środa, 28 lipca 2010

Żywot człowieka od tłumików

Krótkie opowiadanie w hołdzie Marvinowi "Hee"

Pan Tłumik wrócił wieczorem do domu po skończonej pracy, jak
zwykle zmęczony, ale zadowolony.
-co by oni beze mnie zrobili pomyślał- i odpowiadał sobie głośno.
-przecież wiesz, że nie ma drugiego faceta w okolicy który potrafi zrobić z samochodem i z tłumikiem to, co ty. Jednym słowem, jesteś prawdziwym mistrzem. No nie bądź taki skromny Marvin, przyznaj się że jesteś świetny-.
Uśmiechnął się, jakby zdał dopiero teraz sobie sprawę, że jest mistrzem w swojej dziedzinie, zawodowcem i dobrym fachowcem znającym robotę, którą wykonuje, lepiej niż ściany własnego mieszkania.
Ściągnął z siebie stare robocze ubranie umazane niemiłosiernie w smarach, ropie, i w tym w czym tylko mogło być umazane i rzucił kombinezon w róg kuchni, a zaraz obok niego postawił na gazecie robocze buty, tuż koło nich wylądowała reklamówka z rękawicami i nie dojedzonym śniadaniem.
Podszedł powoli do zlewu, odkręcił kurek, wziął mydło i zaczął starannie myć ręce i wybrudzoną od smarów twarz,


Nadzieja Rozpacz Desperacja
Gdy się tylko umył usiadł przy stole i zaczął jeść kolację. Był zadowolony z dzisiejszego dnia.
Ale jedna rzecz nie dawała mu spokoju.
-Mało tego , po prostu wkurza mnie to. ta zasrana, cholerna fabryka cementu, -mówił głośno do siebie- która akurat musi stanąć na jedynej drodze prowadzącej do jego zakładu. Czy nie ma innego wyjścia?
Może jednak jest?
Rano zadzwonił do burmistrza. tak jak wieczorem pomyślał
-gdy tylko wstanę zadzwonię do burmistrza-.
W słuchawce odezwał się głos
-haaloo halooo-
-Dzień dobry panie burmistrzu, to jeszcze raz ja, Marvin, Człowiek od tłumików
czy nic się nie da zmienić w mojej sprawie. Nie mam dojazdu do zakładu, nie mam wody, ja nic tu nie mam,. Mało tego, ciągle dostaje jakieś zasrane mandaty. mam już całą kuchnię wyklejoną tymi głupimi mandatami. Prosze mnie zrozumieć i sytuację w jakiej się znalazłem-
-doceniamy pana, ja i rada, i pana wkład w rozwój miasta, ale musi pan niestety zrozumieć priorytety i nasze nadrzędne cele. Musi pan zrozumieć panie Marvin- podkreślił dobitnie- że dobro miasta zawsze jest na pierwszym miejscu. Chcemy żeby było piękne...-
Ni słuchał tych bzdur do końca, rzucił słuchawką
W radiu leciała jakaś piosenka Dzonniego Casha i w całym warsztacie rozbrzmiewały słowa artysty
" bikoziu maj aj łok de lajn...ajm wery wrey hepi, tararara..."


1. czerwca 2004
Wracał z zakupami i myślał
-na pewno uderzą, napuszczą Ruskich na Chińczyków, albo coś takiego.
może wywołają parę eksplozji i zamachów bombowych w Indiach, a o wszystko oskarżą Pakistan i Iran.
Indie uderzą na Paki i Iran, potem dołączy się Turcja i Izrael, a w obronie Pakistanu staną Chiny ponieważ poczują się zagrożone nadmierną dominacją Indii w regionie.A żródło cywilizacji Indonezji, Birmy, Bangladeszu wypływa przecież z Indii. W sumie nieżle rozbujają świat.
Otworzył drzwi do warsztatu. W WARSZTACIE PANOWAŁ ŚWIEŻY CHŁÓD, a większość miejsca zajmowała jego nowa maszyna. Z daleka wyglądała prawie jak lokomotywa. Zrezygnowany powiesił na wieszaku kurtkę.

2. czerwca
"Hee" chodzi po warsztacie i rozmyśla
-To już koniec Marvin przyznaj się stary-. i jakby odpowiadał sobie -Noo dobra, podałem się, ale nie do końca-
tu spojrzał na ogromnego Komatsu D335A,. i myślał dalej
-O mój święty Boże! Na budowę drogi jednak miejscowi urzędnicy nie pozwolili.
Nie pozwolili też na przeprowadzenie rury kanalizacyjnej, bo musiałaby przez jakieś dwa, no góra trzy metry biec przez ten zakład cementu
Nie mam wody, i dostaje mandaty za brak wody, ale na przeprowadzenie rur z wodą nie pozwala mi miasto.
Położył się spać. -Może jutro coś wymyślę jak odpocznę-, powiedział do siebie zanim zasnął.
Wydzierżawił swój grunt firmie śmieciarskiej, a czas leciał, i minęło już przeszło pięć miesięcy.
Ale on nie marnował czasu, jeśli by ktoś pomyślał że traci czas na marzeniach to by sie pomylił. Ciągle przecież pracował nad swoim autkiem, a to dodawał mu nowe kamery, a to ulepszał klimatyzację, lub pogrubiał ściany wozu, chodząc dookoła pojazdu i mrucząc
-stal i beton, piękna robota, spisałeś się Marvin, nie ma co,
nie ma co, -dodawał po chwili, -świetny masz chłopie wózek, chyba najlepszy w mieście, a i może w całej okolicy, aż po Kolorado-
Nie wiedział, że w przyszłości wózek zostanie ochrzczony imionami "Kildi", "Megi" i "Armi"*.
. Mówił to głaskając delikatnie swoją ulubioną "beretkę" i przytulając do siebie " magnum".
Betertkę i magnum nazywał " bliżniakami", albo siostrami.


Był czwarty czerwca 2004 i upalny poranek.
Wstał rano, kręcił się trochę bezmyślnie po warsztacie.
-W końcu- powiedział -mam dość muszę rozj... to gó...-, i wskoczył za kierownice pojazdu nucąc pod nosem:
"Booni end Klaajd, Booni end Klaaajd.." i wyjechał wściekły przez ścianę,
-no chodżcie tu, dam wam zaraz popalić, ale wystraszeni pracownicy cementowni rozpierzchli się ze strachu na wszystkie strony.
Po fabryce przyszła kolej na ratusz, a budynek rozleciał się jakby był zrobiony z papieru.
- Trafiony! Zatopiony - krzyknął
- dwa zero dla mnie-.
Nie wiedział że do miasta ściągnięte zostały doborowe oddziały policji specjalnej Ludzie ze SWATu zaczajeni w zakamarkach ulic czekali na niego
Jadąc dalej wykrzykiwał:
- Ludzie ludzie oszukali was, ludzie oszukali nas, zrozumcie, zrozumcie mnie proszę! Waco, Oklahoma, to wszystko to jeden wielki pic!!! To wszystko to jeden kit i jedna wielka zmyła! Oni chcą nam odebrać broń i prawa. Chcą zamienić nas w stada posłusznych baranów, bezmyślnie idących na rzeż -
Gdy ci ze SWAtu otworzyli w końcu właz maszyny znależli martwego Marvina na siedzeniu jego Komatsu, wśród plątaniny kamer i stalowego żelastwa,
- Rozwalił prawie całe miasto, a potem siebie- powiedział jeden z nich do młodszego kolegi
Ciało Człowieka od tłumików -leżało bezładnie martwe na siedzeniu.
- Wygląda jakby się uśmiechał- dodał po chwili ten młodszy

_____________
*zdrobnienia od Killdozera, Megadożera, i Armagedon Tanku
o samym Marvinie Hee możesz przeczytać tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Marvin_Heemeyer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz