce aby ci nie wyrządzili sobie krzywdy, wszystko co może być potencjalnie niebezpieczne zostało zakazane.
Ale wtedy jeszcze było wolno, bo działo się to przed epoką "Wielkiej Troski", a nazywanej w języku potocznym "Zostało zakazane", i radykalni nauczyciele przeróżnych szkół buddyjskich lądowali w swoich statkach na planecie, ale ciekawe , jeśli ci nauczyciele zrywali z dogmatycznym nauczaniem chcąc wprowadzić religię jednostki lub przynajmniej domową, to zaraz po opuszczeniu planety grupki fanatyków przejmowały szkoły i czyniły je jeszcze bardziej fanatycznymi i dogmatycznymi niż najbardziej sekciarskie ruchy religijne na planecie, lub szkoły zbuntowanych mistrzów sprzed czasów transformacji. Niektórzy zniechęceni fanatyzmem opuścili więc sekciarskie pełne dogmatyzmu szkoły, i medytowali sami, albo w małych grupkach, niejako obok głównego nurtu.
Skorzystali na tym bardzo bo gdy nieoficjalne kulty [w trosce o bezpieczeństwo] zostały zakazane a ich uczestnicy przesiedleni do ciężkich obozów pracy na księżycu planety, [i ślad po nich zaginął] to indywidualiści, których tajnym zawołaniem stało się hasło : "Giordano Bruno tak, Sawonarola nie" przetrwali w domowych zaciszach, -jak to oni mówili w domowinach czyli małych domowych ojczyznach. Czyli wyjaśniłem już wszystko co miałem wyjaśnić

przejdżmy teraz do rzeczy:
Bunt robotów zwanych podatnikami,
albo jak ktoś woli
bunt podatników zwanych robotami.

zaczęło się niewinnie, podatnicy nazywani pogardliwie przez rządzącą nimi kastę panów "robotami", pewnego dnia, nie wiadomo zupełnie dlaczego, ot tak bez przyczyny, i nawet bez przesyłania smsów, bo przecież wiemy że wszystkie esemesy mieszkańców planety przechodzą przez system komputerowej kontroli, i są skrupulatnie sprawdzane i cenzurowane zbuntowali się.
A więc bez smsów i zaplanowanej wcześniej akcji podatnicy zaczęli tak od siebie po prostu wyłączać telewizory. Niby nic a cała rzecz od razu się wydała, bo przecież czujniki badające pomiar zużycia energii w domach całą rzecz wykryły od razu, zauważając zmniejszony pobór energii elektrycznej, co musicie wiedzieć wywołało ogromne poruszenie i zamęt wśród rządzących, ponieważ niski poziom zużycia energii jest jednym z dowodów uczestnictwa w spisku tak zwanych "Wielkich medytujących" , bo wielcy medytujący zamiast nieustannie oglądać telewizje, albo słuchać stacji radiowych oddają się medytacją przywleczonych z jakieś dalekiej planety, prawdopodobnie z polandii . A nasze tajne służby namierzają ich wtedy, chyba że zdążą nauczyć sie tej trudnej sztuki budowania wirtualnych osobowości, wtedy z wykryciem medytującego jest niestety problem .
przypomnę jeszcze raz, choć nieogladanie telewizji nie jest rzeczą zakazaną, to jednak taki podatnik-płatnik uchodzi automatycznie za podejrzanego o związki z medytującymi, choć medytujący nauczyli się paru sprytnych sztuczek, takich jak na przykład medytowanie przy włączonym radiu lub telewizorze.
Ale wyłączający masowo telewizory ludzie nie należeli do sekty "Wielkich medytujących", po prostu zaczęli wyłączać telewizory, a niektórzy z nich wynosić je do piwnicy, albo co gorsza wyrzucać przez okna.
Jak się póżniej okazało na czele buntu tak zwanych 'Wyrzucających" stanął biorobot drugiej klasy, który niesłusznie kiedyś oskarżony o drobne wykroczenie, nie awansował juz póżniej, i w końcu postanowił sie zbuntować, a wykorzystał do tego celu swoją prace naprawiacza starych pralek i telwizorów, potem jak się okazało był także tajnym łącznikiem między grupami medytujących czyli jak my tu mówimy listonoszem, co robił zresztą sumiennie i uczciwie ale dla pieniędzy, dzięki którym mógł podłączać się do maszyny ekstatycznej powodującej niezwykle ekstatyczne wizje i odczucia a także wzrost poziomu hormonów

Jednak na buncie telewizorów nie skończyło się.
gdy przypadkiem po pijanemu jeden z klanu rządzących nazwał po prostu publicznie robotem szeregowego płatnika-podatnika [czyli człowieka którego jest utrzymankiem] przy pełnym barze ludzi, ten poczuł się odważny w chwili jakiejś desperacji i wielkiej odwagi co zdarza się po pijanemu, i zażądał przeprosin, -cała sala zamarła, szeregowy podatnik obraził kontrolera drugiego stopnia, ale nic się nie stało, a kontroler zwany przez przyjaciół "Kontrkiem", dobrotliwie wyjaśnił ze on go nie obraził, "bo przecież tak o nich wszyscy mówimy", no nazywamy ich płatów-podatów, robotami, którzy na nas pracują w zamian za zniewagi i poniżanie, -widać tego potrzebują żeby działać i żyć, takiej małej dawki adrenaliny, -dodał już ciszej do swoich kumpli przy stoliku.

A więc stały się dwie rzeczy, po pierwsze robotnik podatkowy pierwszego, czyli najniższego, najbardziej uniżonego stopnia, zbuntował się przeciw kontrkowi i nie spotkały go za to żadne konsekwencje.
Okazło się że można się buntować przeciw panujących nad nimi.
Po drugie, Kontrek niechcący wydał tajemnice, bo według mitologii kasty, roboty czyli robotnicy podatkowi żyją po to aby za pomocą systemów podatkowych żywic i utrzymywać wyższą klasę [zwaną też "klasą utrzymanków"].
Tego już było za wiele, wśród robotników podatkowych zawrzało. A byli to najniżsi i najmniej ważni robotnicy, tak mało ważni że nawet nie mieli swoich podmieńców, ani w labolatoriach swojego materiału genetycznego, w tak zwanym Archiwum Genów.
Sprawę zbagatelizowali felczerzy, gdy się okazało że są to naprawdę wyjątkowo marni robotnicy, a stwierdzili to po standardowej kontroli i braku zarówno podmieńców jak i materiałów w archiwum, oraz pobieżnej wizualizacji helis..
Ale rano robotnicy wyszli na ulice "precz z systemem podatkowym" krzyczeli, "obniżyć podatki i uprościć prawo gospodarcze wołali inni", rzucając kamieniami w samochody felczerów.

To nie był koniec, to był dopiero początek całych zajść, bowiem robotnicy zamiast iść pracować aby utrzymać system i rządzących demonstrowali w nieskończoność, palili urzędy podatkowe, i izby kontroli skarbowo podatkowej, niszczyli tak pieczołowicie zgromadzone dane w wielkich archiwach i systemy telwizji kontrolowanej przez rząd, a nawet wprowadzili własne niezależne stacje radiowe i sieci internetowe
Niszczyli także systemy monitoringu i wszechkamery, zwane wielkim okiem prawa, które kiedyś kapłani tak gorliwie święcili, twierdząc w kościołach że system wielkiego oka powstaje w celu zmniejszenia liczby popełnianych przez robotników oraz wyklętych, grzechów....dalej czytaj tu


Umysł Boga -część druga





Technokraci i ekolodzy -czyli między Unabomberem a wolnościowym transhumanizmem.

Ostatnio uświadomiłem sobie że istnieje wyraźny podział na tak zwanych technokratów i ekologów. Jego obecność wyczuwałem podskórnie, od lat Pierwszych czyli "technokratów" można by też nazwać racjonalistami, wierzącymi że rozwój techniki, nowoczesnych technologi doprowadzi ludzkość do raju na ziemi, a technika rozwiąże wszystkie problemy człowieka. Likwidując choroby, głód, biedę, ból i cerpienie. Czyli wierzącymi w naukę i technologię. Tak prywatnie wydaję mi się że wielu z nich wyznaje skrycie lub jawnie ateizm, a na miejsce obalonego Boga stawia nowoczesną technikę i naukę. Duży wpływ na ateistyczne myślenie,a może antyteistyczne z kultem nauki wywarła rosyjska emigrantka Ayn Rand. W Ameryce bardzo popularna, u nas trochę mniej znana. Jednak teorie człowieka maszyny, i homo biologicus pojawiały się już w dziewiętnastym wieku jako kontynuacja tradycji oświecenia. Ciekawe że wielu z tych którzy obalało Boga i religię wierzyło, tak właśnie wierzyło że bez Boga i religii ludzkość stanie się bardziej wolna. Jak jednak ludziom którzy maja do dyspozycji jedynie to życie może być łatwiej. Przecież mogą je w każdej chwili utracić, więc chyba lepiej nie ryzykować. Bo poza nim, według ich nie ma przecież nic, jedynie czarna ściana i martwa pustka. Nicość a wszystko wraz ze śmiercią zanika. Z punktu widzenia wolności jednostki wiara w Boga i nieśmiertelną duszę czy to wędrującą po kolisku samsary kolejnych wcieleń, czy po tak zwanej zwanej śmierci idącej do Boga jest bez wątpienia bardziej korzystna dla człowieka bo daje mu więcej wolności i przestrzeni, a także więcej wewnętrznego luzu. Chodziłem sobie po kuchni i tak rozmyślałem obierając ziemniaki, gotując zupę, lub zamiatając podłogę. Ciekawe co by powiedział na temat profesor, pomyślałem. Okazja nadarzyła się wkrótce, bo pod pretekstem oddania mu jakiejś książki postanowiłem do niego zajrzeć, przechodząc pewnego dnia obok. Profesor podrapał się po głowie, pogłaskał kręcącego się po kuchni wnuczka i pracowicie budującego z klocków jakieś tajemnicze konstrukcję. I zaczął mówić

- Widzisz, "ekolodzy" których dla odmiany także można by nazwać "romantykami" wolą zawierzyć bardziej swojej intuicji i dążyć do stanu równowagi i harmoni, co im bardziej odpowiada od wiary w nieskrępowany, nie konczący się nigdy rozwój. Wsłuchując się w siebie i świat natury jaki ich jeszcze otacza. Ekolodzy, ekologiści bo tak ich wolę nazywać nie są wcale, przynajmniej nie wszyscy, przeciwnikami techniki i technologii. Wręcz przeciwnie, w sztuce często używają komputerów i syntezatorów do oddania dźwięków natury, odgłosów drzew, burzy i wiatru. Nie ma znaczenia tu czy są zwolennikami wolnego rynku, demokracji pośredniej przedstawicielskiej lub bezpośrednio uczestniczącej, albo wysokich, zerowych, czy też niskich podatków. Pełnej wolności, a więc wolności słowa, wolnych umów, wolnej wymiany towarów i usług, i wolności obyczaju. Choć ja jak wiesz jestem za wolnością - Profesor jakby skończył, a ja powiedziałem mu co sądzę na ten temat - Przyznam że wobec wizji nieskrępowanego rozwoju nauki - zacząłem - i techniki na służbie coraz bardziej zdeprawowanych polityków, i wpływania poprzez wytwory tej techniki na rządzonych, jestem coraz bardziej sceptyczny. Bo co kilka dni czytam w internecie artykuły o eksperymentach policji, służb specjalnych, i wielkich koncernów chemicznych na niczego nie świadomych ludziach. Zobacz,

ludzie z CIA dodawali do chleba lsd na jakiejś francuskiej wyspie. Po drugiej wojnie władze jednego z państw wpuściły do metra jakieś wirusy, bodajże wąglika aby sprawdzić skutki ewentualnego ataku. Niczego nie świadome sefardyjskie dzieci były poddawane promieniowaniu rentgenowskiemu tysiące razy przekraczającemu dopuszczalne normy przed rządową mafię i współpracujących z nia "lekarzy"-zbrodniarzy. Od dziesiątego stycznia wszystkie rozmowy prowadzone przez telkomy sa monitorowe, załatwił nam to krajowy rząd... itd, wymieniać można by tak godzinami. Tak się bowiem dziwnie składa że znakomita większość tych nowinek jest wykorzystywana przeciw wolnej jeszcze ludzkości, pozostając w rękach nielicznych rządzących światem, i ich pomocników, czyli polityków.

Czy więc technologia jest zła? Zapytałem profesora. Profesor tymczasem powoli wyciągnął z pudełka papierosa, zapalił go pomyślał przez chwile, znów zrobił kilka kroków. I zaczął - Nie, nie koniecznie. Pod warunkiem jednak że będzie we właściwy i rozsądny sposób wykorzystana. To znaczy zracjonalizowana, poprzez środki i cele. Dopóki rządy skorumpowanych państw będą używały cudzych, dokładniej zabranych wcześniej podatnikom pieniędzy, i przeznaczały je walki ze społeczeństwem które to za nich przecież i za ich zabawy płaci, dotąd nauka będzie wykorzystywana przez nich i służyła im. Z wielkim rozbawieniem przypominam sobie filmy z agentem 07, w których szlachetny pracownik wywiadu walczy z szaleńcami, dążącymi do przejęcia władzy nad światem. Było zupełnie odwrotnie, to nie szaleni indywidualiści dążyli do zniszczenie świata i lub przejęcia nad nim władzy, to rząd właśnie wtedy wpuszczał do metra jakieś szkodliwe wirusy eksperymentując na niczego nie świadomych wracających z pracy do domu ludziach. Mają cudze pieniądze za które mogą się zabawiać, mają swoich ochroniarzy nazywanych szumnie i dla niepoznak policją i sądami, mają swoich Artystów i nadwornych błaznów, nazywanych wolnymi mediami. Czytaj ideologów i naganiaczy. Służby specjalne pilnie strzegą tajemnic o nowych wynalazkach kierowanych przeciw ludziom. Ukrywają też przed nami wszystkie wynalazki przydatne ludzkości a kolidujące z interesami współpracujących z rządami wielkich korporacji. Więc badania naukowe tak, ale za własne pieniądze. Wolnościowy transhumanizm z całkowicie wolną wymianą umów, towarów jak i usług. I oczywiście tak zwaną demokracją bezpośrednią, nie jest rzeczą złą - czytaj dalej tu