wtorek, 17 sierpnia 2010

Wojny Satelit przeciw matriarchalnym komunistkom, czyli komutriksom



Wojny Satelit przeciw matriarchalnym komunistkom, czyli komutriksom

opowiadanie

W komunistycznym matriarchacie który miał być receptą na wszystkie bolączki świata nic nie było jasne ani pewne. I z tego też zdawało by się banalnego powodu, komunistyczny matriarchat nazwany został "enigmą". Enigmą pisaną z małej albo też z dużej litery. Prawie cała planeta uległa tej histerii. Bo przecież miało być tak dobrze. Pierwszy raz świat miał powstać zupełnie całkiem z ludzkiej głowy. Miał zostać wymyślony. Stworzony na obraz i podobieństwo ludzkiej myśli*. Tak jakby ludzie chcieli żeby był, a nie taki jaki jest. I tak jak sobie zamarzyli żeby było. Guru matriarchatu został oczywiście mianowana Engelsa. Od początku nie podobało się to mieszkańcom rozrastających się ciągle satelit. Do satelit przyłączyła się już wtedy Ziemia i kilka zamieszkałych planet z sąsiednich układów gwiezdnych. Prawa kosmosu są takie jakie są, i próby ignorowania ich zwykle nie przynoszą ludziom dobrych skutków. Satelity poszły w swoim rozwoju technologicznym znacznie do przodu. Wystarczy powiedzieć że Perpetum Mobile Drugiego Rzędu było tam powszechne już od co najmniej kilku dziesięcioleci. Ilość, i łatwość produkowanej taniej energii sprawiała że prawie wszyscy ludzie, którzy oczywiście chcieli, mogli się zająć pracami nad wynalazkami co się bardzo na satelitach opłacało. Bo można było na tym całkiem nieźle zarobić. Zarobić w elektronicznej walucie na którą były przeliczane wszystkie systemy monetarne będące tam w obiegu. I co ważne wymienić jak się chciało na złoto, platynę, srebro albo kamienie szlachetne. Lub nawet molid tak poszukiwany w całej galaktyce. Bez zbędnego napięcia rozmyślać sobie i kontemplować nad prawami przyrody, studiować albo zajmując się wymianą towarów pomiędzy planetami i układami gwiezdnymi, czyli galaktycznym kupiectwem. Czyli każdy tam robił co chciał.

W Enigmie na początku komunizm miał być wolnościowy. Oparty na grupach dobrowolnych konkurujących ze sobą komun. Natomiast niechętni mogli żyć nadal swoim życiem, niejako z boku i poza. Ale to tylko na początku tak było. Bo niedługo po, najpierw siłą presji i perswazji, następnie restrykcji, i ograniczeń a potem i represji, prawie wszyscy dołączyli się do Enigmy. Prawo komutriksu robiło się coraz bardziej surowe i dogmatyczne. Szczególnie zajadle ścigany był tak zwany rewizjonizm naukowy, a tych którzy mieli odwagę podważać lub kwestionować naukę czekał nie wesoły los, bo zabierano ich do tak zwanych obozów poprawy. Właśnie zakonspirowana grupa młodych naukowców podważająca naświętszy dogmat nauki planetarnej czy Drugą Zasadę Dynamiki pod pozorem krzewienia ideii komunizmu matriarchalnego zgłosiła się na ochotnika w podróż na Satelity. Na początku młodzi zbuntowani spiskowcy chcieli obalić dogmatyzm panujący w filozofii i nauce planety, lecz uznali że to nie ma sensu i zrezygnowani postanowili uciec. Oczywiście gdy tylko wysiedli na Wenus od razu zamiast nauczać poprosili o azyl, i azyl taki natychmiast otrzymali. Satelitarianie po raz kolejny odesłali z powrotem na planetę starszawy dosyć i pordzewiały kosmolot. Nie było to wcale śmieszne, a ludzie ci nie należeli do tchórzy. Kilku śmiałków zostalo już przecież na planecie spalonych za to że śmieli publicznie zanegować II święte przykazanie termodynamizmu [czyli po naszemu II zasadę termodynamiki] Mogliby jeszcze co prawda odwołać swoje blużnierstwa, lecz gdyby nie kwestionowali także przymusu badań medycznych pracowników komun. Na tajnym zebraniu Wielcy Kapłani Ludu wspólnie z Demokratycznym Kolektywem Nadzoru Roboczego, ubrani i ubrane jak zwykle w kolorowe sukienki i z pomalowanymi ustami, uchwalali wyroki. Niby wyroki wydawała wyrocznia, ale nikt w to naprawdę nie wierzył. Płonął więc stos a kapłana z surowym wyrazem twarzy odczytywał wyrok

- W imię Wielkiej boga, która stworzyła świat cały! Największy i bez miary.
W imię tej o bracia, która stworzyła naukę i medycynę oraz humanizm ekonomiczny i ekonomię humanistyczną na dziejowej drodze rozwoju ludzkości do komunizmu i matriarchatu! I nakazała stosować ich owoce, brać też czynny udział w przymusowych badaniach medycznych i szczepieniach. Abyś ty bezduszny potworze nie blużnił więcej przeciw niej, i nie grzeszył ochydnie już więcej przeciw niej - tu zawiesił na chwilę głos, po czym dodał - skazujemy ciebie na karę stosu. Bo tak powiedziała boga, poprzez usta wyroczni -
w tym momencie odzywały się dżwięki werbli, a zgromadzeni licznie ludzie obrzucali złoczyńców kamieniami i złorzeczyli im. I wyglądało to mniej więcej tak - czy wiesz głupcze co by się stało gdyby druga zasada dynamiki przestała działać! Ty skończony idioto - mówił jakiś skrajnie pobudzony i agresywnie wyglądający jegomość w stronę skazańca, stukając się jednocześnie pięścią w czoło. Lub - Nie po to nam boga przekazała naukę abyśmy ją szargali ty durniu, a może jesteś także przeciw przymusowi szczepień a nawet za dobrowolną wymianą usług pomiędzy ludżmi jak jakieś ostatnie wyrzutki. No powiedz! Przyznaj się ty durniu - krzyczał w jego stronę starzec bezczelnie wpatrując się w twarz oczekującego każni biedaka. Skazany potwornie zmęczony procesem, niewyspany i spragniony, marzył tylko o jednym żeby jak najwcześniej umrzeć i odrodzić się w jakimś bardziej sensownym miejscu. Ponieważ tak się składało że większość kwestionariuszy planety wierzyła także w wędrówkę dusz. Co do kolorowych sukienek, zwyczaj ten został przejęty z Polandii gdzie ludzie z grupy kierującej krajem na swych tajnych spotkaniach spotykali się ubrani w kolorowe sukienki i z umalowanymi ustami. Dlaczego? Nie wiadomo. Archeologia kosmiczna milczy na ten temat. Przewertowałem wiele ksiąg w ogromnej bibliotece w Dewannie i nie znalazłem niestety nic. Nic co mogło by chociaż przybliżyć motywy takiego postępowania. Nie napisałem jeszcze że w matrialchalnej ekonomi obowiązywał tak zwany element dobra. Chciałbym jednak zaznaczyć że dobro pojmowane było w tamtych czasach dość specyficzne, to znaczy że kojarzyło się raczej z tchurzostwem, lenistwem, bezmyślnością i opieszałością a nie właściwym czyli "dobrym" działaniem.

System i kultura planetarna były w swoim okresie póznojesiennym, jeśli tak można powiedzieć. I przypominała przejrzałą gruszę, jeszcze co prawda nie zgniłą ale już przejrzałą. Wszystko rozpadało sie powoli i stopniowo, lecz ludzie jakoś żyli i radzili sobie tak jak tylko potrafili. Pech jednak chciał że pewnego dnia wylądował na planecie statek kosmiczny, a podczas lądowania pilot zostal ranny. Niestety pilot zostali uwięziony, on i cała jego rodzina. Żona i trójka dzieci. Mało tego, dzieci i żona stały sie zakładnikami a pilot musiał wykonywać polecenia pod grożbą utraty życia jego rodziny. Miał ich wozić na planety z misją. Jak to oni mówili - z dobrą nowiną - Mieli latać na planety i propagować idee komunizu matriatchalnego. Na jednej z planet natrafili na komunistyczny patriarchat. Komunistyczny patriarchat to wcale nie była taka śmieszna sprawa jak mogli niektórzy przypuszczać. Kosztem wielu ograniczeń w dziedzinie konsumpcji, rozwinęli bardzo przemysł militarno zbrojeniowy. Pracowali nad bronią klimatyczną, magnetyczną i laserową.
Kiedy nastąpił wzrost zainteresowania przemysłem zbrojeniowym wojskowi podstępnie przejęli władzę nad komuną. Zewnętrznie, bo wewnętrznie rządziły tajne służby. Jednak największym problemem kompatru był niestety brak kobiet. Politykę urodzeniową prowadzili w taki sposób że rodzili się prawie sami chłopcy Jak mogli o czymś tak ważnym jak kobiety zapomnieć? Ano mogli. Ktoś w ministerstwie zapomniał. W kommatrii zapomnieli także, bo tam rodziły się prawie same dziewczynki. Chlopców i mężczyzn używano do najcięższych i najbardziej podłych prac. Na początku po wymianie i zbadaniu próbek genetycznych nawet chcieli się wymieniać brakującymi dziećmi. Lecz jedni uważali że dziewczynki są cenniejsze od chłopców, a drudzy że chłopcy. Potem nastąpił między tymi dziwnymi społeczeństwami konflikt. Wyobrażcie sobie społeczność złożoną prawie wyłącznie z kobiet, albo prawie wyłącznie z mężczyzn. Patriarchowie postanowili za uczynione im zniewagi zniszczyć matriarchów, a dokładnie matriarchanki. I przepełnieni gniewem niby dawni grożni bogowie, polecieli w tym celu na planetę kobiet.

Pewnego pięknego dnia przyleciały też na Satelity matriarchanki. Chciało by się powiedzieć: niestety. Przyleciały w tym swoim jedynym statku kosmicznym. Niestety, ale nie dla satelitarian. Oni byli przygotowani i czekali na takich nieproszonych gości. Matriarchanki wypakowały gdzieś w Wenusjańskim lesie pięćdziesięciu żołnierzy czyli wszystkich z pierwszego transportu, i potem poleciały po następnych. Latały tak chyba ze cztery razy. Oczywiście dowódcą całej grupy i jej zastepcą były kobiety. Kobiety były dowódcami drużyn, tak zwanych dziesiątek i plutonów. Jak to w komunizmie bywa wszyscy są równi lecz niektórzy sa równiejsi. Więc w tym wypadku kobiety były równiejsze. Bitwa w wenusjańskim lesie trwała bardzo krótko, i potraktowana została przez satelitarian jako rodzaj manewrów wojskowych. Oczywiście w wyniku tej potyczki nie zginął nikt, choć kilku matriarchan zostało rannych. Resztę wzieli do niewoli. Głodni, zmarznięci i zmęczeni żołnierze poddali sie bardzo szybko. Natomiast grupa broniących się dowódczyń polewana z helikopterów wodą, traktowana polem wysokiej częstotliwości szybko padła i otoczona przez grożnie wyglądające roboty została wzięta do niewoli. Ci z matriarchan którzy chcieli poprosili o azyl i wkrótce zostali uwolnieni. Reszta to jest około dwunaście osób przebywała nadal w niewoli.

Wyjasnienie.

Próby ganienia zwolenników komun i wszelkich form kolektywizmu są może nazbyt przedwczesne. Ponieważ dążenie do kolektywizmu jak wyjaśniono, ma prawdopodnie podłoże genetyczne. Zarówno mieszkańcy kommatru i patrkomu posiadali tak jak zwierzęta a w przeciwieństwie do ludzi, jedynie dusze zbiorowe, nie posiadając dusz indywidualnych. Wynikiem takiego stanu rzeczy jest pochodzenie co prawda w stopniu śladowym od jaszczurów. Po prostu tysiące lat temu mieli jakiegoś jaszczurzego przodka. Jest to na tyle znikome że mogą łączyć się bez problemów z innymi przedstawicielami ras humanoidalnych, w tym także ludzi, jednak pamięć kolektywna umiejscowiona w tyłomózgowiu sprawia że są posiadaczami duszy kolektywnej, a dusza indywidualna nie mogła sie niestety w nich zagnieżdzić. Czasami ułamkowe różnice decydują o tym czy dana osoba posiada duszę zbiorową czy indywidualną. Zdaża sie nawet że w jednej rodzinie żyją przedstawiciele dusz zwierzęcych w ludzkich ciałach, i ludzi z indywidualnymi duszami. Na Ziemi żyją także hybrydy ludzi i zwierząt, głównie związków ludzi z jaszczurami, dowodem na to jest występowanie duszy zbiorowej i jej manifestacja w postaci komunizmu, socjalizmu, i innych idei kolektywnych. Nie znaczy to wcale że istoty ludzkie o duszach zwierzęcych mają być wyjęte spod prawa. Lub że można zadawać im bez powodu ból i cierpienie. Z naszego punktu widzenia są pół ludżmi pół zwierzętami, chociaż często osiągaja podobnie jak ludzie wyjątkową sprawność intelektualną lub fizyczną, jednak wszelkie próby odbierania im praw należnych ludziom należy jak wspomniałem przed chwilą zdecydowanie potępić. Ziemianie w zamierzchłych czasach mieszali się często z innymi rasami przybyłymi na Ziemię z odległych planet. Nawiasem mówiąc, pojawia się też pytanie, czy społeczność patrkomu i kommatru posiadała jedną duszę zbiorową, rozbitą w wyniku swoistej [kulturowej] dysocjacji na aspekt męski i żeński, czy raczej były to dwie różne dusze kolektywne.

Blu Skaj finkers i Maszyna Umysłu




-opowiadanie


Pierwszy wyglądał jak żaba która przed chwilą wyskoczyła ze śmietnika. Ani śladu elegancji i dobrego smaku nie było w jego ubraniu, wyglądzie ani i w nim samym. Mało tego, on wyglądał jakby całe życie spędził grzebiąc w osiedlowym śmietniku lub śpiąc w przydrożnym rowie pośród łopianowych liści. Oprócz beznadziejnego wyglądu, Pierwszy słynął także z tego, że przedstawiciele innych krajów klepali go zazwyczaj po plecach. O czym też z zachwytem opowiadał godzinami swoim współpracownikom. Którzy, hm, musieli go niestety słuchać. Do tego udając przy tym wielkie zainteresowanie, a jeśli chodzi o tych którzy chcieli awansować musieli nawet nieszczerze go podziwiać i udawać zachwyt. Zwycięskiej idei jakoś nie było w Pierwszym widać. W jego szarej, wymiętej, przypominającej porządnie wykręcony ręcznik, i nijakiej twarzy. Nie było bo i jak? Wszytko co związane z nim kojarzyło się przecież z przegrywaniem i bylejakością. Wielkie Psy jakie go otaczały, a i Grube Koty, nie były wcale zmartwione takim obrotem sprawy. Wręcz przeciwnie, specjalnie wybrali takiego człowieka, bez charakteru, giętkiego niby wierzbowa witka na wietrze. I miękkiego jak plastelina bez wysiłku formowana w ich dłoniach stosownie do potrzeb. Mieli przecież jeden cel, wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy. Najwięcej pieniędzy mogli wyciągnąć poprzez heglowskie socjalne państwo. Ono się do tego najlepiej nadawało. Było wielką maszyną ssącą, było maszyną wypijającą krew z większości wyzyskiwanego społeczeństwa. Z biednych ciężko pracujących w pocie czoła ludzi. Demoniczną Maszyną Wampiryczną -jakbyśmy mogli ją nazwać. Bo wypijającą krew. Nie dlatego że lubili socjalizm i etatyzm, ale dlatego że się do tego świetnie nadawał. Jakby Heglowska Maszyna Zła była do tego celu stworzona i pomyślana. W głębi duszy tak naprawdę pogardzali bardzo socjalizmem i heglizmem, uznając heglizm za ideologię dla ubogich umysłem i leniwych. Oni chcieli być panami siebie samych! - Żadnych cudzych bogów przede mną. Ja jestem centrum mojego świata i nikt inny - mawiali do siebie. Chwilami zdawało się że życie w tym kraju jest już niemożliwe. Tyle było sztucznych i pustych a pozornie wielkich ideii zajmujących prawie całą przestrzeń. Kiedy na przykład szedłeś ulicą to wydawało ci się nieraz że jest od nich w powietrzu aż duszno. Że powietrze aż gęstnieje i oddychając nim dusisz się i dławisz. A one wchodzą w ciebie poprzez dziurki nosa i zagnieżdżaja się niby szkodliwe bakterie i wirusy w całym organizmie, i w każdej komórce twojego ciała. Byłeś pełen czegoś obcego w sobie, czegoś co nie jest twoje. Z zewnątrz przyklejały się do ciała by następnie poprzez pory skóry przenikać do wnętrza. Wchodząc do krwiobiegu, i płynąc dalej bezczelnie razem z nim. Kto im dał na to zgodę? Przecież wiedziałeś jak każdy normalny i zdrowy człowiek że twoje ciało należy tylko i wyłącznie do ciebie, podobnie jak twoja dusza i twoje myśli. Wracając do Wielkich Psów. Wielkie Psy dla zabawy rzucały czasem różne opinie. I potem obserwując reakcję bawiły się świetnie. Na przykład środowiska katolickie i narodowe nie wiedząc o tym wcale i zapewne nie mając tego żadnej świadomości zaciekle walczyły o heglowskie państwo umierając ze strachu na samą myśl że państwo to może się rozpaść, osłabnąć, albo co nie daj Bożę stać się częścią innego większego lub bardziej sprawnego państwa. Wykonywali za nich całą ich robotę, i to praktycznie za darmo. Często w zamian otrzymując jako zapłatę śmiechy, kpinę a czasami nawet pogróżki ze strony policji. Oj umieli oni ludzi zagnać do roboty. Umieli! Tych wszystkich beznadziejnych i nie uleczalnych głupców, którzy nie troszczyli się o swoje sprawy lub mieli nadmiar wolnego czasu i nie wiedzieli co z nim zrobić. Wypasione Leniwe Tłuste Koty wylegujące się godzinami na egzotycznych plażach w promieniach słońca i Grube Ryby były jakby poza tym. Grube Ryby jakby, a Wypasione Tłuste Koty całkiem. Koty myślały pragmatycznie. Jeśli wspieranie interesów innego państwa przyniesie im więcej pieniędzy i w konsekwencji więcej władzy to czemu mają tego nie robić? I robiły to wspierając finansowe i przemysłowe lobby bez względu na kraj pochodzenia. Wspierały też interesy innych państw na terytorium własnego. Najchętniej jeśli były poprawne politycznie. Jeśli były mniej poprawne wspierały ich interesy mniej jawnie. Poprawność polityczną miały gdzieś, lecz dążyły do minimalizacji utraty energii w działaniu a dokładniej do działania przez pozbawione zupełnie wysiłku działanie. Siedząc u siebie na starym krześle przy drewnianym stole w kuchni i małymi łykami popijając kawę, rozmyślał o tym wszystkim Hobo. Nie żeby go polityka specjalnie interesowała ale takie miał tego popołudnia myśli.

Jak było? Z pewnością zapytacie. Przeciw Łopianowemu Królowi czyli Pierwszemu, i jego beznadziejnym rządom wystąpił pewien z pozoru szalony młody naukowiec. No dość młody. I nie dlatego że uważał się za jakiegoś szlachetnego buntownika walczącego ze złem świata. Napisałem przecież że polityka go specjalnie nie interesowała. O nie! Tak nie było. Było zupełnie inaczej. Zwyczajny nieudacznik nie potrafiący się poruszać po coraz bardziej skomplikowanych zaroślach życia. Mnożących się z każdym dniem utrudnieniach i przepisach ustanawianych przez starzejące się coraz bardziej i przybywające na wadze i siwiejące wraz z upływem lat Wielkie Psy, Tłuste Koty i Grube Ryby. One przecież czuły za plecami zdyszane i przepełnione nienawiścią oddechy wykluczonej konkurencji. Czuły ślepy gniew. To wściekłe Młode Wilki walczyły z nimi o miejsce w stadzie i rolę do odegrania w życiu. Psy a z nimi Koty i Ryby czuły się coraz bardziej wystraszone i budowały jeszcze większe fortece. Mury mające oddzielić ich i ich dzieci od reszty rosły. Powiem więcej, te grubaśne mury i niezwykle solidne fortece miały pilnować ich pozycji. Więc szalony naukowiec nie potrafił się odnależć. W życiu tak pełnym sztucznych barier, przeszkód i zastawionych pułapek na drodze wiodącej do zamku wraz z upywem czasu miał coraz więcej żalu do tych którzy jego życie spieprzyli. Na początku co logiczne, chciał zbudować Maszynę w celu całkowie egoistycznym. Chciał ją zbudować po to aby łatwiej żyć, nie mogąc dokonywać racjonalnych wyborów, i nie znając odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania. Nie miał też wyjątkowej intuicji. Lata spędzone na grach liczbowych i spora sumka pieniędzy jakie przegrał mówiły o tym same. Jeszcze razem ze swoją byłą dziewczyną, a potem już sam, pozostawiony przez nią z powodu życiowego nieudacznictwa i biedy. Kiedyś mógł brylować na salonach, i udzielać komentarzy dla prasy na prawie każdy temat, jeśli oczywiście o taki komentarz zostałby poproszony, jednak zupełnie nie potrafi kręcić się wokół swoich spraw ani chodzić koło nich. Z drugiej strony nie chciał być owcą idącą posłusznie w stadzie, ani owczarkiem tego stada pilnującym dla pasterzy. On chciał być wolnym jeźdźcem. Autostradowym chłopcem, który jest tam gdzie chce i kiedy chce. W każdym razie jak to mawiał od mądrości zgłupiał i nie wiedząc co robić spędzał bezmyślnie czas. Następnie po roku lub dwóch, od głupoty zmądrzał. Pozornie bezczynnie spędzając czas. Pewnego dnia słuchając jakiejś płyty uzmysłowił sobie że całe dwa dziesięciolecia spędził na poszukiwaniu błędów w sobie. Czy to było złe? Nie, szukanie błędów jeśli sam proces poszukiwań nie zamieni się w obsesje, to świetna sprawa. Jednak nie tylko całkowite pogrążenie się w sobie. Trzeba też patrzeć w przyszłość i szukać nowych rozwiązań. On niestety nie szukał i widział że wielu ludzi będących pod wpływem różnych nurtów tak zwanego religionizmu, lub jak się mówiło w skrócie religizmu patrzyło głównie w siebie, zapominając o tym co jest przed sobą. To dobra postawa dla tych których życie jest stabilne, dla takich jak on jednak nie. Przeżył wtedy małą rewolucję i iluminację.

Wybudował więc maszynę Umysłu. Lecz nie wyprzedzajmy faktów. Pewnej nocy zasnął jak zwykle we śnie szukając zapomnienia od trosk dnia przepełnionego z powodu niewiedzy bezczynnością. Niby nic, jednak przyśnił mu się dziwny sen. W tym śnie zwiedzał jakąś obcą planetę. Położoną ładny kawałek od naszego Układu Słonecznego.
Na planecie panowały rządy korporacyjne, na które przyszła kolej po bardzo krótko trwającym tak zwanym liberalizmie, z całkiem prawie swobodną wymianą towarów i usług. Następnie zapanowała długa ciemna noc koszmarnego antyludzkiego heglizmu. Gdzie niegdzie zwyciężył miły jego sercu libertaryzm, choć nie wszystkim chętnym starczało środków żeby przenieść się do jednej z planetarnych libertarii. Jak wyglądał korporacjonizm, bo niektórzy mogą go pomylić z pewną odmianą ziemskiego heglizmu. Korporacjonizm na tamtej planecie polegał na dobrowolnych związkach między ludźmi ze względu na podobieństwa występujące między nimi, jak na przykład podobny rodzaj wykonywanej pracy, podobne poglądy polityczne lub nawet zamiłowania. Więc planeta przypominała sieć dobrowolnych związków posiadających własne prawodawstwo i obyczaje. Przypominało mu to trochę stare polskie prawo dla żydów lub ormian, gdzie właśnie poczucie podobieństwa decydowało o przynależności a nie zajmowanie jakiegoś terytorium. Państwa narodowe odeszły na planecie dawno w niepamięć. Potem odeszły w niepamięć państwa terytorialne. Nad wszystkim stała Rada Planety wybierana w głosowaniu przez prawie powszechny internet. Internet działał też na sąsiednich księżycach planety zamieszkałych przez osiedleńców od paru pokoleń. Nie było żadnego parlamentu bo i po co. Przytłaczającą większość spraw rozstrzygali ludzie na internetowych forach i podczas głosowań przez internet. Tak było od czasów Internetowej Rewolucji podczas której władza planetarnych rządów została obalona. Sami tego chcieli, próbując wprowadzić przymusową cenzurę w necie. Zmieniła się też religia, stare tradycyjne kulty odeszły do przeszłości. Nikt już nie był sędzią sumień innych ludzi i dawcą przepustek do duchowych krain po śmierci. Rewolucja internetowa obala też przy okazji rządy. Internauci obalili je mając dość skorumpowanych i zdemoralizowanych polityków pasożytujących na ich ciężkiej pracy i odbierających im ich wolność. Naprawdę zmietli je z powierzchni ziemi
- Nie chcemy już państw ani politycznych struktur kontroli - mówili do siebie podczas licznych rozmów jakie przeprowadzali ze sobą w sieci - ponieważ wiemy że po drugiej stronie granicy żyją ludzie podobni do nas - Oczywiście rewolucja miała charakter dosyć pokojowy, i w wielu miejscach planety nadal istnieją jeszcze państwa. Jedne są wielkości zaledwie łupiny od orzechów, inne całkiem duże, i nawet opętane nadal paranoją heglizmu. Internauci tworzą też konstytucję planety. Planetarna Konstytucja jest z założenia bardzo prosta. Pierwszy jej punkt brzmi:

Każdy człowiek jest wolny, i nie ma prawa naruszać wolności i własności innych ludzi.
Może więc całkowicie swobodnie dysponować własną energią i czasem,
oraz powstałymi w wyniku jego działania zasobami

Można by powiedzieć że pierwszy i ostatni. Chociaż są jeszcze komentarze i podpunkty do niej. Wspólnota Korporacjorjan, bo nie wiem jak ją nazwać nie ma stolicy ani władz. Korporacje wybierają swoich przedstawicieli do Rady Planety, a sama Rada stanowi bardziej ciało arbitrażowe niż prawodawczo-ustawodawcze lub sądowo-wykonawcze, albo reperesyjne. Wojsko i aparat przemocy na planecie ma charakter pracy kontraktowej i jest związany z usługami. Policjant to tam podobnie jak strażak i wojskowy przedstawiciel sektora kontraktowych usług. Nie ma prokuratorów ani sędziów, bo i po co. Jest prawo lokalne, obyczajowe i korporacyjne i każdy kto naruszył wolność lub własność drugiej osoby musi się do niego dostosować. Ludzie umówili się ze sobą jakie w danych regionach panują prawa i tyle. Jak ci się nie podoba to możesz się przenieść w miejsce które ci odpowiada. W ogóle bardziej zwraca się uwagę na skutki i samo działanie niż na jego możliwą potencjalność. Więc jeśli jedziesz po pijanemu rowerem to twoja sprawa. Jeśli jednak popełnisz wypadek bedąc pijany kara jest surowsza. Wtedy nie masz nic na swoją obronę. Generalnie odeszły tam w niepamięć wszelkie fałszywe nauki moralne i religijne mające obrabiać psychikę zniewalanych ludzi, przez tych którzy rządzili nimi. I granie na emocjach i uczuciach innych nie jest tam mile widziane. Zdecydowanie w prawie wszystkich dziedzinach życia liczy się skuteczność a nie papiery i pieczątki. Idziesz dajmy na to do jakiejś firmy i mówisz że chcesz u nich pracować, a oni pytają ciebie - pokaż nam co potrafisz - Mówią wtedy po prostu - pokaż nam co potrafisz -
Na sąsiedniej zamieszkanej planecie, o czym dowiedział się z międzyplanetarnej telewizji, mają takie aparaty do mierzenia potencjału ludzkiego umysłu i stanu ludzkiej wiedzy, czyli tak zwane umysłometry. Nie jest to u nich rzecz bardziej rzadka niż u nas aparaty do mierzenia ciśnienia. Mają też aparaty do mierzenia stanu ludzkiego zdrowia. Jest tam u nich możliwe prawie wszystko do zmierzenia, samopoczucie i poziom stanu psychiki, pozom aktywności intelektualnej i poziom energii.


Hobo obudził się nagle i wiedział nad czym będzie pracował. Zadzwonił o ósmej rano do Berlina do nieprzytomnego jeszcze Mahhomeda Shwartza i powiedział mu że rezygnuje z roboty jaką ten mu znalazł. Mahhomed trochę po znajomości poprzez agencję w której pracuje znalazł mu pracę przy sortowaniu owoców na farmie. Następnie zadzwonił też do Hansa Abdulla aby tą wiadomość potwierdzić. Hans naturalnie był wściekły. Jeśli chciałeś znależć jakąś robotę sezonową przez agencję to chodzić musiałeś na kolanach czasami całymi miesiącami. I jeszcze robili ci wielką łaskę. Hobo to był przecież nikt, zwyczajny włóczęga. I tak by przecież zresztą tam nie dojechał. Autokary stały zaparkowane w bazach firm przewozowych bo całe Niemcy obchodziły święto powrotu nauk Proproka, a skażenie środowiska było tak duże że samoloty miały zakaz lotów. Oni więc bez problemów znaleźli na jego miejsce zastępcę a on mógł przystąpić do pracy nad maszyną umysłu. Najpierw skonstruował tak zwany Oscylator Umysłu. Oscylator miał za zadanie wymieniać między ludźmi pliki myślowe, czyli wszelkie wartościowe spostrzeżenia związane z wyrazami kluczowymi. Przestraszył się jednak że Maszyna po niewielkich modyfikacjach może być wykorzystana przez rządzących do kontroli poddanych im ludzi. Tak stało się przecież z Sugestonomem. Sugestonom miał zwalczać depresję a został wykorzystany przez władzę do propagandy i potem także przez agencje reklamy, aby zwiększyć sprzedaż towarów firm dla których agencje aktualnie pracowały. Wyglądało to mniej więcej tak. Budził się Hobo rano i pierwsze co słyszał nawet nie wypijając jeszcze swojej porannej kawy, to słodkim głosem wypowiadane slogany w stylu - Hobo chłopie nie uwierzysz! Mamy dla ciebie nowy wspaniały produkt....musisz go koniecznie kupić. Pamiętaj, nie rób nam zawodu, wszyscy w firmie kochamy cię - i takie inne pierdoły. No dobrze, jak było z tym oscylatorem. Hobo wstał rano, no nie tak znowu rano, piętnaście po dziesiątej i zaczął rozmyślać nad zmianą swojego życia - Zmieniając siebie - powiedział głośno do siebie stojąc przed lustrem - podobno zmieniamy świat który nas otacza. I myśli i uczucia maja wielki wpływ na nasze życie - Rozpoczął więc eksperymenty nad modlitwą chrześcijańską, i zaczął badać jej wpływ na swoje życie. Następnie przeszedł do medytacji wywodzących sie z buddyzmu. Denerwował go subektywizm to znaczy niemożność obiektywnego zbadania za pomocą -jakbym to ja powiedział- naukowego eksperymentu, rodzaju uczucia i emocji oraz jego intensywności. Skonstruował więc emocjonometr. Jak już stworzył emocjonomert to był prawie w domu. Pomijam zabawne historyjki z jego życia kiedy wiekszość jego znajomych przychodziła do niego żeby zbadać sobie poziom energi i uczuć. To znaczy jakie mają kolor i ładunek. Kolor mówił o silnych emocjach. Na przykład ciemna intensywna czerwień pokazywała gniew tkwiący w człowieku jako emocję dominującą. Pomarańcz oznaczał przyjażń, a lekka czerwień lub róż, miłość. Odwiedzały go też dziewczyny z sąsiedztwa żeby dowiedzieć się czy są zakochane, i czasami ciągnęły też ze sobą swoich chłopaków. Drzwi wejściowe od jego domu nie zamykały się wtedy.


Innego dnia stworzył autotłumacza języków. Nie mógł się dogadać z Hansem ani z Mahhomedem i to go tak zezłościło że po rozmowie natychmiast zabrał się do roboty. Jak powiedział pewien polski żyd - mam dwie ojczyzny w jednej tej polskiej jestem żydem a w tej drugiej żydowskiej gojem - Hobo miał czasami podobne odczucia. Jego dziadek był w połowie włochem a w połowie podobno brytyjczykiem. Jakby tego było mało to jego ojciec [ chodzi o ojca dziadka czyli jego pradziadka] zanim osiedlił się w Polsce mieszkał przez pewien czas w USA i budował Nowy Jork i Amerykę. Budował dosłownie. Bo jako inżynier i konstruktor stawiał te ogromne manhatańskie wieżowce. To jeszcze nie koniec bo przodkowie matki Hobo wywodzili sie z kresów i mieli na sto procent jakąś domieszkę białoruskiej i litewskiej krwi. O każdej z ojczyzn wypowiadał się z pewnym dystansem. W Polsce czekał go brak perspektyw i bezrobocie. W Anglii liczyły sie tylko umiejętności zawodowe. Jeżeli nie miałeś kasy nie byłeś w ogóle człowiekiem tylko pracownikiem. Znałeś świetnie język, i miałeś jakieś uprawnienia, na przykład na wózek widłowy lub potrafiłeś prowadzić traktor to było już coś. On jeździł kiedyś traktorem, jednak po niezliczonej wprost ilości wypadków przestał prowadzić pojazdy mechaniczne. To było coś w rodzaju zegarka na rękę. To czyli tłumacz języków. Nie muszę chyba dodawać że swojego wynalazku nie potrafił sprzedać i poza nim nikt nie wiedział o autotłumaczu. A Hobo dyskretnie patrzył na napisy wyświetlające się na jego zegarku i rozumiał o czym rozmawiają ludzie w obcych językach. Chociaż tyle że mu się do czegoś przydał.

Pomiędzy skonstruowaniem emocjonometru [ czyli po prostu sugestonomu ] a zbudowaniem maszyny umysłu miało miejsce dziwne zdarzenie w życiu Hobo. Otóz Hobo położył sie na chwilę żeby odswieżyć swój umysł, jak to on nazywa. Zawsze kiedy był zbyt poruszony lub znużony, albo ospały czy zdenerwowany odswieżał swój umysł - starając się go wyzerować - jak to on mówił. Leżąc zasnął, a właściwie znalazł się w stanie pomiędzy snem i jawą. I wtedy pojawiła się ta dziwna myśl! Że, że...jesteśmy hodowani. O takiej możliwości myślał już nie raz, czytał też także o tym parę razy w internecie. No bo biorąc rzecz na logikę, to dlaczego mamy być na końcu drzewa ewolucji? Może tak samo jesteśmy hodowani jak my hodujemy świnki i inne zwierzęta. I uprawiani tak jak my uprawiamy rośliny w ogrodach i sadach? W tym momencie pojawił mu się w umyśle fragment starego prapolskiego mitu o ŚwietoWicie który zasadził pierwszych ludzi na grządce. W micie ŚwiętoWit miał dobre intencje wobec ludzi. Ale jak jest naprawdę? Może ci którzy nas uprawiają potrzebują do czegoś naszej duszy tak jak my potrzebujemy mięsa zwierząt, jajek, jabłek i krowiego mleka. Więc żywią się naszymi duszami? A Budda wynalazł sposób na uniknięcie bycia zjedzonym, czyli krótko mówiąc wyzwolenie z koliska samsary. Wejścia w inny przestrzenny wymiar i inny poziom egzystencji, w którym ci którzy nas uprawiają nie mają przystępu do naszych dusz i nie mogą ich zjeść. No tak teraz już wiem dlaczego uczniowie Buddy nie chcieli mówić o Bogu. Bóg stworzyciel świata jak go nazywamy to jedno, a jacyś pośrednicy którzy stworzyli ludzi lub bezczelnie wryli się w dzieło stworzenia to dwa. Nazywani przecież w wielu kulturach bogami. Pełno jest takich opisów w starych mitologiach. To wydarzenie jeszcze wzmogło chęc wymyślenia maszyny przez Hobo. Hobo ślęczał nad nią całymi dniami. I co może nie jest bez znaczenia chciał pokazać światu kim jest i na co go stać. Bowiem jego dawni koledzy i w większości [kiedyś] uczniowie podśmiewali sie z niego unikając go, gdy zauważyli go idącego ulicą. Jego dawne dziewczyny nie chciały z nim rozmawiać. Chociaż rozmawiały i dzwoniły do większości jego byłych znajomych. Ludzie z sąsiedztwa uważali go za dziwaka i odszczepieńca. Niestarannie ubrany, ze swoją nieco dziwaczną fryzurą naukowca i włosami w wiecznym nieładzie. Interesujacy sie tym czego większość ludzi nie obchodzi, bo interesuje ich jak bez wysiłku zdobyć więcej pieniędzy lub rzeczy no i oczywiście jeszcze coś wypić. Oraz jak bezstresowo spędzić czas. Nie robiąc w życiu nic. Hobo nie przejmował się tym wcale. Oni też go nie interesowali. Gorzej by było, gdyby czegoś od niego chcieli zawracając mu głowę bzdurami, lub zabierając mu tak cenny przecież czas. I marnotrawić jego energię! Do domu po klatce schodowej wchodził więc szybko, a wychodził energicznym krokiem człowieka zajętego. Tak samo szybko chodził po ulicach miasta. Dobrze do rzeczy. Sen znowu okazał się inspiratorem jego poczynań dziennych. I wynalazł maszynę myśli. Wtedy też zauważył że zwalczanie Pierwszego nie ma sensu dopóki ludzie to kupują. Za plecami Pierwszego czekali już w kolejce inni. Tacy sami jak on albo jeszcze gorsi.
---------------------------------------------------
autor przeprasza ze niewiele pisze o samej "Maszynie", jednak być może wróci do maszyny w kolejnych opowiadaniach.

niedziela, 15 sierpnia 2010

“Bezprawie , bo bezrząd i bezwładza to nie”



pisząc drugą część opowiadania Cohello i niejako wyręczając go z jego pracy zastanawiałem się jak mogły by wyglądać rządy w takim kraju i jakie prawo miało by w nim panować? http://i1713.blogspot.com/2010/07/jak-zaprowadzono-porzadekkrotka.html

Sytuacji i możliwości jest naprawdę sporo. Pierwsza o którą niestety podejrzewam pisarza, nie mającego zbyt wielkiej wiedzy na temat człowieka, jest taka że krzyż zastępuje szubienicę. TO znaczy ludzie nagle stają się szlachetni i dobrzy niby baranki, i po kilkunastu latach tresury strachem żyją w mieście w którym prawo było by niepotrzebne, bo jego miejsce zastąpiło by prawo wewnętrzne, czyli prawo moralne? Zbyt naiwna to wersja a pisarz mógłby się poczuć urażony.


Inną bardziej wyrafinowaną jest brak prawa czyli bezprawie, bo wersję bezwładzy a więc rodzaju anarchii, darujmy sobie, -jest anarchizm w swoich nurtach prawicowym i nowo lewicowym,

oraz starolewicowym. W pewnym momencie pomyślałem cóż to za naiwność z jego strony świat bez prawa! Jak w ogóle może działać? Ale im dłużej myślałem tym bardziej taki pomysł wydawał mi się inspirujący i ciekawy. Bezprawie czyli co. No właśnie czyli prawo obyczajowe obecne powszechnie na danym terytorium, czyli w tym wypadku w mieście. I jest to możliwa jedna wersja,drugą wersją jest całkowity brak prawa, czyli regulowanie sporów między zainteresowanymi.

Muszę przyznać że jest to bardzo humanistyczna wizja, po prostu bardzo ludzka. Ludzie sami regulują między sobą swoje spory. Na wsiach i w mniejszych miastach niewiele by się zmieniło. Na pewno w większych skupiskach ludzkich przynajmniej na początku nastąpił by wzrost przestępczości, jednak już po krótkim czasie ludność sama uregulowała by ten dokonując “naturalnej” selekcji, jednostek najbardziej agresywnych kierujących na dodatek agresję w sposób chorobowy do do wewnątrz, czyli przeciw własnej społeczności. Możliwości mieli by do wyboru dużo, mianowicie eliminacja fizyczna najbardziej agresywnych, banicja innych, i/lub armia zamiast kary.

Warunek jest jeden. Tajemniczy mnich musiałby opuścić miasto, nic tak bowiem, nie blokuje energi życiowej i siły życia jak nadmierna religijność. Kapłani wyznaczający zasady życia [ o których nie mają pojęcia ] załatwili by każdą kulturę.
6.2009 “Cyberius”
http://eart.cba.pl/bezprawie.html

niedziela, 8 sierpnia 2010

Katecheta








fotografia mojego autorstwa.Wykonana podczas koncertu na tegorocznym festiwalu w Glastonbuey

krótkie opowiadanie
Wszystko było tu takie piękne i nowiuśkie. A jakie wielkie i bogate. Ociekało aż bogactwem. naprawdę, możecie mi uwierzyć na słowo. Sen katechety z małej wiejskiej szkółki niedzielnej spełniał się właśnie. A on nie mógł uwierzyć czy aby znowu nie śni na jawie -co przydarzało mu się niestety nader często. Zamknął więc dla pewności oczy i mocno zacisnął powieki aby je za chwilę szybo otworzyć. Potem jeszcze uszczypał się w lewą nogę -syknął gwałtownie z bólu po czym uśmiechnął się. Jakby chciał powiedzieć - to jednak prawda - I szczęśliwy patrzył w ogromne lustra. Przeglądając się w nich, i robiąc przy tym dziwne głupie miny, to siadał znowu dla odmiany a raczej upadał ciężarem całego swojego ciała w wielkie skórzane fotele, lub wstawał żeby ślizgać się po wypolerowanej podłodze gabinetu,
czekając na reprymendę przełożonego -której nie było. Teraz on jest największym kancelistom w kraju. Skończyły się już czasy nędznego harcerzowania. Skończyła się cholernie nudna mała szkółka niedzielna której tak bardzo nienawidził. I teraz może powiedzieć gdzie ich ma. Z tymi ich niemodnymi krzyżami, z ich uśmieszkami i całą tą wymuszoną grzecznością - Nie potrzebuje was już teraz i mam was w nosie! Krzyknął głośno, a ciszej dodał -możecie mnie nawet pocałować w ...- Tak jakby wierzył że przestrzeń lub przynajmniej powietrze zaniesie jego głos do ludzi których kiedyś spotykał na swojej drodze życia.

Ale ale, co tam, żyjmy tym co jest teraz A tu wszystko takie nowe, taakie piękne i takie drogie, a bogactwo aż ocieka i prawie spływa na podłogę z kunsztownych mebli i złoconych ram. Pałac Namiestnikowski! Ach, Pałac Namiestników na Warszawę i na Polskę całą. Och! Teraz on będzie namiestnikował w kraju. I zaczął wyobrażać sobie że wszyscy dookoła są harcerskimi druhami i druhnami a on jest ich naczelnikiem i drużynowym. ludzie na ulicach przechodząc obok niego salutują mu a następnie wykrzykują w jego stronę - czu waj dru hu czuwaj - Albo nie, cały kraj to szkółka katechetyczna, a on będzie głównym katechetą. Co tam katechetą. Po co mu katecheza. Robił to bo płacili mu za to, a innej roboty znaleźć nie mógł! Już wie, teraz będzie namiestnikiem. Nagle skurcz przeszedł przez jego twarz. Po co to wszystko podpisywał! Czy naprawdę musiał? Ale kto wtedy wiedział! Bo czy on mógł wiedzieć, i zresztą tylu ludzi ciągle coś podpisywało a potem zaprzeczało - Pocałujcie mnie w nos powiedział cicho - A następnie mniej pewnym głosem - Jakby co to zaprzeczę wszystkiemu, zaprzeczę i na Boga przysięgnę że nie kłamię - Pokręcił się po jeszcze chwilę po swojej nowej kancelarii, mówiąc do siebie z zachwytem - teraz jestem kancelistą, naczelnym najwyższym kancelistą, kraju położonego nad Wisłą - Pomyślał jeszcze co by tu mógł dzisiejszego dnia robić, jednak nic nie przychodziło mu do głowy - no, może by tak popościć ? E tam, pościł przecież już dzisiaj, prawie przez półtorej godziny nic rano nie jadł i głodował.

Tak wie że nie będzie rządził, i nawet że nie będzie miał wiele do powiedzenie. O tu podpisać, i o tam też podpisać, i że czasami nawet odcisk od tego podpisywaniu na palcu się zrobi i może trochę nawet ręka go zaboli. Ee narządził się harcerzami a potem swoimi uczniami w szkółce katechetycznej i to mu wystarczy. Ale jakby tak ubrać wszystkich w mundury harcerskie a on jako pierwszy naczelnik rzeczypospolitej. Chodzi tak między rzędami i sprawdza czy wszyscy mają równo zapięte mundury, i czy guziki są jak trzeba! Albo nie on jest dyrektorem katechetycznej szkółki a ludzie to jego uczniowie. Jeszcze raz podniósł się i z całą siła siła ciężaru swojego ciała opadł bezwładnie na fotel, następnie wstał podskoczył do góry by sprawdzić znowu czy podłoga jest na tyle wytrzymała. Oj żeby mu się tylko niczego nie stało. Tak jakoś mocno poczerwieniał i dostał zadyszki, aż musiał usiąść i odpocząć chwilę. Nie nic strasznego się nie dzieje, zasapał się jedynie i zmęczył. Nadmiar wysiłku przecież szkodzi mu i nie powinien nadwyrężać swojego zdrowia, a on najmłodszy już nie jest.


Z rozmyślań wyrwały go krzyki dobiegające zza okna. Że też oni muszą w takiej chwili mu przeszkadzać. Zdenerwowany wstał i podszedł do okna. Pewno znowu wiwatują na jego część. no no no, bądźmy szczerzy zapracowałem przecież na to -pomyślał. A o tym Pałacu nieraz już się niestety słyszało różne krytyczne opinie. Nie nie to że jakiś zły, bo jest wcale wcale, ale że różne usterki ma tam jakieś. No weźmy właśnie na przykład te okna. Przecież już nie raz jak bale się odbywały i panie w pięknych sukniach z kawalerami na parkiecie tańczyły to jakieś intruzy zakłócały ich spokój. Przychodzili pod okna krzyczeć i przeszkadzali ludziom dobrze urodzonym balować* Jak tak można! Cholera że od dziewiętnastego wieku nic się zrobić z tymi oknami nie dało? I że nawet Kwaśniewski nie kazał poprawić ich? E, ejże nie podoba mi się to! Nowosilcow nic z tym też nie zrobił, ani Zajączek. Nawet hrabia generał Jaruzelski, może daleki kuzyn jego też sprawę okien zaniedbał. No dobrze, więc drzemać spokojnie nie zawsze będzie można. Trudno przeżyje to jakoś. Wstał, ile to się nachodził dzisiaj po tych pomieszczeniach, a następnie
Katecheta z niesmakiem spojrzał w stronę okna i skrzywił się po raz kolejny nagle i coś przykuło jego uwagę - Znowu muszę patrzeć na ten krzyż - powiedział zdenerwowanym głosem - Jak ja tego nie lubię. Ciekawe jakby moi poprzednicy rozwiązali tą kwestię -

Tu zmuszony jestem dodać że katecheta jest podobno człowiekiem bardzo inteligentnym lecz niestety zupełnie niezdolnym do działania. Kiedy jego przeciwnicy zamówili horoskop u największego astrologa w kraju okazało się że układ planet jaki w swoim horoskopie posiadał sprawiał że nie zdolny był do podjęcia najmniejszej nawet decyzji. Podobnie ocenili go eksperci ze służb specjalnych sąsiedniego kraju, wtedy jeszcze sojuszniczego jak to oni nazywali. Kiedy podpisywał dokument zobowiązujący go do współpracy. Tu podpisik się złożyły - powiedział do niego X - o i tam też podpisik złożymy, co nie bolało prawda? dodał uśmiechając się i patrząc w jego stronę

Katecheta obudził się z drzemki Zuch z tego Nowosilcowa że nam taki piękny pałacyk sprawił, pomyślał. Mebelki że palce lizać, ja to wszystko pamiętam ile one kosztowały . I do tego przywiezione aż z Paryża! Zagraniczne a nie nasze. Oni wiedzą jak przyjemność nam sprawić -a to Nowosilcow Pałac Namiestnikowski dla nas zamówi, a to Józef Wisarionowicz Pałac Kultury naszej nowej władzy wybudować kazał. Nagle nacisnął jakiś przycisk na burku, zupełnie jak małe dziecko. Nacisnął znowu i odskoczył. Do drzwi ktoś ktoś zastukał. Przerażony Katecheta powiedział -o Jezu co ja znowu nabroiłem, a głośno krzyknął - wlazł - albo nie, pomyślał i w stronę ogromnych drzwi rzucił - kto tam ? Zza drzwi dało się usłyszeć głos - To ja Hieronimus Gibelt doradca wszystkich prezydentów i monarchów od niepamiętnych czasów, niegdyś Panem na Gibeltowym Polu zwany - po czym drzwi się otworzyły i ukazała się postać mężczyzny w trudnym do określenia wieku ubranego na czarno - Jego ekscelencja Naczelny Harcerz pozwoli - powiedział w niezwykle wyszukany sposób - mam tu najnowsze informację o trzęsieniach przestrzeni, wykonane przez badaczy z nasa - mówił to grzebiąc w papierach wyciągniętych z czarnej plastikowej teczki - następnie ekspertyzy odnośnie pół krzyża planetarnego który się dziesiątego kwietnia na niebie ustawił a w dniu zaprzysiężenia jego ekscelencji znów o sobie dać znał. Jakby naczelny harcerz zapytać raczył, lecz znaczy to tyle że czas kary za grzechy nadchodzi, lub skutek jako rezultat negatywnych, złych przyczyn nagromadzonych przez lata, albo nawet wieki. W jednym zdaniu powiem że zły czas to dla tych co rządzili i kara za to robili przez parę ostatnich stuleci, a może nawet i przez tysiąc lat. I na lud który przecież ich wybrał i wspierał a także i co gorsza znosił w imie własnej "d" czyli czterch liter. A krzyż - tu spojrzał na hrabiego - owoce właśnie wyda bo to co zostało zasiane zostanie zebrane teraz. Bo nic innego nigdy, i jakim sposobem niby? Zamilkł na chwilę by jednak kontynuować, widząc że hrabia Naczelnik milczy - Co jeszcze widzę, głód, zamieszki, i biedę. Korony spadać z głów będą. Anglia na dno idzie jak dziurawy okręt, przez urzędasków swoich, we Francji socjalizm od pokoleń panuje, Rosja płonie za grzechy nowe i stare. Ogień idzie od Smoleńska i Katynia w stronę Moskwy żeby ją oczyścić ze zła i brudów. Woda oczyszcza a za nią ogień podąża. Woda ogień i powietrze. Tylko żołnierzy na wojnę nam nie wysyłaj bo jeszcze na nas zrzucą ten cholerny proszek. A wtedy płacz i zgrzytanie zębów - skończył po czym zaczął przyglądać się katechecie jakby czekał na pytania i wyjaśnienia z jego strony. Ale katecheta powiedział tylko pod nosem - żeby ogień w Moskwie teczki spalił, a ja wtedy się wolny stanę - i westchnął -och żeby -
Nagły dźwięk otwierających się drzwi przerwał rozmyślania katechety i ukazała się im kwadratowa, niskiego wzrostu postać Wielkiego Psa. - Twój Wielki Pies ekscelencjo - powiedział nieco piszczącym, głosem. Mówił szybko i jakby monosylabizował - Do usług , mów panie co robić każesz? Katecheta podrapał się chwilę w głowę i wyciągnął z kieszeni starą pomiętą kartkę o czym zaczął recytować - lud ma szczekać głośno i wyraźnie, oczywiście na moją cześć. Kabarety maja być przymilne, błazny niech krytykują jedynie opozycję a o władzy milczą. No dobrze idź już bo zmęczony dziś jestem urzędowaniem. Urzędowanie męczy, i to jak - Wierny Pies wychodzi zapewniając o swojej lojalności, a gdy jest już za drzwiami rzuca cicho - ja jego wiernym psem ha ha ha, dobre sobie, prędzej mu pierwszy nogę podłoże, jak tylko okazja się jakaś nadarzy -

Nagle Katecheta dostrzega postać stojącego Hieronimusa Gibelta. - A ty co - mówi - jeszcze żeś nie wyszedł? Zrozum ze krzyże już nie modne i nie nowoczesne. Kto ludzie widział krzyże i jakieś półkrzyże w dodatku planetarne! - a do siebie - muszę zadzwonić do Ministra Magistra Kultury żeby zakazał nauczania o półkrzyżach planetarnych. A jakby ludziom zapłacili żeby pod pałacem się zebrali i wiwatowali na moją część i przyjechała telewizja zagraniczna? A tu co, krzyż przed pałacem stoi.
I cała nowoczesna europa ogląda wieczorem telewizję i w śmiech! I zadzwonią do nas i powiedzą co tam wyprawiacie do licha w tej Warszawie, weźcie zróbcie z tym krzyżem porządek! Niech porządek zapanuje w Warszawie.

Obudził się cały zlany potem. Ach, jakie szczęście pomyślał że zadzwonił telefon.
I że wszystko śniło mu się tylko.
-------------------

środa, 4 sierpnia 2010

transhumanizm



W tekscie tym w paru zdaniach wykładam swój ogląd na temat tr-h wolnościowego opowiadanie co prawda to nie jest, ale raczej rodzaj blogowego wpisu lub góra mały esej lecz do przeczytania zapraszam podaje link do wpisu http://zbyzoskosmiczny.blogspot.com/2010/08/transhumanizm-wolnosciowy.html
Przeczytaj też wpis "naukowy buddyzm" dosyć związany z tematem http://zbyzoskosmiczny.blogspot.com/2010/08/naukowy-buddyzm.html

wtorek, 3 sierpnia 2010

Wojna o ziemię





...Józef usiadł zadowolony, jadł obiad i wspominał dawne czasy,

-chciałem napisać stare dobre czasy, bo czasy po latach bez względu na to jakie były naprawdę zawsze stają się dobrymi, ponieważ były czasami naszej młodości. W czasach naszej młodości spotykaliśmy piękne dziewczyny słuchali "naszej" muzyki i wszystko było nowe i pierwsze.
Przypominam sobie opowieść jakiegoś partyzanta którego spotkałem na przystanku w okolicach Jeleniej Góry, -mówił mi: ty wiesz jakie wszystko było w tym obozie koncentracyjnym wspaniałe, tam poznałem swoją żonę, uciekałem stamtąd dwa razy, nigdy tamtych czasów nie za pomnę, a po wojnie kiedy wszystko trzeba było budować na nowo,- to dopiero były czasy!
Ale wróćmy do Józefa, Józef zadowolony siedział przy stole i jadł obiad, a jeden z wnuków czytał baśnie, drugi przeglądał łużycki portal internetowy...


Józef przypominał sobie lata pięćdziesiąte i ich walkę o ziemię z komunistyczna policją.
Łużyczanie musicie wiedzieć, to naród spokojny ale niezwykle przywiązany do własności, swoich domów w których żyją i mieszkają często od wielu pokoleń, i swojej ziemi
Powstanie ogarnęło wtedy 'całe Błota" i okoliczne wioski, a wkrótce cały region przerażony wizją kolektywizacji, a on Józef był jednym z przywódców tego powstania. Wtedy jeszcze młody dwudziestoletni wysoki szczupły i energiczny, jeździł po łużyckich wioskach i namawiał do obywatelskiego sprzeciwu na naprędce zwoływanych wiecach pośród wsi, stawał na drewnianej skrzynce i namawiał ludzi do obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Był to rok pięćdziesiąty trzeci.

Teraz gdy unia się rozpadła na dwa państwa, a pośrednią lub nawet bezpośrednią przyczyną rozpadu było przejście$ na nową naukową religie w której biologia była decydująca w sprawach najważniejszych, i jeden z młodych dociekliwych badaczy naukowych, nazywanych przez ludzi kapłanami w białych kitlach, dogrzebał się wśród starych zapisków, w szafie w rogu pokoju z papierowymi jeszcze księgami, notatek. A grzebał w nich z niechęcią, pożółkłe papiery miały zbutwiały zapach, ale cos jednak przykuło jego uwagę, i zaczął czytać. Z nich dowiedział się o istnieniu dwóch specyficznych grup ludności europejskich pod względem obecności tak zwanego genu ojca. ..
Przerażony zamarł bo naruszył pierwsze prawo poprawności politycznej, a że był lojalnym i szczerze oddanym obywatelem zaczął myśleć co zrobić z tym znalezionym przed chwilą fantem. Nie mogą przecież żyć obok siebie poprawni europejczycy których przodkowie wznosili wielkie budowle i tworzyli naukę w czasach rzymskich obok potomków nomadów, których należało z unii jak najszybciej usunąć



Naprędce zebrane konsylium "religijno-medyczne", bo od jakiegoś czasu biolodzy pełnili funkcje kapłanów i przywódców politycznych jednocześnie a nowa religia uznawała Darwina jako swojego proroka, a więc konsylium postanowiło podzielić Europę na dwa państwa, jedno to państwo tak zwanych "Poprawnych" mieszczące się na zachodzie gromadziło tych wśród których dominował gen R1B a w czasach wielkich najazdów ich przodkowie nie brali w nich udziału, a drugie zgromadziło tych ze znacznym udziałem genu ojca R1A czyli Słowian i Skandynawów, oprócz tego z prawowitej unii odłączyła się Irlandia Wielka Brytania i Islandia, tak więc potomkowie zdobywców i namadów zwani też Budowniczymi Wielkich Cywilizacji znaleźli się poza prawdziwą unią, albo zostali z niej wyrzuceni. Rzeką graniczną była Odra

Łużyce więc zostały wydzielone w autonomiczny okręg pośredni i nie należeli ani do uni państw zachodnich ani do federacji północno-wschodniej....
Co do religii, kościół chrześcijański nie istniał od czasu gdy papież wraz z najważniejszymi kardynałami i biskupami złożyli w Brukseli hodł [brukselski] i poddali zarówno Watykan, jak i sam kościół władzy zwierzchniej prezydenta unii, za nim poszły inne religie chrześcijańskie, i zrobiły to samo.
W nielicznych kościołach gdy ktoś czasem, zajrzał przypadkiem do nich nad ołtarzem mógł zobaczyć portret niezwykle podobnego do małpy Karola Darwina,
Ale nieliczni chrześcijanie spotykali się po domach, gdzie śpiewali religijne pieśni i wznosili modły.
Oprócz tego zaczęły odżywać dawne rdzenne religie i kulty, wnuki i dzieci Józefa [dla przykład] jeździły na Białą górę, lub na górę Czarny Boh, gdzie mieściły się świątynie starych łużyckich
bóstw. Jeździły także do wielkiego sanktuarium na Sobótkę i Radunie, lub nawet na Łysą górę, do świątyń które zwykle po niezbyt długich procesach odzyskiwali w trybunale w Strasburgu dawni, prawowici właściciele tych miejsc.



Na zachodzie natomiast powstał dziwny mix chrześcijaństwa, islamu i starej germańskiej religi, oczywiście nieformalny.
Wracając do terenów przejściowych, innym takim terytorium przejściowym była Wenlandia [Drzewiania], a na południu Macedonia. te wolne miasta-państwa miały dość wolnościowy system gospodarczy i wkrótce wyrosły na gospodarczych tygrysów ze stopą wzrostu pkb 25 procent rocznie, dla przykładu dodam że podatek w macedoni wynosił osiem procent w skali roku od dochodu, innych podatków tam nie było, nie było tez watu.
W macedoni i Wolnej Wenlandi zakazana też była publiczna służba zdrowia, ja k i istnienie państwowych szkół, państwo bowiem miało ustawowy zakaz wtrącania się do szkolnictwa, lecznictwa, i gospodarki, zakazane było tez istnienie państwowych i publicznych mediów, oraz państwowego pieniądza.



Mało tego w macedoni posiadanie i przeworzenie czipów było nielegalne jak i spożywanie, sprzedaz żywności transgenicznej i uprawa zmutowanych roślin oraz hodowla zmutowanych zwierząt, -co stało sie nawet powodem konfliktu z unią zachodnią, a po stronie macedońskiej w konflikcie stanęła Wolna Wenlandia, statki wojennej floty unijnej, i jej samoloty znalzy sie blisko granic macedoni, a macednoia posiadała w tym czasie ddwa porty i zakupiła od sąsiadów kawałek ziemi nad morzem, zakupiła też wspólnie z wenlandią obszar królewca, chcąc tam zrobic strefę bezcłową i faktorię handlową z rosją, a znaczne udziały w inwestycji miała tez wolnmorynkowa Bułgaria.
Do interwencji jednak nie doszło macedonia wynajęła bowiem sto tysięcy zawodowych żołnierzy chińskich czekających na gości z bbornią gotową do strzału. Wojska unijne dyplomatycznie wycofały sie oświadczając w prasie że to były nie zapowiadziene wcześniej manewry wojskowe.



Większośc państw świata weszła w fazę państw korporacyjnych, to znaczy takich w których związki biznesu i polityki były bardo silne, a w wielu władze nad państwami w wyniku cichych i bezkrawych "kapitałowych zamachów stanu" przejeły banki i największe korporacje. Loże korporantów podczas spotkań wybierały swoich kandydatów na posłów, polityków, i prezydentów, podczas ich rozmów wybierano także premiera, to znaczy nie wybierano, ale wskazywano, wyboru dopełniali politycy i posłowie z parti possiadającej parlamentarna większośc, czyli ludzie z parlarni, którymi koropracyjni pogardzali troche, ale naprawde żywili do nich coiś na kształt sympati i współczucia, bowiem do parlarni szli najwięksi niudacznicy spośród ich kuzynów i krewnych, a także przyjaciół, którzy nie potrafili sie znależć w biznesie.

Oczywiście polityk spoza nie promowany nie miał praktycznie szans wejśc na górę drabiny władzy, chyba że dostał "namaszczenie' od prezesów najważniejszych banków i korporacji.



Prezesami i szefami zarządów s'kolei rządzili tak zwani "ukryci', i nikt naprawdę nie wiedział kim oni są , i czyj kapitał reprezentują. Podobno niektórzy właściciele największych banków wiedli skromny żywot w małych blokach, w małych domkach mieszkalnych, a niektórzy żyli wśród bezdomnych artystów i tam czuli sie najlepiej.
A kto rządził ukrytymi?, -tego nie wie już nikt.
Kiedyś jeszcze zanim kościół nie złożył hołdu, do trzeciej władzy pretendowali biskupi, gorliwie wspierając rządy i kapitał, a czasami korporacyjne państwa wykorzystywały kościelny establiszment do swoich celów za drobne zresztą pieniądze.
Ciekawe że w zamierzchłych czasach gdy bogaci byli jeszcze biedakami, posiadali poglądy wolnorynkowe, z chwilą jednak kiedy osiągnęli już wielki kapitał, zaczęli dążyć do jego zabezpieczenia poprzez symbiozę kapitału i państwa.



A nic się do tego tak nie nadaje jak lewicowy model gospodarki [albo raczej antygospodarki] Właściciele największych koncernów i prezesi ogromnych korporacji głosili więc przeciw biednym poglądy skrajnie lewicowe. Żądając jak najwyższych podatków i obciążeń fiskalnych państwa, aby niby za te pieniądze państwo mogło się troszczyć o biednych.
Oczywiście porzuć ten pomysł jeśli przez przypadek uwierzyłeś w niego. Pieniądze biednych były potrzebne bogatym aby pomnażać swoje bogactwo, i dotować nierentowne przedsiębiorstwa prywatne.
Wymuszali tez na swoich 'małych chłopcach" jak także nazywali polityków aby ci tworzyli różne przymusowe fundusze ubezpieczeniowe, i inne - którym to funduszom biedni musieli oddawać nieraz ostatnie zarobione przez siebie pieniądze
Pomysłowość w rabowaniu biednych przez bogatych była zresztą nieograniczona, a stary dobry Monteskiusz pisał już o chytrych sztuczkach Nerona mających oszukać rzymian.



Ale nie martwcie się, jeśli istnienie doboru naturalnego w biologii jest zwyczajną mrzonką, o tyle taki w ekonomi istnieje naprawdę, a skostniałe biurokratyczne gospodarki, pozbawione dynamizmu i wolności upadają jak dinozaury, a ich miejsce zajmują państwa które wybrały wolny rynek i wolny rozwój w przeciwieństwie do chorego europejskiego fiskalizmu i systemu kontroli. Wkrótce Indie i Chiny wyprzedziły pod względem gospodarczym militarnym i kulturalnym chorą socjalną Europę. A Tadżykistan groził obu państwom unii wojną, zwaną "wojną o gaz"
Jeśli chodzi o sąsiednią Polskę, to istniały w niej dwie największe partie polityczne, ekolologiczna Libertariańska Pogańska Partia Narodowa, i bardziej umiarkowana Libertariańska Pogańska partia Wolnościowa. Do tego jeszcze kilka grupek, między innymi Anarchkapitaliści Chrześcijańscy i Polskie Formum Ateistów Anarchokapitalistów. oprócz tego mały ale niezwykle prężny ruch "Chrzescijanie dla wolności' powstały na bazie poglądów księdza Sirico, Chafuena i Tomasza z Akwinu.



Tak, latem pięćdziesiątego trzeciego pogoda była taka jak teraz, wspomina Józef, a do wsi przyszli agitatorzy w ochronie policji, dzięki nim udało im się przeżyć, a nawet uciec przed nami, bo gniew wśród ludzi był straszny...
Ale ich było więcej przychodzili potem w swoich skórzanych długich płaszczach, i ponurych spojrzeniach, mówili zwykle, "jesteśmy ludźmi od Urlicha, i zadawali dużo pytań, a niektórych nawet zabierali ze sobą...
Ale przetrwaliśmy jakoś szczęśliwie, zachowali swój dom i swoją ziemię

-wnuczek Józefa serfował dalej po autonomicznym internecie łużyckiej cyberwioski...

bunt robotów zwanych podatnikami







-zwanych podatnikami

2008-01-25

...było to w czasach kiedy odróżnienie czlowieka, mutanta i hybrydy, -czyli rasy tak zwanych "ludzian" od biorobota albo metaloida było praktycznie niemożliwe, a dokonać mógł tego jedynie felczer będący kimś pomiędzy lekarzem a policjantem.

Bo choć od czasów globalnego ocieplenia a następnie globalnego ochłodzenia które przyszło zaraz po nim, cywilizacja mieszkańców planety mocno podupadła, i nawet czipy przestały być w użyciu, bo niestety te tanie czipy rdzewiały dosyć szybko , i po jakimś czasie odmawiały posłuszeństwa i psuły się, a jedynie najgroźniejsi dla władz nosili działające platynowe, -to jednak dzięki "podmieńcom" sytuacja była, jeśli można tak się wyrazić, cały czas pod kontrolą.
Podmieńcy, jeśli nie wiecie, to były istoty człekopodobne, wyhodowane specjalnie w laboratoriach, z podkradzionego wcześniej materiału genetycznego osobnikom nieprawomyślnym na obraz ich i podobieństwo..
Wystarczyło czasem niezauważalnie zdjąć jakiegoś włoska z kurtki podejrzanego albo podnieść niedopałek tak nierozsądnie rzucony przez buntownika na chodnik, lub bezkrytycznie pozostawiony w popielniczce w kawiarni, i materiał do hodowli podmieńca był gotowy.
Przynajmniej matrix. Podmieńca poddawano także skomplikowanym zabiegom napromieniowania, i jego inteligencja dzięki temu była o wiele wyższa od oryginału...

Ale po kolei, do czego potrzebny był felczer, jak wspomnieliśmy przed chwilą, czipy nie działały więc w celu identyfikacji pobierał właśnie materiał genetyczny w postaci próbki, włoska albo naskórka a czasem śliny, i ręcznym rzutnikiem sprawdzał tożsamość, chciałem napisać ofiary, -oczywiście podejrzanego
Język mieszkańców tej planety, muszę dodać, przypominał łużycki, choć czasami podobny był do gwary morawskiej. Posiadał także dość archaiczne w niektórych częściach wszechświata formy gramatyczne, jak aoryst i tak zwany tryb nieświadka, co w pewnym stopniu zbliżało go do macedońskiego a nawet bułgarskiego
Tak' że gdy po wielkiej bibliotece galaktycznej, pozostało jedynie kilka łużyckich książek i baśni nikogo to nie dziwiło.

Po kolei, ogromna biblioteka ze zbiorami z całej galaktyki, zwana w skrócie BIBLIUM, będąca przedmiotem dumy mieszkańców, -podczas globalnego ocieplenia jakie przeszło , zubożyła swoje zbiory. Przyczyną była wilgoć niszcząca niezwykle książki, a następnie pozostałą resztę zgubiło globalne ochłodzenie, po prostu zziębnięci mieszkańcy sąsiednich ulic palili książki na wielkich ogniskach aby się przy tym płomieniu wiedzy chociaż trochę ogrzać, pozostawiono jedynie pojedyncze egzemplarze w językach zrozumiałych dla mieszkańców planety, jakiś cudem ocalały; podręcznik do gwary morawskiej, "Kazania świętokrzyskie", i oczywiście kilka baśni łużyckich, pięknie oprawionych w dobrą skórę i z wytłoczonymi złoconymi literami,.
Trzy z nich uznane zostały nawet za przedmiot kultu religijnego, i włączone do katalogu pism objawionych, "Żywa woda" i "Kosmadej" [tytułu trzeciej nie pamiętam], a kapłani często rozpoczynali modlitwę w świątyniach, cytując najpierw wersety jednej z nich



Domowina

Skąd się wzięli na planecie Wielcy medytujący? Także z ziemi, w czasach kiedy poszukiwania religijne były modne a samodzielne praktykowanie religii nie zakazane, bo potem oczywiście ze względu na bezpieczeństwo poddanych, i w trosce aby ci nie wyrządzili sobie krzywdy, wszystko co może być potencjalnie niebezpieczne zostało zakazane.
Ale wtedy jeszcze było wolno, bo działo się to przed epoką "Wielkiej Troski", a nazywanej w języku potocznym "Zostało zakazane", i radykalni nauczyciele przeróżnych szkół buddyjskich lądowali w swoich statkach na planecie, ale ciekawe , jeśli ci nauczyciele zrywali z dogmatycznym nauczaniem chcąc wprowadzić religię jednostki lub przynajmniej domową, to zaraz po opuszczeniu planety grupki fanatyków przejmowały szkoły i czyniły je jeszcze bardziej fanatycznymi i dogmatycznymi niż najbardziej sekciarskie ruchy religijne na planecie, lub szkoły zbuntowanych mistrzów sprzed czasów transformacji. Niektórzy zniechęceni fanatyzmem opuścili więc sekciarskie pełne dogmatyzmu szkoły, i medytowali sami, albo w małych grupkach, niejako obok głównego nurtu.
Skorzystali na tym bardzo bo gdy nieoficjalne kulty [w trosce o bezpieczeństwo] zostały zakazane a ich wyznawcy przesiedleni do ciężkich obozów pracy na księżycu planety, [i ślad po nich zaginął] to indywidualiści, których tajnym zawołaniem stało się hasło : "Giordano Bruno tak, Sawonarola nie" przetrwali w domowych zaciszach, -jak to oni mówili w domowinach czyli małych domowych ojczyznach. Gdy wyjaśniłem już wszystko co miałem wyjaśnić

przejdźmy teraz do rzeczy:



Bunt robotów zwanych podatnikami,

albo jak ktoś woli

bunt podatników zwanych robotami.



zaczęło się niewinnie, podatnicy nazywani pogardliwie przez rządzącą nimi kastę panów "robotami", pewnego dnia, nie wiadomo zupełnie dlaczego, ot tak bez przyczyny, i nawet bez przesyłania smsów, bo przecież wiemy że wszystkie esemesy mieszkańców planety przechodzą przez system komputerowej kontroli, i są skrupulatnie sprawdzane i cenzurowane zbuntowali A więc bez smsów i zaplanowanej wcześniej akcji podatnicy zaczęli tak od siebie po prostu wyłączać telewizory. Niby nic a cała rzecz od razu się wydała, bo przecież czujniki badające pomiar zużycia energii w domach całą rzecz wykryły od razu, zauważając zmniejszony pobór energii elektrycznej, co musicie wiedzieć wywołało ogromne poruszenie i zamęt wśród rządzących, ponieważ niski poziom zużycia energii jest jednym z dowodów uczestnictwa w spisku tak zwanych "Wielkich medytujących" , bo wielcy medytujący zamiast nieustannie oglądać telewizje, albo słuchać stacji radiowych oddają się medytacją przywleczonych z jakieś dalekiej planety, prawdopodobnie z polandii . A nasze tajne służby namierzają ich wtedy, chyba że zdążą nauczyć się tej trudnej sztuki budowania wirtualnych osobowości, wtedy z wykryciem medytującego jest niestety problem .


Pozwólcie że przypomnę jeszcze raz, choć nieogladanie telewizji nie jest rzeczą zakazaną, to jednak taki podatnik-płatnik uchodzi automatycznie za podejrzanego o związki z medytującymi, choć medytujący nauczyli się paru sprytnych sztuczek, takich jak na przykład medytowanie przy włączonym radiu lub telewizorze.
Ale wyłączający masowo telewizory ludzie nie należeli do sekty "Wielkich medytujących", po prostu zaczęli wyłączać telewizory, a niektórzy z nich wynosić je do piwnicy, albo co gorsza wyrzucać przez okna.
Jak się później okazało, na czele tak zwanych 'Wyrzucających" stanął biorobot drugiej klasy, który niesłusznie kiedyś oskarżony o drobne wykroczenie, nie awansował już, a pomijany w końcu postanowił się zbuntować, i wykorzystał do tego celu swoją prace naprawiacza starych pralek i telwizorów, -potem jak się okazało był także tajnym łącznikiem między grupami medytujących czyli jak my tu mówimy listonoszem, co robił zresztą sumiennie i uczciwie ale dla pieniędzy, dzięki którym mógł podłączać się do maszyny ekstatycznej powodującej niezwykle ekstatyczne wizje i odczucia a także wzrost poziomu hormonów



Jednak na buncie telewizorów nie skończyło się.

Gdy przypadkiem po pijanemu jeden z klanu rządzących nazwał po prostu publicznie robotem szeregowego płatnika-podatnika [czyli człowieka którego jest utrzymankiem] przy pełnym barze ludzi, ten obrażony poczuł się nagle odważny, w chwili jakiejś desperacji i wielkiej odwagi co zdarza się czasami po pijanemu, i zażądał przeprosin, -nagle cała sala zamarła w bezruchu, bo wyobraźcie sobie co się przed chwilą stało! szeregowy podatnik obraził kontrolera drugiego stopnia, a kontroler zwany przez przyjaciół "Kontrkiem", dobrotliwie wyjaśnił ze on go nie obraził, "bo przecież tak o nich wszyscy mówimy", no nazywamy ich tych płatów-podatów, robotami, którzy na nas pracują w zamian za zniewagi i poniżanie, -widać tego potrzebują żeby działać i żyć, takiej małej dawki adrenaliny, -dodał już ciszej do swoich kumpli siedzących razem z nim przy stoliku.



A więc stały się dwie rzeczy, po pierwsze robotnik podatkowy pierwszego, czyli najniższego, najbardziej uniżonego stopnia, zbuntował się przeciw wielkiemu Kontrkowi i nie spotkały go za to żadne konsekwencje.

Dwa: okazało się że można się buntować przeciw panujących nad nimi.
Po drugie, Kontrek niechcący wydał tajemnice, bo według mitologii kasty, roboty czyli robotnicy podatkowi żyją po to aby za pomocą systemów podatkowych żywic i utrzymywać wyższą klasę [zwaną też "klasą utrzymanków"].

Tego już było za wiele, wśród robotników podatkowych zawrzało. A byli to najniżsi i najmniej ważni robotnicy, tak mało ważni że nawet nie mieli swoich podmieńców, ani w laboratoriach swojego materiału genetycznego, -złożonego w teczkach, w tak zwanym Archiwum Genów.
Sprawę zbagatelizowali felczerzy, gdy się okazało że są to naprawdę wyjątkowo marni robotnicy, a stwierdzili to po standardowej kontroli i braku zarówno podmieńców jak i ich materiałów w archiwum, oraz pobieżnej wizualizacji helis.
Ale rano robotnicy wyszli na ulice "precz z systemem podatkowym" krzyczeli, "obniżyć podatki i uprościć prawo gospodarcze wołali inni", rzucając kamieniami w samochody felczerów.

To nie był koniec, to był dopiero początek całych zajść, bowiem robotnicy zamiast iść pracować aby utrzymać system i rządzących demonstrowali w nieskończoność, palili urzędy podatkowe, i izby kontroli skarbowo podatkowej, niszczyli tak pieczołowicie zgromadzone dane w wielkich archiwach i systemy telwizji kontrolowanej przez rząd, a nawet wprowadzili własne niezależne stacje radiowe i sieci internetowe
Niszczyli także systemy monitoringu i wszechkamery, zwane Wielkim Okiem Prawa, które kiedyś kapłani tak gorliwie święcili, twierdząc w kościołach że system wielkiego oka powstaje w celu zmniejszenia liczby popełnianych przez robotników oraz wyklętych, grzechów.
Wyklęci to byli głównie ci w których tożsamość nikt nie wierzył, ponieważ podmieńcy dysponowali znacznie przewyższającą ich inteligencją i byli w stanie każdemu wmówić że są tymi prawdziwymi, a tamci to oszuści, -wmawiali to nawet żonom, dzieciom, lub rodzicom ludzi za których zostali podmienieni.

Więc ci nie mieli wyjścia musieli schodzić do podziemnych kanałów lub na przedmieścia miast gdzie już żyli inni podmieńcy, oraz z rodzinami 'wolni ludzie' ci którzy pozbawili się czipów gdy te jeszcze działały, a teraz wychowało się już nawet drugie i trzecie pokolenie bezczipowców. Bezczipowi albo odszczepieni bo pozbyli się wszczepów czyli czipów wymyślili własne alternatywne państwo, z własnymi sposobami produkcji żywności i energii elektrycznej.
Do tego jeszcze dochodzili buntownicy, którzy po wyjściu z więzienia nie mieli dokąd pójść...
Teraz podziemne miasta dołączyły się do buntów, obok wielkich medytujących, i palili urzędy, i stojące w centrach miast w wielkich wieżowcach archiwa. wyrywali tez z papierowych pieniędzy czipy, które nadal w nich działały*...



oprócz tego spalili budynki wielkiego systemu danych o pasażerach lotów lotniczych, z wielkim szyldem BAZA DANYCH PASAŻERÓW KOMUNIKACJI LOTNICZEJ, -która gromadziła aż trzydzieści trzy typy informacji o kupującym bilet, w tym tak niezbędne jak preferencje seksualne ich dzieci, i preferowany kolor skarpetek, oraz rozmiar butów ważny rzekomo ze względów strategicznych dla nadrzędnych interesów planetarnego państwa ....Aha zapomniałem dodać że szyld uczyniony był z jakiejś starej pilśniowej dykty, i spłonął wyjąŧkowo szybko

_____________

*był to inny rodzaj czipów, niż wszczepy w ciałach ludzi i jak się okazało bardziej trwały, ale po wrzuceniu go do zwykłej kuchenki mikrofalowej taki czip także już nie działał.

Rewolucja hakerska -manfest rewolucji hakerskiej




2008-01-25


-0powieśc androida,

państwo zła
Na jednej z planet doszło do rewolucji hakerskiej, a doszło wtedy gdy życie na niej było już nie do wytrzymania. Tysiące, ba co ja mówię, miliony skrupulatnie przestrzeganych przepisów mających niby ułatwiać i uprościć życie ludzkie, sparaliżowało je kompletnie. Większość energii poświęcali mieszkańcy planety na wypełnianie szczegółowych raportów, dla rządzącej planetą Najwyższej Izby Skarbowej, będącej czymś w rodzaju świeckiego Sanhedrynu. Niby świeckiego, choć biskupi kropili i święcili nowe budynki administracji państwowej, i nowe komputery, oraz nowiuśkie świetnie wyposażone biura i oczywiście nowe piękne auta kupione z danin jakie płacili szarzy i pracowici obywatele. Nie muszę chyba dodawać, że biskupi nie wykonywali swojej pracy za darmo
a ich bogate pałace wymagały przecież nieustannej opieki i remontów, oraz nowych kosztownych mebli. Formalnie, ale tylko formalnie pałace jak i cała własność należała niby do Naczelnego bóstwa planety, plemienia planetarian, ale naprawde do biskupów*. Świetnie też ich kościół współpracował z każdym rządem mawiając że co cesarskie należy się cesarzowi, a to co cesarskie lubili najbardziej. Mieli także w miastach kamienice na własność, tak że biedni ludzie których matki albo babki staruszki łożyły ostatni grosz na kościół, przechodząc obok tych pięknych kościelnych kamienic, mawiali : nasze ulice ich kamienice.



Wojsko w tym planetarnym kraju służyło naprawdę do tłumienia ewentualnych buntów ludności, oczywiście przymusowa służba wojskowa urabiała psychiki, a także dostarczała wielu upokorzeń żołnierzom zasadniczej służby. Niejeden z nich nie wytrzymał terroru psychicznego i popełnił samobójstwo, a wszystkie takie sprawy były zwykle tuszowane, bo nikt spośród służących systemowi w tym idealnym i najlepszym z krajów nie poniósł odpowiedzialności za swoje błędy, żaden lekarz, nauczyciel ani tym bardziej wojskowy.
Nie tylko przymusowa służba wojskowa, ale także przymusowe szkoły i przedszkola służyły do obrabiania psychiki młodych ludzi i rozmontowywaniu systemów obrony psychicznej oraz rozmiękczaniu charakterów. Niemniej dzielnie pod tym względem spisywał się także kościół, oraz media. Osłabiać poddanych, i poddawać ich psychicznej obróbce oraz manipulacji, -i robili to dzielni żołnierze rządowej armii w sutannach i w garniturach w ogólnokrajowych mediach....

Rodzice nie mieli zbyt wiele czasu dla swoich dzieci, zajęci zarabianiem pieniędzy na utrzymanie rodziny przychodzili do domu wieczorem, zdenerwowani i zmęczeni, a gdy dzieci czegoś od nich chciały, -mówili do nich wtedy: daj mi spokój, teraz nie mam czasu. Miało być lepiej od czasów rewolucji przemysłowej a potem i technicznej, a było coraz gorzej, ale ludzie tak zabiegani i zmęczeni nie mieli nawet czasu aby to zauważyć. O ile na przykład w pokoleniach dziadków jedna osoba była w stanie utrzymać dużą rodzinę, to dzięki socjalnemu opiekuńczemu państwu które wdzierało się niby meduza wszędzie i łapczywie rabowało pieniądze poddanych, a to pod pozorem opieki zdrowotnej, a to pod pozorem powszechności przymusowych emerytur i rent, a to pod pozorem pomocy dla biednych dzieci, rabowało bezwzględnie najbiedniejszych, a okupująca biedniejszych grupa silniejszych i bogatszych żyła całkiem nieźle ich kosztem, zaśmiewając się przy okazji, że głupi nieszczęśni biedacy uwierzyli w socjalizm, a nawet sami się go domagają
...ale wróćmy do dzieci, -dzieci jak wspomniałem często samotne i bezradne były pozostawione samym sobie, i padały często ofiarą przestępstw ze strony swoich agresywnych i bezwzględnych kolegów szkolnych lub dorosłych. W takich przypadkach podstawowe techniki psychomanipulacji nauczały: bądź dobry dla złych i bezwzględny dla dobrych. A mantra ta świetnie tłumaczyła strach, tchórzliwość i i lenistwo dorosłych, wymyślali także głupawe teksciki w rodzaju nie wychylaj się, albo: trochę pokory nikomu nie zaszkodzi, czy też: trzeba się dotrzeć i żyć z ludźmi, wyjątkowo głupie i zupełnie nie pasujące do sytuacji..





Prawo w państwie zła było tak zresztą skonstruowane aby działało przeciw tym którzy przez system podatków łożyli na utrzymanie pokracznej machiny, a na korzyść przestępców i oszustów.
Tak naprawdę to wszystko służyło temu aby utrzymać poddanych w niewoli, a chaos i strach tego typu działaniom sprzyjał, -także i wyjątkowo skomplikowane akty prawne , konstytucje, procedury i przepisy nie zrozumiałe dla przeciętnego człowieka
Czipy na tej planecie zostały wszczepione prawie niezauważalnie. Najpierw wszczepiano je nieobowiązkowo zwierzętom domowym, psom i kotom, następnie zwierzętom hodowlanym, baranom i owcą. potem kolej przyszła na przestępców, a następnie na chorych aby ci byli w stałym kontakcie z aparaturą szpitalną.



Powszechne zaczipowanie nastąpiło w roku 2010 ichniejszego kalendarza, rok ten został nazwany „rokiem wielkiego szczęścia” a kapłani nawet ułożyli specjalną modlitwę dla wiernych-poddanych, zaczynającej się od słów: "czipa naszego powszedniego daj nam dzisiaj," -wmawiając że dzięki czipom wierni osiągną większy kontakt z bóstwem, a nie tylko ze służbą zdrowia, i urzędami kontroli podatkowej oraz z wymiarem sprawiedliwości .
W supermarketach i na lotniskach, oraz na dworcach i przy większych drogach, stały ele-bramki kontrolujące przepływ ludności, tak ze żaden człowiek nie posiadający "imienia" bo tak zostały nazwane czipy, nie mógł wejść, zresztą nie miał po co wejść, pieniądz już dawno, to jest od 2009 ich kalendarza był elektroniczny i każdy kto nie miał wypisanego imienia bestii, o Boże co ja piszę, wszczepionego w czole lub w dłoni czipa, nie mógł nabyć biletu lotniczego, ani zrobić zakupów w sklepie.

Zresztą ludzie zajęci byli czym innym, wszystkie media pokazywały zamachy terorystyczne, jakie miały miejsce. Zamachy spowodowane przez członków jakiś dziwacznych kultów pochodzenia ziemskiego, a dokładniej odłamów i herezji starej semickiej religii.



Oprócz nich działali także ekoterroryści, zwani "zielonymi", ci wyznawcy starego bóstwa Łady [ładu i harmonii], oraz Świętowita Pana Świętego prawa całego kosmosu, i Wielkiej Wyzwolicielki, nie mogli patrzeć jak przemysł i nowe technologie niszczą życie na planecie. Ekoterror lub zielony terror] i e-terroryzm rozsiał się po wielu galaktykach ponieważ jego wyznawcy odczuwali coś w rodzaju kosmicznej misji. Latając statkami kosmicznymi na inne planety propagowali idee ekoterroru, który sam miał być drogą, metodą do powrotu czasu "szczęścia i harmonii", zgodnie z kosmicznymi naukami bóstwa harmonii Łady, i Pana Świętych Kosmicznych praw, -Świętowita.
Jeden z najsłynniejszych sukcesów zielonych terrorystów miał miejsce podczas ataku na Laboratorium Nowych Biotechnologi w Megapolis, gdzie zostały zniszczone laboratoria oraz wyniki prac naukowych całego pokolenia biologów. Zostały też zniszczone zalążki nowych hybryd którymi miano zastąpić ludzi jako mniej efektywnych i mniej posłusznych, choć kilka biorobotów uchowało się jakoś i przeniknęło do ludzkich siedzib.
Atakowali także laboratoria metalobiologi, gdzie dla odmiany naukowcy pracowali nad typem „nowych ludzi” będących połączeniem istot biologicznych z robotami. Atakowali tez szkoły i szpitale, szpitale które tak naprawdę służyły do wykańczania chorych i niepotrzebnych już państwu podatników. Wiadomo, znajdźcie mi człowieka który nie zdefrauduje cudzych pieniędzy będąc całkiem bezkarnym? A im mniej było emerytów tym więcej pieniędzy zostawało dla "troszczących się", - jak siebie kazali nazywać ludzie ze średnich szczebli planetarnej władzy państwowej



Generalnie na planecie były dwa rodzaje żywności, tańsza zwykle zmodyfikowana genetycznie i poddana ulepszaczom, zawierała też wiele szkodliwych skracających życie substancji, bo technologia tak poszła do przodu że większość ludzi była już państwu nie potrzebna.
[Choć na niektórych , o czym oni nie wiedzieli robiono w tajemnicy badania i eksperymenty naukowe.]
Sama cywilizacja była kiedyś cywilizacją solarną o wielkiej pełnej chwały przeszłości, a żyjący na plancie ludzie posiadali w większości „gen zdobywcy i nomada”, R1A, -zwany tez genem budowniczych wielkich cywilizacji. Dodajmy ze cywilizacją solarną była w zamierzchłych czasach, i nawet wtedy dążyła do połączenia pierwiastka solarnego z lunarnym tworząc rodzaj doskonałej pełni i całkowitości, choć jej głową były idee solarne oczywiście a sercem lunarne, księżycowe.. Miała też ambicje zintegrować pierwiastek "uraniczny" i "merkuriański", a nawet odrobinę demokratycznego "Neptunizmu". w tamtych czasach książki Bachofena i Evoli stały w bibliotekach na poczesnym miejscu.

Język jakim posługiwali się mieszkańcy był zbliżony do macedońskiego, chociaż z uproszczonym trybem czasowym. A ulubioną lekturą planetarian [zakazaną i czytaną w tajemnicy] "Opowieść o kocie rybotwórcy".





Rewolucja hakerska
zaczęło się niewinnie, Zbyzo Kosmiczny, który właśnie teleportował się jak to miał w zwyczaju, wędrując po kosmosie, na planetę, a zabrał ze sobą Złoma z Chłodnicy Górskiej, wmawiając mu że dostali się tu za pomocą zwykłego statku kosmicznego, w co uwierzył , bo w chwili teleportacji Złomek był mocno pijany, a musicie wiedzieć że swoje zdolności do teleportacji Zbyzo ukrywał przed nawet najlepszymi przyjaciółmi.
Ale jak wspomniałem zaczęło się bardzo niewinnie, Zbyzos Kosmiczny [będąc już na planecie] przez przypadek wywołał serwer DNS, wpisując w trybie tekstowym komendę... i... [no nie ważne] za co musiał stanąć przed miejscowym sądem. A Złomek napisał na tą okazję piosenkę która stała się hymnem zbuntowanych planetarian:



Wywołaj serwer DNS,
wywołaj serwer DNS
w trybie tekstowym wywołaj!
wpisując tajną komendę xxx
zrób to dziś
zrób to teraz.
Zrób to teraz,

Wywołaj wywołaj, wywołaj
Musze wywołać serwer DNS
ty musisz też wywołać serwer DNS...

-śpiewał Złomek z groźnym wyrazem twarzy

I wtedy zaczęło się. krakerzy którzy za swoje główne bóstwo opiekuńcze przyjęli Boginie ŻYCIA i sił życiowych Żywie, a w większosci wyznający poglądy libertariańskie, co jednakże nie było regułą, bo wśród nich mogliśmy znależć a-kapitalistów, socjalistów, ekologistów, i ekoterrorystów, narodowców i nawet komunistów, rozpoczęli w swoich kółkach, jak na sygnał rewolucje hakerską.
Napisali nawet swój 'manifest hakerski", -który tu przedstawię w skrócie:


MANIFEST REWOLUCJI HAKERSKIEJ
____________________________________



motto:

"Hactiwizmo to nasz cel"


1
.-wyklęty powstań ludu, uciskany przez niezliczoną liczbę podatków, i danin, zakazów i nakazów, oraz ograniczeń władz
przez system przymusowych emerytur i przymusowego systemu szkolnictwa, oraz niezliczoną liczbę świadczeń



2.
-pokłon bogini Mądrości, bogini Wolności Libertari i bogini Prawdy, -kim by nie była

3.
-precz z przymusowymi dowodami identyfikacji

4.
-precz ze sztucznymi i nic nie znaczącymi papierowymi i elektronicznymi pieniędzmi. Zamiast nich domagamy się wprowadzenia prawdziwych pieniędzy ze złota i srebra które mają pokrycie w swojej wartości. A nawet nie domagamy, bo sami będziemy je robić, znosząc monopol państwa na emitowanie pieniędzy

[Atakować zaczęli systemy bankowe, giełdy, urzędy podatkowe, systemy danych i ewidencji, oraz wielkie sieci handlowe, tworzyli tez niezależne małe alternatywne sieci internetowe oraz własne systemy operacyjne...]

5.
-domagamy się wprowadzenia nowych technologii nie niszczących środowiska naturalnego, pod warunkiem że nie są szkodliwe dla ludzi

6.
-domagamy się także prawa do powszechnego dostępu do broni palnej, przynajmniej na terenie swojego domu, i uznania własności za nietykalnej, najbardziej zaś domu

7.
-ciało człowieka, jego dusza i jego psychika należy do człowieka i jest jego własnością,
może więc używać wszelkich metod w obronie siebie, swojej własności i swojej rodziny, z bronią palną włącznie


8.
-niskie podatki, minimalne państwo, bezpłatne honorowo pełnione urzędy, swobodny niekoncesjowany przepływ informacji, każdy od dziś ma prawo do tworzenia własnej stacji radiowej, telewizyjnej, systemu telefonii, i sieci internetowych, z własnym systemem operacyjnym, i zakładania bez pozwoleń gazet papierowych i portali internetowych
Klucze zaś są prywatną własnością.

-z podatków ma się rząd wyliczać





Płomień rewolucji hakerskiej zaczął ogarniać także i sąsiednie planety na które się przeniósł, pokonując demona zła i zagłady który tak rozrósł się i niszczył życie ludzi na większości systemów planetarnych, zamieniając je w koszmar.
Niektórzy pojawienie się Demona Zła uważali za złą karmę galaktyki, inni za dopust boży, a naukowcy odkryli że były to wyjątkowo szkodliwe szczepy niezwykle żywotnych wirusów, roznoszące się przez komety po galaktyce, s kolei astrolodzy i astronomowie odkryli że po każdym przelocie komet niedaleko planety pojawiał się wzrost fiskalizmu państwowego i szkodliwych rozwiązań socjalnych. [ opinia autora: Demon zaś był prawdopodobnie wyprojektowaniem najgorszych i najbardziej skrywanych myśli i emocji poprzez dualistyczny system filozoficzny popularny na wielu planetach Związku Galaktyki, a jego jakbyśmy tu powiedzieli duch wcielił się w materię ]



"Demon" zwany panem zła i ciemności istniał naprawdę, w odległej galaktyce, a jego celem było rozmontowanie psychiki ludzkiej poprzez działania socjalne i wzrastający aparat państwa- opiekuńcze państwo miała uczynić ludzi bezwolnymi, a demon miał następnie przejąć psychikę osłabionych przez socjalne państwo ludzi, czerpiąc ze swoich niewolników potrzebną mu do życia .
Wirusy dość prymitywne dla starych cywilizacji miały w sobie prosty program, wpisany na krzemowych mikrodyskach, -który to, jak już wiadomo, dalej działał wśród samych ludzi gdy wirusy przenikały do ciała ludzkiego, osadzały się jego różnych częściach z krzemowymi mikrowszczepami, działającymi na ich psychikę, -a zainfekowani ludzie dalej rozprzestrzeniali szkodliwy dla gatunku i rasy program.
W nagrodę najodważniejsi wśród hakerów i odkrywców wirusa mogli uczestniczyć w ekspedycji przeciw demonowi zła mieszkającemu w odległej galaktyce, oczywiście polecieli tylko najodważniejsi ochotnicy...



___________

*wcześniej nazywany był "Najwyższym Bóstwem wszystkich galaktyk, ale podczas międzyplanetarnego procesu sądowego, podczas którego przedstawiciel innych planet nie życzyli sobie aby tak było nazywane ich bóstwo ponieważ mieli własne bóstwa i własne systemy religijne, przegrali sprawę, choć niektórzy podejrzewają że nadal między sobą tak nazywają swoje bóstwo, ale mieszkańcy innych planet przymykają na to oczy

Cyberlandia





-zwana tez “cyberprzestrzenią”

albo nawet czasolandem



Wnuczek Józefa zapamiętale serfował w przestrzeni internetu słuchając przy tym swojego ulubionego kawałka piosenki "Personal Jezus", w genialnym wykonaniu Johniego Casha.
Internet stał się na tyle popularny i wciągający ze zaczęły powstawać cybernetyczne rodziny, miasta, i partie polityczne, jak na przykład popularna w Holandii Partia Lewicowych Lesbijek, i Biseksualna Chadecja, powstawały też cybernetyczne religie i cybernetyczne małżeństwa, a ludzie przestali praktycznie wychodzić z domu.
Tajne służby na początku patrzyły podejrzliwie i nieufnie, ale wkrótce zdały sobie sprawę że inter jest zaledwie namiastką i erzacem życia, więc skrycie wspierały ten nowy ruch, chociaż publicznie krytykowały, ale w sposób umiarkowany [stworzyli wirtualne państwo i wewnętrzne światy umysłu i niech tam sobie żyją, -mawiali do siebie pracownicy informacji]
Dla potencjalnie niebezpiecznych nazywanych przez służby 'Dużymi Mózgami, albo "Dużymi Głowami" miały przygotowane rozwiązania, istniały więc strony, portale i fora a nawet blogi widziane tylko z miejsc w których "duża głowa" bywała, a duże głowy mają to do siebie że nie lubią zbyt dużo bywać i ruszać się ponad miarę, więc specjalnych problemów nie było.



Duże głowy spędzały czas a nawet poświęcały swoje życie na wymyślaniu i propagowaniu nowych poglądów politycznych, filozoficznych, i ekonomicznych których poza pracownikami służb i kilkoma znajomymi jeśli tacy się trafili, nikt nie czytał.
Ale zdarzało się że pracownicy bezpiecznej informacji uznali ze jakaś idea może się przydać, i podrzucali odpowiednio dopracowane skrypty swoim ludziom, aby ci je puszczali w obieg. Oni też uznawani byli za prawdziwych twórców poglądów, a cały net był pod kontrolą, jak to się mówiło na politycznych salonach “porządek panuje w necie', a było to po stłumionym buncie “netarian:' jakiś czas temu.
Trzeba przyznać też że wolność w necie była i tak większa od wolności jaką mogła zaoferować netarianom rodzina lub środowisko, a służby nie ingerowały jeśli poglądy użytkowników nie były niebezpieczne dla państwa. Netarinie tymczasem osiągneli taki poziom życia w świadomości umysłu ze niektórzy podobno, jak w książce Snerga-Wiśniewskiego zaczęli przenikać przez monitory a potem pasmostrady i przenosić się w ten sposób w inne miejsca odwiedzając na przykład przyjaciół lub netową dziewczynę. inni znowu mieli doświadczenia Żywego Czującego Wszechświata, a że idea umysłu-netu-netostrady świetnie pasowała do buddyjskich teorii dotyczących świadomości i realności świata, neterianie chętnie się nimi inspirowali jak też i praktykowali medytacje buddyzmu zen, -wyjątkowo korzystną dla higieny psychicznej, pod warunkiem że zastosuje się ją z umiarem -jak mawiali
Krążyły też pogłoski ze netarianie uczestniczą w jakichś inicjacjach z Bractwem Tajemnej Ewangelii św. Marka, i zaczytywali się do upadłego Ewangelia św. Marii Magdaleny- co już akurat było prawdą

Kiedy to się stało pierwszy raz nikt ni pamięta, w każdym razie zaczęli tworzyć alternatywny wirtualny świat, nazywany też wirtual-landią, ze swoimi wirtualnymi, tam istniejącymi naprawdę pieniędzmi i systemem walutowym, konstytucją i prawodawstwem, a było ich coraz więcej i coraz rzadziej powracali do realu
Aż niektórzy przestali wracać i dla otoczenia w tak zwanym realnym świecie znikali. Niektórych nawet poszukiwała policja.



A służby choć dość szybko złamały kody dostępu do "aun" [autonomicznego netu] to jednak do świata wirtualu nie mogli się przedostać, tak naprawdę jeśli któryś z nich wierzył w tamten drugi świat, nie przyznawał się do tego publicznie.
W wirtualnej przestrzeni zaczęły rodzic się pierwsze dzieci, a mieszkańcy cyberpaństwa nawiązywać zaczęli pierwsze kontakty z sąsiadami.
okazało się bowiem ze w tej samej sferze o krok prawie od nich jest wymiar przestrzeni umysłów świata bogów, interesujących się abstrakcyjnymi teoriami filozoficznymi i nauką, a nieco dalej świat doskonałych smaków i zapachów, także ze sfery bogów, zaraz za nimi boskie światy poetów i muzyków.
Od mieszkańców tych subtelnych światów , a właściwie wymiarów przestrzeni umysłów, dowiedzieli się że istnieje świat nazywany duchowym niebem, który jest jednocześnie stacją węzłową łączącą się z innymi światami zaczęli więc bywać u sąsiadów....
Pewnego dnia znikł i wnuczek Józefa, -na początku wszyscy myśleli że wyjechał do kuzynów do Wojeracy, a gdy rodzice zadzwonili do kuzynów wieczorem okazało się że go tam nie ma. Pomyśleli więc że może jest u kolegi w Rózancie, ale tam też go nie było. Uznali że pewno uciekł z domu i włóczy się po świecie, jak tysiące młodych ludzi w jego wieku.

A potem o nim zapomnieli...

Dzień z życia stewarda






kolejne opowiadanie które przytaczam bardziej ze względów dokumentacyjnych

Stewart, zaczął wykonywać swoją pracę dopiero kilka miesięcy temu, a już wydawało mu się jakby tam był tam od lat. Dotarł się bardzo szybko i wszedł w skład swojej firmy praktycznie bezkolizyjnie, koledzy i przełożeni nie sprawiali mu większych problemów, a nawet okazali się sympatycznymi ludźmi, byli do niego przyjaźnie nastawieni
Podobnie było z miastem, do którego się przeniósł kiedy znalazł pracę. Mieszkanie wynajął bardzo szybko, w cichej i spokojnej okolicy. Małe ale przytulne i przyjemne
Czy jego imię Stewart, pomogło mu znaleźć i dostać pracę w lotnictwie i latać praktycznie po całym świecie, a przynajmniej europie, -tego nie wiedział . Lubił latać i podnosić się do góry, i wtedy czuł że

że przywiązanie do ciała całkowicie znika a on staje się wolny.

Różne zresztą były motywy pracy wśród kolegów i zespołu. Jeden z nich podjął pracę wyłącznie dla pieniędzy, drugi ze względu na paniczny strach przed śmiercią a szczególnie przestrzenią, i aby ten strach pokonać poszedł właśnie pracować do lotnictwa. Kiedy latał i odrywał się od ziemi czuł że pokonuje w sobie ten strach przed śmiercią i wypadkiem gdzieś w przestrzeni nieba. Po chwilach paniki pojawiała się ekstatyczna radość. Wyzwolenie. I zwycięstwo nad swoimi emocjami i ograniczeniami.

Jak wyglądało jego życie. Czy był szczęśliwy , -zapytacie?

Czy jego przywiązanie do kraju i naszej tradycji zmalało, a może wręcz przeciwnie stał sie większym patriotą. Albo zupełnie go nie obchodziły te rzeczy. Lubił latać, codziennie być w innym mieście, i słuchać ludzi mówiących językami jakich często nie rozumiał. Najbardziej zaś w chwilach zmęczenia, szedł jeszcze prawie śniący i wtedy jakby w krainie snu dobiegały do niego dziwne i niezrozumiałe głosy, i ludzie całkiem odmiennie ubrani, niż ci których spotykał zazwyczaj.
Nie do końca. On chciał latać w międzygwiezdnych lotach na inne planety. Oglądać księżycowe krajobrazy. Płynąć niby płód w łożysku otoczony błękitnymi wodami bezkresu galaktyki.
Na planowane spotkanie ze znajomymi jednak nie dotarł. Po prostu padł zmęczony na łóżko, i spał do późnego wieczora. Kiedy się obudził pomyślał że jest już za późno.
Już wkrótce zaczął nudzić się w pracy, i nic w tym dziwnego bo opanował wszystkie jej tajniki i tajemnice po kilku tygodniach. Wymyślał więc siedząc na pokładzie samolotu, po przeczytaniu wszystkich możliwych gazet jakie znalazł pod ręką, i rozwiązaniu przynajmniej jednej krzyżówki różne zabawne historyjki, -które nawet próbował niekiedy zapisywać. Ale zwykle gdy zmęczony po pracy wracał do domu, nie miał sił, i znikały w przepastnej przestrzeni [jego] umysłu.



Wszystko się zmieniło gdy w pewien majowy dzień jadąc autobusem do pracy, czyli w kierunku lotniska, przeczytał w jednym starych numerów “Wiedzy i Życie” wzmiankę o japońskim naukowcu z uniwersytetu w Osace który użył jako pilota ludzkie oko. Okazało się że można sterować sprzętem elektronicznym za pomocą ludzkiego oka. Zwykłym mruganiem oczu włączać odtwarzacz dwd, oraz wyłączać go, przesuwać do przodu film, albo zatrzymywać.
Postanowił wypróbować i sprawdzić czy można zastosować ten wynalazek w relacjach międzyludzkich. Siedząc usiłował wpływać na aparaturę samolotu za pomocą oczu i ruchów wykonywanych nimi. Co najdziwniejsze zauważył że taki wpływ istnieje. Kiedy na przykład skupiał się mocniej i zaciskał oczy samolot zaczynał przyśpieszać. Innym razem gdy znowu zaciskał mocniej prawą powiekę, wtedy samolot zaczynał pochylać się na prawo. Raz nawet o czym nikt nie wie uratował lecący samolot, przed katastrofą. Ludzie niczego nie świadomi kłócili się miedzy sobą o to kto ile miejsca zajmuje, i kto komu przeszkadza, dlaczego żona tak patrzy na młodszego od siebie sąsiada, i uśmiecha się do niego, i dlaczego mąż zamiast zajmować się żoną lub małymi dziećmi woli czytać gazetę, lub spać, albo za darmo pić alkohol.

Próbował także za pomocą swojego ukrytego w oczach pilota oddziaływać na ludzi. Kiedy tylko zobaczył że jeden z pasażerów jest zmęczony próbował go “doładować”, lub na przykład jeśli jakiś człowiek odczuwał niepokój lub lęk uspokajał go za pomocą swojego pilota.
Przez częste używanie pilota rozwijał siłę swojego umysłu, a praca w której kiedyś się tak okropnie nudził zyskiwała nowy sens, -nie napisze że w jego oczach.